Depresja bez lukru. „Zmęczenie, smutek i pustka – myślałam, że tak wygląda dorosłe życie”
Czym jest depresja? Czy da się ją wyleczyć? Można z nią żyć? Jak wspierać chorych? O tym mówi Gosia Serafin, dziennikarka, youtuberka, autorka podcastu i książek.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym jest depresja. Czy to dzisiaj temat tabu.
- Czy z depresją można żyć. Czy da się ją wyleczyć.
- Jak wspierać osoby z depresją.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Depresja to jedna z większych z pandemii XXI wieku. Szacuje się, że ponad 8 mln osób w Polsce (ok. 26 proc. społeczeństwa) doświadczyło objawów zaburzeń psychicznych przynajmniej raz w życiu. NFZ szacuje, że w 2025 r. ok. 1,285 mln osób w Polsce zmagało się z depresją.
Czym jest depresja
– Mnie depresja dopadła objawami, które przez bardzo długi czas ignorowałam, bo wydawały się do przejścia. Miałam je, ale nadal funkcjonowałam. Normalnie pracowałam, żyłam, wykonywałam codzienne obowiązki. To nie była złamana noga, która unieruchamia człowieka. To było raczej ogromne zmęczenie. Myślałam, że tak po prostu wygląda dorosłe życie. Towarzyszył mi jednak przewlekły smutek i wewnętrzna pustka. Tłumaczyłam to sobie niepowodzeniami w życiu prywatnym albo przeciążeniem pracą. Zajmowałam się newsami, katastrofami i trudnymi tematami, więc wydawało mi się naturalne, że to wszystko we mnie zostaje i mnie obciąża – przyznaje Gosia Serafin.
Jest autorką podcastu „Bez farbowania”, w którym rozmawia o depresji. Napisała też książki „JEST OK. To dlaczego nie chcę żyć” oraz „Jak odzyskać siebie. Kobieca twarz depresji”.
Obok niej toczyło się życie prywatne, ale było na dalszym planie.
– Mimo zmęczenia, pustki i chronicznego smutku potrafiłam zmobilizować się do działania, kiedy szłam do pracy. Rano po prostu „brałam się w garść”, a sama praca trzymała mnie w ryzach. Dlatego można powiedzieć, że była to depresja wysoko funkcjonująca. Zmagałam się też z bezsennością, ale nawet to mnie nie zatrzymało. Wieczorami stresowałam się i martwiłam, czy wszystko mam przygotowane na następny dzień. Musiałam wstawać o czwartej rano, przez co całkowicie rozregulowałam sobie rytm dobowy. Jednak i to wydawało mi się czymś, co trzeba po prostu wytrzymać. Na własne samopoczucie właściwie nie miałam czasu zwracać uwagi – dodaje Gosia Serafin.
Myśli rezygnacyjne
Momentem przełomowym było pojawienie się myśli rezygnacyjnych.
– Wtedy po raz pierwszy poczułam, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Te myśli wydawały mi się obce, nienaturalne, a jednocześnie były niezwykle intensywne i przerażające. Bałam się tego, że zaczynam postrzegać je jako jedyne możliwe rozwiązanie, bo nie mam już siły dalej funkcjonować. Nie potrafiłam się tych myśli pozbyć. Zrozumiałam wtedy, że potrzebuję pomocy specjalisty, bo z czymś takim bardzo trudno żyć. Wiedziałam też, że myśli rezygnacyjne mogą być początkiem drogi prowadzącej do dalszych etapów, planowania i realizowania takich zamiarów. To właśnie ten lęk sprawił, że trafiłam do psychiatry – wspomina Gosia Serafin.
Pierwsze pytanie, jakie zadałam psychiatrze podczas wizyty, brzmiało: czy będę mogła pić alkohol, biorąc leki. Kiedy sama siebie usłyszałam na głos, poczułam zażenowanie.
Bardzo szybko zapisała się wtedy do psychiatry.
– Byłam już na skraju, ale wygrała we mnie wola życia. Kto doświadczył takich myśli, ten wie, jak bardzo potrafią być przytłaczające. Przejmują kontrolę nad postrzeganiem rzeczywistości i sprawiają, że człowiekowi wydaje się, że ten stan nigdy nie minie, że nic dobrego już go nie czeka. Nie pamięta się nawet, jak wyglądało życie wcześniej. To doświadczenie tak bardzo zalewa psychikę, że całkowicie dominuje myślenie – mówi Gosia Serafin.
Psychiatra zdiagnozował u niej ciężki epizod depresyjny.
– Zalecił zwolnienie lekarskie, odpoczynek i leczenie, ale nie zdecydowałam się na zwolnienie, bo bałam się utraty pracy. Jednocześnie czułam, że praca w pewnym sensie mnie podtrzymuje. Rozpoczęłam farmakoterapię i udało się dobrze dobrać leki. Kolejny epizod przyszedł do mnie w czasie pandemii. Był dużo silniejszy i znacznie trudniej było mi z niego wyjść. Powróciły myśli rezygnacyjne i ponownie sięgnęłam po pomoc psychiatryczną. Do dziś pozostaję pod opieką psychiatryczną i przyjmuję leki. Długo jednak zmagałam się z poczuciem, że to jakaś porażka, że od pięciu lat jestem na farmakoterapii – przyznaje Gosia Serafin.
Czy depresja to tabu?
Czy dzisiaj depresja jest powodem do wstydu, tematem tabu?
– Wydaje mi się, że w środowiskach wielkomiejskich – coraz rzadziej. Wręcz przeciwnie, mówi się o niej coraz bardziej otwarcie. Jak przy każdym zjawisku, istnieje jednak także druga strona medalu. Mam wrażenie, że pojęcie depresji bywa dziś niestety nadużywane. Świadomość dotycząca zdrowia psychicznego stopniowo rośnie, ale wciąż mierzymy się z dużą niewiedzą, umniejszaniem depresji, podważaniem jej istnienia oraz stygmatyzowaniem osób chorujących – dodaje Gosia Serafin.
Depresja to choroba tych, którzy zbyt długo musieli być silni. To pokazuje, jak bardzo mylne i niesprawiedliwe jest utożsamianie depresji ze słabością.
Czasem po diagnozie bliscy znikają, bo nie potrafią wesprzeć i pomóc.
– U mnie tego nie było. Jeśli chodzi o znajomych i otoczenie, to trochę się to zweryfikowało, ale w innym kontekście. Kiedy zaczęłam leczyć depresję w czasie pandemii, zdecydowałam się też odstawić alkohol. Pierwsze pytanie, jakie zadałam psychiatrze podczas wizyty, brzmiało: czy będę mogła pić alkohol, biorąc leki. Kiedy sama siebie usłyszałam na głos, poczułam zażenowanie. To był moment pandemii, wszyscy spotykali się na Zoomie, pili razem online. Sama też wieczorami łagodziłam sobie emocje winem. Doszłam do wniosku, że jeśli naprawdę chcę się leczyć i wyzdrowieć, muszę zrobić to na trzeźwo. Alkohol jest przecież depresantem i nasila lęki, więc leczenie i jednoczesne picie nie mają sensu. Dlatego przestałam pić – przyznaje Gosia Serafin.
Stereotypy o depresji
Bardzo krzywdzącym stereotypem jest przekonanie, że depresja oznacza słabość albo że jest chorobą słabych ludzi.
– Często przywołuję zdanie, że depresja to choroba tych, którzy zbyt długo musieli być silni. To pokazuje, jak bardzo mylne i niesprawiedliwe jest utożsamianie depresji ze słabością. Równie szkodliwe są mity dotyczące leków antydepresyjnych, zwłaszcza przekonanie, że uzależniają. Istnieją co prawda leki psychiatryczne, które mogą prowadzić do uzależnienia, ale stosuje się je doraźnie, pod ścisłą kontrolą lekarza i zazwyczaj przez krótki czas. Natomiast leki antydepresyjne same w sobie nie uzależniają i nie zmieniają osobowości – zapewnia Gosia Serafin.
Krążą też mity dotyczącego tego, że leki odbierają człowiekowi tożsamość.
– Wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że pomagają ją odzyskać. Nie zmieniają człowieka, ale pozwalają wrócić do poziomu funkcjonowania, z którego można zacząć działać, podejmować decyzje i korzystać z terapii. W depresji obraz rzeczywistości bywa mocno zniekształcony. Dla mnie najgorszym doświadczeniem było poczucie całkowitego braku sensu, nadziei i siły. Miałam wrażenie, że ten stan trwa od zawsze i nigdy się nie skończy. Bardzo trudne w depresji jest to, że człowiek przestaje widzieć jakiekolwiek światełko. Nie wierzy, że cokolwiek może pomóc, nie dostrzega sensu nawet w najprostszych czynnościach i nie potrafi odczuwać radości – mówi Gosia Serafin.
Dlatego wychodzenie z depresji bardzo często opiera się na małych krokach: wyjściu na spacer, wypiciu herbaty, wstaniu z łóżka. Z zewnątrz mogą wydawać się drobiazgami, ale dla osoby w depresji bywają ogromnym wysiłkiem. I choć chciałoby się wrócić do zdrowia szybko, ten proces zazwyczaj wymaga czasu.
Jak wspierać chorych na depresję
– Kiedyś Ewa Woydyłło powiedziała mi zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć: jeśli ktoś mówi, że cierpi, to znaczy, że cierpi i nie wolno tego kwestionować. Jeśli ktoś mówi, że źle się czuje, uznajmy to po prostu za prawdę. Warto być wobec takiej osoby uważnym i wrażliwym na to, że ma prawo tak się czuć – zapewnia Gosia Serafin.
Dodaje, że jeśli ktoś mówi, że cierpi, nie daje sobie rady i wszystko zaczyna go przytłaczać, nie należy przekonywać go, że tak nie jest. Lepiej po prostu uznać jego doświadczenie i być przy nim. Dać mu przestrzeń do przeżywania tego, co czuje.
– Często pojawia się pokusa szybkiego pocieszania. Zakładam, że zwykle wynika ona z dobrych intencji. Sama pewnie automatycznie powiedziałabym komuś cierpiącemu, że będzie dobrze, bo patrząc z boku, wierzę, że za jakiś czas sytuacja się poprawi. Problem w tym, że takie słowa często nie pomagają osobie, która jest w kryzysie. Dlatego ważniejsze od dawania rad jest słuchanie i uważność. Warto zapytać bliską chorą osobę: „co mogę dla ciebie zrobić, jak mogę ci pomóc, czego teraz potrzebujesz, czy jest coś, w czym mogę cię odciążyć?” – podpowiada Gosia Serafin.
Główne wnioski
- Bardzo krzywdzącym stereotypem jest przekonanie, że depresja oznacza słabość albo że jest chorobą słabych ludzi. Depresja to choroba tych, którzy zbyt długo musieli być silni. To pokazuje, jak bardzo mylne i niesprawiedliwe jest utożsamianie depresji ze słabością.
- Równie szkodliwe są mity dotyczące leków antydepresyjnych, zwłaszcza przekonanie, że uzależniają. Leki antydepresyjne same w sobie nie uzależniają i nie zmieniają osobowości. Nie zmieniają człowieka, ale pozwalają wrócić do poziomu funkcjonowania, z którego można zacząć działać, podejmować decyzje i korzystać z terapii.
- Jeśli ktoś mówi, że cierpi, nie daje sobie rady i wszystko zaczyna go przytłaczać, nie próbujmy przekonywać go, że tak nie jest. Lepiej po prostu uznać jego doświadczenie i być przy nim. Dać mu przestrzeń do przeżywania tego, co czuje.



