Kategoria artykułu: Biznes
Współpraca z partnerem

Zrozumieć nieznane. Świat nauki uczy się porozumiewać wspólnym językiem

Rozwój gospodarczy oparty na innowacjach wymaga sprawnej współpracy między nauką a światem biznesu, co w polskich realiach wciąż napotyka na systemowe bariery. Rozdźwięk między hermetycznym językiem badaczy i oczekiwaniami biznesu sprawia, że ogromny potencjał intelektualny rzadko przekłada się na rynkowe sukcesy.

Uczestnicy debaty w Centrum Nauki Kopernik
Uczestnicy debaty w Centrum Nauki Kopernik. Fot. M. Stanik, XYZ

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób nierealistyczne oczekiwania społeczne utrudniają właściwe zrozumienie nauki.
  2. Z jakiego powodu fundusze publiczne mogą hamować rozwój technologii.
  3. W jaki sposób regulacje ESG wymuszą na firmach wykorzystanie pracy naukowców.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Polski ekosystem innowacji od lat boryka się z problemem nieefektywnego transferu wiedzy z laboratoriów do świata zwykłych ludzi. Mimo rosnących nakładów na infrastrukturę badawczą wciąż brakuje płynnego dialogu między tymi dwoma światami. Ten aspekt wzięliśmy na warsztat podczas debaty zorganizowanej w Planetarium Centrum Nauki Kopernik, która podsumowuje nasz cykl „Energia Nauki”.


Ślepe uliczki w przekazywaniu wiedzy

Brak odpowiednich narzędzi do budowania społecznego zrozumienia dla pracy badawczej to jedno z największych wyzwań współczesnej akademii. Osiągnięcia w laboratoriach i instytutach badawczych, mimo wysokiego poziomu kształcenia i międzynarodowej rozpoznawalności wielu zespołów, rzadko rezonują z opinią publiczną. Wiedza napotyka mur zbudowany z nieufności. A w debacie publicznej brakuje nośnych narracji, które mogłyby przybliżyć złożone zagadnienia osobom spoza wąskiego grona specjalistów. Zjawisko to pogłębia dystans, sprawiając, że merytoryczne dyskusje postrzegane są jako odizolowane od trosk zwykłych obywateli.

– Widzę trzy podstawowe problemy. Pierwszy to dezinformacja i walka z tym zjawiskiem. Po drugie, my – naukowcy – mówimy hermetycznym językiem. Społeczeństwo nas po prostu nie rozumie. A po trzecie, nie umiemy wykorzystywać pozytywnych przykładów i z nich korzystać – mówi dr hab., prof. SGH Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Widzę trzy podstawowe problemy. Pierwszy to dezinformacja i walka z tym zjawiskiem. Po drugie, my – naukowcy – mówimy hermetycznym językiem. Społeczeństwo nas po prostu nie rozumie. A po trzecie, nie umiemy wykorzystywać pozytywnych przykładów i z nich korzystać

Odbiór dokonań uniwersyteckich cierpi również z powodu wyidealizowanych wyobrażeń na temat natury odkryć, podsycanych przez kulturę popularną. Oczekuje się olśniewających triumfów podawanych w przystępnej formie, zapominając, że droga do nich jest wyboista i pełna ślepych zaułków. Badacz większość czasu spędza na monotonnej analizie danych przed ekranem komputera. A to mocno utrudnia wykreowanie wokół jego zawodu aury ciągłej sensacji.

– Potencjał polskiej nauki jest naprawdę bardzo silny. Mamy bardzo dobrą jakość kształcenia. Mamy doskonałe zespoły badawcze, ale nauka ma moc tylko wtedy, kiedy jest obecna w życiu codziennym. Istotne jest, żeby pokazywać naukę jako proces. Nauka to nie są tylko momenty „wow”. To proces sinusoidalny. Coś wychodzi, coś się nie udaje. Budowa wzajemnego zaufania wymaga zatem od biznesu cierpliwości. A od naukowców – transparentnego raportowania postępów – zauważa dr Milena Ratajczak, zastępczyni dyrektora Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Istotne jest, żeby pokazywać naukę jako proces. Nauka to nie są tylko momenty „wow”. To proces sinusoidalny. Coś wychodzi, coś się nie udaje. Budowa wzajemnego zaufania wymaga zatem od biznesu cierpliwości, a od naukowców – transparentnego raportowania postępów

Apetyt na ryzyko a archaiczny model edukacji

Bariery w komunikacji nauki ze społeczeństwem mają też swoje korzenie w dominującym w Polsce modelu kulturowym. Rozwój technologiczny wymaga podejmowania decyzji obarczonych dużym stopniem niepewności. Tymczasem tolerancja na porażkę biznesową lub badawczą w naszym kraju jest wciąż znikoma. Takie podejście kształtowane jest już w latach szkolnych, gdzie promowane jest odtwórcze przyswajanie regułek zamiast odważnego testowania rzeczywistości.

– Jesteśmy dosyć konserwatywnym społeczeństwem, o bardzo niskim apetycie na ryzyko. A innowacje wiążą się z dużym ryzykiem. Żeby zmienić to podejście, powinniśmy już na etapie edukacji szkolnej poznawać, jak działa nauka jako proces – uczyć się zadawać pytania naukowe, samodzielnie przeprowadzać doświadczenia – mówi Robert Firmhofer, dyrektor naczelny Centrum Nauki Kopernik.

Dyrektor Kopernika podkreśla, że bezpośrednie zaangażowanie wpływa na stosunek do nauki i naukowców nie tylko u dzieci i młodzieży, ale także u osób dorosłych. Kiedy odbiorca przestaje być tylko obserwatorem i staje się uczestnikiem działań, ma okazję poznać warsztat naukowy, porozmawiać z badaczami i przekonać się, jak bardzo ich praca różni się od utrwalonego stereotypu.

– Dla nas słowem kluczem jest angażowanie. Staramy się angażować naszych odbiorców m.in. w naukę obywatelską, która obejmuje projekty prowadzone przez profesjonalnych badaczy oraz wolontariuszy – osoby spoza środowiska naukowego. Takie działania zwiększają zasięg badań, przybliżają naukę społeczeństwu oraz promują aktywne uczenie się przez całe życie – tłumaczy Robert Firmhofer.

Konieczność wyjścia poza utarte schematy dotyczy też zaangażowania samych akademików.

– Kiedyś na Politechnice Gdańskiej zorganizowano debatę oksfordzką. Jej tezą było to, że polskie uczelnie przygotowują studentów do życia w świecie, który nie istnieje. I nagle wstał student, z pierwszego roku, i zapytał: „Pani profesor, tyle mówicie, co zrobiliście dla studentów. A co państwo zrobili dla siebie? Dlaczego nie angażujecie się we własny rozwój, tylko wymagacie go od nas? Wolelibyśmy, żeby nauczyciele odrobili lekcje z nowych metod nauczania i przyszli gotowi nas uczyć”. Chodzi o to, że musimy definitywnie wyjść ze swoich bezpiecznych pozycji, bo tylko wtedy możemy razem osiągnąć wielkie rzeczy – mówi Ewa Sowińska, niezależna członkini Rady Nadzorczej ORLEN.

Demokratyzacja innowacji w epoce cyfrowego przebodźcowania

Wyjście ze strefy komfortu jest również koniecznością. Cyfrowa transformacja gospodarki obniżyła bariery projektowania nowych narzędzi, oddając pole pasjonatom i ludziom bez naukowego doświadczenia.

– Żyjemy w czasach, w których mamy potężną technologię – sztuczną inteligencję. Każdy z nas może usiąść i w miesiąc stworzyć prototyp własnego oprogramowania, narzędzia opartego na ogromnych zbiorach danych. Demokratyzacja nauki jest faktem – mówi Nikodem Rudziński, popularyzator nauki i twórca rozwiązań technologicznych. Jego profil @szhakal na TikToku obserwuje prawie 650 tys. użytkowników.

Paradoksalnie jednak dostęp do wiedzy – mimo jego demokratyzacji – utrudnia natłok bodźców. Serwisy społecznościowe zarządzają percepcją swoich użytkowników, promując materiały dynamiczne i powierzchowne, co uderza w dyscypliny wymagające skupienia. Skuteczne przekazanie fachowych treści inżynieryjnych nowemu pokoleniu wymaga adaptacji do wymagających zasad ekonomii uwagi.

Młodzi ludzie mają coraz mniejszy tzw. attention span. Scrollują bezmyślnie media społecznościowe i jeśli nie zostaną zainteresowani materiałem przez pierwsze trzy sekundy, to po prostu… scrollują dalej. A materiał przepada w czeluściach algorytmu

– Młodzi ludzie mają coraz mniejszy tzw. attention span. Scrollują bezmyślnie media społecznościowe i jeśli nie zostaną zainteresowani materiałem przez pierwsze trzy sekundy, to po prostu… scrollują dalej. A materiał przepada w czeluściach algorytmu – zauważa Nikodem Rudziński.

Zderzenie kultur pracy

Równie wymagająca jest współpraca na linii uczelnia-biznes. Tu wyzwaniem jest z kolei odmienne postrzeganie czasu i metodologii pracy. Świat biznesu funkcjonuje w rytmie kwartalnych raportów finansowych, oczekując szybkich i przewidywalnych zwrotów z inwestycji oraz skalowalności proponowanych rozwiązań. Tymczasem proces badawczy z definicji wymaga weryfikacji, powtarzalności i marginesu na błąd. A to w realiach rynkowych bywa postrzegane jako niepotrzebne generowanie kosztów. Zrozumienie tej asymetrii jest niezbędne do budowania trwałych partnerstw.

– Biznes oczekuje szybkich wynalazków i szybkiego wdrożenia w życie. A my tego nie możemy zrobić, bo jest metodologia, metodyka, badania podstawowe itd. Systematyczna współpraca z biznesem to podstawa, bo dzięki temu lepiej się rozumiemy i mamy większe zaufanie do siebie – dodaje prof. Piotr Wachowiak.

Istotny jest też kontekst historyczno-gospodarczy. Krajowe firmy przez dekady przyzwyczaiły się do „bezpiecznej” ścieżki nabywania zagranicznych licencji i maszyn. Taki model rozwoju gwarantował szybką modernizację, ale w dłuższej perspektywie zepchnął gospodarkę do roli podwykonawcy i klienta. Konsekwencją tego zjawiska jest niedobór rodzimych wyrobów technologicznych codziennego użytku, z którymi obywatele mogliby się utożsamiać. To właśnie na bazie takich przedmiotów buduje się szacunek do lokalnych inżynierów.

Staliśmy się społeczeństwem kolonialnym, które wszystko importuje. Nie wytwarzamy wystarczająco dużo dóbr, które by przekonywały ludzi do sensowności i roli nauki. I stąd m.in. bierze się brak zaufania. Bo gdy się nie rozumie, co ktoś robi i po co to robi, to trudno temu zaufać

– Staliśmy się społeczeństwem kolonialnym, które wszystko importuje. Nie wytwarzamy wystarczająco dużo dóbr, które by przekonywały ludzi do sensowności i roli nauki. I stąd m.in. bierze się brak zaufania. Bo gdy się nie rozumie, co ktoś robi i po co to robi, to trudno temu zaufać – zauważa prof. dr hab. Maciej Wojtkowski, dyrektor Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER).

Syndrom gospodarki odtwórczej

Struktura finansowania badań i rozwoju w Polsce wciąż opiera się w głównej mierze na środkach publicznych. Tymczasem w dojrzałych gospodarkach to prywatny kapitał napędza najbardziej przełomowe innowacje, przejmując na siebie ciężar ryzyka technologicznego.

– Pieniądz publiczny niestety jest bardzo obciążony wszędzie na świecie. (...) Odczuwamy bardzo silny brak właśnie środków prywatnych i funkcjonowania w ekonomii takiej prawdziwej, prywatnej, nie obarczonej decyzjami politycznymi. Nauka wymaga ogromnej otwartości, elastyczności, szybkiego działania, dynamiki. Natomiast pieniądz publiczny, który jest mocno zbiurokratyzowany, ogranicza kreatywność  – podkreśla prof. dr hab. Maciej Wojtkowski.

Walka o kapitał ludzki

Poza absorpcją kapitału palącym wyzwaniem staje się zapobieganie drenażowi wykwalifikowanych kadr. Zespoły uniwersyteckie mają trudności z konkurowaniem z systemami motywacyjnymi, jakie proponuje duży przemysł. Eksperci, którzy decydują się na opuszczenie uczelnianych murów, rzadko do nich powracają. Systematycznie uszczupla to zasoby niezbędne do prowadzenia zaawansowanych eksperymentów.

– Jeżeli naukowiec przejdzie z uczelni do biznesu, który rozwija jego kompetencje, oferuje dobre warunki finansowe, to często zostaje w tym biznesie. Dopóki nie będzie systemowych rozwiązań w zakresie rotacji kadr, to wszystkie dobre przykłady współpracy nauki z biznesem będą tylko przykładami, a systemowo zmieni się niewiele – uważa Ewa Sowińska.

Jeżeli naukowiec przejdzie z uczelni do biznesu, który rozwija jego kompetencje, oferuje dobre warunki finansowe, to często zostaje w tym biznesie. Dopóki nie będzie systemowych rozwiązań w zakresie rotacji kadr, to wszystkie dobre przykłady współpracy nauki z biznesem będą tylko przykładami, a systemowo zmieni się niewiele

Rola nauki w gospodarce ulega jednak obecnie zmianie ze względu na nowe otoczenie regulacyjne. Wprowadzane na poziomie unijnym wymogi dotyczące zrównoważonego rozwoju i raportowania niefinansowego (ESG) wymuszają na zarządach opieranie swoich strategii na danych naukowych. A to generuje przestrzeń dla zleceń dla naukowców.

– Biznes za każdym razem musi się powoływać na badania naukowe. Nadchodzi więc czas, kiedy w coraz szerszym zakresie biznes będzie potrzebował i będzie musiał się opierać na pracy naukowców, bo tylko takie metody zostaną uznane przez regulatorów – zaznacza niezależna członkini Rady Nadzorczej ORLEN.

Jednocześnie rynek stoi przed koniecznością akceptacji faktu, że nie każda dyscyplina wiedzy została stworzona do błyskawicznego podnoszenia wskaźników finansowych. Istnieją obszary zorientowane wyłącznie na poszerzanie barier poznawczych.

– Jestem przedstawicielką dyscypliny naukowej, która chyba najbardziej opiera się na podstawowych badaniach. Astronomia sama w sobie – może poza nawigacją – nie ma żadnego zastosowania w życiu codziennym. Oczywiście mamy pomysły na to, żeby wyjść poza nasz obszar – np. w obszarze budowania satelitów. Ale kołem zamachowym badań astronomicznych jest odkrywanie planet pozasłonecznych, do których nie dolecimy – zauważa dr Milena Ratajczak. 

Jest jednak jedno istotne „ale”. Choć takie dyscypliny wydają się odizolowane od bieżących potrzeb przemysłu, to budują intelektualne zaplecze, z którego inżynierowie i technolodzy niespodziewanie czerpią po wielu latach.

Nasz cykl

Energia Nauki

Polska nauka stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony mamy funkcjonujące jednostki badawcze, utalentowanych młodych naukowców, ponad 300 uczelni wyższych. Z drugiej – systemowe bariery, niedofinansowanie, brak stabilności zawodowej i ograniczone możliwości rozwoju. Wielkość nakładów na naukę nie zachwyca, więc warto zastanowić się nad tym, jak zatrzymać talenty w kraju i mądrze inwestować w badania.

Projekt „Energia nauki” to cykl rozmów z naukowcami, wynalazcami i badaczami – tymi, którzy dają energię polskiej nauce, często wbrew trudnościom. Łączymy różne perspektywy i punkty widzenia, by wspólnie znaleźć odpowiedzi na pytania o przyszłość polskiej nauki, jej organizację i finansowanie.

Główne wnioski

  1. Rozwój innowacyjnej gospodarki napotyka w Polsce na poważne bariery ze względu na brak wspólnego języka między światem nauki a społeczeństwem. Naukowcy borykają się z problemem hermetycznej komunikacji oraz wyidealizowanymi oczekiwaniami obywateli, które liczy na ciągłe, spektakularne odkrycia, ignorując żmudny i sinusoidalny proces badawczy. Skuteczne przełamanie tej nieufności wymaga zmiany archaicznego podejścia edukacyjnego i aktywnego angażowania obywateli, chociażby poprzez projekty nauki obywatelskiej, co pozwala lepiej zrozumieć rzeczywistą pracę badaczy i zbudować obustronne zaufanie.
  2. Zderzenie odmiennych kultur pracy oraz krótkoterminowe oczekiwania rynku stanowią ogromne wyzwanie dla budowania trwałych partnerstw naukowo-biznesowych. Podczas gdy przedsiębiorstwa funkcjonują w rytmie kwartalnych raportów i oczekują szybkich, skalowalnych wdrożeń, proces akademicki z natury wymaga dłuższego czasu na rzetelną weryfikację i badania podstawowe. Sytuację komplikuje fakt, że polska gospodarka przez dekady opierała się na bezpiecznym imporcie zagranicznych licencji, co zepchnęło ją do odtwórczej roli podwykonawcy i utrwaliło w społeczeństwie niską tolerancję na ryzyko. Ponadto rozwój przełomowych innowacji dławi zbiurokratyzowany i mało elastyczny system finansowania ze środków publicznych, któremu brakuje zwinności charakterystycznej dla prywatnego kapitału.
  3. Szansą na zacieśnienie tej współpracy stają się nadchodzące wymogi regulacyjne oraz postępująca cyfrowa demokratyzacja innowacji. Wdrażane zasady zrównoważonego rozwoju i raportowania niefinansowego (ESG) wymuszą docelowo na firmach opieranie swoich strategii na twardych danych badawczych, co naturalnie wykreuje nową przestrzeń zleceń dla naukowców. Równolegle rozwój sztucznej inteligencji pozwala dziś pasjonatom na szybkie prototypowanie rozwiązań, choć jednocześnie zmusza popularyzatorów nauki do wymagającej walki o uwagę młodego, cyfrowo przebodźcowanego pokolenia. Aby systemowo wykorzystać ten potencjał, polski rynek musi jednak wypracować rozwiązania zapobiegające drenażowi wybitnych kadr do przemysłu oraz zaakceptować fakt, że dziedziny fundamentalne – takie jak na przykład astronomia – budują kluczowe zaplecze intelektualne pomimo braku bezpośredniego, szybkiego przełożenia na zyski biznesowe.

Artykuł powstał na zlecenie ORLEN.