Tusk: na razie wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z rosyjskim pociskiem
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski tłumaczy, że wojsko było gotowe zestrzelić obiekt, który pojawił się w polskiej przestrzeni, ale trzeba było najpierw go dokładnie zidentyfikować. Premier Donald z kolei mówi, że wszystko wskazuje na to, że koło Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk CH-10.

– Taki obiekt przed neutralizacją musi zostać zidentyfikowany, czy nie jest to jakiś obiekt cywilny, który pojawił się w naszych systemach, więc musi dojść do identyfikacji tego obiektu przez chociażby myśliwiec i wtedy Dowódca Operacyjny może podjąć decyzję i wydać rozkaz o ewentualnej neutralizacji takiego obiektu, który mógłby zagrażać – mówił podpułkownik Jacek Goryszewski w rozmowie z TVN24.
Kosiniak-Kamysz: to była ciężka noc dla naszej obrony powietrznej
Jednak „dosłownie tuż przed tym, jak obiekt został przechwycony przez myśliwiec, zniknął z radarów i to miejsce zniknięcia zostało zidentyfikowane jako miejsce upadku". – Pilot nie zdążył zobaczyć obiektu, zabrakło minut i sekund, ale z zapisów wynika, że był to jeden obiekt i nie ma sygnałów, aby było ich więcej – dodał rzecznik DORSZ.
– Niezwłocznie został tam wysłany śmigłowiec, który rozpoznał i zauważył miejsce upadku, następnie skierowaliśmy tam żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy zabezpieczyli miejsce zdarzenia, skierowaliśmy też tam służby odpowiedzialne za ewentualne badanie teraz szczątków – stwierdził wojskowy.
Zapewnił, że na miejscu pracują służby, a wojsko bada aktywność „obiektów, które były bardzo blisko naszej granicy".
Tusk: mamy do czynienia z rosyjskim pociskiem balistycznym
Z kolei premier Donald Tusk potwierdził, że na Polskę spadł rosyjski pocisk. – Jak na razie wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym CH-101, rosyjskim, ale też nie wyprzedzamy efektów szczegółowego badania – powiedział z kolei premier. Według niego, „nie było bezpośredniego zagrożenia, w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym".
Szef rządu mówił też, że ukraińskie myśliwce starały się zestrzelić rosyjskie pociski przed polską granicą. – Gen. Ireneusz Nowak poinformował mnie, że myśliwce ukraińskie do samej polskiej granicy starały się przechwycić i zatrzymać pociski, które zmierzały w polską stronę. To pokazuje, jak ważna jest współpraca z naszymi sojusznikami – dodał szef rządu.
Jego zdaniem, to pokazuje, jakie znaczenie ma pomoc w obronie ukraińskiego nieba. Stwierdził, że pomoc Ukrainie ma wpływ na bezpieczeństwo Polski.
Gen. Ireneusz Nowak: byłem w gotowości do wydania polecenia zestrzelenia obiektu
Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych mówił na posiedzeniu zespołu koordynującego, że polska obrona powietrzna była gotowa do nocnej akcji. – Przygotowując się do odparcia tego ataku, podjęliśmy kroki zmierzające do podniesienia gotowości środków, które są w systemie obrony powietrznej naszego państwa – stwierdził.
Jak wyjaśnił, F-16 z bazy w Łasku i samoloty z Malborka były w piętnastominutowej gotowości do startu. W 30-minutowej gotowości był samolot wczesnego wykrywania Saab 340. W pogotowiu były też śmigłowce bojowe Mi-24 oraz wszystkie naziemne zestawy obrony przeciwlotniczej.
– Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się dokładnie w tym samym momencie i miejscu, w którym ten pocisk uderzył w ziemię. Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja o zestrzeleniu tej rakiety. Natomiast rakieta upadła w terenie niezamieszkałym, niezabudowanym, nie stwarzając ryzyka – powiedział. Dodał, że był „cały czas w gotowości do wydania polecenia zestrzelenia tego obiektu".
Lubelscy śledczy: Ukraina zaoferowała pomoc ekspertów
Lubelscy śledczy przyznali, że Ukraina zaoferowała pomoc w ustaleniu, co spadło w okolicach Tarnawy-Kolonii. – Dostaliśmy też oficjalny wniosek strony ukraińskiej o pomoc w przeprowadzeniu tych oględzin, ponieważ są to fachowcy, którzy mają najwięcej do czynienia z tego typu zdarzeniami. Aktualnie trwa rozpoznawanie wniosku i niewykluczone jest, że przyjadą oni tutaj na miejsce i pomogą – również ze służbami polskimi – zidentyfikować ten element, który wleciał do polskiej przestrzeni powietrznej – wyjaśnił szef Prokuratury Okręgowej w Lublinie Grzegorz Trusiewicz. Jak dodał, trwa rozpatrywanie tego wniosku.
Co stało się na Lubelszczyźnie?
W nocy po rosyjskim ostrzale Ukrainy, jeden z pocisków skierował się nad Polskę i uderzył w ziemię niedaleko Tarnawy-Kolonii w woj. lubelskim. Na miejscu pojawiły się służby. W rejon uderzenia pojechał też premier Donald Tusk. Na miejscu zebrał się też specjalny zespół koordynacyjny z udziałem szefa MON, szefa MSWiA i odpowiednich służb, który obraduje pod przewodnictwem premiera.