Tajwan wzoruje się na Ukrainie. Stawia na drony i tworzy „piekielny krajobraz" wokół wyspy
Władze Tajwanu chcą odstraszyć Pekin, stawiając na drony morskie i powietrzne. W ten sposób planują pokazać, że chińska inwazja byłaby zbyt droga. Zdaniem ekspertów jednak same bezzałogowce do tego nie wystarczą.

Według nowej strategii wyspy, Tajwan stawia na roje tanich dronów, rakiety i artylerię, by atakować nimi ewentualne siły inwazyjne. – Nasze wysiłki dotyczące dronów i systemów antydronowych zaczęły się stosunkowo późno – tłumaczy gen. Huang Wen-chi z tajwańskiego ministerstwa obrony. Dodał, że w ostatnich dwóch latach sytuacja zaczęła się zmieniać.
Jak pisze „New York Times", do 2030 r. Tajwan chce produkować 100 tys. dronów na miesiąc. Połowa bezzałogowców trafi na eksport, a połowa do armii. Już w pierwszym kwartale 2026 r. wyspa sprzedała drony za 115 mln dolarów (więcej niż w całym 2025 r.). Drony głównie trafiają do Czech, a stamtąd na Ukrainę.
Wyspa wzoruje się bowiem na doświadczeniach ukraińskich. Władze w Tajpej liczą bowiem, że tanie bezzałogowce pomogą im powstrzymać silniejszego przeciwnika. Jednocześnie jednak eksperci ostrzegają, że bez zmiany doktryny i organizacji armii same drony niczego nie zmienią. – Operacje wojsk lądowych na pierwszej linii muszą całkowicie zmienić się w porównaniu z przeszłością – tłumaczy Shu Hsiao-Huang z tajwańskiego Instytutu Badań nad Obroną Narodową i Bezpieczeństwem. – To bardzo trudne, ponieważ nie przeszli próby wojny – dodaje.
Na razie, jak tłumaczy „NYT", chińska armia nie jest jeszcze gotowa do inwazji na Tajwan. Osłabiły ją choćby ostatnie antykorupcyjne czystki. Eksperci tłumaczą jednak, że Pekin też mocno stawia na drony i wyciąga wnioski z ukraińskiej wojny ws. ich zakłócania i wykrywania.