Platformy odrzuciły 76 proc. zgłoszeń NASK. Krzysztof Gawkowski zapowiada kary
W pierwszym półroczu 2026 r. NASK zgłosił platformom społecznościowym ponad 65 tys. materiałów zawierających dezinformację i inne szkodliwe treści. Usunięto zaledwie 6,7 proc. z nich. Minister cyfryzacji oskarża platformy o zarabianie na kłamstwie i domaga się skuteczniejszej moderacji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak platformy społecznościowe reagowały na treści zgłaszane przez NASK jako dezinformację w pierwszym półroczu 2026 r.
- Jakie działania wobec firm zarządzających platformami zapowiada Ministerstwo Cyfryzacji.
- Na jakim etapie jest wdrażanie w Polsce przepisów umożliwiających egzekwowanie unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA).
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Co dzieje się ze szkodliwymi treściami po zgłoszeniu ich firmom zarządzającym platformami internetowymi? Analitycy NASK sprawdzili, jak poszczególne serwisy reagowały na zgłoszenia dezinformacji i innych szkodliwych materiałów w pierwszym półroczu 2026 r. Wnioski przedstawili w raporcie „Reakcja platform społecznościowych na zgłoszenia w I półroczu 2026 r.”. Nie są one optymistyczne. Zdecydowana większość zgłoszonych treści nie została usunięta ani poddana moderacji, co sprzyja dalszemu rozpowszechnianiu dezinformacji w internecie.
Trzy czwarte zgłoszeń bez interwencji
NASK to państwowy instytut zajmujący się m.in. cyberbezpieczeństwem i przeciwdziałaniem dezinformacji. Opublikowany w środę raport jest kolejną analizą reakcji firm technologicznych na zgłaszane im treści.
W marcu 2026 r. NASK przedstawił dane dotyczące całego 2025 r. Z tamtego raportu wynikało, że platformy usunęły zaledwie 12 proc. spośród ponad 46 tys. materiałów zgłoszonych jako zawierające dezinformację. Kolejne 68 proc. poddano moderacji, natomiast 20 proc. zgłoszeń odrzucono.
Najnowsza analiza obejmuje pierwsze półrocze 2026 r. i dotyczy m.in. dezinformacji wokół dostaw agregatów prądotwórczych do Ukrainy, pożaru Puszczy Solskiej oraz proirańskiej kampanii prowadzonej z wykorzystaniem skoordynowanych działań nieautentycznych kont.
Analitycy NASK zgłaszali również konta osób podszywających się pod specjalistów medycznych i sprzedających suplementy, profile udające straż miejską oraz reklamy wykorzystujące wizerunki znanych osób. Wśród zgłoszonych materiałów znalazły się także wygenerowane przy użyciu AI treści przedstawiające rzekomych polskich żołnierzy oraz fikcyjne profile Ukrainek z ofertami matrymonialnymi.
W ciągu zaledwie sześciu miesięcy NASK zgłosił platformom około 19 tys. materiałów więcej niż w całym 2025 r. Jednocześnie znacznie wzrósł odsetek zgłoszeń, które nie doprowadziły do usunięcia ani moderacji treści.
Spośród 65,2 tys. zgłoszonych materiałów moderacji poddano około 11,3 tys., czyli 17,3 proc. Usunięto 6,7 proc. treści – odsetek niemal dwukrotnie mniejszy niż w 2025 r. Aż 76 proc. zgłoszeń odrzucono.
Jak podkreśliła podczas konferencji prasowej Izabela Jarka, kierowniczka Zespołu Szybkiego Reagowania i Wykrywania Dezinformacji w NASK, instytut nie zgłasza po prostu treści budzących podejrzenia, lecz materiały, które w jego ocenie naruszają regulaminy platform albo przepisy prawa polskiego lub międzynarodowego.
Łącznie odrzucono zgłoszenia dotyczące blisko 49,6 tys. materiałów. Oznacza to, że mimo interwencji polskiego instytutu platformy nie zdecydowały się na ich usunięcie ani na moderację.
„Każda platforma ma brudne ręce”
Do wyników raportu NASK odniósł się wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Wnioski z analizy uznał za „porażające”.
– Trudno objąć słowami to, co zobaczyliśmy. Dane wskazują na celowe działanie platform, które na dezinformacji zarabiają, na dezinformacji korzystają i traktują ją jako źródło swego dochodu. Bezpieczeństwo informacyjne Polek i Polaków jest traktowane jako element uboczny prowadzenia biznesu. To nie jest raport o drobnych uchybieniach. To akt oskarżenia przeciwko bierności, niedbalstwu i cynizmowi platform społecznościowych – powiedział szef resortu cyfryzacji podczas konferencji prasowej.
Zdaniem wicepremiera, jednym z przejawów problemu jest niewystarczająca liczba polskojęzycznych moderatorów. Jak przekonywał, polskie służby i instytucje zgłaszające dezinformację muszą niekiedy „czekać tygodniami” na usunięcie szkodliwych materiałów. Zarzucił platformom, że celowo nie zatrudniają odpowiedniej liczby osób do moderowania treści w języku polskim.
– To jest skandal. Ta bezkarność i ta bezwstydna monetyzacja kłamstwa odbywają się na platformach, bez względu na to, z której strony świata przychodzą, czy z jednej strony Atlantyku, czy z Azji. Każda platforma ma brudne ręce, jeśli chodzi o bezpieczny i czysty od dezinformacji internet. Różnice polegają na tym, że jedne platformy nie reagują, a inne reagują w sposób minimalny – powiedział Krzysztof Gawkowski.
Wicepremier zwrócił również uwagę na wykorzystywanie platform społecznościowych przez rosyjskie służby do prowadzenia działań dezinformacyjnych w Polsce. Jego zdaniem niewystarczająca reakcja firm technologicznych ułatwia prowadzenie takich operacji.
Resort cyfryzacji zapowiada działania
Krzysztof Gawkowski przedstawił również działania, jakie zamierza podjąć w związku z negatywną oceną skuteczności platform w przeciwdziałaniu dezinformacji.
– Wystąpiłem dzisiaj do platform z żądaniem natychmiastowego utworzenia skutecznych i rozbudowanych zespołów, które będą moderować treści. Mają to być zespoły polskojęzyczne, które będą działały z Polski i które w sposób natychmiastowy będą miały połączenie z NASK i polskimi służbami specjalnymi, które treści zgłaszają – podał w środę wicepremier.
Szef resortu cyfryzacji zażądał także od platform „likwidacji fikcyjnych procedur usuwania” szkodliwych treści oraz skrócenia czasu reakcji na zgłoszenia.
Minister zapowiada kary za brak reakcji
Czy platformy zastosują się do żądań polskiego rządu? To osobne pytanie, zwłaszcza w kontekście bliskich relacji prezydenta USA Donalda Trumpa z szefami największych amerykańskich firm technologicznych. Administracja amerykańska wielokrotnie krytykowała działania regulacyjne wymierzone w koncerny technologiczne, przedstawiając je jako zagrożenie dla interesów gospodarczych USA.
Polski minister cyfryzacji przekonuje jednak, że istnieją narzędzia pozwalające egzekwować obowiązki platform.
– Każde żądanie państwa niezrealizowane przez platformy będzie powodem do rozpoczęcia postępowania nakładania kar finansowych. Mamy dzisiaj w rękach szansę, że te kary będą w wysokości dziesiątek milionów złotych bądź euro. Pokazaliśmy, że za sprawą Komisji Europejskiej możemy o to walczyć. Bezwzględnie będziemy z tego korzystali – zapowiedział wicepremier Gawkowski.
Minister nawiązał do działań podejmowanych przez Polskę wobec Mety. Pod koniec sierpnia rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier poinformował, że KE uwzględni materiały przekazane przez Polskę w ramach postępowania prowadzonego wobec Mety.
Warto wiedzieć
TikTok pod lupą NASK. Instytut zaleca „krytyczne podejście"
Działania NASK nie ograniczają się do analizowania reakcji platform na zgłaszane szkodliwe treści. W lipcu instytut opublikował raport „Manipulacja algorytmami: Chiny w oczach polskich użytkowników platformy TikTok”.
Analitycy sprawdzili, w jaki sposób na TikToku prezentowane są treści dotyczące Chin i jakie zagrożenia mogą wiązać się z ich odbiorem oraz rozpowszechnianiem.
W raporcie zalecono „nie tylko krytyczne podejście do treści pojawiających się na platformie, ale także szczególną ostrożność w publikowaniu na niej materiałów i danych”. Ostrzeżenie skierowano przede wszystkim do instytucji rządowych oraz osób publicznych.
Jednocześnie rzecznik Komisji Europejskiej zwrócił uwagę, że Polska nie zakończyła jeszcze prac nad krajowymi przepisami służącymi stosowaniu unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA). Utrudnia to korzystanie z pełnego zakresu narzędzi przewidzianych do egzekwowania obowiązków platform.
Platformy muszą wziąć się do pracy
Podsumowując wyniki raportu, Izabela Jarka wskazała, że ocenę reakcji platform na poszczególne zgłoszenia utrudniają niejasne i niespójne zasady moderacji. Problemem jest również ograniczony dostęp do danych potrzebnych do analizowania szkodliwych treści, m.in. w bibliotekach reklam.
Zdaniem przedstawicieli NASK wyniki raportu pokazują, że problem ma charakter systemowy. Platformy powinny skuteczniej przeciwdziałać dezinformacji i w większym stopniu brać odpowiedzialność za sposób reagowania na zgłoszenia.
Do tego potrzebne są jednak nie tylko sprawniejsze procedury moderacji, ale również odpowiednie mechanizmy prawne umożliwiające egzekwowanie obowiązków firm technologicznych.
DSA w Polsce. Na razie jesteśmy w połowie drogi
Unijny akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA) obowiązuje w całej Unii Europejskiej od 17 lutego 2024 r. Polska nadal nie zakończyła jednak prac nad wszystkimi krajowymi przepisami regulującymi jego stosowanie i egzekwowanie.
Dotychczas pełną ścieżkę legislacyjną przeszła jedna z dwóch ustaw. To podpisana we wrześniu 2026 r. przez prezydenta Karola Nawrockiego nowelizacja, która wyznacza prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) na koordynatora ds. usług cyfrowych. Nowe przepisy mają wejść w życie 6 listopada 2026 r.
Do zadań koordynatora będzie należało m.in. rozpatrywanie skarg użytkowników, współpraca z regulatorami z innych państw członkowskich i Komisją Europejską oraz wykonywanie kompetencji nadzorczych i egzekucyjnych w zakresie określonym przepisami DSA.
W parlamencie trwają tymczasem prace nad drugą ustawą. Ma ona wprowadzić m.in. procedury reagowania na nielegalne treści w internecie oraz dodatkowe możliwości odwoływania się od decyzji dotyczących ich blokowania. Z wnioskami o blokowanie treści naruszających prawo będą mogły występować m.in. policja, prokuratura i administracja skarbowa. Przewidziano też mechanizmy odwoławcze służące ochronie praw użytkowników.
W październiku 2026 r., po przyjęciu poprawek przez Senat, ustawa wróciła do Sejmu. Jak zapowiedział podczas prezentacji raportu NASK Krzysztof Gawkowski, posłowie mają głosować nad poprawkami w czwartek, 22 października. Według wicepremiera jeszcze tego samego lub następnego dnia ustawa mogłaby trafić do podpisu prezydenta.
Podział przepisów na dwie ustawy jest konsekwencją wcześniejszego weta prezydenta. Na początku stycznia 2026 r. Karol Nawrocki odmówił podpisania poprzedniej wersji regulacji. Argumentował, że przyznawała ona administracji zbyt szerokie uprawnienia do blokowania treści w internecie, co mogłoby prowadzić do „administracyjnej cenzury”.
W nowej wersji zmieniono część przepisów budzących zastrzeżenia prezydenta. Nadal jednak nie wiadomo, czy Karol Nawrocki zdecyduje się podpisać procedowaną obecnie ustawę.
– Oczekujemy od prezydenta podpisu pod ustawą. Bo to jest ustawa, która założy prawdzie chomąto na platformy cyfrowe. Narzędzia w polskich rękach są niezbędne, tak, żebyśmy nie musieli tylko wspierać Komisję Europejską. Podpisanie ustawy o usługach cyfrowych przez prezydenta to interes i bezpieczeństwo w obszarze informacji. Panie prezydencie, niech pan podpisze tę ustawę i nie wspiera rosyjskiej dezinformacji w Polsce – podsumował swoje wystąpienie na środowej konferencji Krzysztof Gawkowski.
Główne wnioski
- Platformy społecznościowe odrzuciły ponad trzy czwarte zgłoszeń NASK dotyczących dezinformacji i innych szkodliwych treści. W pierwszym półroczu 2026 r. instytut zgłosił 65,2 tys. materiałów. Usunięto 6,7 proc. z nich, a 17,3 proc. poddano moderacji. Pozostałe 76 proc. zgłoszeń odrzucono. To wyraźnie gorsze wyniki niż w całym 2025 r., gdy odrzucono jedną piątą zgłoszeń.
- Minister cyfryzacji zarzuca platformom czerpanie korzyści z rozpowszechniania dezinformacji i zapowiada zdecydowaną reakcję. Krzysztof Gawkowski domaga się utworzenia skutecznych, polskojęzycznych zespołów moderacyjnych, skrócenia czasu reakcji na zgłoszenia i zapowiada działania zmierzające do nakładania kar na firmy naruszające obowiązujące przepisy.
- Polska wciąż kończy tworzenie krajowych mechanizmów egzekwowania unijnego aktu o usługach cyfrowych. Prezydent podpisał już ustawę wyznaczającą prezesa UKE na koordynatora ds. usług cyfrowych. Druga ustawa, dotycząca m.in. procedur reagowania na nielegalne treści, pozostaje w parlamencie. Rząd liczy na jej szybkie uchwalenie i podpis prezydenta, choć wcześniejsze weto Karola Nawrockiego pokazuje, że porozumienie w tej sprawie nie jest przesądzone.



