Przepływ ropy przez Ormuz wrócił do poziomów sprzed wojny z Iranem. Ceny surowca pozostają jednak wysokie

Transport ropy naftowej z Zatoki Perskiej wrócił do przedwojennych poziomów. Ceny surowca wciąż jednak są bardzo wysokie. Transport ropy jest bowiem bardzo ryzykowny.

Jak wynika z informacji „Wall Street Journal”, w ubiegłym tygodniu państwa Zatoki Perskiej eksportowały średnio 24,6 mln baryłek ropy dziennie. To najwyższy tygodniowy wynik od lutego 2026 r., gdy rozpoczęły się amerykańskie i izraelskie ataki na Iran. W odpowiedzi Teheran częściowo zablokował cieśninę Ormuz i ostrzeliwuje statki, które przez nią przepływają. USA zaś wprowadziły blokadę morską Iranu.

Ceny ropy rosną. Ataki na statki w cieśninie Ormuz zagrażają dostawom surowca

Eksport, jak tłumaczy firma analityczna Kpler, odbudował się dzięki alternatywnym trasom omijającym cieśninę Ormuz, takim jak choćby rurociągi lądowe. Transport tym kluczowym szlakiem jest bowiem o jedną trzecią mniejszy niż przed wojną i pozostaje niebezpieczny.

Niebezpieczny transport w konwojach

Mniejsze tankowce płyną bowiem w konwojach eskortowanych przez siły USA, z wyłączonymi systemami lokalizacyjnymi. W Zatoce Omańskiej przeładowują ropę na większe tankowce i wracają do portów krajów Zatoki Perskiej.

Mimo eskorty ryzyko ataku jest duże. Tylko w październiku Iran przeprowadził 30 ataków na statki. To zaś przekłada się na koszty. W połowie października, jak podaje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE), transport baryłki ropy z Zatoki Perskiej do Azji kosztował około 37 dolarów. To pięciokrotnie więcej niż przed wojną. Do tego wzrosły też koszty ubezpieczenia tankowców od ryzyka wojennego. Przed atakami wynosiły mniej niż 3 proc., a obecnie sięgają nawet 10 proc. wartości statku.

Ceny ropy wracają w okolice najwyższych poziomów od 5 miesięcy

Więcej trzeba też płacić marynarzom za przeprawę przez Ormuz. Członkowie załóg dostają cztero-, a nawet sześciokrotnie wyższe pensje, a kapitanowie mogą liczyć na dodatkowe 50 tys. dolarów za rejs.

Rynek boi się wznowienia nalotów

Sytuacji nie poprawiają obawy przed wznowieniem ataków na Iran po wyborach w USA i Izraelu. Do tego ceny są wysokie z powodu niewielkich zapasów ropy. Jak tłumaczy w „MarketWatch” analityk Michael Lynch, gdyby rezerwy były duże, zakłócenie dostaw nie spowodowałoby skoku cen. Jednak po kilku miesiącach korzystania z tych rezerw zapasy stopniały.

Nic więc dziwnego, że w środę ropa Brent kosztowała 108,82 dolara za baryłkę, a cena baryłki WTI wynosiła 97,15 dolara. Od początku października ceny obu gatunków surowca wzrosły o prawie 10 proc.

Źródło: PAP