Kategorie artykułu: Biznes Sport

Angielska piłka na granicy katastrofy. Raport ujawnia skalę problemu

Ponad 90 proc. angielskich klubów piłkarskich zakończyło poprzedni sezon na minusie. Co czwarty nie przetrwałby nawet miesiąca bez wsparcia właściciela, a koszty i zadłużenie rosną w alarmującym tempie. Nowy raport państwowego regulatora pokazuje, w jakim stanie są finanse angielskiego futbolu.

stadion Arsenalu z perspektywy trybun
Arsenal osiągnął rekordowe przychody w wysokości 760 milionów funtów po zdobyciu mistrzostwa Premier League w sezonie 2025/26, co przebiło poprzedni rekord Manchesteru City wynoszący 715 mln funtów. Na zdjęciu Emirates Stadium stadion Arsenalu. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego rekordowe przychody nie uchroniły angielskich klubów przed stratami.
  2. Jak bardzo uzależnione od właścicieli i długu są kluby w angielskim futbolu.
  3. Dlaczego regulator uważa obecny model finansowania angielskiej piłki za niebezpieczny.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata angielskiej i amerykańskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.

Dokładnie 244 strony ma nowy raport przygotowany przez Independent Football Regulator (IFR), czyli państwowy urząd działający pod patronatem Ministerstwa ds. Kultury, Mediów i Sportu w Wielkiej Brytanii.

Instytucja przygląda się sytuacji finansowej klubów piłkarskich w męskich pięciu najwyższych ligach w Anglii. Chociaż zakres analizy jest bardzo szeroki, wnioski są wyjątkowo proste.

Z badania, będącego wstępem do przyszłorocznego i oczekiwanego od lat sprawozdania IFR, wynika, że angielskie kluby piłkarskie to jedne z najgorzej prowadzonych biznesów na świecie.

Uzależnione od długu i pieniędzy właścicieli, notorycznie generujące straty i nieradzące sobie z piętrzącymi się kosztami – takie są kluby piłkarskie w ligach uznawanych za wzór.

94 proc. klubów zakończyło sezon ze stratą

Jeszcze większe wrażenie robią konkretne statystyki. Jak podaje IFR, w zeszłym sezonie tylko siedem zespołów w pięciu najwyższych ligach w Anglii wyszło na plus. Oznacza to, że 94 proc. ze 116 najlepszych drużyn w Anglii było pod kreską.

Ponadto co czwarty klub w Anglii przepaliłby całą gotówkę po miesiącu bez wpłat od właściciela. Z kolei dwie trzecie klubów w ligach innych niż Premier League z dnia na dzień stałoby się niewypłacalnych, gdyby nie gotówka od inwestorów.

Jest to o tyle zaskakujące, że pod względem przychodów w angielskiej piłce dawno nie było lepiej. Tylko w zeszłym roku kluby z pięciu najwyższych lig wygenerowały absolutnie rekordowe 9 mld funtów wpływów.

Premier League coraz bogatsza, przepaść finansowa rośnie

Oczywiście najwięcej pieniędzy przyciągają kluby z Premier League. Ich przychody podskoczyły ponad trzydziestokrotnie od utworzenia ligi w 1992 r. W tym czasie brytyjskie PKB urosło tylko trzykrotnie.

Przepaść między Premier League a niższymi ligami jest gigantyczna. W sezonie 1992/93 klub z Premier League zarabiał średnio trzy razy więcej niż konkurencja z niższego poziomu. Teraz to już dziewięć razy więcej. Z kolei najbogatszy klub w Premier League zarabia prawie dwieście razy więcej niż najsłabiej zarabiający klub w EFL League Two, czyli czwartej lidze.

Koszty i pensje napędzają straty klubów

To statystyki, które prowadzą do kilku paradoksów. Po pierwsze, mimo tak gigantycznych zarobków kluby z Premier League tracą pieniądze podobnie, jak drużyny z niższych lig. Tylko cztery zespoły z Premier League w ostatnio raportowanym sezonie 2024/25 nie miały straty. Pozostali wydają na potęgę, więcej niż zarabiają.

Po drugie, finansowa dominacja Premier League wcale nie jest głównym powodem problemów mniej prestiżowych rozgrywek w Anglii. Aż 17 klubów z trzech lig zarządzanych przez EFL oraz z National League straciłoby w zeszłym roku pieniądze nawet wtedy, gdyby nie musiało płacić zawodnikom. Tak bardzo koszty wymknęły im się spod kontroli.

Wspominamy o tym, bo płace to jeden z największych problemów angielskiej piłki. Mimo rekordowych przychodów kluby nie zarabiają, bo pensje rosną jeszcze szybciej niż wpływy. Na przestrzeni ostatnich trzech dekad płace w Premier League urosły 50-krotnie, a w EFL Championship 16-krotnie.

Jest sześć klubów, które tylko na pensje zawodników przeznaczają więcej niż 100 proc. przychodów. Oznacza to, że muszą się zadłużać, by w ogóle opłacić graczy, a przecież mają do utrzymania stadion i ośrodki treningowe oraz dziesiątki czy setki pracowników.

Dlatego zysk to w angielskiej piłce marzenie ściętej głowy. W Premier League średnia strata wynosi już 44 mln funtów rocznie, ponad dwa razy więcej niż pięć lat temu. W niższych ligach straty też się podwoiły, ale na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

Zadłużenie klubów rośnie w alarmującym tempie

By przetrwać taki model biznesowy, trzeba „ciągnąć” darmowy kapitał od właściciela lub się zadłużać. Można to zrobić w banku lub u właściciela, bo nie każdy daje swojemu klubowi pieniądze za darmo.

Angielska piłka to dla pożyczkodawców żyła złota. Na koniec zeszłego sezonu łączny dług 116 klubów z pięciu najlepszych lig w Anglii wynosił 4,1 mld funtów. Za rok ma wynosić już 5,1 mld funtów, prognozuje IFR. Kierunek jest więc jasny, a tempo zatrważająco wysokie.

Najgorsze jest to, że te pieniądze nie zawsze pochodzą od wiarygodnych, renomowanych banków czy funduszy. Wiele klubów z niższych lig, prawdopodobnie niezadowolonych z warunków kredytowania proponowanych przez banki, sięga po finansowanie szemranych instytucji, o których niewiele wiadomo.

Kluby z niższych lig kopiują model Premier League

Mamy realia, w których biedniejsze kluby z niższych lig próbują naśladować te najbogatsze z Premier League.

Przyjmują podobnie agresywną strategię biznesową. Wydają większość pieniędzy na zawodników. Zadłużają się na potęgę, by dalej inwestować. Zamiast zrażać się porażkami, zwiększają poziom wydatków. Problem jednak w tym, że w przeciwieństwie do gigantów z Premier League nie mają znanej marki, która uzasadniałaby takie podejście. Ich wartość jako aktywa inwestycyjnego się nie zwiększa, a wiarygodność w oczach kredytodawców nie rośnie. A straty, wizerunkowe i finansowe, się piętrzą.

Można to porównać do sytuacji, w której ktoś bardzo chciałby zabłysnąć na pokazie mody i skopiował stylówkę znanego modela, ale zamiast oryginalnych butów Gucci i paska Versace kupiłby ich podrobione odpowiedniki na straganie.

Trzeba mierzyć siły na zamiary. Podejście „Fake it till you make it”, tłumaczone luźno jako „Kreuj wizerunek sukcesu, aż go osiągniesz”, w modzie i biznesie działa tylko krótkoterminowo i łatwo je zdemaskować.

IFR chce zmian w podziale pieniędzy i nowych regulacji

Jak temu wszystkiemu zaradzić? Trzymając się analogii modowej, można kogoś o lepszym guście poprosić o poradę lub pożyczenie kilku ubrań. IFR jest przekonane, że pierwszą rzeczą, jaką należy zmienić w angielskiej piłce, jest podział pieniędzy między ligami. Zdaniem urzędu niższe ligi nie tylko powinny dostawać od Premier League większe wsparcie, ale powinno być ono także lepiej ukierunkowane.

Pisaliśmy o tym kilka tygodni temu. Premier League daje stosunkowo dużo pieniędzy klubom, które spadają do EFL Championship. To chwalebne, ale tylko pogłębia nierówności, gdyż wpłaty solidarnościowe dla innych drużyn, które od lat nie były w Premier League, to grosze. System jest przestarzały i od lat ma być zmieniony. Teraz proces zmian ruszył dzięki presji ze strony IFR i jest szansa na aktualizację przed końcem roku.

W dalszej kolejności zdaniem urzędu potrzebne będą nowe regulacje, które skłonią kluby do prowadzenia biznesu w bardziej zrównoważony sposób. Nie będzie jednak łatwo ich przeforsować, bo niezwykle agresywne wydatki klubów spowodowały gwałtowny wzrost ich wartości jako aktywów inwestycyjnych i wywołały napływ dużych inwestycji zagranicznych, korzystnych dla piłki i całej angielskiej gospodarki.

Nie lada wyzwanie stoi więc przed IFR, by skonstruować nowe prawo, które nie zatrzyma rozwoju, ale pozwoli uniknąć katastrofy.

Główne wnioski

  1. Angielska piłka nożna osiąga rekordowe przychody, ale wzrost wpływów nie przekłada się na poprawę sytuacji finansowej klubów. Zdecydowana większość zespołów z pięciu najwyższych lig działa ze stratą, a wiele z nich jest uzależnionych od regularnego wsparcia właścicieli. Dane przedstawione przez IFR pokazują, że wysokie przychody nie rozwiązują problemu, gdy koszty rosną jeszcze szybciej niż dochody.
  2. Największym obciążeniem dla klubów pozostają wynagrodzenia i agresywna polityka wydatkowa. Nawet część klubów Premier League, funkcjonujących w najbogatszych rozgrywkach świata, nie potrafi generować zysków. W niższych ligach problem jest jeszcze poważniejszy, ponieważ wiele drużyn próbuje konkurować na poziomie finansowym, który nie odpowiada ich realnym możliwościom biznesowym i przychodowym.
  3. Raport wskazuje również, że obecny model rozwoju futbolu w Anglii może prowadzić do dalszego wzrostu zadłużenia i pogłębiania nierówności między ligami. Dlatego IFR postuluje zmiany w systemie podziału pieniędzy oraz wprowadzenie nowych regulacji finansowych. Ich celem ma być ograniczenie ryzyka systemowego przy jednoczesnym utrzymaniu atrakcyjności inwestycyjnej angielskiego futbolu.