Kategorie artykułu: Biznes Sport Świat

Awans do Europy miał być nagrodą. Dla mniejszych klubów Premier League staje się problemem

Mniejsze angielskie kluby, które awansowały do europejskich pucharów lub w nich grały, wyprzedają zawodników dużym rywalom. Muszą to robić, by sprostać bardziej wymagającym europejskim regulacjom. Tak pogłębia się ich finansowa przepaść do gigantów angielskiego futbolu.

Morgan Rogers najprawdopodobniej wkrótce opuści Aston Villa. Klub nie chce, ale musi się go pozbyć, by ratować wyniki finansowe. Fot. Simon Stacpoole/Offside/Offside via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego awans do europejskich pucharów może zmuszać mniejsze kluby Premier League do sprzedaży największych gwiazd.
  2. W jaki sposób przepisy PSR i SCR wpływają na politykę transferową angielskich klubów.
  3. Skąd bierze się przewaga finansowa klubów wielkiej szóstki nad pozostałymi zespołami Premier League.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.

Awans do europejskich pucharów coraz częściej zmusza mniejsze kluby Premier League do sprzedaży największych gwiazd. Powodem nie jest brak ambicji, lecz przepisy finansowe UEFA. 

Przeanalizujmy ostatnie newsy transferowe w Premier League. Sandro Tonali odszedł z Newcastle United do Tottenhamu Hotspur za 100 mln funtów. Za to Elliott Anderson za 116 mln funtów opuścił Nottingham Forest i dołączył do Manchesteru City. Pierwsza umowa to rekord wszech czasów dla Tottenhamu, a druga jest najwyższa w historii angielskiej piłki.

Zwróćmy uwagę też na plotki. Bruno Guimaraes, kapitan Newcastle United, jest po słowie z Arsenalem i ma dołączyć do londyńskiego klubu. Na wylocie jest też Morgan Rogers, gwiazdor Aston Villa, który prawdopodobnie również założy koszulkę Arsenalu. Mówi się też, że do Arsenalu lub Manchesteru United dołączy Alex Scott, wielka nadzieja Bournemouth. Za to Chelsea robi, co może, by przyciągnąć do siebie Granita Xhakę, kapitana Sunderlandu.

Dlaczego mniejsze kluby Premier League sprzedają największe gwiazdy?

Co łączy te już przypieczętowane i planowane umowy? W każdym przypadku po jednej stronie mamy mniejszy klub, który grał w zeszłym lub będzie grał w przyszłym sezonie w Europie, a po drugiej duży klub z tzw. wielkiej szóstki, który w Europie gra co roku i ma miliony fanów na całym świecie. Do wielkiej szóstki Premier League zalicza się: Arsenal, Chelsea, Liverpool, Tottenham i Manchester City oraz United.

Drugą istotną kwestią jest to, że każdy wspomniany przez nas transfer dotyczy zawodnika, który był absolutną gwiazdą w swoim dotychczasowym klubie. Do tego stopnia, że jego klub robi wszystko, by do transferu nie doszło. Słyszeliśmy to w przypadku zamkniętych już transferów i słyszymy przy okazji tych jeszcze planowanych – klub nie chce sprzedawać zawodnika, koniec, kropka. A na koniec i tak sprzedaje.

To nie kwestia braku silnej woli. Nie jest to też taktyka negocjacyjna, która ma wywindować cenę odstępnego do kosmicznego poziomu. Mniejsze kluby naprawdę nie chcą sprzedawać swoich gwiazdorów, ale muszą to robić. Paradoksalnie, przez awans do europejskich pucharów, który przecież uważany jest za żyłę złota, a nie jakikolwiek problem od strony finansowej.

PSR i SCR. Jak przepisy finansowe wpływają na transfery w Premier League?

Od lat w Anglii obowiązują zasady finansowe zwane PSR (Profitability and Sustainability Rules). Te mówią, że klub nie może stracić więcej niż 105 mln funtów przez trzy lata. Ponadto wymagają rozliczania się za rok finansowy, który kończy się w czerwcu.

Za to w Europie obowiązuje inny system, zwany SCR (Squad Cost Rule). Ten nie mówi o stracie, ale ogranicza wydatki na skład do 70 proc. przychodów. Wkrótce ma zostać wprowadzony też w Anglii, ale w lżejszej wersji, z limitem 85 proc. Obecnie jego bardziej rygorystyczną wersję stosuje tylko UEFA wobec klubów, które grają w europejskich pucharach. Ponadto, jako rok finansowy UEFA postrzega rok kalendarzowy, więc wymaga rozliczania się na koniec grudnia.

Dlaczego awans do europejskich pucharów oznacza większe problemy finansowe?

Kluby takie jak Bournemouth czy Sunderland o awansie do europejskich pucharów dowiedziały się pod koniec maja, wraz z końcem sezonu Premier League. Miały więc siedem miesięcy, by dostosować się do europejskich regulacji. Zamiast inwestować w skład, by wypaść lepiej na kontynentalnej arenie, sprzedają zawodników. Muszą podnieść przychody i obniżyć koszty składu, żeby zmieścić się pod progiem 70 proc.

Za to zespoły typu Newcastle United, Aston Villa czy Nottingham Forest grały w Europie już w zeszłym sezonie. Ten pierwszy grał w Lidze Mistrzów, bardzo lukratywnych rozgrywkach, więc można by sądzić, że mu się to opłaciło. Aston Villa i Nottingham Forest występowały w Lidze Europy, w której pieniądze są mniejsze, ale nadal spore, szczególnie za mistrzostwo, które zdobył klub z Birmingham.

Warto jednak pamiętać, że pieniądze za grę w europejskich pucharach – z nagród czy praw telewizyjnych – przychodzą na koniec sezonu. Za to premie dla zawodników za awans do Europy trzeba wypłacić od razu. Trzeba też zainwestować w skład, który będzie musiał już grać nie tylko w lidze angielskiej i dwóch krajowych pucharach, ale też w kolejnych rozgrywkach. A to wszystko przy bardziej rygorystycznych zasadach finansowych.

Przewaga finansowa wielkiej szóstki nad resztą Premier League

Nie jest to problemem dla klubów z wielkiej szóstki, bo mają gigantyczne przychody pozasportowe ze sprzedaży gadżetów, organizacji eventów na swoich stadionach czy umów sponsorskich. Mniejsze zespoły są o wiele bardziej zależne od przychodów z działalności sportowej, więc ogółem mają mniejsze wpływy. Dlatego limit 70 proc. wydaje im się niezwykle niski. Są w fazie rozwoju, ale nie mogą agresywnie inwestować. Do tego ich stadiony są małe, więc z samych dodatkowych meczów (tych rozgrywanych w Europie) też nie mają „kokosów”.

Dla przykładu, tylko z działalności komercyjnej (niezwiązanej z piłką) Tottenham miał w ostatnio raportowanym sezonie 2024/25 aż 277 mln funtów przychodów. To więcej niż Bournemouth miało przychodów całkowitych (199 mln). Warto wspomnieć, że mówimy o Tottenhamie w sezonie, w którym uplasował się tuż nad strefą spadkową i grał w Lidze Europy, a nie Lidze Mistrzów. Mimo to miał 556 mln funtów całkowitych przychodów, o ponad 100 mln więcej niż Bournemouth i Nottingham Forest razem wzięte.

Aston Villa i Bournemouth pod presją przepisów UEFA

W ten sposób lądujemy tu, gdzie jesteśmy. Aston Villa mimo gry w Lidze Europy złamała zasady SCR w zeszłym roku i podpisała ugodę z UEFA. W ramach tej ugody klub nie może mieć straty netto w kolejnym okresie rozliczeniowym. Jeśli mu się nie uda, dostanie roczny zakaz występów w europejskich pucharach. Teoretycznie powinno pomóc, że Aston Villa w przyszłym sezonie będzie występować w Lidze Mistrzów. Z tym że klub już grał w tych rozgrywkach w sezonie 2024/25 i zaliczył wtedy pokaźną stratę netto. Dlatego teraz dla pewności musi sprzedać Morgana Rogersa. Mówi się, że celuje w kwotę powyżej 100 mln funtów.

Teoretycznie sytuacja Bournemouth, które awansowało do Ligi Europy po raz pierwszy w historii, jest bardziej komfortowa. Klub ostatnio miał zysk netto, w dodatku od tego czasu sprzedał wielu zawodników (m.in. Antoine’a Semenyo za 62,5 mln funtów). Zajął też wysokie miejsce w Premier League, za co dostanie pokaźną wypłatę od ligi. Problemem będzie jednak pułap 70 proc. przychodów na wydatki, który dotychczas klub mógł ignorować. Będzie musiał mu sprostać przed końcem roku kalendarzowego, a nie będzie łatwo. Przychody z meczów w Lidze Europy nie są gigantyczne. Szczególnie na stadionie, który pomieści tylko 11 tys. kibiców. Jeśli porównamy je z kosztami, to wychodzi mało atrakcyjny obraz.

Co czeka Newcastle United i Nottingham Forest po zmianach przepisów?

Newcastle United i Nottingham Forest nie będą grać w Europie w przyszłym roku, więc teoretycznie muszą się martwić tylko zasadami Premier League, a więc nowym limitem wydatków na skład, które nie mogą być wyższe niż 85 proc. przychodów. Oba kluby mają jednak aspiracje europejskie, więc na pewno postarają się przygotować skład do regulacji UEFA. Sytuacja Newcastle jest znacznie lepsza, bo klub sprzedał Anthony’ego Gordona do Barcelony i Sandro Tonalego za w sumie prawie 200 mln funtów.

Gdy mniejszy angielski klub z aspiracjami europejskimi podpisuje z ważnym zawodnikiem nowy wieloletni kontrakt, znaczy to, że szykuje się na jego odejście. Anderson z Nottingham Forest, Rogers z Aston Villa czy Scott z Bournemouth dopiero co podpisali długoterminowe umowy ze swoimi pracodawcami. Takie kontrakty dają klubom mocną pozycję negocjacyjną. Mogą ostro handlować zawodnikami bez obawy, że wkrótce odejdą za darmo, bo skończy im się kontrakt.

Główne wnioski

  1. Awans do europejskich pucharów nie zawsze oznacza poprawę sytuacji finansowej klubu. Dla wielu mniejszych zespołów Premier League wiąże się z koniecznością szybkiego dostosowania do bardziej restrykcyjnych przepisów UEFA dotyczących kosztów kadry. W praktyce prowadzi to do sprzedaży czołowych zawodników, mimo że sportowym celem był dalszy rozwój i wzmocnienie zespołu.
  2. Kluczową rolę odgrywają różnice w modelach finansowania klubów. Największe zespoły Premier League generują ogromne przychody komercyjne, dzięki czemu łatwiej mieszczą się w limitach wydatków i mogą utrzymywać silne kadry. Mniejsze kluby są znacznie bardziej uzależnione od wpływów związanych z wynikami sportowymi i dniami meczowymi. To ogranicza ich możliwości inwestowania nawet po osiągnięciu sukcesu na boisku.
  3. Opisane transfery nie są przedstawione jako pojedyncze przypadki, lecz jako efekt obowiązujących regulacji finansowych. Konieczność spełnienia limitów PSR i SCR sprawia, że sprzedaż najbardziej wartościowych piłkarzy staje się dla części klubów sposobem na zachowanie zgodności z przepisami. W efekcie sukces sportowy może prowadzić do osłabienia kadry i utrudniać zmniejszanie dystansu do finansowo najsilniejszych klubów ligi.