Minister obrony Łotwy podał się do dymisji po incydencie z ukraińskimi dronami
Minister obrony Łotwy Andris Spruds podał się do dymisji po incydencie z ukraińskimi dronami, które wleciały w łotewską przestrzeń powietrzną od strony Rosji. Maszyny uszkodziły puste zbiorniki na ropę w Rzeżycy. Rezygnacji ministra domagała się premierka Evika Silina.
Przypomnijmy, drony uszkodziły cztery puste zbiorniki na ropę w Rzeżycy. Nie doszło do pożaru. Służby podjęły jednak działania, aby schłodzić jeden ze zbiorników. W zdarzeniu nikt nie został ranny ani nie zginął.
Premierka Łotwy wskazała nowego ministra
Rezygnacji Sprudsa domagała się premierka Łotwy Evika Silina. Szefowa rządu argumentowała, że systemy antydronowe nie zostały uruchomione dostatecznie szybko.
Silina wyznaczyła na nowego ministra obrony pułkownika Raivisa Melnisa. Napisała także na platformie X, że Spruds stracił zaufanie jej oraz opinii publicznej.
„Incydent z dronem w tym tygodniu wyraźnie pokazał, że kierownictwo polityczne sektora obronnego nie dotrzymało obietnicy zapewnienia bezpiecznej przestrzeni powietrznej nad naszym krajem” - napisała premierka.
Spruds tłumaczy swoją decyzję
Andris Spruds odniósł się do sprawy na pospiesznie zwołanej konferencji prasowej. Powiedział, że chce uchronić łotewską armię przed instrumentalnym traktowaniem w celach politycznych.
Dowódca sił zbrojnych Łotwy gen. Kaspars Pudans ocenił, że systemy zawiodły, ponieważ nie wykryły drona wlatującego od strony Rosji. Zapowiedział również analizę skuteczności obecnej obrony powietrznej na wschodniej granicy kraju.
Do incydentu odniosła się także Ukraina. Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha napisał w niedzielę na platformie X, że rozmawiał o sprawie z łotewską minister spraw zagranicznych Baibą Braże.
Według Sybihy incydenty z dronami na Łotwie były skutkiem rosyjskiej walki radioelektronicznej. Jej celem miało być skierowanie ukraińskich dronów z dala od ich celów w Rosji.
Źródło: PAP