Norwescy analitycy: rafinerie płacą za ropę dużo więcej, niż wynoszą giełdowe notowania

Norwescy analitycy uważają, że na rynku ropy naftowej jest gorzej, niż pokazują oficjalne ceny giełdowe. Rafinerie muszą bowiem płacić znacznie wyższe ceny za baryłkę.

– Na rynku ropy jest gorzej, niż pokazują giełdy. Ropa kupowana z faktyczną dostawą kosztuje obecnie o 15–20 dolarów za baryłkę więcej, niż wskazują notowania na rynku finansowym. Przy cenie przekraczającej 100 dolarów za baryłkę to dodatkowe 20 proc., które importerzy muszą doliczyć do kosztów zakupu – powiedział serwisowi E24 analityk banku Pareto Securities Tom Erik Kristiansen.

Jak dodał, rafineria kupuje konkretną ropę, która ma dotrzeć w określonym terminie. Dlatego, gdy takich ładunków jest mało, sprzedawcy żądają dodatkowych opłat. W przypadku ropy z Morza Północnego mogą brać nawet więcej niż 20 proc. premii.

Z kolei Janiv Shah z firmy analitycznej Rystad ostrzega, że realne ceny surowca mogą jeszcze wzrosnąć. Po ataku na rurociąg Wschód–Zachód, którym ropa trafia do portu nad Morzem Czerwonym, omijając cieśninę Ormuz, Arabia Saudyjska ograniczyła jej dostawy. Do terminala trafiło o ponad 60 proc. mniej ropy. Zamiast 7 mln baryłek na tankowce trafia zaledwie około 2,6 mln baryłek ropy dziennie. Do tego Saudi Aramco już zapowiedziało przynajmniej dwóm europejskim rafineriom, że w październiku nie dostaną arabskiej ropy.

Saudyjskie zapasy mogą podtrzymać eksport na dotychczasowym poziomie przez pięć–siedem dni. Jeśli zakłócenia potrwają dłużej, sytuacja może szybko się zmienić – tłumaczy Shah.

Cały czas jest też zamknięta cieśnina Ormuz, czyli główny szlak transportowy z Zatoki Perskiej na świat. Przed wojną USA i Izraela z Iranem płynęło nią ok. 20 proc. światowego handlu ropą. Obecnie nie zanosi się jednak na jakiekolwiek porozumienie pokojowe, które uspokoiłoby sytuację. Mimo że Donald Trump zapowiada, że wojna zakończy się tuż przed lub zaraz po listopadowych wyborach uzupełniających do Kongresu.