Weekendowe protesty we Francji. Ponad 1300 zatrzymanych, 53 rannych policjantów
Francuski resort spraw wewnętrznych podał nowe dane o kolejnej fali protestów w kraju. Władze zatrzymały ponad 1300 osób. Wybuchło też kilkadziesiąt pożarów, a rannych zostało 53 funkcjonariuszy. Pojawiają się też raporty o rannych uczestnikach protestów.

To już druga fala weekendowych protestów we Francji. Choć większość demonstracji przeciw wysokim kosztom życia odbywała się spokojnie, to na ich skraju wybuchły starcia z policją. Łącznie, jak informuje resort spraw wewnętrznych, zatrzymano 1314 osób, a rannych zostało 53 policjantów.
Podczas starć wybuchło też 75 pożarów, demonstranci splądrowali też w całej Francji 24 sklepy. Jednocześnie jednak, jak dodaje resort, po tych starciach zapanował spokój.
Francja wprowadza godzinę policyjną. „Nie ma mowy, żeby to trwało dalej” - XYZ
Protesty wybuchły w wielu europejskich krajach
O ile władze nie podają, ilu protestujących zostało rannych, to France 24 pisze o dwóch ciężkich przypadkach. W Tuluzie 20-letni mężczyzna stracił palce prawej ręki. Z kolei w Poitiers jeden z demonstrantów został ciężko ranny w oko. Władze prowadzą w tych sprawach śledztwo, choć nie potwierdzono, że mężczyźni ci zostali ranni w wyniku interwencji policji.
To kolejna fala protestów przeciw rosnącym kosztom życia i przeciw francuskiemu systemowi edukacyjnemu. Demonstranci we Francji spalili m.in. zabytkowy ratusz w Limoges i splądrowali sklepy. W wielu miastach wprowadzono godzinę policyjną. Podobne protesty wybuchły też we Włoszech i w Hiszpanii. W sobotę wieczorem w Barcelonie ponad 600 osób walczyło z policją i plądrowało sklepy. Władze tych państw sprawdzają, czy te europejskie demonstracje wybuchały spontanicznie, czy też były inspirowane z zewnątrz.