Wybory w Izraelu bez rozstrzygnięcia. Benjamin Netanjahu na czele, ale bez większości
Wyniki wyborów w Izraelu nie przyniosły rozstrzygnięcia. Blok premiera Benjamina Netanjahu zdobył największe poparcie, ale nie zdoła samodzielnie stworzyć rządu. Rozgrywającymi mogą zostać partie arabskie.

Po przeliczeniu 99,9 proc. głosów wyniki wyborów w Izraelu są niemal pewne. Zwyciężył blok premiera Benjamina Netanjahu, zdobywając 53 mandaty. Nie pozwoli mu to jednak na utworzenie rządu. Do większości w 120-osobowym Knesecie potrzeba 61 deputowanych.
Opozycyjny blok Gadiego Ajzenkota zdobył za to 40 mandatów. Pozostałe 19 mandatów przypadło dwóm listom reprezentującym mniejszość arabską w Izraelu, którym Benjamin Netanjahu chciał zablokować drogę do startu. To ich najlepszy wynik w historii.
Skomplikowana układanka koalicyjna w Izraelu
Oznacza to, że negocjacje ws. utworzenia rządu będą skomplikowane, a rozstrzygający może być głos partii arabskich. Dla większości żydowskich partii współpraca z nimi to jednak tabu. Jedynie Demokraci nie wykluczyli takiego porozumienia.
Co ważne, bloki Netanjahu i Ajzenkota nie są jednolite. Pierwszy tworzą prawicowa partia premiera – Likud (27 mandatów), nacjonalistyczne Żydowska Siła i Religijny Syjonizm (13), ultraortodoksyjny Zjednoczony Judaizm Tory (7) oraz reprezentujący ultraortodoksów o korzeniach bliskowschodnich i północnoafrykańskich Szas (6). W skład drugiego wchodzą centrowe ugrupowanie Jaszar (21 mandatów), centroprawicowe Razem (12), lewicowi Demokraci (8) oraz prawicowy Nasz Dom Izraela (7).
Według krajowych mediów prezydent Izraela Icchak Hercog chce „wyciągnąć” z tych bloków Likud, Jaszar, Razem i Nasz Dom Izraela. Powstały w ten sposób centroprawicowy rząd miałby 67 mandatów. Problem w tym, że szefem Likudu jest premier Benjamin Netanjahu, a Jaszaru – lider opozycji Gadi Ajzenkot. Obaj mocno zwalczali się w trakcie kampanii wyborczej.
W grę wchodzi też powołanie rządu mniejszościowego, który nie dysponowałby 61 mandatami, ale uzyskałby wystarczające poparcie deputowanych spoza koalicji.
Oficjalne wyniki mamy poznać w środę 4 listopada. Wtedy prezydent będzie musiał powierzyć misję utworzenia rządu liderowi, który jego zdaniem ma największe szanse na zebranie potrzebnego poparcia. Będzie on miał 42 dni na przekonanie koalicjantów, a potem jego gabinet będzie musiał uzyskać wotum zaufania Knesetu.
Źródło: PAP, XYZ