Europejskie akcje wracają do łask. Trzy przewagi nad Wall Street
Duże wahania kursów, wysokie wyceny i koncentracja indeksów wokół jednej branży niepokoją inwestorów patrzących dziś na giełdę w USA. Europa ma pod tym względem kilka przewag. Co przemawia za akcjami ze Starego Kontynentu?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego europejskie akcje są dziś wyceniane znacznie taniej niż amerykańskie.
- Jak struktura europejskich indeksów ogranicza ryzyko koncentracji na jednej branży.
- Dlaczego europejskie spółki wypłacają inwestorom wyższe dywidendy niż firmy z USA.
Na naszym portalu regularnie opisujemy ciekawe historie związane z amerykańskim rynkiem akcji. Tylko w ostatnich tygodniach analizowaliśmy imponujący debiut SpaceX, kolejne dobre wyniki Nvidii oraz próbę przejęcia eBaya. Na giełdzie w Nowym Jorku wciąż dzieje się dużo.
Są jednak także ryzyka, których nie warto ignorować. Największe pytania budzi skala inwestycji w AI, która coraz częściej przywodzi na myśl bańkę spekulacyjną. Do tego dochodzą wysokie wyceny części spółek oraz silna koncentracja indeksów wokół kilku firm, w dużej mierze pochodzących z jednego sektora.
Dywersyfikacja portfela każe spojrzeć poza amerykański rynek
Na giełdzie, podobnie jak w życiu, warto zachować zdrowy rozsądek i szukać równowagi. Dobre informacje z USA mogą przemawiać za obecnością na tamtejszym rynku, ale wysokie wyceny i ryzyko koncentracji sugerują, by nie lokować tam całego kapitału. W języku inwestorów takie podejście nazywa się dywersyfikacją. W wersji potocznej – niewkładaniem wszystkich jaj do jednego koszyka.
Pytanie brzmi więc: który koszyk, poza amerykańskim, powinien dziś zwrócić uwagę inwestorów? Niektóre z nich wskazują na rynki wschodzące. Problem w tym, że wiele z nich jest narażonych na podobne ryzyka jak w USA. Najmocniejsze giełdy zaliczane do tej grupy, m.in. koreańska i tajwańska również są silnie zależne od spółek technologicznych oraz od narracji wokół AI.
Europejskie giełdy są bardziej zrównoważone niż amerykańskie indeksy
Europa nie ma dziś takich samych problemów jak USA. W indeksie MSCI Europe spółki technologiczne odpowiadają za ok. 10 proc. jego wagi. Dla porównania, w amerykańskim S&P 500 udział technologii, po uwzględnieniu sektora komunikacyjnego, zbliża się do 50 proc. Aż 8 proc. nowojorskiego indeksu przypada na jedną spółkę – Nvidię. W MSCI Europe największą wagę ma ASML, producent maszyn do wytwarzania półprzewodników, ale jego udział wynosi ok. 5 proc.
– Ostatnie lata pokazały, jak duży wpływ na giełdę w USA mają największe spółki technologiczne. Rozwój sztucznej inteligencji nadal wspiera ten segment rynku, ale tak silna koncentracja wokół jednej branży oznacza większe ryzyko. Europa jest pod tym względem bardziej zrównoważona, ponieważ jej wyniki rozkładają się pomiędzy sektor finansowy, przemysłowy, zdrowotny, konsumpcyjny oraz energetyczny – mówi Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.
Na Starym Kontynencie największą branżą giełdową są banki. Kolejne ważne sektory to przemysł i ochrona zdrowia. Poza Danią, gdzie rynek jest mocno skoncentrowany wokół jednej branży, europejskie giełdy mają relatywnie szeroką reprezentację różnych sektorów. Istotne jest również to, że europejskie akcje pozostają wyraźnie tańsze niż amerykańskie.
– Największą przewagą Europy są dziś wyceny. Szeroki rynek europejski jest wyceniany znacznie taniej niż rynek amerykański pod względem prognozowanych zysków. Jednocześnie różnice w oczekiwanym wzroście wyników spółek nie są już tak duże jak jeszcze kilka lat temu. Oznacza to, że inwestor płaci znacznie więcej za ekspozycję na USA niż na Europę, mimo że przewaga fundamentalna amerykańskich przedsiębiorstw stopniowo maleje – dodaje Mikołaj Sobierajski.
Wskaźnik CAPE dla rynku amerykańskiego sięga 41, czyli poziomu bliskiego rekordowi sprzed ponad 25 lat. Dla rynku europejskiego analogiczny wskaźnik wynosi 23, a więc jest prawie o połowę niższy. Pozostaje też daleko od historycznych rekordów i jest niższy niż pięć lat temu.
Ryzyka dla europejskiej gospodarki wciąż pozostają istotne
Dyskontowanie europejskich akcji ma oczywiście swoje powody. W ostatniej dekadzie amerykański rynek akcji urósł znacznie szybciej niż europejski. Na Starym Kontynencie inwestorów odstraszały strukturalne problemy gospodarek, biurokracja, zależność od importu energii oraz słabsza innowacyjność. Dziś sytuacja również nie jest jednoznaczna. EBC właśnie podniósł stopy procentowe, podczas gdy wiele innych banków centralnych je obniża. Europejskim producentom ciążą także amerykańskie cła, a wojna w Ukrainie nadal pozostaje jednym z najważniejszych źródeł ryzyka geopolitycznego.
– Europa pozostaje regionem o niższym potencjale wzrostu gospodarczego niż USA. Problemy demograficzne, większa liczba regulacji oraz brak dużych spółek technologicznych sprawiają, że trudno oczekiwać, aby europejskie akcje nagle stały się globalnym liderem wzrostu. Dodatkowym ryzykiem pozostają napięcia geopolityczne, sytuacja gospodarcza w Niemczech oraz duża zależność wielu europejskich przedsiębiorstw od światowego handlu – zauważa Mikołaj Sobierajski.
Część tych ryzyk może jednak być już uwzględniona w cenach. To właśnie na tym polega podstawowy argument za ponownym spojrzeniem na spółki europejskie. Niskie wyceny, mniejsza zależność od AI oraz bardziej zrównoważona struktura sektorowa nie wyczerpują pełnej listy przewag. Jest jeszcze jeden ważny element.
Wyższe dywidendy zwiększają atrakcyjność europejskich spółek
W USA wiele spółek przeznacza ogromne pieniądze na inwestycje w AI. Jednocześnie coraz częściej zwraca kapitał akcjonariuszom poprzez skup akcji własnych, a nie poprzez regularne wypłaty dywidend. W efekcie wypłaty gotówkowe dla inwestorów przestały rosnąć tak wyraźnie jak wcześniej, a część firm całkowicie przesunęła akcent z dywidend na buybacki.
– Podczas gdy amerykańskie spółki coraz częściej zwracają kapitał akcjonariuszom poprzez skup akcji własnych, europejskie przedsiębiorstwa pozostają wierne bardziej tradycyjnemu modelowi wypłat gotówki. W efekcie przeciętna stopa dywidendy na szerokim rynku europejskim jest ponad dwukrotnie wyższa niż na rynku amerykańskim. W środowisku wyższych stóp procentowych i większej niepewności gospodarczej taki element całkowitej stopy zwrotu ponownie zyskuje na znaczeniu – tłumaczy analityk XTB.
Stopa dywidendy dla indeksu S&P 500 wynosi 1,1 proc., wobec 2 proc. zaledwie cztery lata temu. Tymczasem w Europie średnia stopa dywidendy wynosi 3 proc. Różnica jest więc istotna, zwłaszcza dla inwestorów szukających nie tylko wzrostu wartości akcji, ale także regularnego strumienia gotówki.
Jak inwestować w europejskie akcje i które rynki warto obserwować?
W europejskie akcje można inwestować pasywnie, kupując ETF dający ekspozycję na największe spółki na kontynencie. Inwestorzy preferujący aktywne podejście mogą wybrać fundusze skoncentrowane na rynkach poszczególnych krajów albo samodzielnie kupować akcje wybranych spółek.
– Wśród europejskich rynków szczególnie interesująco wyglądają obecnie kraje nordyckie, Holandia oraz Szwajcaria. Skandynawia od lat wyróżnia się wysoką jakością spółek, innowacyjnością oraz silnym wzrostem dywidend. Holandia ma ekspozycję na strategiczne sektory związane z półprzewodnikami i zaawansowanym przemysłem. Natomiast Szwajcaria pozostaje jednym z najbardziej jakościowych rynków na świecie dzięki silnej pozycji w farmacji i dobrach luksusowych – przekonuje Mikołaj Sobierajski.
Czy warto jednak poświęcać Europie uwagę, skoro amerykański rynek przez lata dawał inwestorom tak dobre wyniki? Tak, jeśli celem jest portfel gotowy na różne scenariusze, a nie wyłącznie na kontynuację dotychczasowej przewagi USA.
– Przez ostatnią dekadę amerykański rynek niemal nieustannie dostarczał najlepsze wyniki, więc inwestorzy nie musieli myśleć o Europie. Dziś sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Rekordowe dyskonto wycen, wyższe dywidendy, mniejsza koncentracja indeksów oraz poprawa fundamentów części europejskich gospodarek sprawiają, że Europa ponownie pojawia się na radarach inwestorów. Nie dlatego, że ma zastąpić USA, ale dlatego, że po latach słabości może oferować znacznie więcej potencjału niż obecnie zakłada rynek – podsumowuje ekspert.
Główne wnioski
- Europejskie akcje wyróżniają się dziś niższymi wycenami i większą dywersyfikacją sektorową niż na rynku amerykańskim. Indeksy w USA są silnie uzależnione od spółek technologicznych oraz od rozwoju sztucznej inteligencji. W Europie udział sektora technologicznego jest znacznie mniejszy, a wyniki rynku rozkładają się między bankami, przemysłem, ochroną zdrowia, energetyką i sektorem konsumenckim. Jednocześnie wskaźniki wyceny sugerują, że inwestorzy płacą za ekspozycję na europejskie spółki wyraźnie mniej niż za podobną ekspozycję na spółki w Stanach Zjednoczonych.
- Europa nie jest wolna od problemów gospodarczych, ale część tych ryzyk może być już uwzględniona w cenach akcji. Do najważniejszych wyzwań należą słabszy potencjał wzrostu gospodarczego, problemy demograficzne, regulacje, sytuacja gospodarcza w Niemczech, wojna w Ukrainie oraz zależność od światowego handlu. Jednocześnie wieloletnia słabość europejskich giełd względem USA sprawiła, że wyceny pozostały relatywnie niskie. To połączenie umiarkowanych oczekiwań i niższych cen może przyciągnąć uwagę części inwestorów.
- Wyższe dywidendy są jednym z kluczowych argumentów przemawiających za europejskimi spółkami. Według przedstawionych danych średnia stopa dywidendy na europejskim rynku jest znacząco wyższa niż w przypadku amerykańskiego S&P 500. Wiele firm w USA przeznacza coraz więcej pieniędzy na inwestycje związane ze sztuczną inteligencją oraz skup akcji własnych, co ogranicza wzrost wypłat dla akcjonariuszy. W Europie bardziej rozpowszechniony pozostaje tradycyjny model dzielenia się zyskiem w formie dywidend, co może mieć większe znaczenie w okresie podwyższonej niepewności gospodarczej.



