Kategorie artykułu: Biznes Newsy Świat

Lwów kontra polska firma. Spór o dużą inwestycję robi się coraz ostrzejszy

Polska spółka Control Process i władze Lwowa od miesięcy spierają się o rozliczenie budowy zakładu przetwarzania odpadów. Mer miasta Andrij Sadowy odrzuca zarzuty firmy, a Pawła Kowala oskarża o wywieranie nacisków w jej interesie.

Andrij Sadowy
Do redakcji XYZ dotarło pismo, które mer Sadowy skierował do Pawła Kowala. Andrij Sadowy twierdzi w nim, że Paweł Kowal miał zwracać się do miast partnerskich Lwowa z prośbą o wsparcie interesów prywatnej spółki Control Process. Dla mera Lwowa to równoznaczne z wywieraniem presji na miasto, aby podjęło decyzje korzystne dla polskiego wykonawcy. Fot. Pavlo Palamarchuk/Anadolu Agency via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego polska firma, która zrealizowała ponad 90 proc. budowy lwowskiej spalarni odpadów, nie może doczekać się zapłaty ani zgody na dokończenie prac.
  2. Jak spór o finanse doprowadził do tego, że polskie MSZ odradza firmom inwestowanie we Lwowie.
  3. Co mer Andrij Sadowy zarzuca Pawłowi Kowalowi i dlaczego mówi o naciskach w interesie prywatnej spółki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Spór pomiędzy polską firmą Control Process a władzami Lwowa dotyczy budowy kompleksu mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów komunalnych. Polska spółka wygrała międzynarodowy przetarg w 2021 r., a kontrakt przewidywał zakończenie całości prac wraz z oddaniem obiektu do eksploatacji do 4 października 2025 r.

Realizacja kontraktu przypadła na czas wojny. Control Process podkreśla, że mimo formalnego wstrzymania robót na ponad rok kontynuowała pracę i doprowadziła inwestycję do bardzo zaawansowanego etapu. Według wiceprezesa firmy Tomasza Wiatra zakład jest ukończony w około 95 procentach, a do końca zostały mniej więcej dwa miesiące prac.

W marcu lwowskie przedsiębiorstwo komunalne Zielone Miasto wysłało polskiej spółce zawiadomienie o rozwiązaniu umowy. Władze miasta twierdziły, że miały ku temu istotne i dobrze udokumentowane podstawy, a wykonawca miał otrzymywać wcześniej oficjalne wezwania do usunięcia naruszeń.

Control Process uznała to za bezpodstawne zerwanie kontraktu. Spółka przekonuje, że sporne kwestie były już rozstrzygane w procedurach arbitrażowych FIDIC, a decyzje zapadały na jej korzyść.

Firma twierdzi też, że po stronie Lwowa doszło do bezprawnego wstrzymania płatności i pobrania pieniędzy z gwarancji bankowych zabezpieczonych przez polski rząd. Według Tomasza Wiatra miasto nie zapłaciło około 10 mln euro za wykonane prace, a dodatkowo pobrało 4,5 mln euro z gwarancji.

Stanowisko wykonawcy

Control Process utrzymuje, że opóźnienia nie wynikły z jej winy, lecz z działań władz miasta i z wojennych realiów. Spółka zaznacza, że mimo trudności pracowała dalej, a poziom zaawansowania robót przekraczał 90 procent.

Wiceprezes Tomasz Wiatr mówi, że firma oczekuje respektowania międzynarodowych kontraktów i chce, by Lwów cofnął decyzję o rozwiązaniu umowy. Zadeklarował gotowość do rozmów i wspólnego znalezienia rozwiązania, które zakończy spór i pozwoli dokończyć inwestycję.

Jak podkreśla, sprawa ma także wymiar praktyczny dla podwykonawców i pracowników. Według spółki część pieniędzy, o które toczy się spór, powinna trafić właśnie do nich.

Control Process podaje, że łączna wartość roszczeń, wraz z odszkodowaniami, wynosi około 17 mln euro. Firma twierdzi, że sprawa została już rozstrzygnięta przez 75 decyzji w siedmiu postępowaniach arbitrażowych korzystnych dla polskiego wykonawcy.

Spółka podkreśla również, że prowadzenie biznesu polsko-ukraińskiego powinno opierać się na zaufaniu, uczciwości i realizowaniu wzajemnych zobowiązań. W jej ocenie rozstrzygnięcie tego sporu jest ważne nie tylko dla niej, lecz także dla wiarygodności całego rynku inwestycyjnego na Ukrainie.

Reakcje polskich władz

Sprawa szybko przeszła na grunt polityczny. Do sporu odniósł się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który skomentował brak polskich podmiotów wśród partnerów Lwowa podpisujących nowe umowy podczas wydarzenia zorganizowanego przez Lwów w Gdańsku.

Chodzi o Lviv Resilience Days, a więc wydarzenie zorganizowane równolegle do gdańskiej Konferencji o Odbudowie Ukrainy (Ukraine Recovery Conference), na którą mer Lwowa nie był zaproszony.

„Może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci, długo nie może doczekać się zapłaty” – napisał Sikorski na X. Była to wyraźna publiczna krytyka postępowania władz miasta.

Rzecznik MSZ Maciej Wewiór zaznaczył z kolei, że ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu jest niedopuszczalne. Wiceszef MSZ Władysław Teofil Bartoszewski powiedział w rozmowie z RMF24, że w tej chwili polskie instytucje nie mogą rekomendować żadnej firmie inwestowania we Lwowie. Jednocześnie podkreślił, że nie chodzi o całą Ukrainę, lecz o jedno konkretne miasto.

Paweł Kowal, przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą i szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, zapewnił, że polska spółka ma wsparcie rządu. Kowal wielokrotnie i przy wielu okazjach podkreślał, że jego zespół zna sprawę od kilku lat, a polska strona wielokrotnie interweniowała na różnych szczeblach. I że polski biznes może liczyć na wsparcie państwa.

Publiczne działania mera

Andrij Sadowy nie ograniczył się do obrony decyzji swojego urzędu. Po wydarzeniu Lviv Resilience Day w Gdańsku poinformował o uzyskaniu 2,5 mln euro wsparcia dla Lwowa oraz o podpisaniu sześciu umów z zagranicznymi partnerami z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji. W tym gronie nie było żadnych polskich firm ani instytucji.

Mer Lwowa odpowiedział także na komentarze polskich polityków w mediach społecznościowych. Domagał się od Sikorskiego przedstawienia dokumentów potwierdzających rzekomy brak płatności dla polskiego wykonawcy i podkreślał, że firma miała zarobić we Lwowie ponad 30 mln euro.

Sadowy twierdzi, że zgodnie z umową zakład miał zostać ukończony już w 2023 r., a nadal nie działa. Zarzuca wykonawcy, że nie sprostał zadaniu, i podkreśla, że nie liczy się dla niego narodowość firmy, lecz jakość i terminowość pracy.

W innym wpisie mer przekonywał, że nie istnieje żaden wyrok sądu arbitrażowego, który potwierdzałby stanowisko polskiej spółki. W ten sposób wprost zakwestionował podstawę argumentacji strony polskiej.

Sadowy odpowiadał też rzecznikowi MSZ, zarzucając mu komentowanie sprawy bez znajomości jej istoty. W reakcji na uwagę o międzynarodowym arbitrażu pytał, jakie dokładnie ustalenia miał na myśli polski resort.

Sadowy oskarża Kowala o naciski

Do redakcji XYZ dotarło pismo, które mer Sadowy skierował do Pawła Kowala. Autor ponownie broni w nim swojego stanowiska, ale też formułuje oskarżenia. Andrij Sadowy twierdzi w nim, że Paweł Kowal miał zwracać się do miast partnerskich Lwowa z prośbą o wsparcie interesów prywatnej spółki Control Process. Dla mera Lwowa to równoznaczne z wywieraniem presji na miasto, aby podjęło decyzje korzystne dla wykonawcy.

W piśmie mer Lwowa podkreśla, że spór z Control Process nie jest sporem politycznym, lecz sprawą kontraktową. Przypomina, że według władz miasta umowa została rozwiązana zgodnie z procedurami, przy zgodzie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, i to w związku z licznymi naruszeniami po stronie wykonawcy.

Sadowy wylicza też działania, które miały świadczyć o dobrej woli Lwowa. Pisze o przedłużaniu terminów, dodatkowych uzgodnieniach i kompromisach, które miały umożliwić firmie dokończenie projektu, a także o próbach zaangażowania Pawła Kowala jako mediatora. Jednocześnie zaznacza, że mimo tych ustępstw spółka miała nadal naruszać warunki kontraktu i nie dotrzymywać terminów.

W końcowej części listu mer apeluje, by Paweł Kowal powstrzymał się od działań, które Lwów uznaje za nieprzyjazny nacisk na miasto. Jednocześnie mer zaznacza, że władze Lwowa nadal cenią partnerstwo polsko-ukraińskie i wsparcie Polski dla Ukrainy, a najlepszym sposobem wzmacniania tych relacji ma być – jego zdaniem – rzetelna realizacja kontraktów przez polskie firmy.

Arbitraż i konsekwencje

W sporze istotna jest rola arbitrażu międzynarodowego. Według przywoływanych w mediach rozstrzygnięć trybunał ICC uznał, że próby przeniesienia jurysdykcji do sądu w Kijowie były bezprawne, a samo wypowiedzenie umowy było niezgodne z kontraktem.

To właśnie ten element sprawy jest dla polskiej strony szczególnie istotny. Control Process podkreśla, że międzynarodowe procedury potwierdziły naruszenia po stronie miasta, a nie wykonawcy.

Mimo to decyzje arbitrażowe nie zostały wykonane. To prowadzi do dalszego przeciągania sporu i zwiększa napięcie między obiema stronami.

Polskie władze traktują sprawę jako sygnał ostrzegawczy dla firm myślących o inwestycjach na Ukrainie. Jednocześnie podkreślają, że nie chodzi o odrzucenie współpracy z całym krajem, lecz o reakcję na konkretne działania władz Lwowa.

Dla Lwowa spór ma też wymiar wizerunkowy. Miasto przedstawiane jako „witryna Ukrainy” znalazło się w sytuacji, w której to właśnie kwestia relacji z zagranicznym wykonawcą dominuje w przekazie politycznym i medialnym.

Na razie żadna ze stron nie wycofała się ze swojego stanowiska. Control Process domaga się zapłaty i kontynuacji kontraktu, a mer Lwowa utrzymuje, że to polska firma odpowiada za niepowodzenie projektu.

Główne wnioski

  1. Spór przestał być wyłącznie sporem prawnym o rozliczenie budowy zakładu. Z perspektywy Control Process chodzi już nie tylko o dokończenie inwestycji, ale o zasadę: czy kontrakt zawarty w międzynarodowym przetargu i później rozstrzygany w arbitrażu ma realną moc, czy może zostać jednostronnie podważony przez stronę publiczną. Lwów natomiast broni swej decyzji i przekonuje, że miasto działało zgodnie z procedurami oraz w interesie wspólnoty miejskiej.
  2. Polski rząd wykorzystuje tę sprawę jako sygnał ostrzegawczy dla biznesu i jednocześnie jako dowód, że inwestorom trzeba zapewniać wsparcie państwa. W wypowiedziach polityków widać dwa równoległe cele: z jednej strony publiczne naciski na Lwów, by respektował orzeczenia arbitrażu i uregulował należności wobec firmy, z drugiej — zabezpieczenie przyszłych polskich inwestycji na Ukrainie przed podobnym ryzykiem. Sprawa tego kontraktu może już wejść na poziom szerszej debaty o bezpieczeństwie gospodarczym i zaufaniu do ukraińskiego rynku.
  3. Mer Lwowa Andrij Sadowy prowadzi grę obronną, ale też ofensywną, próbując przenieść ciężar sporu z poziomu zarzutów wobec miasta na poziom nacisków politycznych z Polski, o które oskarża Pawła Kowala. Zdaniem Sadowego Lwów nie zrywa relacji z Polską, tylko broni interesu publicznego i reaguje na niewywiązanie się wykonawcy z umowy. Jednocześnie mer pokazuje, że chce utrzymać otwartość na partnerów zagranicznych, podpisując nowe porozumienia bez udziału polskich podmiotów i podkreślając, że spór z Control Process nie przekreśla współpracy z Polską.