Chiński rok w polskim handlu zagranicznym. Import z Państwa Środka szybko rośnie
Eksport towarów z Polski w całym 2025 r. wyniósł 366 mld euro, czyli o 3,7 proc. więcej niż przed rokiem, wynika z danych GUS. Import wyniósł 374 mld euro i wzrósł o 6,1 proc. To oznacza, że w całym roku gospodarka zanotowała niewielki deficyt w obrotach handlowych, wynoszący mniej niż 1 proc. PKB.
Dla eksporterów to był dosyć trudny rok, naznaczony przez słabą koniunkturę w Niemczech oraz cła Donalda Trumpa. Mimo wszystko eksport do 9 z 10 głównych partnerów nieznacznie wzrósł, najmocniej do Hiszpanii (7,9 proc. r/r) oraz do Czech (5,5 proc. r/r). Jedynym krajem, gdzie spadł były Stany Zjednoczone, jednak zaledwie o 0,1 proc. r/r.
Chińskie towary podbijają Polskę (i Europę)
Najważniejszym zjawiskiem w polskim handlu zagranicznym był szybki wzrost importu z Chin. W 2025 r. wartość sprowadzonych stamtąd towarów wyniosła 57,9 mld euro wobec 51,1 mld rok wcześniej, co daje wzrost o 13,3 proc. Był to zdecydowanie najwyższy wzrost spośród dziesiątki najważniejszych partnerów.
Udział Chin w polskim imporcie wynosi 15,5 proc. i wzrósł o 1 pkt. proc. względem 2024 r. Tym samym znalazł się na najwyższym poziomie w historii. Chiny są drugim co do wielkości partnerem Polski w imporcie, po Niemczech. Ich udział wynosił w ostatnim roku 19 proc. i był nieznacznie niższy niż przed rokiem. Dane od 2010 r. pokazują, że udział Chin bardzo mocno wzrósł, o ponad 5 pkt. proc. Z kolei udział Niemiec spadł o prawie 3 pkt. proc.
Skąd biorą się duże wzrosty importu z Chin do Polski? Po pierwsze, jest to efekt rosnącej konsumpcji. Gros towarów importowanych z Chin to nadal dobra konsumpcyjne. Po 2022 r. widoczne było odwrotne zjawisko, tzn. słabsza konsumpcja pociągnęła import w dół, obecnie mocniejszy konsument oznacza wyższy import.
Po drugie, Chiny prowadzą agresywną ekspansję towarową. To jest widoczne gołym okiem konsumenta: gdzie nie spojrzy rozpychają się chińskie marki. Od odzieży i akcesoriów (Shein), przez wyposażenie domu (Temu) po elektronikę (Huawei, Xiaomi) i samochody (MG, Omoda, BAIC, Jaecoo czy BYD). Do tego można dodać także dobra inwestycyjne, jak panele fotowoltaiczne czy magazyny energii.
Po wprowadzeniu wysokich ceł na import chińskich towarów do USA Chiny zaczęły przekierowywać towary na inne rynki. Wśród nich jest przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia oraz Europa. Wyraźny wzrost importu z Chin widać m.in. w Niemczech. Zresztą część wzrostu importu Polski można wytłumaczyć też zjawiskiem reeksportu – Polska odgrywa rolę hubu, z którego chińskie towary trafiają dalej do UE.
Warunkiem chińskiej ekspansji na świat są bardzo niskie ceny dóbr, a to odbija się na zyskowności tamtejszych przedsiębiorstw. Według danych agencji Bloomberga udział chińskich przedsiębiorstw odnotowujących stratę finansową jest najwyższy przynajmniej od 25 lat.
Niskie ceny vs. wyzwanie dla krajowych firm
Skutki? Krótkoterminowo pozytywne – jest to istotny element wpływający na niską inflację w Polsce. Wspominał o tym zarówno prezes NBP, jak i przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Z punktu widzenia konsumenta dostęp do produktów sprzedawanych „po kosztach” też można określić korzystnym zjawiskiem.
Problem jest jednak we wpływie tego zjawiska na kształt wielu rynków w dłuższym terminie. To siłą rzeczy uderza w europejskie, w tym polskie, firmy. Ekonomiści PKO BP wskazywali niedawno, że według dostępnych badań „chiński szok” w Europie po 2010 r. spowodował wzrost konkurencji cenowej. W efekcie doprowadził do spadków przychodów i marż firm. W wielu krajach europejskich, w tym w Niemczech, trwa dyskusja, czy obecna chińska ekspansja nie pogłębi tych trendów i jak na nią odpowiedzieć.
Ten temat też zapewne będzie podnoszony w Polsce, w miarę jak to zjawisko mocniej zacznie uderzać w krajowe firmy. To nie będzie taka skala jak w Niemczech, bo polskie firmy nie mają mocnej pozycji w szeroko pojętych dobrach konsumenckich. Mimo wszystko na dłuższą metę to może być problem dla gospodarki.