NanoAnaliza

Polacy zwiększają oszczędności, bo mogą. Coraz mniej gospodarstw domowych deklaruje problemy finansowe

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Coraz mniej gospodarstw domowych mierzy się z problemem „spięcia budżetu”, wynika z badań koniunktury konsumenckiej GUS. Według ostatniego odczytu z lutego br. odsetek takich gospodarstw wyniósł 29 proc. Na takim poziomie utrzymuje się już od kilku miesięcy. Jednocześnie coraz więcej gospodarstw oszczędza, w lutym zadeklarowało to aż 61 proc. badanych.

Proporcje pomiędzy tymi zjawiskami mocno się rozjechały w ciągu ostatnich trzech lat. W obu przypadkach są to historyczne skrajności, w przypadku oszczędzania – maksimum, a w przypadku „wiązania końca z końcem” – minimum. W 2023 r. te proporcje się wyrównały, a chwilowo nawet odsetek gospodarstw, które tylko wiązały koniec z końcem, był większy od tych, które deklarowały, że trochę oszczędzają. Przewaga gospodarstw oszczędzających była wcześniej widoczna przed pandemią, a także w pierwszej jej fazie. Wówczas różnice nie były jednak tak znaczące.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Poprawę sytuacji finansowej gospodarstw widać też we wskazaniu odpowiedzi o korzystanie z oszczędności. Odsetek gospodarstw domowych, które są zmuszone do takiego działania, wynosił w lutym 3,5 proc. wobec 8 proc. w połowie 2022 r. Spadł również lekko odsetek gospodarstw, które deklarują, że popadają w długi.

Skąd się biorą wyższe oszczędności?

Rosnąca skłonność do oszczędzania jest obecnie jednym z kluczowych zjawisk w polskiej gospodarce. Skąd to się bierze? Po części na pewno to kwestia chęci odbudowy oszczędności nadszarpniętych przez pandemię. W jakimś stopniu to też na pewno budowa poduszki finansowej po doświadczeniach pandemii i wysokiej inflacji.

Być może trochę lekceważonym czynnikiem jest to, że gospodarstwa zwyczajnie mają możliwość oszczędzania i z niej korzystają. W latach 2024-2025 mocno rosły realne wynagrodzenia (po uwzględnieniu inflacji) w gospodarce narodowej – odpowiednio o 9,3 proc. r/r oraz ok. 4,8 proc.

To nie jest tylko teoretyczna dyskusja. Od zdefiniowania przyczyn zależy to, czy spodziewać się, że ten trend się utrzyma. Jeśli to jest tylko uzupełnianie oszczędności i budowanie poduszki finansowej, to stopa oszczędności może zacząć spadać, kiedy te zjawiska nastąpią.

Może natomiast jest tak, że skłonność do oszczędzania jest bardziej kwestią strukturalną, a obecne zjawiska są kontynuacją trendów sprzed pandemii? Jeśli tak, to stopa oszczędzania może jeszcze rosnąć. Być może nie tak dynamicznie, jak w ostatnich latach, bo wzrost wynagrodzeń będzie niższy, ale jednak to nie jest tylko przejściowe.

Generalnie w ekonomii mówi się o tzw. rosnącej krańcowej skłonności do oszczędzania i spadającej skłonności do konsumpcji. Innymi słowy, wraz ze wzrostem dochodu przeznacza się coraz większą jego część na oszczędności, a coraz mniejszą na konsumpcję. Może właśnie jesteśmy świadkami działania tego zjawiska w praktyce. Okaże się za jakiś czas.