Naukowiec przekuł odkrycie noblisty w biznes. Opracowuje lek na nieuleczalną chorobę kotów
Prowadzić badania o globalnym potencjale i wykorzystać wyniki – tym od trzech dekad kieruje się prof. Marcin Majka. W Polsce było o to przez lata trudno, ale w jego startup Vet Cell Tech uwierzyło już liczne grono inwestorów. W świecie nauki osiągnął wiele, a jako przedsiębiorca ma równie duże ambicje.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaką drogę prof. Marcin Majka przeszedł jako naukowiec i dlaczego trafił do biznesu.
- Na czym oparł założenie Vet Cell Techu i jaki inny startup założył w międzyczasie ze wspólnikami.
- Do jakiego etapu spółka doszła z dotychczasowym kapitałem od inwestorów i z grantów oraz jakie ma dalsze plany.
Na polskiej giełdzie od lat notowane są biotechnologiczne spółki pracujące nad innowacyjnymi terapiami dla ludzi. Zdecydowanie słabszą reprezentację ma rodzimy sektor nowych leków dla zwierząt. Jego najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem jest Bioceltix, którego wycena na GPW wynosi ok. 500 mln zł.
Jego postępy w badaniach sprzyjają zbieraniu finansowania przez inne firmy z branży. Doświadcza tego m.in. Vet Cell Tech, poszukujący nowych leków dla kotów i psów. Zdobył już cztery granty, pozyskując 8,7 mln zł unijnego dofinansowania. Natomiast ponad 30 indywidualnych inwestorów powierzyło mu 6,5 mln zł w 2023 r. i 2 mln zł na początku 2025 r. Planuje przeprowadzić jesienią rundę wartości 7-8 mln zł.
– Trudno będzie nam zebrać taką kwotę wyłącznie od aniołów biznesu, dlatego patrzymy w kierunku funduszy venture capital. Taka kwota umożliwiłaby nam przeprowadzenie badania w kierunku przewlekłego zapalenia nerek u kotów na gatunku docelowym oraz może 1-2 pilotaży w innych wskazaniach. Zwłaszcza że większość funduszy zostawia sobie bufor na tzw. inwestycje follow-on [dokapitalizowanie spółki portfelowej – red.]. A wierzymy, że będziemy w stanie uzasadnić zwiększenie ich zaangażowania – mówi prof. Marcin Majka, prezes i współzałożyciel Vet Cell Techu.
Równolegle pracuje w konsorcjum nad przygotowaniem kilku wniosków o granty. Chodzi o projekty wartości rzędu 4-5 mln zł.
Naukowiec z żyłką przedsiębiorcy od dekad
Marcin Majka jest bardzo nietypowym przedsiębiorcą. Choć od kilku lat identyfikuje się bardziej z rolą prezesa niż profesora, to pozostaje wybitnym naukowcem. Ma indeks Hirscha (zależny od liczby i cytowań publikacji) przekraczający 50. To wynik kilkakrotnie wyższy od średniej w Polsce.
– Zawsze chciałem być samodzielny i realizować własne projekty, a tytuł profesora bardzo w tym pomaga. Jednak stopnie nie zastąpią doświadczenia i wiedzy. A ta w biznesie ułatwia rozmowy z inwestorami, gdy padają pytania na wysokim poziomie szczegółowości – mówi Marcin Majka.
Zaczął zajmować się pracą naukową – dydaktyczną w mniejszym stopniu, choć wypromował ponad 20 doktorów – już w trakcie studiów, czyli ponad 30 lat temu. Od początku chciał, by efekty jego badań mogły być wykorzystane, najlepiej globalnie. Dlatego interesują go projekty, które nie dotyczą wyłącznie Polski.
Od zawsze ma też żyłkę przedsiębiorcy – jako student chciał nawet zostać maklerem giełdowym. W 2003 r. wrócił do Polski po ponadczteroletniej pracy nad komórkami macierzystymi na University of Pennsylvania i University of Louisville. Planował założyć biotechnologiczną firmę zajmującą się produkcją białek rekombinowanych.
– Jednak wtedy mogłem liczyć w naszym kraju na grant rzędu 300 tys. zł, z którego w praktyce zostawało 100 tys. zł – na trzyletnie badania. A koszt niezbędnych odczynników i białek był kosmicznie wysoki. Dziś trochę żałuję, że nie kontynuowałem tych prac. Zamiast tego z większym lub mniejszym sukcesem byłem zaangażowany w jeszcze kilka biznesowych projektów. Jednak pierwszym, który ma szansę na duży sukces, jest Vet Cell Tech – mówi Marcin Majka.
Zdaniem eksperta
Biznes kierunkiem dla nielicznych naukowców
Prawdziwa praca nadchodzi już po tym, gdy ta decyzja zapadnie. Szybka weryfikacja potrzeb rynku, porządna ochrona własności intelektualnej (IP), zdobycie kapitału na tzw. proof-of-concept [wczesna wersja produktu potwierdzająca słuszność założeń – red.] oraz zbudowanie zespołu, który potrafi prowadzić projekt jak firmę, a nie jak grant. Liczby wciąż są „brutalne”: poniżej 1 proc. naukowców rozmawia o ścieżce spin-off [wydzielenie projektu z organizacji – red.]. Ponadto wielu z nich tkwi pod stosami grantów i rozliczeń, zamiast rozwijać projekt.
Projekty biotechnologiczne na polskich uczelniach są i to jakościowo mocne. Ich realizacja jest jednak trudniejsza niż w przypadku cyfrowych technologii. Wymaga laboratoriów, regulacji, dużo czasu i cierpliwego kapitału. Polski rynek dopiero się tego uczy.
Weterynaria jest w tym kontekście ciekawą niszą. Potrzeby kliniczne są rzeczywiste, a ścieżka regulacyjna krótsza i tańsza niż w medycynie. Ponadto kompetencje zbudowane przy rozwoju terapii komórkowych dla zwierząt mogą z czasem wzmocnić cały polski sektor life science.
Technologia oparta na przełomowym odkryciu noblisty
Startup opiera się na wynikach badań nad komórkami macierzystymi. Mamy ich w organizmie kilka typów, w tym powstające w fazie embrionalnej oraz somatyczne występujące już po narodzinach. W uproszczeniu te pierwsze mogą „wyewoluować” i zastąpić dowolną komórkę w organizmie. Drugie możemy wykorzystać wyłącznie w obrębie tej samej tkanki, bo mają ściśle określoną funkcję.
Badania nad komórkami embrionalnymi ruszyły w latach 80., a w 1998 r. udało się je wyizolować z ludzkich embrionów. Ten sposób pozyskiwania komórek rodzi jednak problemy natury etycznej, bo wymaga zabicia embrionu.
– Dlatego m.in. w USA pojawił się na wiele lat zakaz federalnego finansowania takich prac. Na szczęście naukowcy z natury dążą do rozwiązywania problemów. Shinya Yamanaka – laureat Nagrody Nobla z 2012 r. – odkrył, jak „cofnąć w czasie” komórkę somatyczną, by otrzymać embrionalną – wyjaśnia Marcin Majka.
Ostatnio wokół tej metody zrodziło się wiele startupów próbujących odmłodzić najbogatszych ludzi. Przede wszystkim jednak tę przełomową technologię można wykorzystać w leczeniu chorób uznawanych na razie za nieuleczalne.
– Można powiedzieć, że iPS [także iPSC, indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste – red.] to swego rodzaju święty graal medycyny. Otwierają drogę do otrzymywania np. komórek odpowiedzialnych za produkcję insuliny, by chorzy na cukrzycę mogli przestać podawać ją sobie w zastrzykach. Wciąż jednak wyzwaniem pozostaje kwestia bezpieczeństwa stosowania komórek otrzymywanych z iPS, a także stabilności i powtarzalności terapii komórkowych przy przejściu ze skali „laboratoryjnej” na „przemysłową” – tłumaczy przedsiębiorca.
Warto wiedzieć
Nie każdy musi być jak SpaceX
Marcin Majka przyznaje, że największą satysfakcję, prestiż i pieniądze zapewni wykorzystanie iPS w innowacyjnych terapiach dla ludzi. Na tym koncentrują się firmy m.in. z USA i Australii, bo mają dostęp do odpowiednio dużego finansowania.
– Na rozpoczęcie badań klinicznych w tym kierunku potrzebowalibyśmy nie 8,5 mln zł – jak w przypadku potencjalnego leku weterynaryjnego – tylko 85 mln i to najlepiej dolarów. Startup GC Therapeutics zebrał w 2024 r. 75 mln dolarów. Dlatego my stawiamy na znacznie mniej konkurencyjny rynek, którego potencjał jest jednak również ogromny. Musimy znać swoje ograniczenia i przekuć je w konkurencyjną przewagę. SpaceX powstał w USA, ale w Polsce przedsiębiorcy założyli już w tym sektorze sporo wyspecjalizowanych firm osiągających międzynarodowe sukcesy – mówi współzałożyciel Vet Cell Techu.
Dwa startupy na bazie komórek macierzystych
Nad wykorzystaniem iPS Marcin Majka pracuje już od końca 2007 r., jako jeden z pierwszych naukowców w Polsce. Z prowadzonych z doktorantami badań nad własną technologią reprogramowania komórek – bazującą na odkryciu prof. Yamanakiego – wykiełkował projekt dotyczący choroby Parkinsona.
– Chodziło o wykorzystanie iPS do otrzymywania neuronów od pacjentów dotkniętych tą chorobą. Uzyskane wyniki umożliwiły nam jednak wydajną produkcję biomelaniny, czyli pigmentu obecnego w ludzkiej skórze. Uczelniany projekt przekształciliśmy z czasem wraz z Konradem Szczukiewiczem, Piotrem Sznelewskim i Marcinem Liwochem w startup Melanos Care. Nie dążymy do stworzenia leku, tylko dermokosmetyków – mówi Marcin Majka.
Równolegle wciąż myślał nad wykorzystaniem komórek macierzystych, w tym iPS, do tworzenia nowych, innowacyjnych terapii. Był inicjatorem i uczestniczył w licznych badaniach eksperymentalnych i klinicznych z wykorzystaniem komórek macierzystych pozyskiwanych od dorosłych dawców.
– Jednak natrafiłem na barierę finansowania komercjalizacji w Polsce wyników takich badań. Uznałem więc, że łatwiej może być o to, „przenosząc” rozwiązanie do świata zwierząt. Praca nad nowymi terapiami dla nich wymaga znacznie mniej czasu i pieniędzy. Tak doszliśmy do założenia w 2023 r. Vet Cell Tech – wyjaśnia prezes startupu.
Miniwywiad
Potencjał i wyzwania w lekach dla zwierząt
Mariusz Bartodziej, XYZ: Łatwiej wymyślić i wprowadzić do sprzedaży lek dla psa czy kota niż dla człowieka?
Dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu firmy Bioceltix: Opracowanie i wdrożenie innowacyjnego leku dla zwierząt jest zwykle tańsze i szybsze niż w przypadku leków dla ludzi. To jednak wcale nie oznacza, że jest prostsze.
Dlaczego?
Weterynaryjna biotechnologia działa według tych samych rygorystycznych standardów jakości, badań klinicznych i produkcji. Obowiązują nas zasady Dobrej Praktyki Klinicznej (GCP) oraz Dobrej Praktyki Wytwarzania (GMP), a nad całym procesem czuwają regulatorzy rynku, komisje etyczne, Główny Inspektorat Farmaceutyczny czy Inspekcja Weterynaryjna.
Pod pewnymi względami badania kliniczne u zwierząt bywają wręcz trudniejsze, ponieważ pacjenci nie potrafią opisać swoich dolegliwości ani efektów terapii. Dlatego ocena skuteczności i bezpieczeństwa wymaga bardzo starannie zaprojektowanych protokołów oraz obiektywnych metod oceny.
Mamy już w kraju niemałe i wciąż rosnące grono spółek opracowujących innowacyjne terapie dla ludzi. A co z projektami weterynaryjnymi?
Polska ma coraz większy potencjał ich rozwoju. Widzimy rosnące zainteresowanie zarówno środowiska naukowego, jak i przedsiębiorców. Powstają nowe zespoły akademickie i prywatne firmy pracujące nad innowacyjnymi terapiami weterynaryjnymi.
To naturalna konsekwencja zmian społecznych – coraz częściej traktujemy zwierzęta jak członków rodziny. Rosną wydatki na ich zdrowie, poprawiają się standardy diagnostyki i leczenia. Pojedyncze innowacyjne produkty weterynaryjne osiągają już sprzedaż przekraczającą miliard dolarów rocznie. W związku z tym sektor staje się coraz atrakcyjniejszy również dla inwestorów.
Ale…?
Droga od obiecujących wyników laboratoryjnych do zarejestrowanego produktu jest jednak bardzo długa i pełna pułapek. Wymaga odpowiedniej technologii, skutecznego pozyskiwania finansowania, sprawnej organizacji badań, odpowiedniego zespołu, właściwego momentu wejścia na rynek i odrobiny szczęścia.
Nawet bardzo dobre projekty często mają trudności z pozyskaniem kapitału. Dlatego ryzyko finansowania pozostaje jednym z największych wyzwań dla innowacyjnych spółek biotechnologicznych.
Warto inwestować w biotechnologię. Trzeba jednak pamiętać, że przejście od obiecujących wyników pojedynczych eksperymentów do statystycznego potwierdzenia bezpieczeństwa i skuteczności terapii zajmuje wiele lat, kosztuje dziesiątki milionów złotych i obarczone jest bardzo dużą liczbą czynników ryzyka. W weterynarii podobnie jak w medycynie ludzkiej, nie ma w tym procesie żadnej taryfy ulgowej.
Potencjalne leki na powszechne problemy kotów i psów
Spółka opracowała tzw. platformę umożliwiającą pracę nad różnego rodzaju komórkowymi terapiami weterynaryjnymi. Priorytetowo traktuje potencjalny lek na przewlekłe zapalenie nerek u kotów (PChN).
– To jedno z najtrudniejszych schorzeń do leczenia, wciąż bez skutecznej opcji terapeutycznej. Dotyka ponad połowę kotów po 10. roku życia, a po 15. nawet ponad 80 proc. Równolegle przygotowujemy się też do innych wskazań. Rozpoczęliśmy np. pilotaż dotyczący zapalenia dziąseł u tych samych zwierząt oraz nietrzymania moczu u suk dużych ras – informuje Marcin Majka.
Uzyskane na myszach wyniki w kierunku PChN uznaje za obiecujące pod kątem bezpieczeństwa. Podobne badanie na gatunku docelowym (kotach) ma ruszyć na początku 2027 r. i przynieść wyniki po mniej więcej pół roku. Umożliwiłoby to uruchomienie badań klinicznych na przełomie 2027 i 2028 r.
– Optymalnym scenariuszem pod względem możliwości finansowania i potencjału wyceny jest dla nas przeprowadzenie projektu PChN przez badania kliniczne i rozpoczęcie rejestracji. To perspektywa mniej więcej 2030 r. Trudno przewidzieć dokładnie, ponieważ robimy coś pionierskiego. Liczymy się m.in. z koniecznością składania dodatkowych wyjaśnień w urzędzie regulacyjnym – mówi Marcin Majka.
Na wskazanym etapie startup chciałby pozyskać partnera gotowego dokończyć proces i wprowadzić lek na rynek. Nie wyklucza jednak zawarcia umowy partnerignowej wcześniej lub licencjonowania technologii na rozwój w innym wskazaniu.
– Projekt dotyczący terapii PChN realizujemy w ramach programu Fundusze Europejskie dla Małopolski, przy dofinansowaniu udzielonym przez Małopolskie Centrum Przedsiębiorczości. Prace nad lekiem na nietrzymanie moczu u suk dużych ras prowadzimy ze wsparciem tej samej instytucji. Pieniądze na infrastrukturę pozwoliły nam natomiast wyposażyć własną wytwórnię farmaceutyczną, w której możemy wytwarzać produkty lecznicze terapii zaawansowanej – mówi Marcin Majka.
Unikatowy zespół doceniony przez tuzów branży
O sile startupu stanowi w dużym stopniu zespół. Vet Cell Tech uznaje to za swą przewagę, bo czwórka założycieli zapewnia wszystkie kluczowe kompetencje. Marcin Majka jest ekspertem od technologii iPS z doświadczeniem w produkcji w tzw. standardzie GMP i prowadzeniu badań klinicznych. Konrad Szczukiewicz z sukcesem sprzedał startup ShelfWise.
– Ma ogromne doświadczenie w prowadzeniu młodej spółki technologicznej, rozmów z inwestorami, czy przechodzeniu przez due diligence. Marcin Liwoch jest z wykształcenia biotechnologiem, który z sukcesem zajął się jako przedsiębiorca przemysłem budowlanym. Doskonale wie, jak powinna być ułożona firma, także od strony finansowej. Natomiast dr Piotr Sznelewski to uznany lekarz-dermatolog z licznymi sukcesami inwestorskimi. Jego bezpośredni kontakt z pacjentami i gronem aniołów biznesu jest dla nas nieoceniony – wylicza Marcin Majka.
Jakość polskiego zespołu i technologii została już doceniona na międzynarodowej arenie. Podczas majowej konferencji branżowej w Belgii Vet Cell Tech zdobył główną nagrodę w kategorii Emerging Start-ups Award.
– Mogliśmy dowieźć naszej przewagi na tle podobnych startupów z całej Europy, a nie tylko Polski. Ponadto naszą technologię doceniło jury składające się z przedstawicieli tzw. weterynaryjnej big pharmy. Już nie tylko mówimy o sobie, że jesteśmy najlepsi, ale potwierdziła to branża. To kieruje jej uwagę na nas pod kątem rozmów o możliwości przyszłych partnerstw, a jednocześnie dostarcza argumentu w rozmowach z kolejnymi inwestorami – mówi Marcin Majka.
Główne wnioski
- Naukowiec z przedsiębiorczością we krwi. Prof. Marcin Majka rozwija naukową karierę od ponad trzech dekad. Od początku jego celem było prowadzenie badań o globalnym potencjale i wykorzystanie ich wyników w biznesowej praktyce. Po powrocie w 2003 r. do Polski kontynuował rozpoczęte w USA badania nad komórkami macierzystymi. Przez lata zaangażował się w liczne projekty naukowe i biznesowe. Największy potencjał dostrzega w założonym w 2023 r. startupie Vet Cell Tech. W tym samym roku stworzył ze wspólnikami inną spółkę technologiczną: Melanos Care.
- Przełomowe możliwości na bazie odkrycia noblisty. Vet Cell Tech bazuje na wynikach pracy noblisty. Prof. Shinya Yamanaka odkrył – w uproszczeniu – jak „cofnąć w czasie” komórkę somatyczną, by otrzymać embrionalną. Technologię iPS (także iPSC, indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste) wiele firm próbuje wykorzystać do odmłodzenia najbogatszych ludzi. Przede wszystkim może ona jednak służyć do opracowania terapii na nieuleczalne dotąd choroby. Taki cel przyświecał prof. Marcinowi Majce. Większą szansę dostrzegł jednak na rynku weterynaryjnym, dlatego pracuje m.in. nad lekiem na nieuleczalne przewlekłe zapalenie nerek u kotów (PChN).
- Zainwestowane miliony i badawcze plany. Dotychczas Vet Cell Tech otrzymał 8,7 mln zł unijnego dofinansowania i 8,5 mln zł od ponad 30 aniołów biznesu. Planuje przeprowadzić jesienią rundę wartości 7-8 mln zł, skierowaną do funduszy venture capital. Równolegle przygotowuje się do aplikowania o kilka milionowych grantów. Zamierza ruszyć na początku 2027 r. z badaniami w kierunku PChN na gatunku docelowym, a badania kliniczne uruchomić na przełomie 2027 i 2028 r. Planuje przygotować projekt do etapu rozpoczęcia rejestracji potencjalnego leku, a następnie znaleźć partnera. Nie wyklucza jednak zawarcia umowy partneringowej wcześniej.




