Nowy szef Respect Energy: świat, w którym ktoś postawił farmę słoneczną i mógł się nią później w ogóle nie przejmować, już nie istnieje
Rynek energii w Polsce zmienia się dynamicznie, a wraz z nim ewoluują strategie biznesowe sprzedawców prądu. – Dzisiaj najbardziej pożądana jest elastyczność i tak będzie przez kolejne lata. Dlatego panuje szał na magazyny energii – wskazuje Roch Baranowski, który niedawno przejął stery w Respect Energy. W rozmowie z XYZ opowiada, na czym dzisiaj najlepiej zarobić na rynku energii i jak może wyglądać polska energetyka w przyszłości.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaką strategię biznesową przyjęła firma Respect Energy.
- Jak branża ocenia tworzący się rynek usług elastyczności dla systemu energetycznego.
- Jak Respect Energy ocenia rynek sprzedaży prądu dla gospodarstw domowych.
Respect Energy Holding, polska firma handlująca zieloną energią, od lutego ma nowego prezesa. Został nim Roch Baranowski, dotychczasowy członek zarządu tej spółki. Zastąpił na tym stanowisku Sebastiana Jabłońskiego – założyciela i głównego akcjonariusza Respect Energy. Nowy szef spółki podkreśla, że rynek energii zmienia się bardzo dynamicznie, a sztuką jest dobrze przewidywać trendy.
– Transformacja energetyczna to największy pakiet inwestycyjny i rozwojowy w historii ludzkości. Każdy chce znaleźć tu coś dla siebie, ale to nie jest takie łatwe. Technologie bardzo szybko się zmieniają i mają swój horyzont czasowy. Przez kilka lat obserwowaliśmy wielkie inwestycje w fotowoltaikę, a teraz mamy falę inwestycji w magazyny energii. Ale za kilka lat przyjdzie nasycenie magazynami i ten rynek też złapie zadyszkę. Część inwestorów pozostanie z pozwoleniami na budowę instalacji, których nikt już nie będzie potrzebował. Wtedy może powrócą elektrownie słoneczne, a może przyjdzie boom na którąś z tzw. technologii przyszłości, jak np. zielony wodór. Tego dzisiaj nie wiemy – wskazuje Roch Baranowski, prezes Respect Energy.
Szeroka strategia
Nowy szef Respect Energy będzie kontynuował dotychczasową strategię spółki, którą zresztą współtworzył. Przewiduje ona, że firma będzie miała udział w każdym obszarze transformacji.
– Nie chcemy wybierać pojedynczych biznesów, które akurat mają swój czas. Staramy się natomiast uważnie obserwować rynek i przewidywać, które obszary powinny w danym momencie przyspieszyć lub zwolnić. Działamy więc jak cała orkiestra. Mamy też jednak swoje ograniczenia. Chcemy być obecni tam, gdzie widzimy sens biznesowy bez dotacji czy grantów. Nie będziemy rozkręcać biznesów tylko dlatego, że państwo je subsydiuje. Wchodzimy w nie wtedy, gdy się rynkowo bronią – przekonuje Roch Baranowski.
Celem firmy nie jest budowanie ani posiadanie instalacji OZE: farm wiatrowych lub fotowoltaicznych. Jej głównym biznesem jest zarządzanie energią wyprodukowaną przez innych wytwórców. Respect Energy kupuje zieloną energię, bilansuje ją i sprzedaje odbiorcom końcowym. Skupia w ten sposób już ponad 1 tys. instalacji OZE od wytwórców zlokalizowanych w całej Polsce.
– Wbrew pozorom wielu właścicieli zielonych instalacji nie jest w stanie samodzielnie tak operować swoimi aktywami, aby było to dla nich opłacalne. Rozwój farm fotowoltaicznych i wiatrowych nie był domeną wyłącznie dużych koncernów energetycznych. Często były to lokalne inicjatywy małych przedsiębiorców. Dla wielu z tych podmiotów wejście na rynek energii stanowi istotne wyzwanie. W tym obszarze pełnimy rolę partnera, który zapewnia im dostęp do rynku – zarówno hurtowego, jak i detalicznego. Świat, w którym ktoś postawił sobie farmę słoneczną i mógł się nią później w ogóle nie przejmować, już nie istnieje. Teraz mamy często ujemne ceny energii i przymusowe wyłączenia elektrowni. Aby zarabiać na zielonej energii, trzeba śledzić rynek i dobrze zarządzać swoimi aktywami – podkreśla nasz rozmówca.
Nowe usługi na rynku
Nowym biznesem dla właścicieli farm OZE są usługi bilansujące. Wcześniej świadczyły je elektrownie węglowe, gazowe albo wodne szczytowo-pompowe. Na ten rynek właśnie wkraczają instalacje OZE i magazyny energii. Właściciele zielonych instalacji mogą w ten sposób – według szacunków branży – zwiększyć swoje przychody nawet o 20–30 proc.
– Dzisiaj najbardziej pożądana jest elastyczność i tak będzie przez kolejne lata. Dlaczego panuje szał na magazyny energii? Bo zapewniają systemowi elastyczność. Dlatego właśnie usługi elastyczności to bardzo atrakcyjny biznes. Aktualnie skupiamy się na wprowadzeniu aktywów odnawialnych oraz magazynów energii na rynek usług regulacji częstotliwości, które dziś dostarczają elektrownie konwencjonalne i których jest za mało do sprawnego regulowania systemu. Następne w kolejce będą usługi regulacji napięcia – przewiduje prezes Respect Energy.
Boom na magazyny energii
Trwa pierwsza fala inwestycji w magazyny motywowana możliwością uczestnictwa tych urządzeń w rynku mocy. Rynek mocy jest odpowiedzią na potrzeby systemu. Operator ocenia, ile mocy w systemie potrzebuje i płaci uczestnikom rynku za samą gotowość do dostarczenia mocy do systemu. W praktyce jest to więc zabezpieczenie kraju przed blackoutem. Z kolei druga fala inwestycji w magazyny będzie związana właśnie z usługami elastyczności, czyli z bilansowaniem systemu. Operator systemu odpowiada za utrzymanie równowagi między podażą a popytem na energię elektryczną, tak aby w każdej chwili do systemu trafiała dokładnie taka ilość energii, jaka jest potrzebna odbiorcom. W przeciwnym razie może dojść do wahań częstotliwości, a w konsekwencji – do zakłóceń lub awarii systemu. Dlatego operator kupuje usługi bilansujące, które umożliwiają zwiększanie lub ograniczanie produkcji energii w krótkim terminie.
– Magazyny energii nadają się do tego znakomicie, bo mogą one energię uwalniać albo pobierać ją z rynku. Mają przy tym szybki czas reakcji. Dzisiaj więc najlepszym biznesem jest posiadanie magazynu świadczącego usługi bilansujące i jednoczesne zarabianie na arbitrażu. Arbitraż polega na zakupie energii w okresach niskich cen, jej magazynowaniu, a następnie sprzedaży w momentach, gdy ceny na rynku są istotnie wyższe. To dziś niezwykle atrakcyjna opcja, ale w pewnym momencie nastąpi przesycenie rynku i opłacalność magazynów zacznie spadać. Najlepiej więc jak najszybciej załapać się do tego wyścigu – wyjaśnia Roch Baranowski.
Ciekawy biznes
W Polsce trwają właśnie prace nad specjalną platformą giełdową, która ma ułatwić handel usługami elastyczności. W tej sprawie Towarowa Giełda Energii współpracuje z Tauronem Dystrybucją i Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE). Dzięki platformie oferowanie i korzystanie z usług elastyczności staną się bardziej transparentne, a samo narzędzie umożliwi operatorom sieci zwiększanie lub zmniejszanie poboru lub produkcji energii w danym rejonie.
– Rynek elastyczności to ciekawy biznes. Stanowi on pewną alternatywę dla lokalnych rynków energii. Wierzę, że na takich usługach firmy będą mogły zarabiać. Są zresztą przykłady działania takich mechanizmów w Europie, np. w Skandynawii. W niektórych krajach europejskich tego typu usługi są traktowane bardziej regulacyjnie, a nie rynkowo, ale ja wierzę w rynek – podkreśla Grzegorz Onichimowski, prezes PSE.
Sprzedawca zielonej energii Qair Polska przyjął nieco inny model działania niż Respect Energy. Qair stawia na budowę własnego portfela źródeł wytwórczych, dzięki którym może oferować firmom długoterminowe umowy sprzedaży prądu. Spółka ma już 95 instalacji OZE (farmy wiatrowe i słoneczne) o łącznej mocy ponad 560 MW. Niedawno pozyskała 350 mln zł pożyczki z Krajowego Planu Odbudowy na kolejne trzy projekty OZE o łącznej mocy 203 MW. Qair również widzi duży potencjał w usługach elastyczności.
– Chcemy, aby wszystkie nasze nowe aktywa wytwórcze i magazyny mogły świadczyć usługi bilansujące. Rozwój rynku usług elastyczności to kluczowy element potrzebny do pozyskiwania finansowania bankowego na budowę magazynów energii. Wcześniej tym elementem był rynek mocy, a teraz w jego miejsce musi pojawić się nowy mechanizm. To już się dzieje na świecie, gdzie prywatni wytwórcy świadczą dla operatorów sieci usługi regulacji częstotliwości, napięcia czy mocy biernej – wskazuje Remigiusz Nowakowski, prezes Qair Polska.
Klienci biznesowi na celowniku
Respect Energy w 2024 r. wyszedł z mocną kampanią promującą sprzedaż energii dla gospodarstw domowych. Spółka chciała zawojować rynek, oferując ceny niższe od stawek mrożonych wówczas przez państwo. Teraz znów koncentruje się na klientach biznesowych. Czy to oznacza, że rynek gospodarstw domowych okazał się za trudny?
– Z ofertą dla gospodarstw domowych dopiero wchodziliśmy na rynek, więc musieliśmy mocno ją wypromować. Teraz mamy już klientów i możemy sobie ten segment spokojnie rozwijać. Natomiast naszym głównym biznesem jest nadal sprzedaż energii dla firm. Gdyby taryfa dla klientów indywidualnych była bardziej rynkowa, oparta na kosztach wytwórców, to wtedy byłaby większa przestrzeń do tego, by walczyć o ten rynek. Mamy za sobą kilka lat ustawowego mrożenia cen energii, a obecna taryfa też w praktyce zamraża cenę na poziomie niższym od realnych stawek. Mimo wszystko udaje nam się pozyskiwać klientów wśród gospodarstw domowych, którym zależy na zielonej energii w konkurencyjnej cenie od nowoczesnego, sprawnego gracza – tłumaczy Roch Baranowski.
Większość klientów spółki to przedsiębiorstwa. Z jej obserwacji wynika, że wśród firm rośnie świadomość, jak można obniżyć rachunki za prąd.
– Farma fotowoltaiczna albo wiatrowa w okolicy zakładu plus magazyn energii to dla firmy rewolucyjna zmiana, która może obniżyć koszty energii nawet o 30–40 proc. Nie jesteśmy jedyną firmą, która sprzedaje zielony prąd, ale jesteśmy w stanie dopasować produkty i usługi dostępne na rynku energii do potrzeb naszych klientów – przekonuje prezes Respect Energy.
Wieś nie chce wiatraków?
Jego zdaniem transformacja energetyczna w Polsce rozwijać się będzie według jednego z trzech scenariuszy, które obserwujemy w Europie. Są to: model wyłącznie odnawialnych źródeł energii, model dominującej energetyki jądrowej plus OZE lub dominujących OZE plus energetyka jądrowa.
– W każdej z opcji widzimy więc obecność OZE i dlatego czujemy się spokojni, jeśli chodzi o przyszłość naszego biznesu. Na pewno nie cieszy nas uporczywe nieprzyjmowanie do wiadomości w Polsce, że energetyka wiatrowa na lądzie jest nam w miksie energetycznym bardzo potrzebna. Ja nie kupuję argumentu, jakoby polska wieś nie chciała wiatraków. My pracujemy z lokalnymi przedsiębiorcami, z gminami oraz ich mieszkańcami i widzimy coś zupełnie innego. Ta narracja o „szkodliwości wiatraków” jest już stara i nieaktualna. Wiatraki to bardzo regionalny biznes, wykorzystujący ziemie słabej klasy. I myślę, że wieś sama w końcu wywalczy sobie te inwestycje – twierdzi Roch Baranowski.
Główne wnioski
- Respect Energy, polska firma handlująca zieloną energią, ma nowego prezesa – Rocha Baranowskiego. Jego strategia zakłada, że spółka będzie obecna we wszystkich obszarach transformacji energetycznej. – Technologie bardzo szybko się zmieniają. Przez kilka lat obserwowaliśmy wielkie inwestycje w fotowoltaikę, a teraz mamy falę inwestycji w magazyny energii. Ale za kilka lat przyjdzie nasycenie magazynami i ten rynek też złapie zadyszkę. Wtedy może powrócą elektrownie słoneczne, a może przyjdzie boom na którąś z tzw. technologii przyszłości, jak np. zielony wodór. Tego dzisiaj nie wiemy – podkreśla prezes. Dodaje, że spółka angażuje się tylko w te obszary, które bronią się rynkowo, a nie istnieją tylko dzięki państwowym dotacjom.
- Respect Energy nie skupia się na budowie własnych instalacji OZE, ale odkupuje zieloną energię od innych właścicieli farm wiatrowych i słonecznych. – Świat, w którym ktoś postawił sobie farmę słoneczną i mógł się nią później w ogóle nie przejmować, już nie istnieje. Teraz mamy często ujemne ceny energii i przymusowe wyłączenia elektrowni. Aby zarabiać na zielonej energii, trzeba śledzić rynek i dobrze zarządzać swoimi aktywami – podkreśla Roch Baranowski. Wśród klientów spółki są natomiast głównie przedsiębiorstwa. Prezes przekonuje, że instalacja farmy fotowoltaicznej albo wiatrowej w okolicy zakładu wraz z magazynem energii może obniżyć koszty energii firmy nawet o 30–40 proc.
- Według prezesa Respect Energy interesującym biznesem są dziś usługi elastyczności oferowane przez instalacje OZE i magazyny energii. Dzięki nim operatorzy sieci mogą zwiększać lub ograniczać produkcję energii w krótkim terminie. Branża potwierdza, że usługi elastyczności będą stanowiły potężny impuls do budowy magazynów energii w kolejnych latach. Zainteresowanie tym biznesem jest bardzo duże, a Towarowa Giełda Energii pracuje właśnie nad specjalną platformą, która ma ułatwić handel usługami elastyczności.

