Plan transformacji energetycznej ujawnił to, czego rząd nie mówi górnikom
Z jednej strony rząd zapewnia górników, że zawarta przed laty umowa społeczna dotycząca przyszłości polskiego węgla jest aktualna. Z drugiej publikuje plan transformacji energetycznej, który zaprzecza tym deklaracjom. – Ten dokument jest dla nas nie do zaakceptowania – ocenia Bogusław Hutek, szef górniczej Solidarności.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaką przyszłość górnictwa węglowego rysuje KPEiK.
- Jakie obietnice zawiera umowa społeczna zawarta między rządem a górnikami.
- Jak KPEiK oceniają górnicze związki zawodowe.
Przyjęty w tym tygodniu przez rząd Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) określa kierunki transformacji energetycznej na najbliższe 15 lat. W każdym z dwóch przedstawionych scenariuszy rola węgla kamiennego w polskiej gospodarce istotnie się kurczy. I to w tempie szybszym niż wskazują na to daty zamykania kopalń, zawarte w umowie rządu z górniczymi związkami zawodowymi z 2021 r.
Rządowy plan obwieścił też koniec wydobycia węgla brunatnego w 2035 r. I to pomimo tego, że Polska Grupa Energetyczna, która produkuje energię z tego surowca, nie ogłosiła harmonogramu zamykania swoich siłowni.
Górniczy związkowcy zażądali wyjaśnień od rządu.
– Liczmy na szybką odpowiedź. Jeśli plan transformacji będzie realizowany w takiej formie, to podejmiemy stosowne działania – alarmuje Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej Solidarności.
Węgla kamiennego coraz mniej w energetyce
W KPEiK rząd przewiduje dwa możliwe scenariusze transformacji energetycznej w naszym kraju. Pierwszy z nich, określany jako referencyjny lub bazowy, opiera się na istniejących już ramach prawnych i inwestycyjnych. Drugi z kolei jest ambitniejszy i zakłada przyspieszenie tempa transformacji. Każda z tych opcji przewiduje spadek produkcji energii z węgla. Czarne paliwo w energetyce zastępować będą odnawialne źródła energii, bloki gazowe oraz jądrowe.
W scenariuszu bazowym wydobycie węgla kamiennego spadnie z 43 mln ton w 2020 r. do 26 mln ton w 2030 r. i 10 mln ton w 2040 r. W opcji przyspieszonej transformacji redukcja jest mocniejsza – produkcja tego surowca spadnie do 21 mln ton w 2030 r. i do zaledwie 3 mln ton w roku 2040.
Tymczasem umowa społeczna z górnikami, zawarta w 2021 r. przez rząd PiS, przewiduje stopniowe zamykanie kopalń węgla kamiennego aż do 2049 r. W 2040 r., gdy wydobycie tego surowca sięgać będzie według rządowych prognoz 3-10 mln ton, działać ma jeszcze osiem kopalń. Dla porównania – jedna kopalnia Bogdanka wydobywa około 8 mln ton węgla rocznie. Funkcjonowanie tylu zakładów wydobywczych przy tak niskim zapotrzebowaniu na węgiel oznaczałoby potężne straty finansowe spółek górniczych liczone w miliardach złotych.
Górnicy żądają wyjaśnień
Obecny rząd zapewnia górników, że umowa społeczna jest aktualna. Z drugiej strony przyjmuje dokument, który sprawia, że zatwierdzony harmonogram zamykania kopalń staje się nieaktualny.
– KPEiK w tej formie jest dla nas nie do zaakceptowania. Zgodnie z umową społeczną powinniśmy wydobywać ponad 30 mln ton węgla. Tymczasem przewidywany jest potężny spadek produkcji. We wtorek mieliśmy spotkanie z kilkoma ministrami w ramach Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników. Zażądaliśmy wyjaśnień i czekamy teraz na odpowiedź. Otrzymaliśmy natomiast zapewnienie, że umowa społeczna będzie realizowana – mówi nam Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej Solidarności.
Umowa społeczna przewiduje także inwestycje w technologie wykorzystujące węgiel. W tym m.in. budowę instalacji do zgazowania węgla i przekształcania go do postaci gazu ziemnego oraz metanolu. Kolejny obiecany projekt to budowa instalacji do produkcji niskoemisyjnego paliwa węglowego, które mogłoby być wykorzystane w gospodarstwach domowych. W umowie zapisano też uruchomienie produkcji wodoru z gazu koksowniczego.
– Te projekty nie są realizowane, a zwiększyłyby wykorzystanie polskiego węgla. Zamiast korzystać z własnego surowca, idziemy w gaz i OZE. Dziwię się, że taki plan przyjęliśmy w obecnej sytuacji geopolitycznej. A jeszcze usłyszeliśmy od ministrów, że jak ktoś jest przeciwny OZE, to jest rosyjską onucą. Najwyraźniej ministrowie nie wiedzą, z czego prąd mieliśmy w Polsce tej zimy – podkreśla Bogusław Hutek.
Zapowiada też podjęcie działań przez górnicze związki zawodowe w sytuacji, gdy KPEiK będzie realizowany w obecnej formie.
– Pocieszające jest tylko to, że jak dotąd takie krajowe strategie nie były realizowane. Zobaczymy, jak będzie tym razem – kwituje szef górniczej Solidarności.
Elektrownia Turów do zamknięcia w 2035 r.?
Podstawą polskiej energetyki jest obecnie nie tylko węgiel kamienny, ale też brunatny. Ten pierwszy wydobywany jest w kopalniach głębinowych na Śląsku i Lubelszczyźnie. Węgiel brunatny zaś wydobywa się z kopalń odkrywkowych w rejonach Konina, Bełchatowa i Bogatyni. KPEiK niespodziewanie ujawnił datę zamknięcia ostatniej elektrowni spalającej ten surowiec.
„Po 2035 r. wydobycie węgla brunatnego spada niemalże do zera, co pokrywa się z okresem zamknięcia ostatniego bloku elektrowni na węgiel brunatny” – czytamy w KPEiK.
Ostatnie bloki w tej technologii zamykać będzie Polska Grupa Energetyczna. Swoje elektrownie i kopalnie węgla brunatnego ulokowane ma w Bełchatowie i Bogatyni. O ile w Bełchatowie złoża węgla w dostępnych odkrywkach już się wyczerpują, to w przypadku Bogatyni takich ograniczeń nie ma. Znajduje się tam elektrownia i kopalnia Turów, która oficjalnie może działać nawet do 2044 r. PGE zawsze unikała jasnej deklaracji, czy zamknie ten kompleks wcześniej.
Wymijająca odpowiedź
Zapytaliśmy PGE, czy zgodnie z KPEiK możemy przyjąć, że graniczną datą dla działania Elektrowni Turów jest rok 2035. Odpowiedź jest wymijająca.
– PGE posiada koncesję na eksploatację węgla z turoszowskiej odkrywki do 27 kwietnia 2044 r. Ostateczny przebieg procesu będzie jednak zależny od potrzeb bezpieczeństwa pracy krajowego systemu energetycznego, decyzji regulacyjnych i systemowych, dostępności mocy zastępczych, uwarunkowań rynkowych, decyzji właścicielskich oraz możliwości ograniczania skutków społecznych i gospodarczych dla regionu – przekazało nam biuro prasowe PGE.
Koncern energetyczny podkreśla, że po zakończeniu pracy kompleksu Turów kolejnym etapem będzie rekultywacja wyrobiska odkrywkowego. W miejscu kopalni powstanie jezioro i las.
– Jednocześnie PGE przewiduje możliwość budowy w miejscu elektrowni węglowej Turów elektrowni gazowej i nowej elektrociepłowni, która zapewni ciągłość dostaw ciepła dla mieszkańców. Prowadzimy także analizy pod kątem instalacji małych modułowych reaktorów jądrowych (SMR) oraz inwestycji z obszaru OZE, w tym z zakresu magazynowania – wylicza biuro prasowe PGE.
Kalendarz wyborczy nie sprzyja
Jak pisaliśmy w kwietniu, rząd jest świadomy tego, że sytuacja w górnictwie węglowym wymaga pilnej interwencji, a złożone w 2021 r. obietnice nie mają pokrycia w rzeczywistości. Pojawiły się nawet pomysły głębokiej restrukturyzacji sektora, co jednak wymagałoby renegocjacji umowy społecznej z górniczymi związkowcami. Politycy, z którymi rozmawialiśmy, są jednak zgodni – rozpalanie takiego sporu przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi nie wchodzi w grę.
Brak działań spowoduje natomiast, że problem będzie narastał. Śląskie przedsiębiorstwa nie likwidują swoich najsłabszych kopalń, które dziś obficie dotuje Skarb Państwa. Natomiast najefektywniejsza polska kopalnia – Bogdanka – musi ciąć produkcję, bo staje do nierównej walki z dotowanymi śląskimi zakładami. W pierwszym kwartale 2026 r. Lubelski Węgiel Bogdanka zanotował 22,1 mln zł straty netto.
– W pierwszym kwartale 2026 r., mimo spadającego popytu, zmian w energetyce i konkurencji taniego węgla sprzedawanego poniżej kosztów wydobycia, zachowaliśmy stabilność finansową, zwiększając uzysk i inwestując w nowe wyrobiska. Silną pozycję rynkową zawdzięczamy efektywności operacyjnej, elastyczności, dyscyplinie kosztowej oraz wysokiej wydajności pracy – zapewnił Zbigniew Stopa, prezes LW Bogdanka, przy prezentacji kwartalnych wyników.
Potrzebny plan dla regionu
Sytuację Bogdanki i jej pracowników przeanalizowała Fundacja Instrat. W najnowszym raporcie wskazuje na ogromną niepewność, jaka towarzyszy górnikom z tego regionu. Fundacja apeluje więc o przyjęcie planu sprawiedliwej transformacji dla regionu lubelskiego, tworzenie tam nowych, jakościowych miejsc pracy oraz wiarygodny harmonogram odchodzenia od węgla. Zgodnie z umową społeczną Bogdanka ma działać do 2049 r. W praktyce może zakończyć wydobycie znacznie szybciej.
– Lubelscy górnicy stoją dziś przed pytaniami, na które nikt nie daje im odpowiedzi. Czy warto się przekwalifikować? Czy uda się dotrwać do emerytury? Jak będzie wyglądać ich region? Najtrudniejsza do zaakceptowania jest dla nich perspektywa przymusowej emigracji – opuszczenia miejsca, z którym czują głęboką więź – podkreśla Karolina Walat, analityczka Fundacji Instrat.
Zapotrzebowanie na węgiel i tak spada
Niezależnie od zapisów w krajowych strategiach wydobycie polskiego węgla i tak z roku na rok spada. To efekt kurczącego się zapotrzebowania na ten surowiec ze wszystkich sektorów – energetyki, ciepłownictwa, przemysłu i gospodarstw domowych. W latach 2021-2025 wydobycie węgla kamiennego przeznaczonego na cele energetyczne (bez węgla koksowego) spadło z 42,4 mln ton do 30,5 mln ton.
Spada też zatrudnienie w sektorze węgla kamiennego. Na koniec kwietnia 2026 r. pracowało w tej branży 69,2 tys. osób. Obecnie trwa program dobrowolnych odejść dla pracowników śląskich spółek górniczych.
Główne wnioski
- Obecny rząd zapewnia górników, że umowa społeczna z 2021 r. jest aktualna. Zawiera ona m.in. harmonogram zamykania poszczególnych kopalń węgla. Tymczasem przyjęty w tym tygodniu przez rząd Krajowy Plan w Dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) zakłada znacznie szybsze odchodzenie od węgla kamiennego w energetyce niż wynika z umowy z górnikami.
- Górniczy związkowcy zażądali wyjaśnień od rządu. – KPEiK jest dla nas nie do zaakceptowania. Jeśli plan transformacji będzie realizowany w takiej formie, to podejmiemy stosowne działania – ostrzega Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej Solidarności. Górnicy oczekują, że w dokumencie zostaną uwzględnione poziomy wydobycia węgla oraz inwestycje w technologie węglowe zawarte w umowie społecznej.
- Z KPEiK wynika też, że ostatni blok na węgiel brunatny zostanie zamknięty w 2035 r. Czy oznacza to wcześniejsze zamknięcie Elektrowni Turów? Właściciel tej elektrowni, Polska Grupa Energetyczna, unika odpowiedzi na to pytanie. Elektrownia może działać nawet do 2044 r. – Ostateczny przebieg procesu będzie zależny od potrzeb bezpieczeństwa pracy krajowego systemu energetycznego, decyzji regulacyjnych i systemowych, dostępności mocy zastępczych, uwarunkowań rynkowych, decyzji właścicielskich oraz możliwości ograniczania skutków społecznych i gospodarczych dla regionu – informuje biuro prasowe PGE.