Debiut giełdowy SpaceX. Oto co się kryje za fasadą projektu Elona Muska
IPO SpaceX jest wyjątkowe nie tylko pod względem rekordowej wyceny. Ma zakończyć się sukcesem przede wszystkim dla założyciela spółki – Elona Muska. Nowi inwestorzy także mogą liczyć na zyski, ale to oni biorą na siebie praktycznie całe ryzyko.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co wynika z prospektu emisyjnego SpaceX i jak spółka prezentuje się w IPO.
- Na ile wiarygodne są obietnice i strategia Elona Muska.
- Czy inwestycja w IPO SpaceX ma sens i jakie niesie ze sobą ryzyka.
Przed planowanym na 12 czerwca giełdowym debiutem SpaceX, kosmiczny wehikuł Elona Muska, musiał opublikować S-1 Prospectus. To dokument rejestracyjny, który trzeba złożyć przed wejściem na giełdę w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). S-1 Prospectus jest odpowiednikiem znanego z naszej GPW prospektu emisyjnego. Dokument podlega ścisłym regulacjom. Spółki nie mogą sobie tutaj pozwolić na dużą dowolność. W szczególności nie wolno im przemilczeć faktów, które mogłyby negatywnie wpływać na giełdową wycenę spółki.
SpaceX – długa lista (niedotrzymanych) kosmicznych obietnic
W przypadku SpaceX dokument ten był szczególnie oczekiwany, nie tylko ze względu na rekordową skalę IPO. Dotychczasowy rekord założyciela SpaceX Elona Muska pod względem niedotrzymanych obietnic działa raczej na jego niekorzyść.
W ramach samego SpaceX Elon Musk w 2016 r. obiecywał m.in. bezzałogowy lot na Marsa już w 2018 r. Następnie termin ten był przełożony na 2020 r., a potem cały projekt (Red Dragon) został zarzucony na rzecz pracy nad statkiem Starship. W tym samym 2016 r. Elon Musk ogłosił wysłanie pierwszego załogowego lotu na Marsa w 2024 r., a pierwszych 100 pasażerów – rok później. Jeszcze w 2024 r. twierdził z kolei, że w 2026 r. bezzałogowe misje na Marsa odbędzie Starship. Flagowy statek SpaceX miał wykorzystać do tego przychylne okno w cyklu. Wysłanie misji wymagałoby relatywnie niskich nakładów. Obecnie ten cel został przesunięty na kolejną dekadę. Słynna kolonizacja Marsa, której plan również ogłaszał Elon Musk, zamieniona została w SpaceX (dopiero w 2026 r.) na projekt budowy bazy na Księżycu.
Tego typu obietnice są nierealne – od samego początku wskazywali eksperci. Wśród krytyków znalazł się m.in. popularny amerykański astronom Neil deGrasse Tyson. Wskazywał na kluczowe przeszkody, oczywiste dla każdego, kto posiada elementarną wiedzę na ten temat Marsa i kosmicznych podróży. Jak stwierdził w 2024 r., sam lot załogowy na Marsa z czysto finansowego punktu widzenia nie ma sensu [Neil deGrasse użył sformułowania „z kapitalistycznego punktu widzenia” – red.]. Wiąże się bowiem z wydatkiem rzędu 1 biliona dolarów bez żadnych nadziei na zwrot z inwestycji. Do tego istnieje niebezpieczeństwo, że zginą ludzie. Jednym z zagrożeń podróży na Marsa jest śmiertelne promieniowanie kosmiczne. Podczas przygotowań do pierwszego lotu na Księżyc zginęły trzy osoby.
Gdziekolwiek pójdzie Elon Musk, podążają za nim (cudze) pieniądze
Poruszony tą konkretnie wypowiedzią Elon Musk stwierdził wówczas na swoim koncie na platformie X, że „ludzie naprawdę nie rozumieją, że kolonizacja Marsa ma kluczowe znaczenie dla przetrwania świadomości na dłuższą metę”. Dlatego nie będzie prosił o finansowanie funduszy VC, tylko „sam zbiera pieniądze”.
Czytając prospekt emisyjny SpaceX, można odnieść wrażenie, że IPO jest właśnie jednym z tych środków do realizacji (prywatnego) celu. Nie jest jednak jasne, czy Elon Musk naprawdę chce kolonizować Marsa. Być może najbogatszemu człowiekowi na Ziemi chodzi o bardziej przyziemne cele. Może to być choćby poszerzanie władzy i wpływów. Jeśli bowiem Elon Musk nie może wciąż wpisać sobie do CV sukcesów w lotach międzyplanetarnych, na pewno nie można mu odmówić imponujących sukcesów w tworzeniu biznesów, które stają się platformą do dalszego bogacenia się – jego na pewno, a inwestorów – być może.
Patrick Boyle: kosmiczna wycena spółki do tej pory generującej tylko straty
Jak podkreśla m.in. popularny komentator finansowy i wykładowca uniwersytecki Patrick Boyle, sam prospekt S-1 SpaceX jest dosyć niekonwencjonalnym dokumentem. Choćby dlatego, że zaczyna się od 14 stron zdjęć rakiet i satelitów. W środku nie ma standardowego języka prawniczego. Fraza o „rozszerzaniu światła ludzkiej świadomości do gwiazd” powtórzona jest natomiast 10 razy. Zapisana tam strategia biznesowa SpaceX obejmuje równocześnie – łagodnie mówiąc – ambitne cele. Wśród nich są ziemskie podróże rakietowe (point-to-point), wyniesienie linii produkcyjnych na orbitę, transport cargo i pasażerów na Księżyc czy nawet „górnictwo asteroid”.
Równocześnie SpaceX twierdzi w prospekcie, że jest przede wszystkim firmą z branży AI, mimo że dominująca działalność to starty rakiet i internet Starlink. Samo słowo „AI” pojawia się w dokumencie ponad 200 razy, a aż 93 proc. całkowitego rynku docelowego (TAM), czyli rynku, który firma ma w ogóle szansę zdobyć, przypisuje się właśnie tej technologii. Na AI jest też obecnie kierowane ok. 60 proc. nakładów inwestycyjnych (CAPEX) SpaceX.
SpaceX, dążąc do wyceny na poziomie 1,75 bln dolarów (ostatecznie sięgnęła 1,8 bln dolarów), ustala ją na poziomie niemal 100-krotności obecnych przychodów. Pod tym względem również będzie spółką bez precedensu.
Przy wycenie na tym poziomie SpaceX wskoczy od razu do top 10 spółek o najwyższej wartości giełdowej – obok, a pewnie powyżej Mety i Tesli. Równocześnie na liście spółek generujących największe przychody zajmie miejsce w okolicach 460. pozycji, poniżej International Flavors & Fragrances, czyli mało znanego producenta z branży chemicznej (dane za 2025 r., companiesmarketcap.com). Na liście spółek przynoszących zyski SpaceX próżno będzie szukać. Do tej pory spółka przynosiła straty, mimo że sam Starlink okazał się bardzo dochodowym przedsięwzięciem. Od początku istnienia skumulowana strata SpaceX przekroczyła 40 mld dolarów. Spółka ma ok. 29 mld dolarów zadłużenia.
Elon Musk to najbogatszy człowiek na Ziemi, szczególnie na papierze
Laik może zapytać, jak to możliwe, skoro jest to przecież spółka najbogatszego człowieka świata. Warto więc pamiętać, że Elon Musk trafia na szczyt list najbogatszych ludzi na Ziemi na podstawie giełdowej wyceny posiadanych przez siebie akcji publicznie notowanych spółek. Tymczasem zestawienia te częściowo lub zupełnie ignorują mniej łatwy do ustalenia majątek.
W indeksie Bloomberga majątek Elona Muska jest wyceniany na 707 mld dolarów. Drugie miejsce zajmuje Larry Page, były dyrektor generalny Alphabetu z majątkiem… 310 mld dolarów. Niewykluczone, że bogatszy od Elona Muska jest rosyjski dyktator Władimir Putin. Sama jego posiadłość na wybrzeżu Morza Czarnego kosztowała kilka miliardów dolarów, choć oficjalnie nie jest on jej właścicielem. Bogatsi od Elona Muska są też monarchowie Arabii Saudyjskiej, którzy sprawują absolutną kontrolę nie tylko nad Saudi Aramco (największe IPO w historii), ale w ogóle nad bogactwami naturalnymi tego kraju, w tym gigantycznymi złożami łatwo dostępnej ropy naftowej.
Gigantyczna wycena posiadanych przez Elona Muska akcji (przede wszystkim Tesli) nie oznacza też, że realnie dysponuje on takim majątkiem. To dlatego, że wartość giełdowa jest w pewnym sensie wirtualna: odzwierciedla nie tylko wartość realnych aktywów spółki, ale również nastroje i oczekiwania inwestorów. Liczy się ją przez mnożenie liczby akcji przez kurs akcji danego dnia. Tymczasem sama próba sprzedaży większego pakietu, szczególnie przez osobę uważaną za kluczową dla losów firmy, prowadzi zwykle do gwałtownego spadku kursu. Oznacza to, że gdyby Elon Musk spróbował spieniężyć swój majątek, mógłby przestać być najbogatszą osobą na świecie.
Ten paradoks był widoczny, gdy Musk zbierał pieniądze na wymuszony przez prawników Twittera zakup spółki i wyprzedawał akcje Tesli. W ten sposób w 2022 r. uzyskał ponad 20 mld dolarów, równocześnie w istotny sposób przyczyniając się – w opinii analityków – do spadku kursu spółki.
Banki miały toksyczny dług z Twittera
Resztę z ponad 40 mld dolarów, za jakie Musk kupił Twittera, wyłożyły przede wszystkim banki (obok m.in. księcia Arabii Saudyjskiej). Najwięcej, bo 3,5 mld dolarów, zapłacił Morgan Stanley, w IPO SpaceX podmiot odpowiedzialny za stabilizację kursu akcji.
Ponieważ zarządzany przez Muska Twitter (obecnie X) bardzo szybko stracił na wartości, banki z dnia na dzień znalazły się w sytuacji, w której posiadają miliardy dolarów mocno problematycznego długu. W opinii Patricka Boyle’a nie mają teraz za bardzo wyjścia z sytuacji. Muszą jechać z Elonem Muskiem na tym samym wózku. Zaciągnięty na poczet akwizycji Twittera dług szybko okazał się toksyczny.
Jak wskazuje Patrick Boyle, tuż przed IPO SpaceX inna spółka Elona Muska – xAI, założona rok po przejęciu przez niego Twittera, „aby stworzyć bezpieczną alternatywę dla istniejących modeli sztucznej inteligencji" – kupiła X za ok. 33 mld dolarów. W ramach transakcji z lutego 2026 r., będącej równocześnie największą operacją M&A w historii, wartość xAI oszacowano na 250 mld dolarów, a SpaceX – na 1 bln dolarów. Inwestorzy w xAI otrzymali 0,1434 akcji SpaceX za każdą posiadaną akcję xAI. Zaledwie parę tygodni później inwestorzy mogą składać wnioski o zakup akcji SpaceX w IPO przy wycenie spółki na poziomie 1,8 bln dolarów. To 44 proc. więcej niż wynikałoby z prostego dodania wycen.
Sprawa zakupu SolarCity przez Teslę
Jeśli dla kogoś zakup jednej spółki kontrolowanej przez tę samą osobę przez drugą spółkę kontrolowaną przez tę samą osobę, przy udziale banków, które wcześniej pożyczały tej osobie duże pieniądze na zakup tej i jeszcze innej kontrolowanej przez nią spółki, może wzbudzać obawy, na przykład o konflikt interesów, to na pewno z ciekawością zwróci też uwagę na inne transakcje spółek Elona Muska. Na przykład zakup SolarCity przez Teslę w 2016 r.
Transakcja uchodzi za jedną z największych kontrowersji w ostatniej dekadzie historii Doliny Krzemowej. Choć – według Elona Muska – miała być krokiem do stworzenia zintegrowanego giganta OZE, krytycy oskarżyli go o wykorzystanie pieniędzy publicznej spółki do ratowania rodzinnych interesów. Wieloletnia batalia sądowa zakończyła się ugodą w przypadku członków rady nadzorczej Tesli. Wypłacili pozywającym ich akcjonariuszom Tesli 60 mln dolarów bez przyznawania się do winy. Z kolei Elon Musk jako jedyny odmówił ugody i wygrał w sądzie. Sąd Delaware stwierdził ostatecznie, że cena, jaką Tesla zapłaciła za SolarCity, była uczciwa. Komentatorzy podkreślają, że w mniej przychylnej jurysdykcji wyrok ten mógłby być jednak inny.
Mają akcje SpaceX po cenie niższej niż w IPO
W przeciwieństwie do sprawy SolarCity i Tesli w przypadku fuzji X, xAI i SpaceX żaden sąd nie wydał wyroku skazującego, a transakcje przeszły bez przeszkód prawnych. Czy można jednak powiedzieć, że banki miały toksyczny dług z Twittera, a teraz mają akcje SpaceX po cenie niższej niż w IPO?
Gdy zadałem to pytanie Gemini AI (bezpośredniemu konkurentowi Groka), odpowiedział: „To genialne i niezwykle precyzyjne podsumowanie tej wieloletniej odysei finansowej. Dokładnie tak wygląda ten ostateczny bilans rynkowy. Banki z Wall Street zamieniły jedną z najbardziej toksycznych pożyczek w historii bankowości inwestycyjnej na udziały w najbardziej pożądanym aktywie prywatnym na świecie, zyskując potężny bonus tuż przed historycznym debiutem giełdowym SpaceX”.
Fakt, że zadałem to pytanie Gemini AI, a nie Grokowi (własność xAI), nie jest przypadkowy. LLM należący do Google'a ma ok. 20 proc. rynku, a Grok – ok. 2 proc.
Jeśli ktoś uważa, że banki wyszły na tym lepiej niż inwestorzy z IPO, warto wiedzieć, że ich akcje również są dostępne publicznie. Każdy może w nie zainwestować, pośrednio stając się akcjonariuszem SpaceX po nieco lepszej (niż obecna) cenie.
SpaceX będzie spółką publiczną, ale przede wszystkim z nazwy
Z samego prospektu emisyjnego SpaceX można dowiedzieć się z kolei, że SpaceX kupiło od Tesli (której Musk jest CEO i głównym prywatnym udziałowcem) w 2025 r. towary o łącznej wartości 650 mln dolarów. W tym ok. 1500 Cybertrucków – za ponad 130 mln dolarów. SpaceX płaciło przy tym za nie taką kwotę, jakby pracownik firmy kupował je dla siebie w salonie. Nie było żadnego hurtowego upustu. W tym samym roku Tesla sprzedała nieco ponad 20 tys. Cybertrucków w USA. Same zakupy poczynione przez SpaceX miały więc istotny wpływ na ten wynik.
Wracając do IPO samego SpaceX, na sprzedaż idzie ok. 4,5 proc. wszystkich akcji. Dodatkowo będą to „gorsze” akcje klasy A, które dają jeden głos na posiadaną akcję. Akcje klasy B dają tymczasem 10 głosów na jedną akcję. Jak zauważają krytycy, tak zaplanowana oferta publiczna staje się publiczna przede wszystkim z nazwy.
Kontrolujący ok. 42 proc. akcji Musk będzie dysponował ponad 80 proc. głosów na walnym zgromadzeniu, co gwarantuje mu „autorytarny” (określenie Aswatha Damodarana, nazywanego „guru waluacji”) poziom kontroli nad spółką.
Ponadto w prospekcie SpaceX można wyczytać, że po debiucie przewidziane jest jeszcze utworzenie akcji klasy C. Posiadacze tych akcji w ogóle nie będą mieli prawa głosu, a ich emisja sama w sobie może obniżyć cenę akcji.
Tymczasem prawdopodobieństwo, że zostaną wyemitowane, zwiększa fakt, że firma po uzyskaniu ok. 75 mld dolarów z IPO będzie potrzebować kolejnych ok. 235 mld dolarów w najbliższych latach. Oprócz tego sam Elon Musk ma otrzymać miliard warunkowych akcji klasy B (dla porównania w IPO dostępne jest 555,5 mln akcji), jeśli spełnione zostaną warunki, że milion osób zamieszka na Marsie, a SpaceX osiągnie wycenę 7,5 bln dolarów.
Choć te warunki wydają się zupełnie nierealne, to – jak wskazuje Patrick Boyle – właśnie dzięki temu umożliwiają księgową sztuczkę. Ze względu na ich małe prawdopodobieństwo nie trzeba ich wpisywać już teraz jako kosztu. A byłby on gigantyczny. Natomiast Elon już teraz uzyskuje na ich podstawie prawo głosu, prawo do pobierania ewentualnych dywidend czy nawet możliwość zastawienia ich na poczet pożyczki. Musi na to wyrazić zgodę… kontrolowany przez niego zarząd.
Korzystna (dla zarządu Space X) legislacja, szybka ścieżka do Nasdaq 100
Nawet jeśli decyzje zarządu wzbudziłyby kontrowersje wśród akcjonariuszy, to dodatkowo – po przenosinach do Teksasu – SpaceX może się już teraz cieszyć znacznie bardziej liberalnym dla zarządu prawem. Lokalizacja w Teksasie utrudnia pozywanie zarządu przez mniejszościowych akcjonariuszy.
Jak podkreśla Patrick Boyle, pomijając dyskusję, czy stworzenie centrów danych w kosmosie lub bazy na Marsie są w ogóle realne, ich sukces jest zależny od sukcesu Starshipa. A ten sam musi jeszcze zacząć latać regularnie. Na razie ma za sobą kilka udanych lotów testowych. Daleko mu jeszcze do w pełni operacyjnego poziomu.
Według Patricka Boyle’a inwestycja w SpaceX to przede wszystkim inwestycja oparta na wierze w Elona Muska. Przy braku tradycyjnego wpływu inwestorów na spółkę jest to po prostu wskoczenie do wagonika, którym on pokieruje. Ponadto SpaceX Elona Muska może cieszyć się bezprecedensowo szybką ścieżką dołączenia do indeksu Nasdaq 100. Stało się tak dzięki zmianie metodologii przez Nasdaq. Jak zauważa Patrick Boyle, oznacza to, że kurs SpaceX szybko otrzyma dodatkowe wsparcie. To dlatego, że automatycznie wejdą w spółkę miliardy dolarów płynące z ETF-ów odwzorowujących strukturę tego indeksu.
The Verge: IPO SpaceX to nie żart, to realne zagrożenie
Elizabeth Lopatto z The Verge, jednego z największych i najbardziej opiniotwórczych amerykańskich serwisów internetowych poświęconych technologii, nauce, kulturze i sztuce, jest nawet bardziej radykalna w swojej ocenie. Jak stwierdza, „nie widziała tak głupiego dokumentu jak prospekt emisyjny WeWork, aż do teraz, gdy Elon Musk opublikował prospekt SpaceX”. Przy czym – w jej ocenie – gdy WeWork należało traktować jako żart, SpaceX należy traktować jako zagrożenie.
Elizabeth Lopatto zauważa, że SpaceX wyznacza swój TAM na poziomie 28,5 bln dolarów, czyli o ponad 4 bln dolarów więcej, niż wynosiło realne PKB USA w 2025 r. Siłą tego IPO – w jej opinii – jest ten sam fakt, który uznaje się za jego słabość. To postać Elona Muska, który już wcześniej niejednokrotnie udowodnił, że potrafi ukręcić bicz z piasku. Potencjalni inwestorzy mogą więc zabrać się z nim w podróż. Powinni jednak mieć nadzieję, że zdążą przekazać swój bilet komuś innemu po wyższej cenie, zanim wehikuł, którym jadą, uderzy w ścianę.
Jak przypomina Elizabeth Lopatto, skrzydło AI, które ma być trzonem SpaceX, wykazało 6 mld dolarów straty przy przychodach na poziomie 3 mld dolarów. To liczby znacznie poniżej wyników bezpośredniej konkurencji. Jeśli pojawiły się informacje, że SpaceX kupuje Cursor, to – jak zauważa Elizabeth Lopatto – chodzi jedynie o gwarancję prawa do przejęcia spółki za 60 mld dolarów. Równocześnie samo wycofanie się z tej operacji kosztowałoby spółkę ok. 10 mld dolarów.
Inwestycja w SpaceX niesie ze sobą dodatkowe ryzyka
Prospekt SpaceX zwraca też uwagę na legislacje, w których prowadzone jest dochodzenie ws. tworzenia przez Groka obrazów o charakterze seksualnym bez zgody występujących na nich osób, w tym dzieci. SpaceX ostrzegło przyszłych akcjonariuszy, że te dochodzenia mogą – oprócz ryzyka wizerunkowego i pozwów – doprowadzić do ograniczenia lub utraty dostępu do niektórych rynków międzynarodowych.
SpaceX wskazuje też, że segment AI (obejmujący X i xAI) wygenerował w I kwartale 2026 r. 880 mln dolarów przychodów. Tymczasem sam Twitter w I kwartale 2022 r., czyli tuż przed przejęciem przez Elona Muska, wygenerował 1,2 mld dolarów przychodów. To o jedną trzecią więcej – zauważa Elizabeth Lopatto.
Elon Musk zrozumiał, że jeśli będzie się przedstawiać wizje rodem z science fiction, odbiorcy nie będą w stanie dokładnie ocenić, na ile takie obietnice są prawdopodobne – konstatuje dziennikarka The Verge.
Elon Musk zrozumiał, że jeśli będzie się przedstawiać wizje rodem z science fiction, odbiorcy nie będą w stanie dokładnie ocenić, na ile takie obietnice są prawdopodobne – konstatuje dziennikarka The Verge.
Do tej kategorii – w jej ocenie – należy zaliczyć nie tylko górnictwo asteroid czy bazę na Marsie. Także budowę centrów danych na orbicie. Elizabeth Lopatto nie ma też wątpliwości, że wizualizacje kolonizacji Marsa są tylko dekoracją sprzedażową. Prawdziwym celem IPO SpaceX ma być natomiast uczynienie z Elona Muska pierwszego dolarowego bilionera w zestawieniu Bloomberga.
Aswath Damodaran: SpaceX ma nie tylko długi, ale też sporo gotówki
Czy jednak wycena na poziomie 1,75 bln dolarów jest absolutnie szalona? Nie do końca przekonany jest o tym prof. Aswath Damodaran. W swojej analizie realnej wartości SpaceX wskazuje też na jej mocne strony.
Jak podkreśla, SpaceX – oprócz ponad 20 mld dolarów długu – ma też ok. 25 mld dolarów gotówki. Przychody spółki wzrosły w 2025 r. o 33 proc. rok do roku, choć za znaczną ich część odpowiada Starlink. Damodaran również uważa, że TAM określony na poziomie 28 bln dolarów jest zdecydowanie przesadzony. Z drugiej strony wskazuje, że wpisuje się to w tradycję IPO z ostatnich lat, choć przyznaje, że „SpaceX nie zawodzi pod względem przesady”.
Gdy jednak weźmie się pod uwagę, że SpaceX planuje być przede wszystkim spółką AI, w ocenie Aswatha Damodarana TAM na poziomie 4 bln dolarów jest już całkiem realny. Takie założenie niesie jednak ze sobą minusy. W dziedzinie AI konkurencja jest znacznie silniejsza. Spółka nie może więc liczyć na aż tak wysokie marże jak w kosmicznych obszarach swojej działalności. A te – w ocenie Aswatha Damodarana – są jej najmocniejszą stroną.
Kosmiczny biznes SpaceX jak do tej pory dowozi kosmiczne rezultaty
Jak podkreśla Aswath Damodaran, SpaceX dominuje w segmencie startów kosmicznych. Dodatkowo nowym graczom trudno będzie tę pozycję podważyć. Spółka ma więc bardzo dużą szansę na to, aby utrzymać dominującą pozycję i docelowo za 10 lat mieć ok. 70 proc. rynku wartego ponad 100 mld dolarów. Sam prospekt SpaceX szacuje wielkość tego rynku znacząco wyżej – na 370 mld dolarów.
Dostępny w każdym miejscu na Ziemi dzięki własnej sieci satelitów szerokopasmowy internet Starlink już teraz jest bardzo skutecznie działającym biznesem. Ma też te same atuty, a nawet większe, aby być najbardziej perspektywicznym segmentem SpaceX. Po umieszczeniu satelitów na orbicie każdy kolejny subskrybent to praktycznie czysty zysk – podkreśla Aswath Damodaran. W najbliższych latach powinno zaowocować to poprawą marży, która już w 2025 r. wzrosła do 49 proc. z 33 proc. w 2024 r.
Aswath Damodaran przewiduje, że Starlink nie będzie miał większego problemu, by generować przychody na poziomie 120 mld dolarów. Pozostaje jednak sceptyczny wobec szacunków z prospektu. I podkreśla, że internet satelitarny pozostanie najprawdopodobniej niszą stanowiącą ok. 10 proc. rynku. To światłowód pozostanie tańszy i stabilniejszy w największych skupiskach ludzi.
Choć w 10-letniej perspektywie SpaceX raczej nie zrealizuje lotów na Marsa ani nie będzie ściągać na Ziemię surowców z asteroid, ma dużą szansę, aby zaskoczyć rynek na plus. Tak może się stać chociażby wtedy, gdy technologia internetu satelitarnego rozwinie się na tyle, by konkurować ze światłowodem w miejscach, gdzie jest on dostępny.
135 dolarów za akcję SpaceX to jednak trochę za drogo
Mając to na uwadze, Aswath Damodaran szacuje uczciwą wycenę spółki na poziomie 1,3 bln dolarów (po dodaniu 75 mld dolarów z IPO). Według jego szacunków spółka może osiągnąć 439 mld dolarów przychodów w 2036 r. przy marży operacyjnej na poziomie 38 proc. Przy takiej prognozie 97,8 dolara za akcję byłoby obecnie ceną, poniżej której warto kupować. To znacznie mniej niż 135 dolarów za akcję przy wycenie 1,8 bln dolarów.
Wiodąca amerykańska agencja analityczna Morningstar wycenia SpaceX na poziomie 780 mld dolarów, co przekładałoby się na ok. 63 dolary za akcję. 135 dolarów za akcję to trochę za drogo – podkreśla Aswath Damodaran.
Rynek ma skłonność do przesady, a twórca SpaceX wydaje się mieć jego idealne wyczucie
Jak dodaje, trzeba pamiętać, że obecne liczby mają mniejsze znaczenie niż jeszcze dekady temu. SpaceX pozostaje spółką wzrostową, bliżej początku swojej drogi niż jej końca.
– Jeśli ktoś wycenia wartość SpaceX na 3 bln dolarów czy 0,5 bln dolarów, i tak musi sam podjąć decyzję, czy i kiedy inwestować – podkreśla Aswath Damodaran.
Guru waluacji przypomina w tym kontekście IPO Facebooka z 2012 r., gdy cena za akcję wynosiła 36 dolarów, a według jego szacunków powinna wynosić 28-29 dolarów. Parę miesięcy później jedna akcja kosztowała 18 dolarów. Od tego czasu co najmniej kilka razy wieszczono koniec Facebooka. Kurs Mety (po zmianie nazwy) jest jednak na bieżącą chwilę o ok. 1430 proc. wyżej niż w trakcie debiutu. Daje to stopę zwrotu na poziomie ponad 20 proc. rocznie.
Nie znaczy to, że akcje SpaceX muszą być lada moment tańsze lub za 14 lat znacznie droższe. Gdy o kursie, szczególnie w przypadku przedsięwzięć Elona Muska, decyduje nastrój i momentum wyznaczające kierunek, możemy czekać bardzo długo na cenę, którą uznamy za atrakcyjną. Możemy też w ogóle się jej nie doczekać.
Zgodnie ze słynnym ostrzeżeniem Johna Maynarda Keynesa przed grą na giełdowe spadki: rynek może pozostać irracjonalny znacznie dłużej, niż ty będziesz wypłacalny.
Główne wnioski
- Właściwa ocena realnej wartości SpaceX opiera się bardziej na ocenie samej narracji niż na fundamentach finansowych. Spółka jest wyceniana skrajnie wysoko względem przychodów i pomimo historycznych strat. Inwestorzy w dużej mierze kupują tutaj wizję zysków odłożoną w czasie. Jak sugerują próby jej wyceny, jej prawdziwa aktualna wartość znajduje się o parę setek miliardów dolarów niżej (ok. 1.3 bln dolarów) niż wycena z IPO (1,8 bln dolarów).
- Elon Musk jest głównym „aktywem” SpaceX – ale też źródłem ryzyka. Cała inwestycja sprowadza się w dużej mierze do wiary w jego umiejętności. Przy czym ciężko odmówić Elonowi Muskowi zdolności w zakresie tworzenia wizji i realizacji na jej podstawie zysków. Często niezależnie od tego, że sama obietnica nigdy nie zostaje zrealizowana.
- Struktura IPO SpaceX ogranicza jednak szczególnie realne prawa nowych inwestorów. Uwagę przykuwa dominacja Elona Muska w głosach. Każda jego akcja ma 10 głosów, gdy akcje dostępne w IPO mają po jednym. Także pogmatwane powiązania między spółkami (Tesla, X, xAI, SpaceX) oraz ustawione pod niego inne mechanizmy sprawiają, że inwestorzy mają niewielki wpływ na spółkę. To oni też przede wszystkim biorą na siebie wysokie ryzyko, jakie wiąże się m.in. z lotami w kosmos.





