Kategoria artykułu: Biznes

Rusza obniżka cen na stacjach paliw. Interwencja rządu może jednak nie uchronić kierowców

Od wtorku ceny na stacjach benzynowych wyraźnie spadły, ale przyszłość jest bardzo niepewna. – Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał, to ceny ropy i paliw na świecie będą rosły. Możemy wrócić do stawek sprzed interwencji rządu – ostrzega Dawid Czopek z Polaris FIZ.

Tankowanie paliwa na stacji benzynowej.
Od wtorku na wszystkich stacjach benzynowych w Polsce obowiązują maksymalne ceny paliw. Fot. PAP/Marcin Bielecki

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polega interwencja państwa na rynku paliw.
  2. Jak to przełoży się na sytuację spółek paliwowych i kierowców.
  3. Jakie są wąskie gardła dostaw surowców, które mogą wpłynąć na import paliw do Europy.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Od 31 marca w całej Polsce ceny paliw nie mogą przekraczać kwot ustalonych przez ministra energii. Tego dnia maksymalna cena benzyny 95 wynosi 6,16 zł/l, benzyny 98 – 6,76 zł/l, a oleju napędowego – 7,60 zł/l. Co ciekawe, nie ma rozróżnienia na paliwa standardowe i paliwa premium o wyższej jakości, które oferują niektóre sieci. Oznacza to więc, że paliwo premium zatankujemy w tej samej cenie, co standardowe. O ile nie zostanie ono wycofane ze sprzedaży.

Stawki mają zmieniać się każdego dnia. O ich kształcie decydować będzie minister energii. Weźmie pod uwagę m.in. ceny hurtowe paliw z poprzedniego dnia oferowane przez pięciu największych sprzedawców. Marża dla sprzedawców detalicznych będzie stała i wyniesie 30 gr/litr. Obniżone zostaną podatek VAT (z 23 proc. do 8 proc.) i akcyza (o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego).

– Już pierwszego dnia obowiązywania nowych przepisów ceny paliw odnotują ogromny spadek. To realny i niezwykle ważny efekt pakietu „Ceny Paliwa Niżej”. Obniżamy VAT, obniżamy akcyzę, ustalamy maksymalną cenę detaliczną. Dotrzymujemy obietnic, chronimy budżety polskich rodzin przed podwyżkami spowodowanymi globalnym kryzysem na rynku cen paliw. Od wtorku, dzięki działaniom polskiego rządu, wszyscy kierowcy będą tankować zdecydowanie taniej – podkreśla Miłosz Motyka, minister energii.

Zysk dla kierowców, strata dla sprzedawców

Jak podają eksperci spółki Reflex, w minionym tygodniu średnia cena diesla w naszym kraju wynosiła 8,75 zł/l, benzyny 95 – 7,16 zł/l, a benzyny 98 – 7,85 zł/l. Według ich wyliczeń od początku wojny na Bliskim Wschodzie diesel podrożał o 2,77 zł/l, a benzyna 95 o 1,43 zł/l.

Sprzedawcy paliw pozytywnie oceniają większą część rządowego pakietu antykryzysowego.

– Obniżka podatku VAT i akcyzy od razu spowoduje wyraźne obniżenie cen paliw na stacjach. Mamy nadzieję, że będzie to stymulować popyt na rynku. Widzimy, że sprzedaż paliw z powodu wysokich cen spadła w ostatnim czasie. Rządowa interwencja powinna to ograniczyć – podkreśla Adam Sikorski, prezes Unimotu, paliwowej spółki, która zarządza siecią stacji Avia.

Szef Unimotu negatywnie ocenia natomiast poziom maksymalnej marży dla sprzedawców detalicznych w wysokości 30 gr/l.

– To niższa marża, niż zakładaliśmy w budżecie dla naszych stacji Avia. Nasza marża wynosi około 40 gr/l i mniej więcej taką albo nawet trochę wyższą mają też inni operatorzy. Jeśli ta sytuacja utrzyma się przez kwartał, to będzie to nas kosztować 3 mln zł. Liczymy na to, że uda nam się to odrobić, wypracowując wyższe wyniki w innych segmentach biznesowych – szacuje Adam Sikorski.

Zauważa też, że od wtorku prawdopodobnie znikną różnice regionalne między stacjami benzynowymi na terenie kraju. Oczywiście stacje mogą oferować stawki niższe od maksymalnych, ale najpewniej ceny na pylonach wszędzie będą podobne.

– Po raz pierwszy stawki na stacjach będą takie same w całym kraju – podkreśla szef Unimotu.

Sieci nadal będą walczyć o klientów weekendowymi promocjami. Część z nich wdrożyła takie rabaty jeszcze przed interwencją rządu. Jak informuje Orlen, pomimo powszechnej obniżki cen na stacjach paliw, w sieci kierowcy wciąż mogą liczyć na weekendowe rabaty aż do 3 maja – po spełnieniu warunków promocji.

Wpływ na rynek

Interwencja rządu dotyczy handlu paliw na rynku detalicznym, a więc skierowanym do klienta końcowego. Natomiast największe marże koncerny paliwowe realizują obecnie na ryku hurtowym. Obniżenie cen w obrocie hurtowym poniżej rynkowych stawek kilka lat temu doprowadziło do sytuacji kryzysowej. Na polskie stacje masowo przyjeżdżali kierowcy z zagranicy, importerom nie opłacało się sprowadzać paliw, a na stacjach produktów zaczęło brakować. Tym razem ma być inaczej.

– Interwencja państwa była potrzebna, bo presja ze strony społeczeństwa i polityków była ogromna. Z punktu widzenia kierowców, to dobra informacja. Ceny na stacjach, choć odgórnie ustalone, wciąż są jednak oparte na uwarunkowaniach rynkowych. Nadal są zależne od notowań paliw na świecie. Tak więc ewentualna „turystyka paliwowa”, nawet jeśli pojawi się przy polskiej granicy, nie powinna nas zaboleć – twierdzi Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ.

Analitycy liczą zyski Orlenu

Analitycy podkreślają, że z powodu rosnących cen surowców obecna sytuacja jest wyjątkowo korzystna dla producentów paliw takich jak Orlen.

– Rządowa interwencja ma dotknąć cen detalicznych, a więc tych, które widzimy na stacjach paliw. To ruch potrzebny rządowi politycznie, choć do najbliższych wyborów jest jeszcze daleko. Dla największego gracza, czyli Orlenu, oznaczać to może około 300-400 mln zł mniej zysku EBITDA [wynik operacyjny powiększony o amortyzację – red.] kwartalnie. Natomiast większe marże Orlen uzyskuje nie w handlu detalicznym, ale w swoich rafineriach. W 2025 r. oczyszczony wynik EBITDA LIFO [skorygowany o wpływ zmiany cen surowców na wartość zapasów – red.] w Orlenie w segmencie rafinacji wyniósł 10,2 mld zł. Natomiast w części paliwowej segmentu „consumers & products” sięgnął 3,8 mld zł. Zwracamy też uwagę na rosnącą różnicę między ceną gazu w Europie (TTF) a w USA (Henry Hub). Wpływa to na marże na handlu skroplonym gazem ziemnym (LNG). Uważamy, że pozytywny efekt tego – ze względu na politykę zabezpieczeń – zobaczymy w wynikach w latach 2027-2028. Według naszych aktualnych prognoz grupa Orlen w całym 2026 r. zarobi 43 mld zł (wynik EBTDA). A to i tak liczyliśmy przy otoczeniu makro mniej korzystnym niż obecnie – szacuje Michał Kozak, analityk DM Trigon.

Będzie ekstra podatek?

Niewykluczone więc, że państwo sięgnie do kieszeni Orlenu, wprowadzając podatek od nadmiarowych zysków paliwowych spółek. Taką możliwość zapowiedział premier Donald Tusk. Nie podał jednak żadnych szczegółów potencjalnej operacji. Według analityków to prawdopodobny scenariusz.

– Uważamy, że jest dość duże ryzyko, że Orlen zostanie objęty podatkiem od nadmiarowych zysków, jeśli nie nastąpi deeskalacja napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie. Wiemy, że budżet państwa jest napięty, a obniżenie stawek podatku VAT i akcyzy na paliwa to spore uszczuplenie wpływów do budżetu – zwłaszcza gdyby miało zostać wydłużone po czerwcu – komentuje Michał Kozak.

Rząd szacuje, że ubytek wpływów do budżetu państwa z powodu obniżenia podatku VAT i akcyzy na paliwa wyniesie 1,6 mld zł miesięcznie.

We wtorek rano minister aktywów państwowych Wojciech Balczun potwierdził, że trwają prace nad oszacowaniem skali ekstra zarobków paliwowych koncernów. Dodał, że rząd rozpatruje możliwość wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków.

– Będziemy robić wszystko, aby łagodzić skutki tego, co się dzieje na Wschodzie – podkreślił Wojciech Balczun.

Możliwe kolejne podwyżki

Według ekspertów wtorkowa obniżka cen nie oznacza, że kierowców nie czekają podwyżki na stacjach. Baza jest niższa, ale ceny mogą rosnąć z dnia na dzień.

– Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał, to ceny ropy i paliw na świecie będą rosły. Może być tak, że na polskich stacjach wrócimy do stawek, które widzieliśmy przed interwencją rządu. Każdy dzień wojny będzie podnosił notowania ropy i gotowych paliw na świecie. Bez względu na tymczasowe wahania kursów, spowodowane np. wypowiedziami prezydenta USA Donalda Trumpa – ostrzega Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ.

Analitycy nie przewidują też, by sytuacja miała się szybko unormować.

– Sytuacja na rynku ropy i paliw jest bardzo niepewna. Nie wiemy, czy konflikt na Bliskim Wschodzie za chwilę się zakończy, czy może będzie eskalował i potrwa dłużej. Nawet jeśli przyjmiemy pozytywny scenariusz, oznaczający koniec wojny w ciągu kilku tygodni, to i tak szacuję, że normalizacja sytuacji na rynkach światowych ropy i gazu potrwa jeszcze kilka kwartałów – przewiduje Michał Kozak.

Szef Uniomtu dodaje, że od ostatniego piątku ceny ropy i oleju napędowego znów wzrosły.

– To może spowodować, że wkrótce te mechanizmy obniżające ceny na polskim rynku zostaną zniwelowane przez ceny na rynkach światowych – kwituje Adam Sikorski.

Co z dostępnością paliw?

Branża zwraca też uwagę, że każdy dzień trwającego konfliktu zwiększa ryzyko dotyczące dostępności paliw w Europie. Już teraz są sytuacje, że statki z LNG lub ropą w połowie trasy zmieniają kurs. Zamiast do Europy, płyną do krajów azjatyckich.

– Takie sytuacje zdarzają się codziennie. Walczymy o każdą baryłkę, aby docierały do nas z USA, ale jedynym sposobem jest walka ceną. Na razie nie ma deficytu dostaw paliw do Europy. Jednak – jeśli konflikt będzie się utrzymywał – pod koniec kwietnia lub na początku maja mogą pojawić się zakłócenia w dostawach – twierdzi Adam Sikorski, prezes Unimotu.

Dawid Czopek dodaje, że już teraz na świecie brakuje ponad 10 mln baryłek ropy.

– Od obniżki VAT tych baryłek nie przybędzie. Na razie są zapasy, natomiast w przypadku utrzymywania się przed dłuższy czas konfliktu paliwa zacznie brakować na świecie. Z każdym tygodniem narastać będzie ryzyko związane z dostępnością paliw – podkreśla ekspert Polaris FIZ.

Więcej wąskich gardeł na rynku surowców

Trwająca wojna na Bliskim Wschodzie spowodowała blokadę ruchu statków z arabską ropą i LNG w cieśninie Ormuz. Z powodu ataków wstrzymana została też praca niektórych rafinerii w tym regionie. Analitycy zespołu badawczego E3G wskazują, że na mapie świata jest więcej wąskich gardeł, które mogą wstrząsnąć globalnymi dostawami surowców. Do najważniejszych nalezą: cieśnina Malakka, Kanał Panamski, Kanał Sueski oraz cieśnina Bab el Mandeb.

Analitycy E3G ostrzegają, że zakłócenia w handlu spowodowane wąskimi gardłami mogą szybko wywołać efekt domina w łańcuchach dostaw. Przykładem jest niedawna eskalacja napięć w cieśninie Ormuz. Wyliczają, że zawirowania na rynku mogą zostać wywołane przez: ograniczenia w transporcie morskim, wycofanie ubezpieczeń, opóźnienia związane ze zmianą tras, podwyżki opłat za ryzyko. Zespół badawczy E3G zaproponował zestaw narzędzi do zastosowania w celu ograniczenia ryzyka związanego z importem paliw. Są to: elektryfikacja, rozwój energetycznej sieci przesyłowej i magazynów energii oraz rozwój lokalnych źródeł wytwarzania energii.

– Raport E3G trafnie pokazuje, że bezpieczeństwo energetyczne rozstrzyga się na globalnych szlakach transportowych. Ale problem wąskich gardeł dotyczy też naszego najbliższego otoczenia.  Bałtyk przestaje pełnić rolę peryferyjną i staje się newralgicznym odcinkiem systemu. Cieśniny Duńskie są jego wąskim gardłem – jedynym wejściem, którego zakłócenie bezpośrednio uderzy we wszystkich importerów regionu. Jednocześnie rośnie znaczenie innych czynników: destabilizująca obecność floty widmo czy wyzwania z ubezpieczeniami podnoszą ryzyko nawet przy formalnie drożnych szlakach – komentuje Zuzanna Nowak, dyrektorka zarządzająca w zespole analityków The Opportunity Institute for Foreign Affairs.

Dodaje, że infrastruktura importowa na Bałtyku, w tym terminale LNG i naftoporty, stają się punktami krytycznymi.

– Bezpieczeństwo energetyczne w regionie Bałtyku wymaga nie tylko dywersyfikacji dostaw. Potrzebne jest też aktywne zarządzanie szlakami i infrastrukturalna współzależność w ramach Unii Europejskiej i NATO, a także włączenie do ogólnych rozważań kwestii bezpieczeństwa klimatycznego – podkreśla Zuzanna Nowak.

Główne wnioski

  1. Od wtorku 31 marca obowiązują regulacje, których celem jest obniżenie cen paliw na stacjach. Tego dnia ceny maksymalne wyniosą: 6,16 zł/l dla benzyny 95, 6,76 zł/l dla benzyny 98 oraz 7,60 zł/l dla oleju napędowego. Stawki będą zmieniały się każdego dnia. O ich wysokości decydować będzie minister energii na podstawie m.in. cen hurtowych paliw. Obniżony zostanie podatek VAT i akcyza na paliwa.
  2. Sprzedawcy paliw pozytywnie oceniają większą część rządowego pakietu antykryzysowego. Mają nadzieję, że obniżka cen zwiększy popyt na stacjach. Natomiast negatywnie oceniają ustalenie marży detalicznej na 30 gr/l. W sieci Avia należącej do Unimotu, marże te sięgały dotychczas 40 gr/l. Dla tej spółki oznacza to utratę 1 mln zł miesięcznie. Eksperci podkreślają natomiast, że kluczowe marże koncerny paliwowe realizują nie na rynku detalicznym, ale w handlu hurtowym. A tam sytuacja – z powodu rosnących cen surowca – jest dla nich bardzo korzystna. To może zachęcić rząd do nałożenia na spółki paliwowe podatku od nadmiarowych zysków.
  3. Analitycy wskazują, że trwanie konfliktu na Bliskim Wschodzie spowoduje dalszy wzrost cen ropy i paliw na świecie. – Może być tak, że na polskich stacjach wrócimy do stawek, które widzieliśmy przed interwencją rządu. Każdy dzień wojny będzie podnosił notowania ropy i gotowych paliw – ostrzega Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ. Analitycy z zespołu badawczego E3G ostrzegają, że zablokowana przez trwający konflikt cieśnina Ormuz nie jest jedynym wąskim gardłem w handlu surowcami. Proponują więc krajom stawianie na elektryfikację gospodarki i własne źródła wytwarzania energii.