Seattle jednak bez NBA? Przyszłość nowego klubu się skomplikowała
Przez długi czas włodarze ligi sygnalizowali, że to Seattle dostanie nowy klub NBA. Teraz jednak sugerują, że zamiast w deszczowym mieście drużyna może powstać gdzie indziej. Z czego wynika ta nagła zmiana?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego kandydatura Seattle do otrzymania nowej drużyny NBA przestała być całkowicie pewna.
- Jak wojna negocjacyjna inwestorów w Las Vegas wpłynęła na oczekiwania finansowe władz NBA.
- Czy Miasto Meksyk rzeczywiście może przejąć miejsce Seattle w planach ekspansji ligi.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
Ekspansja NBA, czyli rozszerzenie ligi o dwie nowe drużyny, jest gorącym tematem od dobrych dwóch lat. Na początku rozmowy dotyczyły tego, w jakich miastach powstaną zespoły. Dość szybko jednak stało się jasne, że kandydatury Seattle oraz Las Vegas są murowane. Uwaga publiki skupiła się więc na tym, kto w tych miastach utworzy nowe kluby. Ponownie błyskawicznie wyjaśniło się, kto będzie stał za inwestycją w klub w Seattle. Kwestią otwartą pozostało to, jaka grupa inwestorska utworzy nową franczyzę w Las Vegas i do dziś jest to sprawa nierozwiązana. To na tym dziennikarze skupiają się od dobrych 18 miesięcy.
Seattle było faworytem do otrzymania nowej drużyny NBA
Dlatego nikt się nie spodziewał, że wróci niepewność co do klubu w Seattle. Tam od początku wszystko układało się perfekcyjnie. Tak naprawdę jedynym, ale murowanym kandydatem na inwestora było konsorcjum One Roof and Entertainment, na którego czele stoi Samantha Holloway.
Ma już duży klub w mieście: Seattle Kraken w NHL. Do tego posiada własną halę po renowacjach zgodnych z wymogami NBA i około 6 mld dolarów kapitału. Spełnia więc wszystkie wymogi. Ma know-how, własny obiekt i pieniądze na „wpisowe”, które trafi do właścicieli innych zespołów NBA w zamian za zgodę na dołączenie do rozgrywek.
Las Vegas wciąż szuka inwestora i jest pogrążone w negocjacjach
Od początku było to niesamowitym kontrastem względem tego, co działo się w Las Vegas. Tam nieustannie trwa wojna negocjacyjna, pojawiają się coraz to nowe grupy inwestorskie, wspierane przez kolejne bardziej lub mniej znane osoby ze świata sportu czy rozrywki. Jedni mają swoją halę, inni mają ziemię pod budowę, a jeszcze kolejni obiecują, że zajmą się halą po wygranych negocjacjach.
Raz mówiło się, że dana grupa przewodzi w negocjacjach w Las Vegas i wygra. Potem pojawiło się jeszcze jedno, większe konsorcjum, które ma zmieść dotychczasowego lidera z powierzchni ziemi. W międzyczasie ważni gracze: Bob Iger i Joshua Kushner wycofali się z gry o klub w Mieście Grzechu, bo kupili Los Angeles Lakers.
Adam Silver podważa pewność kandydatury Seattle
Istny chaos, przez który rozważano nawet, by dopuścić klub w Seattle do rozgrywek wcześniej, aby nie musiał czekać, aż powstanie klub w Las Vegas, szczególnie że być może będzie trzeba mu zbudować halę. To jednak było kilka miesięcy temu, co w świecie biznesu jest jak wieczność.
Jak podaje stacja ESPN, podczas ostatniego spotkania z Radą Gubernatorów, czyli osobami zarządzającymi klubami w NBA, Adam Silver, komisarz ligi, przedstawił ciekawą nowinkę. Powiedział, że nie tylko kandydatura konsorcjum Samanthy Holloway, ale samego miasta Seattle nie jest już pewna. Dlaczego? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Rosnące wyceny klubów NBA zmieniły sytuację
Przez niemal całkowity brak konkurencji Samantha Holloway i jej biznesowi partnerzy mogli zaoferować 6 mld dolarów za nowy klub NBA. Była to oczekiwana kwota. Nie można powiedzieć, że inwestor wykorzystał uprzywilejowaną pozycję negocjacyjną.
Od momentu ustalenia warunków inwestycji w Seattle i wskazania kwoty doszło jednak w świecie NBA do bardzo ważnych wydarzeń. Były to rekordowe transakcje sprzedaży Boston Celtics, Los Angeles Lakers i Minnesota Timberwolves przy wycenach sięgających kolejno 6,1 mld dolarów, 12,5 mld dolarów i 4,5 mld dolarów. Poza tym w Las Vegas rozpętała się wojna negocjacyjna i rzucane tam kwoty są kosmiczne.
Walka o klub NBA w Las Vegas winduje stawki
O drużynę w największym mieście stanu Nevada na poważnie walczą teraz trzy strony. Mocne wydaje się konsorcjum Jerry'ego Colangelo i Billa Foleya, bo panowie mają doświadczenie w zarządzaniu klubami sportowymi oraz – co najważniejsze – swoją halę. Ich godnymi uwagi przeciwnikami są duet Marc Lasry – Steve Apostolopoulos oraz rodzinna grupa kierowana przez Nancy Walton-Laurie, spadkobierczynię twórcy Walmartu.
Kwoty proponowane w negocjacjach sięgają około 10 mld dolarów. NBA oczekuje 11 mld dolarów oraz dodatkowych 2 mld dolarów na budowę hali lub ewentualnie kilkuset milionów na rozbudowę hali, jeśli ktoś takową już posiada. Mówimy więc o co najmniej 11 mld dolarów za klub w Las Vegas, podczas gdy w Seattle koszt klubu z halą wynosi 6 mld dolarów.
NBA chce zwiększyć wartość oferty z Seattle
Ta różnica jest dla NBA nie do zaakceptowania. Widząc w Las Vegas, jak duży kapitał może przyciągnąć nowy klub, komisarz ligi zaczął działać.
Jak podaje Sports Business Journal, najpierw zaproponowano opóźnienie utworzenia klubu w Seattle, by mogły w niego zainwestować konsorcja, które przegrają walkę o drużynę w Las Vegas. Inwestorzy dość szybko zasygnalizowali jednak, że to bez sensu, boo interesuje ich wyłącznie Miasto Grzechu.
Podczas spotkania Rady Gubernatorów komisarz NBA postanowił wywrzeć presję na One Roof & Entertainment, by dobrowolnie lub w walce z konkurencją konsorcjum zwiększyło kwotę inwestycji. Komisarz NBA zasugerował, że jeżeli kwota inwestycji w Seattle nie wzrośnie, to NBA będzie musiała rozważyć kandydaturę miasta Meksyk jako domu dla nowego klubu. Rzekomo zgłosiła się co najmniej jedna grupa inwestorska gotowa utworzyć pierwszą meksykańską drużynę w NBA, podaje ESPN.
Miasto Meksyk raczej nie jest realną alternatywą
Meksyk ewidentnie jest jednak zasłoną dymną. W zeszłym roku w wywiadzie Nuno Pérez-Pla de Alvear, prezydent Mexico City Capitanes, drużyny z NBA G-League, stwierdził, że Meksyk nie jest gotowy na pełnoprawną drużynę NBA. Miastu brakuje infrastruktury, sponsorów i kibiców. Włodarze ligi na pewno są tego świadomi.
Liczą po prostu, że pod presją kapitał proponowany przez grupę potencjalnie odpowiedzialną za klub w Seattle wzrośnie do co najmniej 7 mld dolarów. Samantha Holloway jest jednak nieugięta. Argumentuje, że jej oferta jest już warta więcej niż wskazana kwota, bo poza 6 mld dolarów kapitału konsorcjum wnosi też Climate Pledge Arenę, obiekt, którego koszt renowacji przekroczył 1,1 mld dolarów.
Atonn Muhammad może zagrozić planom Samanthy Holloway
Na ten moment realnym zagrożeniem dla Holloway, a nadzieją dla NBA, jest konsorcjum inwestorskie utworzone przez Atonna Muhammada, prezesa firmy BlackSun. To jedyna alternatywna grupa, która oficjalnie ogłosiła chęć rywalizacji o klub w Seattle.
Mówi się, że oferta Muhammada jest warta łącznie 8 mld dolarów, w co wliczają się pieniądze przeznaczone na budowę nowej hali pod miastem, około pół godziny samochodem na północ, w miasteczku Marysville. Climate Pledge Arena, należąca do Samanthy Holloway, jest niemal w centrum Seattle i – co najważniejsze – jest już zbudowana.
Ciekawe, jak to się wszystko dalej potoczy. Jakieś prognozy?
Główne wnioski
- Dotychczas Seattle wydawało się niemal pewnym kandydatem do otrzymania nowej franczyzy NBA, ponieważ za projektem stoi silna grupa inwestorska kierowana przez Samanthę Holloway. Konsorcjum dysponuje doświadczeniem w zarządzaniu profesjonalnym klubem sportowym, własnym obiektem spełniającym standardy ligi oraz kapitałem szacowanym na 6 mld dolarów. Jeszcze niedawno taki pakiet był uznawany za w pełni wystarczający do uzyskania zgody NBA na wejście do rozgrywek.
- Kluczowym powodem zmiany nastawienia władz ligi są gwałtownie rosnące wyceny klubów NBA oraz ogromne kwoty pojawiające się w negocjacjach dotyczących Las Vegas. Potencjalni inwestorzy są gotowi wyłożyć nawet około 10-11 mld dolarów za możliwość wejścia do ligi, co sprawia, że oferta z Seattle zaczęła wyglądać znacznie mniej atrakcyjnie z perspektywy właścicieli obecnych drużyn. NBA stara się więc wykorzystać konkurencję między inwestorami do zwiększenia wartości przyszłych opłat ekspansyjnych.
- Choć Adam Silver wspomniał o możliwości ulokowania nowej drużyny w Mieście Meksyk, tekst wskazuje, że bardziej przypomina to element negocjacyjnej presji niż realny plan działania. Znacznie większe znaczenie może mieć pojawienie się konkurencyjnego konsorcjum kierowanego przez Atonna Muhammada, które deklaruje większą wartość projektu niż obecna oferta One Roof & Entertainment. W praktyce przyszłość Seattle zależy dziś głównie od tego, czy NBA uda się podnieść finansową wartość projektu, zachowując przy tym atrakcyjność lokalizacji od lat uznawanej za naturalnego kandydata do powrotu ligi.







