Kategorie artykułu: Biznes Sport Świat

Zacięty bój o klub NBA w Las Vegas. To złe wieści dla Seattle SuperSonics

Powrót Seattle SuperSonics znowu się oddala. Chociaż klub ma inwestorów i halę, to nie może dołączyć do NBA, dopóki nie wyjaśni się sprawa w Las Vegas. A tam chaos, bo o nową drużynę zaciekle walczy wielu niezwykle wpływowych biznesmenów.

Kibic przebrany za maskotkę drużyny SeattleSupersonics
Seattle SuperSonics opuścili miasto w 2008 r. i przenieśli się do Oklahomy, gdzie zmienili nazwę na Oklahoma City Thunder. Po dwóch dekadach jest szansa, że charakterystyczne logo i zielone kolory drużyny ponownie zobaczymy w lidze. Fot. Steph Chambers/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego walka o klub NBA w Las Vegas opóźnia powrót Seattle SuperSonics.
  2. Kim są najważniejsi inwestorzy rywalizujący o nową drużynę NBA w Las Vegas.
  3. Jakie scenariusze zakończenia rywalizacji o klub w Las Vegas są obecnie najbardziej prawdopodobne.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.

Każdy z nas odczuł kiedyś negatywne skutki odpowiedzialności zbiorowej. Rodzic zabronił się bawić, dopóki brat nie posprzątał pokoju. Nauczyciel dał wszystkim karną pracę domową, bo koleżanka przeszkadzała w prowadzeniu zajęć. Szef wprowadził wymóg pracy stacjonarnej, bo współpracownik obijał się na pracy zdalnej.

Seattle jest gotowe. Problem leży w Las Vegas

Analogiczna historia spotkała teraz inwestorów odpowiedzialnych za reaktywację Seattle SuperSonics.

W ramach planowanej od lat ekspansji NBA chce włączyć do rozgrywek dwa nowe kluby. Ze względu na kwestie organizacyjne ważne jest, by drużyny rozpoczęły działalność w tym samym momencie.

Jeżeli chodzi o Seattle, sprawa jest prosta. Zgłosiła się jedna poważna grupa inwestorska, która ma pieniądze, halę i sponsorów potrzebnych, by reaktywować markę SuperSonics. Gdyby była taka możliwość, klub pewnie byłby w stanie rozpocząć działalność już za rok.

Ale nie tak prędko. W Las Vegas, gdzie ma powstać druga nowa drużyna, panuje chaos. O przychylność komisarza NBA walczą tam aż cztery poważne grupy inwestorskie. Każda oferuje inne pieniądze, sponsorów i halę. Dochodzi do przepychanek słownych i politycznych. Dopóki sprawa się nie wyjaśni, w Seattle muszą uzbroić się w cierpliwość.

Ironią jest to, że akurat w Las Vegas proces powstawania nowego klubu nadaje się na fabułę opery mydlanej z biznesowymi, a może nawet mafijnymi wątkami. Oczywiście inwestorzy zainteresowani utworzeniem klubu w Mieście Grzechu nie mają nic wspólnego z Cosa Nostrą. Natomiast legalnych technik negocjacyjnych stosowanych przez niektórych z nich, nie powstydziliby się bohaterowie kultowych filmów gangsterskich. Nie pogardziliby też ich pieniędzmi, władzą i znajomościami.

Cztery grupy i jeden klub NBA. Oto główni gracze

Pozwólcie, że jak w kinie przedstawię bohaterów tego filmu.

Najważniejszy jest Bill Foley, właściciel Las Vegas Golden Knights z NHL. Biznesmen z sukcesami zarządza klubem hokejowym i ma w mieście swoją halę, T-Mobile Arena. Jego grupa inwestorska nie tylko jest gotowa przeznaczyć na drużynę koszykarską nawet 10 mld dolarów, ale także ponad 300 mln dolarów na rozbudowę własnej hali, aby spełniała standardy NBA.

Dalej jest trio, które ze śmiechem patrzy na starą halę Foleya i mówi, że lepiej zbudować nową. Na jego czele stoi Magic Johnson. Znany koszykarz, ale także inwestor w wielu klubach sportowych, ma w swoim narożniku Andre Clevelanda, znanego biznesmena w branży rozrywkowej i Mike'a Bellona, giganta biznesu z Las Vegas. Przewagą grupy jest popularność Magica i duże poparcie polityczne jego partnerów.

Godne uwagi jest też konsorcjum prowadzone przez Jerry'ego Colangelo. Słabiej wypada pod względem pieniędzy i wpływów, ale świetnie, jeżeli chodzi o wiedzę i doświadczenie. Colangelo to członek Koszykarskiej Alei Sław, który z sukcesami zarządzał Phoenix Suns, czyniąc z mało popularnego miasta w Arizonie prawdziwe zagłębie sportowe. Miał też doświadczenia z klubami NHL i MLB. Wszystkie były pozytywne.

Na koniec niepozorne duo: Bob Iger i Jared Kushner. Dołączyli do walki o klub w Las Vegas z dużym opóźnieniem, ale dysponują ogromnymi pieniędzmi i kontaktami. Iger to wieloletni prezes Disneya, głównego partnera NBA, właściciela stacji ESPN i ABC. Za jego rządów liga pogłębiła współpracę z Disneyem i gościła na terenie firmy w trakcie pandemii koronawirusa. Z kolei Kushner to współwłaściciel Miami Heat, twórca funduszu venture capital inwestującego w sport i brat Jareda Kushnera, zięcia Donalda Trumpa.

Liga gra na czas i sprawdza inwestorów

Może się wydawać, że liczni inwestorzy to dla NBA idealna sytuacja. Nic bardziej mylnego. Taki układ wiąże się z wieloma problemami. Liga jest teraz jak hazardzista, który zamiast sam grać, musi obstawić, kto przy danym stole wygra w pokera. Uczestnicy gry blefują, rzucając wielkie obietnice, by odstraszyć innych graczy. Ewentualnie robią dużo szumu, odciągając uwagę jednego gracza, by potem połączyć siły z drugim. Jakie faktycznie mają karty, tego do końca nie wiadomo.

Taktyką NBA jest gra na czas i pozwolenie inwestorom, by pokazali, jak bardzo są zdeterminowani, by mieć swój klub. Liga regularnie spotyka się z każdym z konsorcjów, podobnie z lokalnymi politykami i sponsorami. Sprawdza, czy obietnice składane przez grupy inwestorskie rzeczywiście są możliwe do spełnienia. Ważnym wątkiem jest hala, dlatego analizowane jest, czy modernizacja faktycznie pozwoli 10-letniej T-Mobile Arena spełniać standardy NBA oraz, czy nową halę rzeczywiście da się wybudować.

Kto ma największe szanse na drużynę NBA w Las Vegas?

Najbardziej prawdopodobna jest konsolidacja grup inwestorskich. Hale sportowe będą tu punktem wspólnym. Jako właściciel swojego obiektu i osoba prowadząca duży klub w Las Vegas Bill Foley może się wydawać na tyle mocnym kandydatem do klubu NBA, że przyciągnie na swoją stronę innych inwestorów, np. Igera i Kushnera. Kto jednak do niego dołączy, będzie musiał liczyć się z tym, że to Foley będzie rozdawał karty.

Z kolei Magic Johnson i jego wpływowi partnerzy z Nevady mogą dać pewność, że nowa hala w Las Vegas powstanie szybko. Pojawiła się nowa grupa składająca się z deweloperów i inwestorów z rynku nieruchomości. Kupiła ziemię w najpopularniejszej dzielnicy Las Vegas i chce postawić tam obiekt Diamond Arena z myślą o NBA, ale potrzebuje umowy z właścicielami nowego klubu. Mogłoby nim zostać właśnie trio Magica wraz z innymi partnerami, być może także Colangelo.

Bardzo ciekawe, jaką opcję wybierze NBA. Z jednej strony konsorcjum Foleya wydaje się bezpieczniejszym wyborem, gwarantującym lokalne know how i halę. Z drugiej strony uwaga Foleya będzie podzielona na dwa kluby, a jego obiekt nawet po modernizacji pozostanie konstrukcją starszego typu. Alternatywna grupa może natomiast wnieść do ligi nowy impuls i nowoczesną halę. Obiekt musi jednak powstać, a to nie będzie łatwe.

Seattle czeka. Losy SuperSonics zależą od decyzji NBA

Dla fanów Seattle SuperSonics naturalnie lepszą opcją będzie wygrana konsorcjum Billa Foleya. Duże doświadczenie i własna hala pozwolą szybciej utworzyć klub. Niezwykłe jest to, że za szybkie i zdecydowane działania inwestorzy z Seattle nie otrzymali żadnej nagrody.

Samantha Holloway, biznesmenka i właścicielka Seattle Kraken z NHL, nie tylko szybko odpędziła innych chętnych do reaktywacji SuperSonics, ale także zebrała naprawdę mocną grupę inwestorską. Zjednała sobie byłych zawodników legendarnej drużyny NBA z Seattle i stała się właścicielką największej hali w mieście. W nagrodę musi jednak czekać, aż sytuacja w Las Vegas zostanie rozwiązana. Niektóre źródła podają, że w ramach konsorcjum One Roof Sports & Entertainment poprosiła Adama Silvera o możliwość wcześniejszego rozpoczęcia działalności, ale bezskutecznie.

Główne wnioski

  1. Rywalizacja o nowy klub NBA w Las Vegas stał się kluczowym elementem procesu ekspansji ligi. Chociaż Seattle jest organizacyjnie gotowe do powrotu do NBA i dysponuje stabilnym zapleczem finansowym oraz nowoczesną halą, liga chce uruchomić nowe drużyny jednocześnie. Oznacza to, że tempo przygotowań w Seattle zależy dziś przede wszystkim od rozwiązania sytuacji w Nevadzie.
  2. Las Vegas przyciągnęło kilka niezwykle silnych grup inwestorskich, które konkurują nie tylko wysokością kapitału, ale także wpływami politycznymi, doświadczeniem oraz projektami nowych obiektów sportowych. Dla NBA oznacza to możliwość wyboru najlepszego partnera, ale jednocześnie wydłuża proces podejmowania decyzji. Liga musi ocenić wiarygodność deklaracji dotyczących finansowania, budowy hali i długoterminowego funkcjonowania nowego klubu.
  3. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się połączenie części rywalizujących konsorcjów. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć konflikty, połączyć kapitał z doświadczeniem i ułatwić realizację projektu. Ostateczna decyzja będzie miała wpływ nie tylko na przyszłość koszykówki w Las Vegas, ale również na termin długo wyczekiwanego powrotu Seattle SuperSonics do NBA.