Kategorie artykułu: Biznes Sport Świat

100 milionów dla Tottenhamu. Pójdzie na coś innego niż transfery

Właściciele Tottenham Hotspur wpłacili do kasy klubu 100 mln funtów. To trzecie takie dokapitalizowanie w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Londyńczycy przez lata uchodzili za wzór finansowej samowystarczalności, a dziś coraz mocniej opierają się na kapitale właścicieli. Dlaczego porzucili stare ideały?

trybuny stadionu Tottenham Hotspur
Kibice Tottenham Hotspur są pełni nadziei w związku z rządami Roberto De Zerbiego, nowego trenera drużyny. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego właściciele Tottenhamu po raz kolejny wpłacili do klubu 100 mln funtów.
  2. Na co zostaną przeznaczone nowe środki i dlaczego nie trafią na transfery.
  3. Co doprowadziło Tottenham do odejścia od modelu finansowej samowystarczalności.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.

Rodzina Lewisów wpłaciła 100 mln funtów na konto Tottenham Hotspur. Transakcję przeprowadzono poprzez zakup akcji grupy ENIC, która formalnie jest właścicielem londyńskiego klubu i pozostaje kontrolowana właśnie przez Lewisów. Można więc powiedzieć, że w praktyce miliarderzy kupili akcje od samych siebie. Po to, by „Koguty” miały więcej pieniędzy na bieżące wydatki.

Tottenham odchodzi od modelu finansowej samowystarczalności

Z wykorzystaniem tego samego mechanizmu w ciągu ostatnich czterech lat do klubu wpłynęło 332,5 mln funtów. Poprzednia wpłata, dokonana w październiku zeszłego roku, również opiewała na 100 mln funtów. Właściciele coraz odważniej sięgają po własną gotówkę, choć w przeszłości mieli zupełnie inne podejście do finansowania klubu.

W latach 2002-2022 wpłaty ze strony Lewisów, a przede wszystkim Joe Lewisa, miliardera i głowy rodziny, wyniosły zaledwie 24,6 mln funtów netto. Obraz finansowy Tottenhamu nie był oczywiście w pełni komfortowy, bo pod koniec ubiegłej dekady klub zaciągnął potężne zobowiązania zewnętrzne związane z budową stadionu. To jednak normalna praktyka biznesowa. Zaskakiwać mogła przede wszystkim skala zadłużenia.

Dlaczego więc klub, który przez lata stawiał sobie za punkt honoru samowystarczalność, nagle zaczął korzystać z regularnego wsparcia ze strony właścicieli?

Dlaczego nowe 100 mln funtów nie zostanie przeznaczone na transfery?

Fani mogą powiedzieć, że właściciele Tottenhamu wywiązują się z obietnicy. Po kolejnym trudnym sezonie, zakończonym tuż nad strefą spadkową w Premier League, w specjalnej odezwie opublikowanej na stronie klubu zapewniono kibiców, że znajdą się pieniądze na inwestycje. Problem w tym, że właśnie wpłacony kapitał zostanie przeznaczony na wydatki operacyjne, a nie na wielkie transfery.

Klub podtrzymuje narrację, że kolejne wpłaty są dowodem wiary właścicieli w Tottenham oraz inwestycją w jego lepszą przyszłość. Tej retoryce pomaga fakt, że około roku temu Lewisowie zwolnili Daniela Levy’ego, wieloletniego prezesa klubu. Wygląda to tak, jakby przejmowali kontrolę i twardą, ale hojną ręką prowadzili „Koguty” ku lepszemu jutru.

W praktyce jednak od kilku lat widać, że sytuacja finansowa klubu jest daleka od idealnej, szczególnie pod względem płynności. Podkreślaliśmy to w naszej analizie finansów Tottenhamu, przygotowanej na podstawie danych z sezonu 2024/25.

By ratować sytuację, w październiku zeszłego roku miliarderzy nie tylko wpłacili 100 mln funtów do kasy klubu. Podpisali wtedy także umowę faktoringową, w ramach której firma finansująca przekazała Tottenhamowi 90 mln funtów. W zamian otrzymała gwarancję, że po zakończeniu sezonu będzie mogła przejąć wyższą kwotę, prawdopodobnie około 95 mln funtów, z pieniędzy wypłacanych klubowi przez Premier League. Podobne umowy stosowały już w przeszłości inne angielskie kluby, ale Spurs – nigdy.

Koszty działalności i transfery pogłębiają presję finansową

To skutek gigantycznych kosztów operacyjnych i wysokich wydatków transferowych. Tylko na zawodników Tottenham w ciągu ostatnich siedmiu lat wydał 900 mln funtów. Co ważne, w tym samym okresie nie odniósł znaczących sukcesów – poza występami w Lidze Mistrzów i zwycięstwem w Lidze Europy. Co ciekawe, klub się tym nie zraża.

Dokładnie rok temu tematem rozmów było 243 mln funtów, które Tottenham zalegał innym klubom za transfery. Jeszcze zanim uregulowano te zobowiązania, klub wydał 159 mln funtów na kolejne gwiazdy. W tym roku jest podobnie.

Z jednej strony właściciele muszą wpłacić 100 mln funtów, by klub miał pieniądze na wypłaty dla pracowników oraz rachunki związane z utrzymaniem stadionu i ośrodka treningowego.

Z drugiej strony, klub wydał właśnie 180 mln funtów na dwóch zawodników: Mateusa Fernandesa z West Ham United i Sandro Tonala z Newcastle United.. Tydzień temu przeznaczył 52 mln funtów na zakup Jana Paula van Hecke z Brighton. Ponadto podpisał lukratywne umowy z nowymi zawodnikami: Andym Robertsonem, Marcosem Senesim i Martinem Dubravką. Przedłużył też kontrakt z Pedro Porro.

Jak Tottenham chce poprawić swoją sytuację finansową?

Brzmi jak szaleństwo, ale prawda jest taka, że właściciele klubu nie mają dużego wyboru. Tottenham nie będzie występował w Lidze Mistrzów, a z Premier League dostanie stosunkowo małe pieniądze po marnym 17. miejscu w poprzednim sezonie. Jego koszty pozostają jednak na światowej czołówce.

Nie sposób ich szybko obniżyć, bo wynikają w dużej mierze z utrzymania gigantycznego stadionu, wielkich pożyczek zaciągniętych na jego budowę oraz wieloletnich kontraktów z zawodnikami. Realna opcja jest więc właściwie tylko jedna: próba zwiększania przychodów tak, by zaczęły przewyższać koszty. Najpierw poprzez organizację atrakcyjnych eventów na stadionie i przyciąganie kibiców na mecze, a potem dzięki występom w europejskich pucharach. Czy się uda – zobaczymy.

Główne wnioski

  1. Tottenham definitywnie odszedł od modelu finansowej samowystarczalności. Przez wiele lat klub ograniczał się do wsparcia ze strony właścicieli i opierał swoją działalność przede wszystkim na własnych przychodach. Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Kolejne wpłaty kapitału ze strony rodziny Lewisów pokazują, że bieżące funkcjonowanie wymaga regularnego zasilania gotówką. Skala tych działań znacząco wzrosła w ostatnich latach.
  2. Nowe środki mają zapewnić płynność finansową, a nie sfinansować spektakularne transfery. Choć kibice mogą oczekiwać wzmocnień kadry, przekazane 100 mln funtów ma przede wszystkim pokryć wydatki operacyjne klubu. W tekście wskazano również na wcześniejsze wykorzystanie faktoringu oraz utrzymujące się wysokie zobowiązania finansowe. To pokazuje, że priorytetem pozostaje zabezpieczenie bieżącej działalności.
  3. Wysokie koszty i ambitna polityka transferowa sprawiają, że Tottenham musi zwiększać przychody. Klub ponosi znaczne wydatki związane z utrzymaniem stadionu, obsługą zadłużeń i kontraktami zawodników. Jednocześnie nadal inwestuje na rynku transferowym. Poprawa sytuacji finansowej ma opierać się przede wszystkim na wzroście przychodów z działalności komercyjnej oraz na regularnych występach w europejskich pucharach.