Japonia na nowo uruchomiła reaktor w największej elektrowni atomowej świata

Kashiwazaki-Kariwa była największą atomową siłownią świata. Teraz, po 15 latach przerwy, jej zarządca przywraca zasilanie jednego z siedmiu reaktorów. Japonia bowiem przeprasza się z energią jądrową.

Firma Tepco uruchomiła dziś reaktor numer 6 elektrowni. W przyszłym miesiącu ma on już w pełni działać komercyjnie. To jednak nie oznacza, że elektrownia Kashiwazaki-Kariwa wróci do pełnej mocy. Jej zarządca planuje bowiem do 2030 r. uruchomić tylko jeden z pozostałych reaktorów, a reszta pozostanie wyłączona.

Tokio zdecydowało się bowiem powrócić do energii z atomu po antyjądrowej polityce tuż po katastrofie w Fukushimie, gdy tsunami doprowadziło do stopienia rdzeni reaktorów i radioaktywnego wycieku. Wyłączono wtedy wszystkie 54 reaktory w kraju.

Od 2015 r. władze wracają jednak do tego źródła mocy. Tokio twierdzi bowiem, że to jedyny sposób, by osiągnąć zeroemisyjność w 2050 r. Dlatego w ruch poszło już 15 z 33 reaktorów, w których da się wznowić prace. W kolejce stoją zaś kolejne takie siłownie, tak by do 2040 r. atom stanowił 20 proc. zapotrzebowania na energię.

Zdaniem nowej premier Sanae Takaichi, jak i jej poprzedników, energia jądrowa jest bardziej stabilna niż OZE i lepiej pasuje do górzystego terenu kraju. Krytycy tego rozwiązania mówią jednak, że uruchomienie i zarządzanie elektrowniami atomowymi staje się coraz droższe i pochłania pieniądze, które mogłyby trafić na OZE.

Jak dodaje BBC, rząd w Japonii nie jest odosobniony w swojej polityce. Coraz więcej krajów na świecie, w tym Polska, stawia na elektrownie jądrowe. Według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej do 2050 r. obecna moc takich siłowni zostanie podwojona. Pierwszy polski reaktor ma zostać uruchomiony około 2036 r.