Trump zwiększa presję na Iran. Sojusznicy USA obawiają się eskalacji

Rosnąca obecność wojskowa USA w Zatoce Perskiej oraz niejednoznaczne sygnały z Białego Domu wywołują niepokój wśród arabskich sojuszników Waszyngtonu. Równolegle Turcja wzmacnia swoją pozycję militarną w Rogu Afryki, wysyłając myśliwce F-16 do Somalii.

Niepokój wśród partnerów Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie narasta w związku z obawami, że prezydent USA Donald Trump może przygotowywać kolejny atak na Iran. Jak informuje Politico, mimo intensywnych rozmów dyplomatycznych państwa Zatoki Perskiej nie otrzymują z Waszyngtonu jasnych gwarancji, że administracja USA zrezygnuje z opcji militarnej.

Według trzech osób zaznajomionych z rozmowami Białego Domu z sojusznikami z regionu, twarda retoryka Trumpa oraz przesuwanie kolejnych sił wojskowych do Zatoki Perskiej ograniczają możliwość deeskalacji. Rozmówcy oceniają, że prezydent USA może zostać „wepchnięty” w decyzję o uderzeniu.

Jeden z wysokich rangą urzędników państw Zatoki podkreślił, że po niedawnej amerykańskiej operacji przeciwko byłemu przywódcy Wenezueli Nicolásowi Maduro nikt nie kwestionuje zdolności militarnych USA. Nadal nie jest jednak jasne, czy ewentualny atak na Iran miałby prowadzić do zmiany reżimu, czy jedynie być demonstracją siły.

Państwa regionu próbują hamować eskalację

W rozmowy na rzecz deeskalacji zaangażowanych jest pięć państw: Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman oraz Turcja. Ich celem jest uniknięcie konfliktu, który mógłby zdestabilizować cały region Zatoki Perskiej i zagrozić kluczowym szlakom handlowym.

Arabia Saudyjska ogłosiła, że nie pozwoli na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran, co potwierdził publicznie książę koronny Mohammed bin Salman. Podobną deklarację wcześniej złożyły Zjednoczone Emiraty Arabskie. Równolegle państwa te zachęcają Teheran do powrotu do negocjacji.

Dyplomaci z regionu przyznają jednak nieoficjalnie, że szanse na nowe porozumienie nuklearne z Iranem są niewielkie, zwłaszcza po znacznym osłabieniu jego programu jądrowego w wyniku amerykańskich nalotów sprzed roku, przeprowadzonych po 12-dniowej wojnie Izraela z Iranem.

Nadal nie jest jasne, czego chcą obie strony, mimo wielu rozmów – powiedział jeden z arabskich dyplomatów pozostających w kontakcie z administracją Trumpa.

USA wzmacniają flotę, Turcja działa w Afryce

W piątek Donald Trump poinformował, że na jego polecenie do Zatoki Perskiej zmierza „duża armada” amerykańskich okrętów wojennych, większa – jak podkreślił – niż ta wysłana wcześniej w rejon Wenezueli. Do regionu dotarł lotniskowiec USS Abraham Lincoln, wspierany przez pięć niszczycieli rakietowych i dwa okręty przybrzeżne zdolne do wykrywania irańskich pocisków.

Choć Trump zaznacza, że preferuje rozwiązanie dyplomatyczne, jednocześnie podkreśla gotowość do użycia siły. – Jeśli zawrzemy umowę, to dobrze. Jeśli nie, zobaczymy, co się stanie – powiedział, dodając, że Iran chce negocjować.

Na tle napięć wokół Iranu Turcja wzmacnia swoją obecność wojskową w Rogu Afryki. Jak poinformowała AFP, Ankara rozmieściła myśliwce F-16 na lotnisku w Mogadiszu w Somalii, by chronić strategiczne inwestycje i przeciwdziałać rosnącym wpływom Izraela w regionie.

Bezpośrednim powodem decyzji Ankary są plany rozpoczęcia jeszcze w tym roku poszukiwań ropy u wybrzeży Somalii oraz budowy kosmodromu w północnym Mogadiszu. Myśliwce mają zapewniać osłonę tych projektów w niestabilnym regionie, kluczowym z punktu widzenia bezpieczeństwa szlaków morskich.

Działania Turcji zbiegają się w czasie z napięciami dyplomatycznymi po uznaniu przez Izrael niepodległości Somalilandu, co Ankara uznała za ingerencję w integralność terytorialną Somalii. Zdaniem części analityków rozmieszczenie tureckich F-16 może również budzić obawy w Waszyngtonie, zwłaszcza w kontekście wykorzystywania technologii NATO poza ramami sojuszniczymi.

Źródło: Politico, PAP