Rok po rekonstrukcji. „Ostatni dzwonek dla rządu”?
Ubiegłoroczna rekonstrukcja rządu przyniosła spore przetasowania personalne. Mimo zmian w kierownictwie resortów nie udało się zrealizować wszystkich zapowiedzi, a szanse na spełnienie części z nich są coraz mniejsze.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaka jest polityczna kondycja rządu rok po rekonstrukcji.
- Jak wyglądał rok pracy powołanych wówczas ministrów.
- Co, zdaniem ekspertów, mogą zrobić rządzący, żeby poprawić notowania.
W czwartek, 23 lipca, mija rok od rekonstrukcji trzeciego rządu Donalda Tuska. Miała ona odchudzić administrację oraz poprawić jej efektywność. Skład rządu rzeczywiście się zmniejszył.
Choć w ciągu ostatniego roku do niektórych resortów dołączyli nowi wiceministrowie, obecnie rząd liczy 109 osób. Liczba ta obejmuje premiera, szefów ministerstw, ich zastępców oraz ministrów bez teki w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Przed ubiegłoroczną rekonstrukcją w rządzie zasiadało 118 osób.
Obecny gabinet pozostaje jednak liczniejszy niż rząd poprzedników. Na początku 2023 r. w rządzie Mateusza Morawieckiego zasiadało 107 osób.
Rok od rekonstrukcji
Czy rok po rekonstrukcji rząd działa lepiej? Z pewnością nie jest lepiej oceniany. Dr Bartosz Rydliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zwraca uwagę na najnowsze badanie CBOS. Odsetek przeciwników rządu wyniósł 48 proc. To najgorszy wynik od powołania trzeciego gabinetu Donalda Tuska.
– W niedawnym badaniu CBOS odsetek przeciwników rządu wyniósł 48 proc. To więcej niż w najgorzej ocenianym momencie rządów Mateusza Morawieckiego. Zwolennicy rządu stanowią zaledwie 29 proc. Rekonstrukcja nie wpłynęła więc szczególnie pozytywnie na ocenę Koalicji 15 Października. W ostatnim pomiarze na pogłębienie różnicy między odsetkiem przeciwników a zwolenników mogła wpłynąć sprawa Szpitala Południowego – komentuje dr Bartosz Rydliński.
Taki sam odsetek zwolenników odnotowano w badaniu z lipca 2025 r. Tylko w ostatnim miesiącu udział negatywnych ocen wzrósł o 6 punktów procentowych.
Prof. Arkadiusz Modrzejewski, dyrektor Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego, uważa jednak, że sama rekonstrukcja była dla rządu pozytywnym impulsem. Okazała się jednak niewystarczająca, by przeprowadzić gruntowne reformy. Politolog wskazuje dwa powody.
– Pierwszym są rozbieżności w samej koalicji rządzącej. Z tego powodu kwestie dotyczące praw kobiet czy małżeństw osób tej samej płci nie trafiają nawet pod obrady Sejmu. Absolutnym kompromisem była ustawa o statusie osoby najbliższej, którą zawetował prezydent. I tu pojawia się drugi, znacznie poważniejszy powód. Nie sposób podjąć skutecznych działań naprawczych, przede wszystkim w wymiarze sprawiedliwości. Przegrane przez Rafała Trzaskowskiego wybory prezydenckie skutecznie utrudniają przywrócenie praworządności w Polsce – uważa prof. Arkadiusz Modrzejewski.
Rekonstrukcja przyniosła dużą wymianę kadrową. W Radzie Ministrów pojawiło się siedem nowych twarzy. Przyjrzyjmy się, jak wyglądał miniony rok w wykonaniu ministrów pełniących swoje funkcje od lipca 2025 r.
Powrót do MSWiA. Kłopoty w partii
Dla Marcina Kierwińskiego stanowisko szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji nie było debiutem. Pełnił tę funkcję od grudnia 2023 r. do startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Po kilku miesiącach sprawowania mandatu europosła premier powołał go na pełnomocnika rządu ds. odbudowy po powodzi, a po niespełna roku ponownie powierzył mu kierowanie MSWiA.
Kierowane przez Kierwińskiego ministerstwo oraz podległe mu służby wdrażają ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej, której założenia polityk prezentował jeszcze przed startem w wyborach europejskich. Służby reagowały również na rosyjskie akty dywersji z jesieni ubiegłego roku oraz wzmacniały ochronę granicy. W maju premier Donald Tusk informował, że w pierwszym kwartale tego roku nikomu nie udało się nielegalnie przekroczyć granicy z Białorusią.
Na ocenę Marcina Kierwińskiego wpływają jednak problemy w partii. Minister jest nie tylko sekretarzem generalnym KO, lecz także szefem jej struktur w Warszawie. Prof. Arkadiusz Modrzejewski uważa, że sprawa Szpitala Południowego stanowi dla Kierwińskiego poważny problem wizerunkowy. Dr Bartosz Rydliński zwraca z kolei uwagę, że w Warszawie polityk bywa określany mianem „nadprezydenta”.
– To, co dzieje się w warszawskiej KO, nie tylko za sprawą Szpitala Południowego, lecz także choćby awantury wokół nocnej ciszy alkoholowej i uwłaszczenia się partii na spółkach miejskich, sprawia, że minister Kierwiński jest wymieniany jako kandydat do dymisji. Gdy Donald Tusk mówił, że po aferze w Szpitalu Południowym muszą polecieć głowy, wiele osób zwracało uwagę, że powinny to być głowy Trzaskowskiego i Kierwińskiego. Premier nie może zdymisjonować prezydenta Warszawy, ale może odwołać ministra w swoim rządzie – ocenia politolog z UKSW.
Prof. Radosław Markowski, socjolog i politolog z Uniwersytetu SWPS, zwraca uwagę na inny problem. Jego zdaniem służby państwa pozostają zbyt pasywne wobec rosnących napięć antymigranckich i antyukraińskich, a także wobec prorosyjskiej dezinformacji.
– W tych sprawach szybkie reagowanie powinno być równie ważne. Powszechne jest odczucie, że robi się zbyt mało, by eliminować zło z przestrzeni publicznej – twierdzi prof. Radosław Markowski.
Eksperyment: odpartyjnienie resortu zdrowia
Wydarzenia wokół Szpitala Południowego rzutują nie tylko na ocenę szefa MSWiA. Na stanowisku ministry zdrowia Izabelę Leszczynę zastąpiła menedżerka spoza polityki. Jolanta Sobierańska-Grenda przed wejściem do rządu kierowała Szpitalami Pomorskimi, podlegającymi marszałkowi województwa, który jest jednocześnie szefem KO na Pomorzu. Nowa ministra odpartyjniła kierownictwo resortu. Czy samo odpartyjnienie wystarczy jednak, by naprawić system ochrony zdrowia?
– Przy niepartyjnym kierownictwie ministerstwa potrzebna była konsolidacja rządu, premiera, ministra finansów i pozostałych ministrów wokół kwestii ochrony zdrowia, aby wspierać panią minister we wdrażaniu tych rozwiązań. Moim zdaniem tego zabrakło – ocenia dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych.
Pod kierownictwem Jolanty Sobierańskiej-Grendy resort zdrowia rozwija system e-rejestracji, który od sierpnia ma objąć kolejne specjalizacje. W ramach inwestycji finansowanych z KPO realizowane są także inne zadania cyfryzacyjne, w tym działania dotyczące poprawy cyberbezpieczeństwa w szpitalach. Resort wdraża również Krajową Sieć Kardiologiczną oraz elektroniczną Kartę Opieki Kardiologicznej. Ministra zdrowia pracuje ponadto nad konsolidacją szpitali.
Duża część tych działań pozostaje na etapie wdrażania, dlatego jest jeszcze za wcześnie, by ocenić, czy poprawiły funkcjonowanie systemu i sytuację pacjentów. Doniesienia o wstrzymywaniu przyjęć pojawiają się jednak już nie późną jesienią, lecz w środku lata. We wtorek resort zdrowia wszczął kontrolę po publikacji „Rzeczpospolitej”. Według gazety łódzki szpital uniwersytecki wstrzymał przyjmowanie pacjentów do programów lekowych, w tym onkologicznych. Luka w budżecie NFZ wynosi 14 mld zł.
Cieniem na ocenie ministry zdrowia kładzie się również afera Szpitala Południowego, a także kolejne doniesienia o zarobkach lekarzy-milionerów i zadłużaniu się szpitali z powodu zawyżonych wynagrodzeń personelu medycznego. Przez pewien czas stanowisko Sobierańskiej-Grendy było zagrożone.
Ministra jednak przedstawiła premierowi rekomendacje dotyczące zmian w systemie. Wśród nich znalazły się ograniczenie kominów płacowych dla lekarzy oraz obowiązek posiadania przez nich jednego głównego miejsca pracy. Zaproponowała także centralną e-kolejkę oraz zwiększenie kontroli nad wydatkami NFZ. Przed ostatnim posiedzeniem rządu premier Donald Tusk zapowiedział, że górny limit wynagrodzenia lekarza pracującego na dwóch etatach wyniesie 76,8 tys. zł.
Dr Michał Sutkowski uważa, że zapowiedzi ministry zdrowia nie składają się na kompleksową reformę. Jego zdaniem są raczej reakcją na aferę w Szpitalu Południowym.
– Pytanie, czy jest to autonomiczna decyzja pani minister, czy całego rządu. Odpowiedź ma kluczowe znaczenie dla jej oceny. Nie wydaje mi się, żeby pani minister była szczególnie zadowolona z przedstawionych koncepcji – zastanawia się lekarz.
Zdaniem eksperta ostatnie kryzysy w ochronie zdrowia powinny stać się punktem wyjścia do głębokiej reformy systemu.
Minister blokowany przez weta prezydenta
Gdy Adam Bodnar odchodził z Ministerstwa Sprawiedliwości, kierowany przez niego resort miał na koncie ponad 50 przygotowanych projektów ustaw. Nie udało mu się jednak doprowadzić do uregulowania statusu tzw. neosędziów ani do uporządkowania sytuacji w Krajowej Radzie Sądownictwa. Tempo rozliczeń rządów PiS budziło niezadowolenie zarówno w koalicji, jak i wśród jej wyborców.
Zaradzić temu miał Waldemar Żurek, były sędzia i rzecznik KRS. Kontynuował próby przywrócenia praworządności, doprowadzając do przyjęcia przez parlament kolejnych ustaw. Na drodze planowanym zmianom stanęło jednak weto prezydenta Karola Nawrockiego. W efekcie sędziowskich członków KRS ponownie wybrano na zasadach wprowadzonych za rządów PiS – zrobił to parlament, choć kandydaci zostali wcześniej poddani ogólnopolskiemu opiniowaniu przez sędziów.
W obecnej sytuacji trudno się spodziewać, że prezydent Nawrocki umożliwi przeprowadzenie zmian planowanych przez ministra Żurka w Sądzie Najwyższym. Głowa państwa blokuje również reformę Trybunału Konstytucyjnego, którą próbuje przeprowadzić koalicja.
– Choć Waldemar Żurek działa z większą determinacją niż jego poprzednik, prof. Adam Bodnar, również niewiele może wskórać. Efektem jest stan zawieszenia, w którym znajduje się polskie sądownictwo, w tym Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Wyborcy koalicji wciąż nie mogą się doczekać także rozliczeń – uważa prof. Arkadiusz Modrzejewski.
Wolne tempo rozliczeń
Rozliczenia również nie przyniosły efektów, których oczekiwali wyborcy. Zdaniem dr. Bartosza Rydlińskiego obietnica szybkiego rozliczenia poprzedników była w przypadku ministra Żurka „mission impossible”. Politolog uważa, że bez większości konstytucyjnej pole działania pozostaje ograniczone.
Śledczy stawiają zarzuty kolejnym osobom, m.in. w postępowaniu dotyczącym Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych oraz kierują do sądów akty oskarżenia przeciwko politykom. W czerwcu rozpoczął się proces dotyczący Funduszu Sprawiedliwości, w którym jednym z oskarżonych jest poseł PiS Dariusz Matecki. Główni bohaterowie tej sprawy – Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski – pozostają jednak nieuchwytni.
Prof. Radosław Markowski uważa, że zarówno Adam Bodnar, jak i Waldemar Żurek działali zbyt zachowawczo, zamiast odwoływać się bezpośrednio do konstytucji.
– Dziś ludzie mają poczucie, że zrobiono niewiele i zrelatywizowano zło polityczne – uważa prof. Radosław Markowski.
Kodeks dobrych praktyk w zarządzaniu
Człowiekiem spoza partyjnej polityki był również Wojciech Balczun – doświadczony menedżer, który został trzecim ministrem aktywów państwowych w obecnym rządzie. Jedną z istotnych zmian w kierowanym przez niego MAP było odwołanie Roberta Kropiwnickiego, wpływowego polityka KO, i zastąpienie go prawniczką Elizą Zeidler.
Resort Wojciecha Balczuna chwali się wzrostem kapitalizacji spółek Skarbu Państwa. Za rządów obecnej koalicji ich łączna wartość giełdowa już się podwoiła. Kapitalizacja Orlenu wzrosła natomiast o 200 proc.
Dr Patryk Kaczmarek, ekonomista z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego, dostrzega w działaniach Wojciecha Balczuna nacisk na profesjonalizację nadzoru nad państwowymi spółkami. Minister postawił na Kodeks Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego oraz macierz kompetencji dla kandydatów do zarządów i rad nadzorczych. Narzędzia te mają ograniczyć polityczne wpływy w spółkach, choć wciąż trafiają do nich osoby powiązane z partiami. Minister chce nadać wytycznym kompetencyjnym rangę ustawową.
– Być może Kodeks Dobrych Praktyk powinien zostać rozszerzony również na spółki komunalne i samorządowe. Nie chodzi wyłącznie o przypadek Szpitala Południowego w Warszawie. Takich patologii na poziomie samorządowym jest w Polsce więcej – sugeruje ekonomista.
Ekspert z UG zwraca również uwagę, że poza kontynuowaniem pracy poprzedników nad zarządzaniem spółkami Wojciech Balczun kładzie nacisk na local content.
– W kontekście licznych inwestycji infrastrukturalnych może to mieć duże znaczenie dla polskiej gospodarki i wzrostu PKB. Przy dużych projektach offshore lub budowie elektrowni jądrowej korzystamy z zagranicznych spółek. Pojawia się jednak szansa, żeby polskie firmy zdobywały doświadczenie, realizując zamówienia na półprodukty i surowce. Z czasem może im to pozwolić wnosić do inwestycji większą wartość dodaną – już nie tylko jako podwykonawcom, lecz także jako generalnym wykonawcom – uważa dr Patryk Kaczmarek.
Ambicje ministra Motyki
W ramach ubiegłorocznej rekonstrukcji zlikwidowano Ministerstwo Przemysłu i powołano Ministerstwo Energii. Na jego czele stanął Miłosz Motyka z Polskiego Stronnictwa Ludowego, wcześniej wiceszef resortu klimatu.
Obejmując nowo utworzone ministerstwo, otrzymał zadanie dokończenia prac nad strategicznymi dokumentami dotyczącymi energetyki krajowej. Wydzielenie osobnego resortu miało przełamać nieskuteczność Ministerstwa Klimatu i Środowiska w tym obszarze.
Zadanie okazało się trudne, ponieważ trzeba było przygotować wiele analiz od nowa. Wizja Ministerstwa Energii w niejednym punkcie rozmijała się też z koncepcjami wcześniej forsowanymi przez resort klimatu. Rodziło to problemy podczas prac rządowych nad dokumentami. Terminy publikacji ponownie przesuwano, a słowo „niebawem”, często używane przez Miłosza Motykę, zaczęło wywoływać uśmiechy w kuluarach.
Ostatecznie impas udało się przełamać. Na początku czerwca rząd przyjął ostateczną wersję Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK). Ministerstwo Energii opublikowało następnie projekty Programu polskiej energetyki jądrowej oraz Strategii transformacji ciepłownictwa.
Resort Motyki uczestniczy również w negocjacjach z amerykańskim konsorcjum Westinghouse-Bechtel dotyczących kontraktu na budowę pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu. akże w tym przypadku nie udało się dotrzymać pierwotnych terminów. Rozmowy są trudne, a ich zakończenie jest spodziewane dopiero po wakacjach. Widać jednak, że rozwój energetyki jądrowej pozostaje jednym z priorytetów ministerstwa.
Ten rok przyniósł światowe zawirowania na rynku ropy i paliw. Zmusiły one polski rząd do wdrożenia tarczy chroniącej kierowców przed wysokimi cenami paliw. Nad jej realizacją czuwał resort energii, a cały proces przebiegł bez większych problemów.
W kuluarach mówi się, że obecny zakres kompetencji nie zaspokaja ambicji Miłosza Motyki. Minister chciałby sprawować pieczę nad całym obszarem energetyki, w tym nad szeroko rozumianym sektorem OZE. Ten pozostał jednak w strukturach Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Kierująca nim Paulina Hennig-Kloska nie zamierza oddać tych kompetencji bez walki.
Kontrowersje wokół najmu krótkoterminowego
Po przegranej kampanii Rafała Trzaskowskiego z rządu odszedł jeden z głównych członków jego sztabu. Sławomir Nitras wyprzedził nawet premiera, publicznie ogłaszając swoją dymisję. Zastąpił go Jakub Rutnicki, wieloletni poseł KO.
Kończąc pierwszy rok urzędowania, minister obchodzi także inny jubileusz – po raz 20. zorganizował turniej siatkówki plażowej Rutnicki Cup. Zaczął rozwijać ten pomysł po wejściu do Sejmu w 2005 r., jeszcze przed ukończeniem 30 lat. Objęcie funkcji ministra sportu było spełnieniem jego marzeń.
Przed rocznicą Jakuba Rutnickiego dopadła jednak polityka niezwiązana bezpośrednio ze sportem. Ministerstwo Sportu i Turystyki odpowiada bowiem również za rynek najmu krótkoterminowego. To minister bronił w Sejmie projektu, który wzbudził kontrowersje po tym, jak na ostatnim etapie prac usunięto z niego przepisy pozwalające samorządom zakazywać takiego najmu na wybranych obszarach.
Za swoje kluczowe zadania minister uważa poprawę infrastruktury sportowej w tzw. Polsce lokalnej oraz ujednolicenie systemów szkolenia w poszczególnych dyscyplinach. Pierwszy z tych celów realizuje przede wszystkim poprzez renowację Orlików, o których – według niego – zapomniały rządy PiS.
Do tego dochodzi program rozwoju infrastruktury tenisowej. Na jego pierwszą edycję, zainaugurowaną niedawno, choć przygotowaną jeszcze za kadencji Sławomira Nitrasa, przeznaczono ok. 80 mln zł. Prezes Polskiego Związku Tenisowego mówił w XYZ, że polski tenis nie otrzymał dotąd tak dużego wsparcia ze strony państwa.
Pierwszy etap „standaryzacji” systemów szkolenia minister ogłosił w połowie czerwca. Objął on siatkówkę, koszykówkę i piłkę ręczną. Między związki zarządzające tymi dyscyplinami rozdzielono 30 mln zł. Założenie jest proste: akademie sportowe będą mogły ubiegać się o wsparcie finansowe, jeśli dostosują się do określonych wymogów szkoleniowych i infrastrukturalnych.
– Ten program to brakujące ogniwo w naszym systemie. Liczę, że w przyszłości będziemy mogli przeznaczać na ten cel więcej pieniędzy – mówił Jakub Rutnicki.
Dorzucił też najczęściej powtarzane przez siebie zdanie: „Wielki sport zaczyna się w małych miejscowościach”.
Ograniczone możliwości ws. umowy z Mercosur
Drugim po Miłoszu Motyce politykiem PSL, który awansował w ramach rekonstrukcji rządu, był Stefan Krajewski. Na stanowisku ministra rolnictwa zastąpił swojego dotychczasowego szefa Czesława Siekierskiego. Poprzednik Krajewskiego był krytykowany za nieskuteczność w sprawie umowy z Mercosur, choć to z jego inicjatywy rząd przyjął uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec porozumienia, a także w sprawie umowy z Ukrainą.
Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców, dostrzega aktywność resortu zarówno w odniesieniu do surowców, jak i produktów przetworzonych, w tym sprowadzanych spoza Unii Europejskiej. Wskazuje m.in. na wzmocnienie kontroli, zaostrzenie konsekwencji za naruszenia oraz większy nacisk na jakość i bezpieczeństwo żywności. Podkreśla jednak, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie jest w stanie samodzielnie zatrzymać umowy z Mercosur.
– Są to decyzje podejmowane na poziomie Unii Europejskiej i wymagają m.in. zbudowania odpowiedniej większości lub mniejszości blokującej. Obecną sytuację należy oceniać jako konsekwencję uwarunkowań geopolitycznych i mechanizmów funkcjonowania Unii Europejskiej. Doceniamy natomiast, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podejmuje działania, aby nowe umowy handlowe z państwami spoza UE były możliwie najbardziej sprawiedliwe zarówno dla polskich producentów, jak i konsumentów – przyznaje Andrzej Gantner.
Wśród pozytywnych działań resortu rolnictwa ekspert wymienia również zmiany w ustawie o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Mają one chronić przedsiębiorców przed nieuczciwą konkurencją ze strony podmiotów fałszujących żywność.
Istotne dla branży było także krytyczne stanowisko resortu wobec systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta przygotowywanego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Analiza zlecona przez resort rolnictwa wskazywała na negatywny wpływ na producentów żywności.
Marta Cienkowska. Reforma mediów wciąż czeka
Wewnętrzny awans ma za sobą również Marta Cienkowska, choć początkowo taki scenariusz nie wydawał się oczywisty. Ministrą kultury z ramienia Polski 2050 miała zostać Aleksandra Leo, obecnie związana z klubem Centrum. Ostatecznie stanowisko przypadło jednak Cienkowskiej.
Jednym z jej głównych zadań było przygotowanie nowej ustawy o mediach publicznych. Reforma miała nie tylko odpolitycznić media, lecz także zmienić sposób ich funkcjonowania i finansowania. Prace nad projektem są jednak opóźnione, a w koalicji wciąż nie ma konsensusu. Media publiczne pozostają w stanie likwidacji od grudnia 2023 r. i na razie nie widać końca tego procesu.
O Marcie Cienkowskiej i kierowanym przez nią resorcie zrobiło się głośno w maju, kiedy światło dzienne ujrzał projekt ustawy przewidujący dopłaty do składek na ZUS dla artystów. Dyskusja była emocjonalna. Obok głosów ideologicznych pojawiły się jednak również pytania o koszty dla budżetu państwa oraz ryzyko, że podobnego wsparcia zaczną domagać się przedstawiciele innych grup zawodowych.
Do osiągnięć resortu można zaliczyć rekordowe zwiększenie budżetu programów ministerialnych do 562 mln zł. Marta Cienkowska zmaga się jednak również z problemami wizerunkowymi.
– Ostatnie doniesienia prasowe o nieprawidłowościach przy przyznawaniu grantów z KPO dla kultury mogą kłaść się cieniem na jej działalności w resorcie – ocenia dr Bartosz Rydliński.
Co dalej?
Przed koalicją rządzącą rok przedwyborczy, który nie będzie łatwy. Notowania części ugrupowań tworzących większość znajdują się poniżej progu wyborczego. Jednocześnie na prawicy rośnie konkurencja. Prof. Arkadiusz Modrzejewski uważa, że aby wygrać wybory, koalicja musi lepiej komunikować się ze społeczeństwem.
– Politycy na każdym szczeblu powinni sobie uświadomić, że stawką najbliższych wyborów jest przyszłość liberalnej demokracji w Polsce, bezpieczeństwo narodowe oraz nasza obecność w Europie. Niestety, coraz częściej widać, że najważniejszy pozostaje dla nich partykularny interes. Konieczne jest dyscyplinowanie polityków różnych szczebli i przyjęcie systemowych rozwiązań, dzięki którym zarządzanie spółkami Skarbu Państwa i spółkami komunalnymi zostanie powierzone apolitycznym profesjonalistom. To właśnie w tej sprawie Donald Tusk powinien wykazać się największą determinacją – uważa politolog z UG.
Prof. Radosław Markowski uważa z kolei, że koalicja nie wyciągnęła wniosków z kampanii Rafała Trzaskowskiego, który – jego zdaniem – próbował prezentować się jako polityk konserwatywny.
– Rząd nadal w to brnie. Dominuje błędne przekonanie, że można podbierać wyborców prawicy. Tam nikogo się nie zyska. Szacunki Polskiego Generalnego Studium Wyborczego wskazują, że ponad 1-1,2 mln wykształconych kobiet nie poszło do wyborów, ponieważ zniechęcił je konserwatyzm KO. Jeżeli Donald Tusk tego nie zrozumie, przegra wybory w 2027 r. – uważa ekspert.
Ostatni dzwonek dla rządu
Dr Bartosz Rydliński uważa natomiast, że „nie da się prowadzić skutecznej polityki w kraju przyfrontowym bez zmiany sposobu finansowania usług publicznych”.
– Donald Tusk, zamiast strofować niektórych ministrów, mógłby wsłuchać się w to, co mówią choćby Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i politycy Lewicy o zmianie polityki podatkowej. Jeżeli rząd chce zaproponować coś Polakom przed przyszłorocznymi wyborami, to jest to ostatni dzwonek – uważa politolog z UKSW.
Jednym z takich rozwiązań mogłaby być korekta progów podatkowych, której domagają się nie tylko mniejsi koalicjanci, lecz także opozycja. Dr Rydliński wskazuje również na potrzebę zmian w podatku CIT.
– Dlaczego mali i średni przedsiębiorcy uczciwie płacą w Polsce podatki, a międzynarodowe korporacje niemal ich nie płacą? Mateusz Morawiecki miał Polski Ład, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby Donald Tusk i Andrzej Domański przedstawili własny kompleksowy plan. Przyszłe potrzeby wydatkowe są jasne. Musimy zwiększać nakłady na obronność ze względu na sytuację geopolityczną. Jesteśmy jednocześnie społeczeństwem starzejącym się, dlatego trzeba wydawać więcej na ochronę zdrowia. Młodzi ludzie są natomiast skazani na bratobójczą walkę na rynku najmu. Jeżeli chcemy umożliwić im zakładanie rodzin, potrzebujemy budownictwa mieszkaniowego na potrzeby społeczne. Bez niego trudno mówić o drodze do lepszej przyszłości. Rząd jednak zamyka oczy na te problemy – ocenia politolog.
Główne wnioski
- Rząd Donalda Tuska jest obecnie najgorzej oceniany od czasu ubiegłorocznej rekonstrukcji. Wyraźny miesięczny wzrost odsetka negatywnych ocen może mieć związek z aferą wokół Szpitala Południowego. Poparcie dla gabinetu pozostaje jednak niskie – rząd pozytywnie ocenia mniej niż co trzeci ankietowany.
- Spośród ministrów, którzy objęli stanowiska przed rokiem, zapowiadane zmiany stopniowo realizuje Wojciech Balczun. Rosną ambicje Miłosza Motyki. Z kryzysami wizerunkowymi zmagają się Marcin Kierwiński i Marta Cienkowska. Jolanta Sobierańska-Grenda oraz Waldemar Żurek mierzą się natomiast z poważnymi trudnościami, choć ich źródła są zupełnie odmienne.
- Zdaniem ekspertów w roku przedwyborczym rząd potrzebuje zmian sięgających znacznie głębiej niż personalna rekonstrukcja. Zarzucają Donaldowi Tuskowi brak determinacji oraz konkretnych propozycji, które odpowiadają na potrzeby Polaków. Premier ma coraz mniej czasu, by zmienić ten obraz.

