Prezes PŻB odwołany. W tle akt oskarżenia ws. „stępki”

Rada nadzorcza Polskiej Żeglugi Bałtyckiej odwołała Piotra Redmerskiego z funkcji prezesa spółki. Decyzja zapadła kilka dni po skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko byłym członkom zarządu PŻB w sprawie niezrealizowanego kontraktu na budowę promu w Szczecinie, z którego powstała jedynie słynna „stępka”.

Rada nadzorcza Polskiej Żeglugi Bałtyckiej (PŻB) podjęła 20 lipca uchwałę o odwołaniu Piotra Redmerskiego ze składu zarządu spółki. W oficjalnym komunikacie nie podano powodów decyzji. Poinformowano jedynie, że została ona podjęta „mając na względzie zapewnienie jej dalszego trwałego rozwoju”. Do czasu wyboru nowego prezesa obowiązki szefa spółki będzie pełnił Artur Witkowski, członek rady nadzorczej. Tymczasowe kierowanie PŻB nie może trwać dłużej niż trzy miesiące.

Czytaj również: Przemysł nabiera rozpędu. Nie wszystkie branże korzystają z ożywienia

Odwołanie nastąpiło w okresie, gdy przeciwko Redmerskiemu oraz byłemu członkowi zarządu ds. inwestycji tonażowych skierowano do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia dotyczący kontraktu na budowę promu dla Polferries. O wniesieniu aktu oskarżenia poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie, nadając sprawie kryptonim „Stępka”.

Śledczy zarzucają obu byłym członkom zarządu PŻB, że w latach 2017–2019 wyrządzili spółce szkodę majątkową w wielkich rozmiarach w wysokości 8 mln 118 tys. 560 zł. Według prokuratury podpisali kontrakt z Morską Stocznią Remontową Gryfia na zaprojektowanie, budowę i dostawę promu, mimo że stocznia nie była przygotowana do realizacji inwestycji ani pod względem finansowym, ani organizacyjnym.

Z ustaleń prokuratury wynika, że Gryfia miała znajdować się w trudnej sytuacji finansowej i majątkowej, a jednocześnie nie dysponowała odpowiednim zapleczem technicznym oraz kadrą z doświadczeniem w budowie promów typu Ro-Pax. Mimo to podpisano umowę oraz kolejne aneksy dotyczące modyfikacji projektu i opracowania dokumentacji technicznej.

Największą część szkody, według śledczych, stanowiły wydatki na dokumentację projektową. PŻB miała ponieść z tego tytułu stratę w wysokości 7 mln 589 tys. 900 zł, obejmującą zakup projektu kontraktowego, jego zmodyfikowanej wersji oraz kolejnych pakietów projektu technicznego.

Osobny zarzut dotyczy wykonania pierwszej sekcji dna podwójnego kadłuba, określanej jako „stępka”. Prokuratura wskazuje, że prace zlecono, choć nie ukończono projektu kontraktowego ani nie przygotowano projektu technicznego jednostki. Wartość tej części szkody oszacowano na 725 tys. 660 zł, jednak po sprzedaży elementu na złom za 197 tys. zł rzeczywista strata miała wynieść 528 tys. 660 zł.

Czytaj również: 152 mln zł przychodów i 29 dużych wydarzeń. Tak zarabia PGE Narodowy

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Zarzuty dotyczą przestępstwa z art. 296 § 1 Kodeksu karnego, czyli wyrządzenia szkody majątkowej przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków. Za taki czyn grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Piotr Redmerski określił zarzuty jako „kuriozalne” i ocenił, że jest to „szukanie kozła ofiarnego”. W jego ocenie budowa promu była przede wszystkim projektem politycznym, realizowanym pod presją ówczesnego Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Twierdzi również, że PŻB była wprowadzana w błąd zarówno przez ministerstwo, jak i przez MSR Gryfia. Jako przykład wskazał wyrejestrowanie budowanego promu z Polskiego Rejestru Statków, co – jak podkreśla – spowodowało, że słynna stępka, uroczyście położona w czerwcu 2017 r. z udziałem ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego, ostatecznie miała jedynie wartość złomu.

Były prezes przekonuje także, że przed podpisaniem kontraktu domagał się od stoczni gwarancji zdolności do budowy promu. Według jego relacji Gryfia zapewniała o współpracy z doświadczonymi kooperantami, a Skarb Państwa deklarował dokapitalizowanie stoczni i rozwój jej potencjału produkcyjnego. Redmerski podkreśla również, że w 2017 r. ministerstwo miało wstrzymywać zakup używanego promu M/F Cracovia, oczekując zawarcia kontraktu z Gryfią. Jak zaznacza, został odwołany z funkcji prezesa w lutym 2021 r., dzień po tym, gdy zażądał od stoczni zwrotu wypłaconej zaliczki.

Sprawa toczy się równolegle z reorganizacją rynku promowego. Od 30 marca działalność Polferries, należącej do PŻB, oraz Unity Line prowadzona jest w ramach spółki operacyjnej POLSCA Baltic Ferries, która dysponuje 11 promami i ma wzmocnić pozycję polskich armatorów na Bałtyku. Jeszcze 6 lipca zainaugurowano nowe połączenie promowe z Gdańska do Karlshamn w Szwecji. Następnego dnia poinformowano o postawieniu zarzutów członkom zarządu PŻB, a teraz sprawa znalazła swój dalszy ciąg zarówno w sądzie, jak i we władzach spółki.

Źródło: PAP, PŻB