Detroit Pistons chcieli zważyć swojego gwiazdora. I prawie go stracili
Jalen Duren dostał od Detroit Pistons propozycję kontraktu opiewającego na 200 mln dolarów. Klub jednak żądał prawa do regularnej kontroli wagi koszykarza. Ten nie przyjął tego dobrze i groził odejściem. To nie pierwsza taka sytuacja w historii NBA, że klub obawia się o kilogramy swojego zawodnika.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego negocjacje nowego kontraktu Jalena Durena z Detroit Pistons znalazły się na skraju fiaska.
- W jaki sposób kluby NBA wykorzystują klauzule wagowe do kontrolowania formy zawodników.
- Którzy znani koszykarze NBA mieli w kontraktach zapisy dotyczące masy ciała i jakie były tego konsekwencje.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
Detroit Pistons rozpoczynali zeszłoroczne playoffy NBA jako najlepsza drużyna Konferencji Wschodniej. Oczekiwania były duże, a rzeczywistość okazała się bolesna. „Tłoki” psim swędem prześlizgnęły się przez pierwszą rundę po katastrofalnej kapitulacji Orlando Magic, ale odpadły po siedmiu meczach w drugiej rundzie, przegrywając z Cleveland Cavaliers.
Mimo że teoretycznie taki wynik można nazwać sukcesem, bo ostatni raz w drugiej rundzie playoffów klub był osiemnaście lat temu, to styl gry zawodników Pistons był powodem dużej frustracji w klubie i wśród jego kibiców. W niektórych meczach kluczowi zawodnicy jakby znikali, a najczęściej przydarzało się to Jalenowi Durenowi, umięśnionemu gigantowi grającemu na pozycji centra.
Przedłużenie kontraktu Jalena Durena budziło wątpliwości
Rozczarowująca postawa 23-latka w kluczowych momentach gry zwiastowała, że nadchodzące negocjacje kontraktowe mogą się wydłużyć. Zawodnik był rok przed zakończeniem dotychczasowej umowy, a jego klub, w którym gra od początku kariery, miał prawo przedłużyć mu kontrakt na nowych warunkach. Inną opcją byłby transfer i przekazanie praw do podpisu innej drużynie lub utrzymanie koszykarza na dotychczasowych warunkach, by ten za rok został wolnym agentem.
Na decyzję strony miały czas od początku lipca aż do 1 października. Sporo, cztery miesiące na przygotowanie strategii i mocne negocjacje.
Klub zastanawiał się, na jak długo i za jakie pieniądze podpisywać umowę z zawodnikiem, który błyszczy w sezonie zasadniczym, ale znika w playoffach. Rozważano jego potencjał rozwoju oraz skutki, jakie mogłoby wywołać jego przejście do rywala. Z kolei zawodnik badał, jaki byłby popyt na jego usługi na wolnym rynku, co może zaoferować mu dotychczasowy klub i na jak mocne negocjacje może sobie pozwolić.
Negocjacje kontraktu wartego 200 mln dolarów
Wszystko na początku wyglądało bardzo standardowo. Detroit Pistons zaproponowali 190 mln dolarów za pięć lat gry, ale Jalen Duren zażądał więcej. W międzyczasie pojawiły się plotki, że zawodnik chce odejść, co ewidentnie miało na celu wywarcie dodatkowej presji na klubie. Gdy jednak nadszedł wrzesień, a umowa nadal nie była podpisana, temat zaczął budzić coraz większe kontrowersje.
Na stole pojawił się pięcioletni kontrakt o wartości 200 mln dolarów. Kwota mniejsza niż 267 mln dolarów, które za pięć lat gry zawodnik mógłby dostać za rok na wolnym rynku. Znacznie większa jednak niż 10 mln dolarów, które koszykarz dostałby za rok gry na starej umowie. Warunki wydawały się ekspertom bardzo korzystne. Takie pieniądze za możliwość dalszego rozwoju w tym samym perspektywicznym zespole. Kto by się nie skusił?
Tydzień przed tzw. deadlinem kontrakt nadal nie był podpisany i do mediów wyciekła ciekawa informacja. Rzekomo Detroit Pistons zażądali, w ramach tego opiewającego na 200 mln dolarów kontraktu, prawa do regularnego ważenia zawodnika. Szczegółów nie podano, ale podobno wysokość płacy oraz bonusów miała być uzależniona od tego, czy koszykarz spełnia wymagania dotyczące tuszy. Zarówno on, jak i jego agent, nie przyjęli tego dobrze. Postawili ultimatum: brak dodatkowego zapisu albo rozłąka.
Odpowiednia waga albo rozstanie?
Ostatecznie 1 października Jalen Duren i Detroit Pistons podpisali umowę. Kontrakt jest pięcioletni, opiewa na 200 mln dolarów, ale nie ma żadnego zapisu dotyczącego wagi. Klub w tym wypadku ewidentnie przeszacował swoją pozycję negocjacyjną i poszedł na ustępstwa.
Patrząc na zdjęcia Jalena Durena, trudno uwierzyć, by faktycznie miał jakiekolwiek problemy z kilogramami, które trzeba kontrolować. Kluby NBA jednak regularnie analizują kondycję swoich zawodników i równie dobrze mogło chodzić o zbyt dużą masę mięśniową, która utrudniałaby koszykarzowi poruszanie się na boisku. Temat na pewno nie wziął się znikąd.
Też nie jest to temat rzadki. Zwykle po prostu nie jest na tyle głośny. Z naszej perspektywy możemy oceniać zachowanie klubu jako bezczelne, pozbawione zaufania. To jednak w praktyce naturalna część tego biznesu. Nawet w Polsce, na szczeblu młodzieżowym, analizuje się tuszę zawodników i od tego uzależnia ich sportową przyszłość. Autor tego tekstu, podobnie jak jego koledzy, miał metalowymi szczypcami badany poziom tkanki tłuszczowej, by móc grać w Kadrze Mazowsza. Tak się robi. Tylko już nie szczypcami.
Kontrola wagi zawodników w NBA nie jest niczym nowym
W NBA wielu zawodników ma w umowie zapis dotyczący wagi, ale nie jest on podawany do informacji publicznej. Na przestrzeni ostatnich trzech dekad mieliśmy jednak co najmniej dziesięciu zawodników, o których powszechnie wiadomo, że klub regularnie ich ważył. Najbardziej znana kibicom jest sprawa gwiazdora New Orleans Pelicans, Ziona Williamsona.
Zawodnik podpisał w 2022 r. kontrakt na pięć lat, opiewający potencjalnie na 231 mln dolarów. Klub wówczas zarezerwował sobie prawo do regularnego ważenia i ma je do dziś, stosując ciekawy algorytm. Waga koszykarza mierzona w funtach oraz procent tkanki tłuszczowej nie mogą w sumie przekroczyć liczby 295. Gdyby ważył więc 285 funtów (129,7 kg), to jego tkanka tłuszczowa musiałaby wynosić 10 proc.
Przekroczenie limitu wiąże się z obcięciem pensji i brakiem prawa do wypłaty bonusów, chociaż konkrety nie są znane. Zion Williamson od lat zmaga się z kontuzjami i ewidentnie ma problem z utrzymaniem wagi. Kilka tygodni temu zwolnił swojego trenera od przygotowania fizycznego i zatrudnił nowego specjalistę, który ma pomóc mu przemodelować ciało, zyskać większą odporność na urazy i uniknąć nieustannego efektu jo-jo.
Zion Williamson, Glen Davis i Boris Diaw z klauzulami wagowymi
Kto nie kojarzy Williamsona, bo ostatni raz na bieżąco śledził NBA kilkanaście lat temu, ten może kojarzyć Glena Davisa. Zwany „Dużym Dzieckiem”, podpisał w 2009 r. dwuletni kontrakt z Boston Celtics, opiewający na 6 mln dolarów. Klub, zamiast grozić karami, zaproponował mu 500 tys. dolarów bonusu na sezon, jeśli sprosta wybranym oczekiwaniom dotyczącym wagi. Oficjalnie mierzący 205 cm zawodnik ważył 131 kg, ale mówiono, że faktycznie dobijał do 140.
W tamtych czasach na tej samej pozycji w San Antonio Spurs grał Boris Diaw. Francuz po mistrzostwie NBA w 2014 r. podpisał ze swoim klubem czteroletni kontrakt o wartości 32 mln dolarów. W umowie zawarto system bonusów związanych z wagą. Ważono go na starcie sezonu, potem w trakcie przerwy na Mecz Gwiazd i przed playoffami. Za każdym razem, gdy ważył mniej niż 254 funty (115 kg), dostawał kolejno 150, 150 i 200 tys. dolarów. W sumie pół miliona dolarów na sezon za regularne trzymanie wagi.
Kontrowersyjne przypadki z historii NBA
Jeśli NBA najlepiej kojarzysz z czasów Michaela Jordana, to dla ciebie też coś mamy. Stanley Roberts, center Los Angeles Clippers, pojawił się na obozie przygotowawczym do sezonu 1995/1996 z lekką nadwagą. Zarejestrowany był jako zawodnik ważący 130 kg, ale po roku leczenia kontuzji Achillesa i letnich wakacjach ważył już prawie 140 kg.
Tym samym przekroczył klauzulę wagową zawartą w swoim kontrakcie. Niestety nie wiadomo, ile faktycznie wynosił limit. Klub na mocy umowy zawiesił jednak zawodnika i przestał mu płacić pensję, dopóki ten nie stawił się lżejszy i nie wrócił do formy meczowej. Ostatecznie wrócił i średnio notował 7 punktów oraz 3 zbiórki, wchodząc na parkiet z ławki.
Shawn Kemp i Charles Barkley pokazują różne oblicza problemu
Znacznie ważniejszą rolę w swoim zespole miał Shawn Kemp, który po odejściu z Seattle SuperSonics w 1997 r. dołączył do Cleveland Cavaliers. Podpisał z klubem gigantyczny, siedmioletni kontrakt warty 100 mln dolarów, w którym był limit wagowy. Ten wydawał się niepotrzebny w pierwszych dwóch latach obowiązywania umowy, jednak po przerwie od gry w 1999 r., spowodowanej lockoutem, pokazał swoją wartość.
Mierzący 208 cm Kemp stawił się na obóz przedsezonowy, ważąc co najmniej 300 funtów (136 kg), a menadżer Cavaliers mówił nawet o 315 funtach. Kontrakt zobowiązywał go do utrzymania wagi poniżej 275 funtów, więc dostał karę 300 tys. dolarów. Okresowo udawało mu się zbijać wagę, jednak jego problemy zaczęły być coraz bardziej widoczne, bo poza kilogramami łapał też kontuzje. W 2000 r. oddano go do Portland Trail Blazers.
Na koniec musimy wspomnieć o Charlesie Barkleyu. Koszykarz z premedytacją tuczył się przed draftem NBA, by nie trafić do Philadelphii 76ers, którzy mieli prawo pierwszego wyboru. Ostatecznie do zespołu trafił i miał bardzo udaną karierę. Chociaż mistrzostwa NBA nie zdobył, a jego ostatnie lata w lidze były naznaczone kontuzjami i słabszą formą fizyczną, nie ma informacji, by miał konkretne ograniczenie wagowe w którymkolwiek z kontraktów.
Główne wnioski
- Spór między Jalenem Durenem a Detroit Pistons pokazał, jak duże znaczenie w nowoczesnej NBA mają szczegółowe zapisy kontraktowe. Klub był gotów zaoferować środkowemu umowę wartą 200 mln dolarów, ale jednocześnie chciał zagwarantować sobie możliwość regularnej kontroli jego wagi. Duren odebrał to jako brak zaufania, co doprowadziło do napiętych negocjacji i realnej groźby rozstania. Ostatecznie organizacja wycofała się z tego wymogu, uznając najwyraźniej, że utrzymanie zawodnika jest ważniejsze niż dodatkowe zabezpieczenia kontraktowe.
- Kontrola masy ciała zawodników jest od wielu lat stałym elementem funkcjonowania klubów NBA. Choć szczegóły takich zapisów zazwyczaj nie trafiają do opinii publicznej, organizacje regularnie monitorują wagę swoich graczy. Wynika to z przekonania, że odpowiednia masa ciała wpływa nie tylko na wydajność sportową, ale także na ryzyko kontuzji i długość kariery. W wielu przypadkach z wagą powiązane są premie finansowe lub inne elementy wynagrodzenia.
- Historia NBA dostarcza wielu przykładów pokazujących zarówno skuteczność, jak i ograniczenia klauzul wagowych. Zion Williamson, Boris Diaw, Glen Davis czy Shawn Kemp funkcjonowali w różnych realiach i na różnych etapach rozwoju ligi, jednak każdy z tych przypadków potwierdza, że problem utrzymania optymalnej formy fizycznej jest ponadczasowy. Kluby próbują motywować zawodników nagrodami lub karami finansowymi, ale ostateczny efekt zależy przede wszystkim od indywidualnego podejścia koszykarza do treningu, zdrowia i przygotowania fizycznego.






