W Serbii zmieniają się władze, ale polityka wobec Rosji zostaje ta sama. Kraj nie nałoży sankcji na Moskwę

Przedstawiciele Listy Studenckiej, która wygrała wybory parlamentarne w Serbii, mówią wprost: Belgrad nie dołączy do sankcji na Moskwę.

– Szanujemy Rosję, zarówno jako mocarstwo, jak i historycznie ważnego partnera, a w wielu przypadkach nawet protektora. Dlatego w tej kwestii nie będzie żadnych zmian. Oczywiście restrykcje ze strony tak małego kraju jak Serbia wobec Federacji Rosyjskiej niczego by nie zmieniły. Dla samej Rosji nie miałoby to żadnego znaczenia. Dla nas jednak sytuacja wyglądałaby inaczej; byłby to gest negatywny w wymiarze symbolicznym. W związku z tym żadnych zmian nie będzie. Serbia nie jest w stanie wyrządzić Rosji szkód gospodarczych poprzez sankcje – stwierdził wykładowca uniwersytecki Jovo Bakić w rozmowie z telewizją RT Balkan.

Podobne stanowisko zajmowały poprzednie władze

To podobne stanowisko do tego, jakie zajmowały ustępujące władze. Konsekwentnie odmawiały one bowiem dołączenia do europejskich sankcji na Rosję. Opozycyjna lista wyborcza zapewnia też, że „utrzyma tradycyjne partnerstwo z Federacją Rosyjską”.

„Republika Serbii podtrzyma swoje pryncypialne stanowisko, które polega na niewprowadzaniu środków ograniczających wobec Rosji. Jednocześnie będziemy przestrzegać zasad prawa międzynarodowego, uznawać integralność terytorialną wszystkich suwerennych państw, w tym integralność i nienaruszalność terytorium Ukrainy” – można przeczytać w programie partii.

W przedterminowych wyborach w Serbii, zorganizowanych po prawie dwuletnich protestach po katastrofie budowlanej na dworcu w Nowym Sadzie, zwyciężyła Lista Studencka (to studenci bowiem zorganizowali te protesty). Zdobyła 52,71 proc. poparcia wyborców. Zjednoczona Serbia byłego prezydenta Aleksandara Vučicia uzyskała 39,17 proc. głosów. Poza tymi blokami do parlamentu weszły jeszcze tylko partie mniejszości narodowych.