Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Ubezpieczyciele wściekają się na Ominimo. Chcą zainteresować sprawą KNF

Taniej jest tylko w Serbii, Albanii i Macedonii. Mimo to firma Ominimo twierdzi, że część kierowców i tak przepłaca w Polsce za OC. Sprzedaje więc polisy taniej od rywali. Branża przyznaje: Ominimo jedzie po bandzie. Szef PIU Adam Uszpolewicz ostrzega przed konsekwencjami takiej polityki.

Prezes PIU Adam Uszpolewicz (po lewej) twierdzi, że nowy na polskim rynku podmiot nie jest w stanie oferować polis o 30-50 proc. taniej niż działająca tu od lat konkurencja i uzasadniać tego bardziej zaawansowanymi modelami. Luka Bucan z Ominimo przekonuje, że to możliwe. Wyjaśnia, że na niższych cenach skorzystają głównie dobrze kierowcy. Fot. mat. prasowe PIU i Ominimo

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego polski rynek polis OC jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie.
  2. Dlaczego ubezpieczyciele obawiają się konsekwencji działań Ominimo.
  3. W jaki sposób ograniczyć agresywną konkurencję cenową na rynku OC.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Październikowy tekst XYZ o wywodzącym się z Serbii insurtechu Ominimo wywołał duże zamieszanie w branży ubezpieczeniowej. Po raz pierwszy szef polskiego oddziału Luka Bucan otwarcie opowiedział o planach firmy i jej modelu działania. Część branży odczytało to jako przechwalanie się i prowokacyjne podważanie kompetencji zasiedziałych nad Wisłą graczy. Oliwy do ognia dodały obserwowane miesiącami praktyki rynkowe. Ceny OC w Ominimo bywały znacznie niższe niż u konkurencji. To z kolei budzi obawy o stabilność i wypłacalność takiego modelu. Tym bardziej że ceny polis w Polsce już teraz należą do najniższych w Europie.

Głos w tej sprawie postanowił zabrać Adam Uszpolewicz, od maja 2026 r. prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Jako branżowa izba od lat obserwuje trudną kondycję polskiego rynku ubezpieczeń OC posiadaczy pojazdów mechanicznych (OC ppm). Przez ostatnie 15 lat marża zysku w tym segmencie rynku była ujemna i wyniosła -1,9 proc. Problem jest szczególnie widoczny u małych i średnich graczy (poniżej 1 mld zł składki przypisanej brutto rocznie), którzy nie korzystają z efektów skali. Przeciętna marża w ich przypadku wynosi -9,4 proc., a w najgorszych w historii latach 2015-2016 przekraczała -30 proc.

Składki w OC ppm nie nadążają za wzrostem szkód

Nie ma wątpliwości: wysokość składek nie nadąża za wzrostem wypłacanych odszkodowań. Średnia cena polisy OC wynosi 548 zł, a przeciętna szkoda to już 12,21 tys. zł. Jeszcze w 2016 r. wydawało się, że rynek wraca do zdrowych wzrostów. Już od 2020 r. wypłaty znów zaczęły rosnąć dużo szybciej niż składki. Od tamtej pory te pierwsze urosły o 58 proc., drugie o 8,5 proc.

– Wysokość składki od lat nie nadąża za wzrostem kosztów. Gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko inflację raportowaną przez GUS od 2016 r., to średnia składka powinna być dziś na poziomie 719 zł. W praktyce byłaby jeszcze wyższa, bo inflacja szkodowa, napędzana kosztami części zamiennych i kosztem roboczogodziny w warsztatach samochodowych, była w tym czasie wyższa niż wskaźnik raportowany dla całej gospodarki – wyjaśnia Adam Uszpolewicz.

Mówi o tym też Igor Rusinowski, prezes multiagencji Unilink. Wskazuje, że w 2000 r. średnia stawka w OC wynosiła ok. 500 zł, a dziś po 26 latach, jest tylko nieznacznie wyższa. Jego zdaniem spadek częstości szkód komunikacyjnych w tym okresie (liczby szkód na 100 polis) nie pozwolił zrównoważyć efektu skumulowanej inflacji szkodowej. Ta wyniosła w tym czasie ok. 150 proc.

Klienci traktują ubezpieczenia OC jak podatek

Powód tego mechanizmu rynkowego jest prosty. Chodzi o dużą konkurencję, która opiera się na rywalizacji cenowej. Sprzyja temu struktura kanałów dystrybucji nad Wisłą – dominują tu multiagenci i porównywarki cenowe. Skoro zakres ubezpieczeń jest określony regulacyjnie, a polisy są obowiązkowe, klienci porównują ceny.

– W wielu krajach, w których wprowadzono obowiązkowość OC ppm wiele lat temu, ceny i dochodowość spadły w porównaniu do okresu sprzed wprowadzenia obowiązkowości. W Polsce dochodzi ponadto kwestia, że jedynie lekko ponad 25 proc. kierowców decyduje się na zakup dobrowolnego autocasco, więc dla 75 proc. klientów ubezpieczenie komunikacyjne to swojego rodzaju podatek, którego wielkość chce zminimalizować. Stąd nieustanne poszukiwanie najniższej ceny, niezależnie od kanału – dodaje Igor Rusinowski.

Ceny polis OC w euro są wśród najniższych w Europie

Dużo rzadziej klienci kierują się doświadczeniem z danym zakładem czy jakością likwidacji szkód. Tym bardziej że z polisa OC chroni wprawdzie ubezpieczonego, ale to poszkodowany widzi, jak sprawnie dane towarzystwo likwiduje szkodę.

– Konkurencyjność w Polsce jest na poziomie niespotykanym na innych rynkach. Jeśli porównamy cenę nominalną polisy OC, okaże się, że taniej w Europie płacą za nią tylko klienci w Albanii, Serbii i Macedonii Północnej – komentuje Adam Uszpolewicz.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W ten sposób Adam Uszpolewicz bezpośrednio odnosi się do słów Luki Bucana. Na łamach XYZ Bucan mówił, że w Polsce jest wielu kierowców, którzy płacą za wysokie składki w konkurencyjnych towarzystwach. Twierdzi, że Ominimo może zaoferować im jeszcze lepsze ceny.

– Ten tekst wywołał duże poruszenie w branży. Mówimy o graczu, który jedzie po bandzie. Sprzedają OC po 400 zł, a w branży mówi się, że wzięli sobie za cel przejęcie portfela MTU, który stosował niskie ceny – komentuje przedstawiciel jednego z zakładów.

– Stawki OC o kilkadziesiąt procent niższe od konkurencji powinny budzić pytania o trwałość takiego modelu i bezpieczeństwo poszkodowanych. Stawką jest stabilność rynku, zaufanie do ubezpieczeń i skłonność ludzi do ubezpieczania się. Poważne wątpliwości i niepokój budzi sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia – dodaje drugi z menedżerów.

Zdaniem eksperta

Problem dotyczy klientów indywidualnych i biznesowych

Trwała nierentowność ubezpieczeń OC ppm to problem wspólny dla detalistów i flot. Rynek od lat tkwi w głębokiej pułapce cenowej. W detalu ze względu na dużą liczbę ubezpieczycieli i porównywarki cenowe ubezpieczenie jest traktowane jako produkt masowy. Klient kieruje się głównie ceną, co wymusza dumping cenowy. Z kolei w segmencie korporacyjnym zakłady ubezpieczeń świadomie akceptują ujemną rentowność polis flotowych. Traktują je jako „drzwi wejściowe” do pozyskania zyskownych ubezpieczeń majątkowych i OC działalności.

Sytuację pogłębia inflacja szkodowa. Koszty napraw nowocześnie wyposażonych pojazdów spalinowych i elektryków – naszpikowanych zaawansowaną elektroniką i czujnikami – rosną znacznie szybciej niż ogólny wskaźnik inflacji. Rynek nie wyjdzie z tej pułapki bez odważnych decyzji dotyczących składki oraz głębokiego wdrożenia AI i telematyki. Nieunikniona jest zarówno rynkowa korekta stawek, jak i ściślejsze powiązanie ceny ochrony ze stylem jazdy kierowcy oraz prewencją szkodową w firmach.

Młodzi gracze nie znają pełnego obrazu rynku

Szef PIU wskazuje, że polski rynek, mimo niskich cen, pozostaje atrakcyjny dla graczy z zagranicy. Co jakiś czas wchodzą na niego podmioty, które próbują szybko zdobyć udziały rynkowe, oferując najniższą cenę. Była to choćby francuska Proama, duński Gefion czy bułgarski DallBogg. Ich modele nie przetrwały próby czasu. Pierwszy został przejęty przez Generali, drugi zbankrutował, a trzeci ma w Polsce zakaz prowadzenia działalności.

– Nowi gracze, którzy wchodzą na polski rynek, nie mają pełnego obrazu szkodowości portfela. Aby go zbudować, konieczne jest prowadzenie biznesu co najmniej przez kilka lat. Dziś 50 proc. rezerw szkodowych w zakładach przeznaczonych jest na wypłaty rent. Powstają one wskutek poważnych wypadków i mogą być wypłacane przez kilkadziesiąt lat, do końca życia. Tymczasem nowy gracz w pierwszym roku działalności w ogóle nie musi wypłacać takiej renty. Może to zaburzać jego postrzeganie rynku – komentuje menedżer.

Rynek zbyt wyrafinowany, by modele robiły różnicę

Twierdzi, że tej różnicy nie jest w stanie pokryć lepszą selekcją ryzyka, której nie stosowaliby konkurenci. Ominimo chwali się, że ma największy odsetek data scientist na rynku, a jego modele i talenty pozwalają oferować klientom korzystną cenę niż konkurenci.

– Bądźmy szczerzy – polski rynek jest jednym z najbardziej wyrafinowanych w Europie pod tym względem. Trudno wierzyć, że zewnętrzny gracz wejdzie na rynek i zaoferuje stawki o 30-50 proc. niższe tylko dlatego, że – jak deklaruje – ma bardziej zaawansowane modele i nauczy polskich graczy, jak to trzeba robić. Każdy z ubezpieczycieli działających w Polsce ma dynamiczne składki. Zmieniają się codziennie w zależności od różnych zmiennych – mówi Adam Uszpolewicz.

Dodaje, że to właśnie mocna konkurencja cenowa sprawiła, że polscy ubezpieczyciele są przedstawiani w swoich grupach jako wzory do naśladowania pod względem pricingu. Mówił o tym w marcowym wywiadzie dla XYZ Marcin Nedwidek, prezes Uniqi.

Agresywni gracze wymuszają dostosowanie stawek

– Na rynek mają prawo wchodzić różni gracze. Jako branża chcemy mieć jednak pewność, że nikt nie będzie miał „darmowego lunchu”, za który ostatecznie zapłacą pozostałe towarzystwa, tak jak zapłaciły za Gefiona. Część zobowiązań z tytułu szkód spowodowanych przez ubezpieczonych w nim kierowców musiał przejąć system gwarancyjny. Jest on finansowany ze składek pozostałych ubezpieczycieli [chodzi o Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – red.]. Koszty niewypłacalności jednego zakładu poniosła zatem reszta rynku, a pośrednio wszyscy klienci – przyznaje prezes PIU.

Nowi agresywni gracze na rynku powodują, że rynek musi dostosowywać się do jego stawek, co napędza wojnę cenową. Ruch w drugą stronę jest dużo trudniejszy – gracze, którzy jako pierwsi podnoszą ceny, widzą natychmiastowy spadek sprzedaży. Widzieliśmy to np. w drugim kwartale 2026 r., kiedy Warta, która rok wcześniej przegoniła PZU, stając się liderem rynku polis OC, zdecydowała się podnieść ceny polis, więc jej przewaga nad PZU mocno zmalała.

Prezes Warty Jarosław Parkot apelował wtedy na łamach XYZ, że branża powinna podnieść składki co najmniej o 10-15 proc., aby sprostać wyższym wypłatom i nie zanotować rekordowych strat na sprzedaży polis. Sęk w tym, że takie podwyżki przez wszystkich graczy mogłyby być uznane za zmowę cenową. Taki mechanizm byłby zatem trudny do realizacji.

Krytykę Ominimo wzmacnia brak nadzoru KNF

W branży panuje przekonanie, że agresywna walka na rynku OC może skończyć się jedynie na dwa sposoby. Pierwszy to nieuchronność podwyżek cen, drugi to wycofanie się z rynku pod ciężarem odszkodowań, których wysokość nie była adekwatna do cen polis.

W przypadku Ominimo krytykę wzmacnia fakt, że nie mając w Polsce oddziału, firma ta nie znajduje się pod nadzorem KNF. Tymczasem nadzorca od lat dyscyplinuje branżę, by wysokość składek była adekwatna do ponoszonych kosztów. W ostatnich latach kary za uchybienia w tym zakresie otrzymały m.in. Compensa, InterRisk, Agro Ubezpieczenia i TUZ.

Urząd prowadzi obecnie cztery kolejne postępowania dotyczące nałożenia kary pieniężnej w związku ze składką niedopasowaną do ponoszonych kosztów i możliwości wykonania zobowiązań. Dotyczą Link4, PKO TU I TUW „TUW”. Ostatnie to postępowanie w związku ze złożeniem wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy przed podmiot, który został już ukarany.

PIU stara się zainteresować tematem nadzorcę

Ominimo działa jako agent generalny (MGA). Odpowiada za dystrybucję i obsługę produktów, wycenę i ocenę ryzyka ubezpieczeniowego oraz likwidację szkód. Pojemność ubezpieczeniową udostępnia natomiast niemiecki DA Direkt ze szwajcarskiej grupy Zurich. To sprawia, że właśnie niemiecki BaFin jest formalnie nadzorcą biznesu prowadzonego pod marką Ominimo.

– BaFin dba oczywiście o adekwatność składek, ale ich obraz może być zupełnie inny niż nasz. DA Direkt prowadzi biznes na wielu rynkach. Nawet gdyby ponosił w Polsce straty w segmencie OC ppm, to na innych może prowadzić rentowny biznes – komentuje Adam Uszpolewicz.

Jak dodaje prezes izby, PIU spotkała się już z KNF w tej sprawie. Izba zachęca nadzorcę, by ten zwrócił uwagę BaFinu na praktyki w Polsce. Chodzi o to, by cały rynek miał równe szanse w konkurowaniu o klientów, a podmioty nie nadużywały faktu bycia poza lokalnym nadzorem.

UKNF prowadzi monitoring ubezpieczycieli nad Wisłą

Zapytany o to rzecznik prasowy Urzędu KNF Jacek Barszczewski przekazał, że nie jest uprawniony do przekazywania informacji o zewnętrznych zgłoszenia na konkretne podmioty. Dodał jednak, że nadzorca prowadzi monitoring wszystkich podmiotów działających na polskim rynku ubezpieczeń. Dotyczy to też DA Direkt oferującego ubezpieczenia pod marką Ominimo.

– Jednym z podstawowych parametrów poddawanych analizie jest poziom oferowanych składek. Nie jest on analizowany w odosobnieniu od innych danych, np. informacji o strukturze portfela oraz odpowiednich częstotliwości zdarzeń. Sama informacja o wysokości składek, bez dodatkowej wiedzy o wbudowanym poziomie ryzyka, byłaby niemiarodajna. W zakresie nadzoru leży również sposób likwidacji szkód, liczba odmów i skargi klientów. Całościowy obraz sytuacji podmiotu oferującego ubezpieczenia OC ppm budowany jest na podstawie kompleksowych danych o produkcie i jego funkcjonowaniu w praktyce – wyjaśnia w odpowiedzi na nasze pytania.

UKNF na bieżąco prowadzi dialog z zakładami ubezpieczeń działającymi na polskim rynku i podlegającymi pod nadzór krajowy. W związku z tym sytuacja poszczególnych podmiotów oraz ich oddziaływania na rynek jest dobrze mu znana. Dotyczy to także podmiotów działających transgranicznie w Unii Europejskiej. W przypadku tych ostatnich UKNF podejmuje działania we współpracy z właściwymi, macierzystymi organami nadzoru. Dotyczy ona choćby przekazywania informacji oraz wniosków z analiz prowadzonych przez UKNF.

Ograniczenie konkurencji cenowej? Byłoby trudne

Menedżer wierzy, że w kolejnych latach zacznie dochodzić do stopniowych podwyżek. Mają sprawić, że rynek OC znów stanie się trwale rentowny. Na razie wynikom technicznym ubezpieczycieli pomagają dochody z inwestycji, głównie w obligacje skarbowe. W dobie spadających stóp procentowych dochody te mogą się jednak kurczyć.

– Wydaje mi się, że wskutek interwencji KNF zaczniemy obserwować podnoszenie cen. Dla rynku byłoby dużo lepsze, gdyby były to podwyżki regularne związane z inflacją, a nie 50-proc. jak w 2016 r., co spowodowało duże niezadowolenie klientów – wyjaśnia nasz rozmówca.

Zapytany o sposoby ograniczenia konkurencji cenowej w Polsce, tłumaczy, że byłoby to niezwykle trudne. Jego zdaniem jest to strukturalny problem rynku zdominowanego przez kanał multiagencyjny i porównywarek cenowych. Sytuację utrudnia polityka akcjonariuszy towarzystw działających w Polsce. Wielu z nich nadal stawia na zwiększanie udziałów na perspektywicznym rynku, a nie koncentrację na zyskowności portfela.

Jeden z menedżerów anonimowo dodaje, że ważną do odegrania rolę mają też pośrednicy. Jego zdaniem nie mogą „umywać rąk”, tłumacząc, że za produkt odpowiada zakład ubezpieczeń. Sam jest częścią tego rynku i powinien krytycznie oceniać, czyją ofertę sprzedaje. Zwłaszcza gdy za marką stoi nieznany zagraniczny pośrednik, a ryzyko ponosi zagraniczny zakład ubezpieczeń, z którym sprzedający polisę może nie mieć nawet bezpośredniego kontaktu.

„Jedynym antidotum byłaby większa rola nadzoru”

Problem jest stopniowo ograniczany przez rosnącą aktywność KNF w tym zakresie. I to właśnie tutaj upatruje dużych szans na zmianę niekorzystnej sytuacji na polskim rynku. To nie znaczy, że problem nie będzie się powtarzać. Oznacza tyle, że ewentualne wojny cenowe będą trwać krócej i wywoływać mniejsze straty w sektorze.

– Jedynym antidotum w obliczu bardzo silnej konkurencyjności tego rynku po stronie ubezpieczycieli wydaje się być większa rola nadzoru. Jest to też potencjalna inspiracja z innych krajów. Tam nadzór przez szerokie instrumentarium narzędzi, którymi dysponuje (głównie analitycznych), wymusza pewien poziom dochodowości OC ze strony ubezpieczycieli. W Polsce patrząc na zagregowane dane sektora, OC ppm jest dochodowe. Powszechna opinia jest jednak taka, że to efekt zarządzania poziomem rezerw przez towarzystwa – dodaje Igor Rusinowski.

KNF reaguje z opóźnieniem, bo inaczej się nie da

Ostatnie postępowania KNF dotyczą lat 2023-2025. W październiku urząd informował o tym, że objął jego zakresem TUW „TUW”. Czy nadzorca mógłby prowadzić je z mniejszym opóźnieniem? Nie jest to takie łatwe, bo opóźnienie ma swoje powody.

– Po pierwsze w postępowaniu administracyjnym uwzględnia się dane finansowe, które są raportowane do organu nadzoru z kilkumiesięcznym przesunięciem. Po drugie, w przypadku ubezpieczeń OC ppm, ich cechą charakterystyczną jest długi czas rozwoju szkód. Szkody często zgłaszane są z dużym opóźnieniem. W szczególności dotyczy to szkód osobowych, poniesionych na zdrowiu lub życiu osób poszkodowanych – wyjaśnia Jacek Barszczewski.

Dodaje, że aby prawidłowo ocenić nieadekwatność składek, należy zebrać dane z okresu przynajmniej kilkunastu miesięcy po zakończeniu roku, w stosunku do którego UKNF może stwierdzić potencjalne naruszenie przepisów. Przypomina, że sama informacja o stracie finansowej w danym roku nie przeważa o nieadekwatności składek.

– Ujemny wynik finansowy z dużym prawdopodobieństwem może wskazywać na nieadekwatność składek. Jest on jednak często zaburzony zmianami rezerw techniczno-ubezpieczeniowych, które mogą być powiązane z rozwojem szkód z lat wcześniejszych. Dlatego w swoich analizach UKNF musi – poza czasem rozwoju szkód – uwzględnić kwestie zaburzenia wyniku przez zmiany rezerw dla szkód z lat poprzednich – podkreśla rzecznik prasowy KNF.

Co na to Ominimo?

„Nie oferujemy najtańszego ubezpieczenia, ale sprawiedliwą cenę dla każdego indywidualnego kierowcy”

Gdyby nowy producent samochodów zaoferował tańsze pojazdy, ludzie powitaliby to z uznaniem. Dlaczego więc ubezpieczenia miałyby być inne? Jeśli nowy ubezpieczyciel może wykorzystać lepszą technologię, niższe koszty operacyjne i dokładniejszą ocenę ryzyka, aby zaoferować bardziej konkurencyjne ceny określonym klientom, to jest to coś, co należy powitać z zadowoleniem.

Oczywiście ubezpieczenia różnią się pod jednym względem. Towarzystwa muszą być w stanie sprostać swoim zobowiązaniom, w tym roszczeniom, które mogą powstać lub rozwinąć się w przyszłości.

Jednak porównania z Gefionem czy DallBoggiem, są nietrafione. Ominimo działa w Polsce we współpracy z DA Direkt będącą w całości własnością Zurich Insurance Group, z portfelem ubezpieczeń w 100 proc. reasekurowanym przez Zurich Insurance Company i Zurich Insurance Europe.

Sugerowanie, że trudności finansowe niszowych ubezpieczycieli można w jakikolwiek sposób ekstrapolować na 150-letnią globalną grupę ubezpieczeniową o kapitalizacji rynkowej przekraczającej 100 mld dolarów i współczynniku wypłacalności powyżej 250 proc., nie jest poważnym argumentem.

W pełni dostrzegamy też długoterminowy charakter ubezpieczeń OC ppm, w szczególności roszczeń obejmujących poważne uszkodzenia ciała i dożywotnie odszkodowania.

Zarówno Ominimo, jak i Zurich posiadają obszerną wiedzę aktuarialną i w zakresie rezerw. Nasz portfel podlega rygorystycznej kontroli, w tym rezerwom na roszczenia zgłoszone, jak i te, które nie zostały jeszcze zgłoszone. Zrównoważony underwriting (ocena ryzyka) i adekwatne rezerwy stanowią fundament naszego modelu biznesowego.

Sugerowanie, że systematycznie zaniżamy ceny ryzyka tylko dlatego, że nasze składki są dla niektórych klientów niższe niż u dotychczasowych ubezpieczycieli, stanowi błędne zrozumienie naszego modelu biznesowego.

Na podstawie analizy polskiego rynku wierzymy, że tradycyjni ubezpieczyciele często zaniżają ceny dla kierowców o wyższym ryzyku. Jednocześnie zawyżają je dla tych o niższym ryzyku. W efekcie dobrzy kierowcy kończą na subsydiowaniu złych kierowców, co uważamy za fundamentalnie niesprawiedliwe.

Nasze zaawansowane modele oceny ryzyka pozwalają nam zidentyfikować tych klientów o niższym ryzyku i zaoferować im znacznie bardziej konkurencyjne składki. Jednocześnie naliczamy znacznie wyższe ceny kierowcom, których profile ryzyka to uzasadniają. Celem nie jest oferowanie najtańszego ubezpieczenia każdemu, ale zaoferowanie sprawiedliwszej ceny każdemu kierowcy na podstawie ryzyka, które reprezentuje.

Jeśli chodzi o sugestię, że dotychczasowi ubezpieczyciele nie mogą zostać prześcignięci przez nowicjusza w ocenie ryzyka lub efektywności operacyjnej, tradycyjne banki wysuwały kiedyś podobne argumenty na temat Revoluta. Innowacje przekształciły wiele branż. Nie ma powodu, dla którego ubezpieczenia miałyby być wyjątkiem.

Główne wnioski

  1. Polski rynek obowiązkowych ubezpieczeń OC ppm od 15 lat notuje ujemną marżę (-1,9 proc., a u małych graczy -9,4 proc.). Prezes PIU Adam Uszpolewicz wskazuje, że od 2020 r. wypłaty odszkodowań wzrosły o 58 proc., a składki jedynie o 8,5 proc. Średnia szkoda to 12,21 tys. zł przy składce 548 zł. Gdyby uwzględnić zwykłą inflację cena polisy powinna dziś sięgać 719 zł.
  2. Sytuację na rynku zaogniają działania insurtech Ominimo. Podmiot, który ponad rok temu zadebiutował w Polsce, oferuje OC nawet o 30-40 proc. niższe niż konkurencja. Działając jako agent DA Direkt nie podlega przy tym pod nadzór KNF, ale pod niemiecki BaFin. Budzi to sprzeciw branży, która zarzuca nierówną konkurencję i próbuje zainteresować tematem polskiego nadzorcę.
  3. Podczas gdy Jarosław Parkot z Warty apelował o 10-15 proc. podwyżki stawek strasząc miliardowymi stratami, Ominimo twierdzi, że dzięki swoim modelom eliminuje subsydiowanie złych kierowców przez dobrych. Prezes PIU przestrzega, że nowi gracze nad Wisłą nie widzą pełnego obrazu szkodowości, w którym aż 50 proc. rezerw przeznacza się na wieloletnie renty.