Ataki nożowników w szkołach. Jak oswoić lęk i rozmawiać z dziećmi o strachu
– Lęk, który nas wszystkich ogarnął w związku z atakami w szkołach, jest zupełnie naturalny. Bo szkoła, czyli miejsce, które do tej pory kojarzyło się z bezpieczeństwem, nagle staje się potencjalnym zagrożeniem – mówi Ola Potykanowicz, psycholożka i suicydolożka.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Co dzieje się z naszą głową i ciałem, kiedy słyszymy o trudnym, niebezpiecznym zdarzeniu.
- Jak rozmawiać z dziećmi o aktach agresji, np. atakach nożowników.
- Jak dbać o siebie i najmłodszych w dużym kryzysie.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Żyjemy w świecie, który nie daje nam odetchnąć od kilku lat. Coraz częściej daje powody do niepokoju. Najpierw paraliżowała nas pandemia, potem wojna w Ukrainie, następnie przyszły kryzys i inflacja. Teraz ataki nożowników w szkołach. Jak reagować na wydarzenia, które nagle burzą nasze poczucie bezpieczeństwa?
Mózg a nagły stres
Co dzieje się z psychiką, mózgiem i ciałem, kiedy słyszy się o takim zdarzeniu?
– To zupełnie naturalne, że nasze poczucie bezpieczeństwa może legnąć w gruzach, jeśli słyszymy, że miejsce, które do tej pory wszystkim nam kojarzyło się z bezpieczeństwem, nagle staje się potencjalnym zagrożeniem. Nasze dzieci codziennie chodzą do placówek, w których ktoś się nimi opiekuje. Zostawiamy je tam przecież na kilka godzin dziennie. To miejsca, w których są dorośli dbający o dzieci, do których mogą się one zgłosić z problemem. Nagle okazuje się, że to miejsce może zagrażać zdrowiu i życiu. Dlatego lęk, który nas wszystkich ogarnął, jest zupełnie naturalny. System alarmowy w naszym mózgu przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin odbierał mnóstwo sygnałów, że nasze życie jest potencjalnie zagrożone – wyjaśnia Ola Potykanowicz, psycholożka i suicydolożka.
W związku z tym wiele osób było w stanie pobudzenia i niepokoju.
– Być może niektórzy nie mogli pierwszej nocy zasnąć. Być może długo rozmawiali w domu. Towarzyszyło im pobudzenie wegetatywne, czyli przyspieszone tętno, drżenie ciała, może zawroty głowy, ale też mnóstwo myśli na temat tego, co będzie dalej. Głowa, która jest w lęku, traci częściowo zdolność racjonalnego myślenia tu i teraz. Trudno przeprowadzić racjonalną analizę tego, co jest faktem, jakie są zagrożenia i jakie mogą być konsekwencje. Włącza się po prostu centrum alarmowe, które sygnalizuje niebezpieczeństwo i potrzebę ochrony – dodaje Ola Potykanowicz.
Jak zadbać o dzieci
Co zrobić, żeby się ochronić w sytuacji, na którą absolutnie nie mamy wpływu, co dodatkowo potęguje lęk?
– My, dorośli, jesteśmy w lęku i niepokoju, a jednocześnie musimy zaopiekować się naszymi dziećmi, które również bardzo się boją. Dobrze byłoby, gdybyśmy stali się dla nich bezpieczną bazą, regulatorem i kimś, kto pomaga im się uspokoić. Musimy więc najpierw trochę wyregulować własne emocje – podpowiada psycholożka.
I mówi, jak to zrobić.
– Chyba jedyna rada, jaką mam w tym momencie, to rozmowa z dziećmi. Czasami mamy tendencję do umniejszania ich emocji i lęku. Mówimy: „przestań, nic się nie stanie”, „to jakaś nagonka medialna”, „no co ty, nie nakręcajmy się, nie panikujmy”. W ten sposób wysyłamy dziecku sygnał, że choć ono się boi, my między słowami mówimy mu: „Nie czuj tego, co czujesz. To, co czujesz, jest nieadekwatne”. Tymczasem najważniejsze, co powinniśmy zrobić w pierwszym kroku, to uznać i uprawomocnić tę emocję. Powiedzieć: „Tak, to jest bardzo trudna sytuacja. Masz prawo się bać. Ja również się niepokoję” – wylicza specjalistka.
Jak zadbać o siebie
Problem w tym, że dorośli, którzy powinni być wsparciem dla dzieci, sami są dzisiaj zestresowani i strasznie zmęczeni.
– Zmęczeni presją, różnorodnością zadań, które właściwie cały czas się mnożą. Cały czas ktoś jeszcze podsyca tempo i mówi, że musimy robić coś szybciej, bardziej, więcej. A my mamy jeden układ nerwowy, który został zaprojektowany na zupełnie inne czasy. Może to jest właśnie moment, w którym wszyscy powinniśmy powiedzieć „nie”. Postawić jakąś granicę i powiedzieć: „Ja nie chcę tak żyć. Nie chcę żyć tak szybko. Nie chcę być tak zmęczona” – mówi Ola Potykanowicz.
Tylko jak to zrobić?
– Myślę, że musimy zacząć każdego dnia trochę żonglować i przyglądać się naszej rzeczywistości, nadając poszczególnym sprawom priorytety. Czy muszę zrobić tę kolejną rzecz? A może to pół godziny, te czterdzieści minut, które zyskam, jeśli jej nie zrobię, da mi czas na regenerację? Nawet jeśli miałoby to oznaczać położenie się w sypialni i patrzenie w sufit? – retorycznie pyta Ola Potykanowicz.
Życie w polikryzysie
Ekspertka zwraca uwagę, że od lat wszyscy żyjemy w polikryzysie. To sytuacja, w której w tym samym czasie nałożyło się na siebie kilka dużych kryzysów.
– Najpierw była pandemia. To były dwa lata naszego życia. I po tych dwóch latach weszliśmy od razu w wojnę w Ukrainie. Potem nastąpiły kryzys gospodarczy i inflacja. Wielu z nas po prostu nie wie, co ma z tym wszystkim zrobić i jak ma sobie z tym poradzić. Chociaż w pierwszej kolejności często myślimy, że inni sobie radzą, a tylko my nie. I że coś jest z nami nie tak. Chcę wszystkich uspokoić. Wszystko jest z nami ok. Kryzys jest naturalną reakcją organizmu na nienaturalne wydarzenia. Zwłaszcza jeśli żyjemy w świecie, który obfituje w wiele naprawdę bardzo trudnych sytuacji – zapewnia Ola Potykanowicz.
Dodatkowo jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami negatywnymi.
– Lubię pracować z metaforą, że wszystko, co się dzisiaj dzieje na świecie, jest jak gigantyczny sztorm. I ja nie mam wpływu na to, jak silny będzie ten sztorm, ile będzie trwał, czy będzie trochę słabł, a potem znowu się nasilał. Ale mam wpływ na to, jak na tym wzburzonym morzu się poruszam. I mogę płynąć zdezelowaną łódeczką, przez którą przelewa się woda. Ale mogę każdego dnia sumiennie dawać tej łódeczce kolejne wzmocnienia. Czyli nie mam wpływu na świat, ale mam wpływ na to, jak będę na niego reagować i jakie będę miała zasoby, żeby mierzyć się ze sztormem, kiedy nadchodzi – wyjaśnia Ola Potykanowicz.
I podkreśla, że zdrowie psychiczne można wzmacniać każdego dnia.
– Każdego dnia, dokonując mikrowyborów, budujemy nasze zdrowie – podkreśla psycholożka.
Rytuały uspokajają lęk
Zdaniem ekspertki dobrze sobie uświadomić, że dobrze i spokojnie już było.
– I nie chodzi o to, by usiąść i płakać nad tym, jak jest źle, tylko żeby się z tym oswoić. Trzeba zdecydować, jak wzmocnić swoją łódkę, żeby mogła się bezpiecznie przemieszczać. Skoro świat dzisiaj jest szybki, niespokojny i nieprzewidywalny, to może mogę znaleźć każdego dnia przestrzeń na to, żeby zwolnić. Bo jeśli jest bardzo dużo lęku, to naszej głowie wydaje się, że nad niczym nie ma kontroli. A to jeszcze potęguje lęk. Dobrze jest wtedy budować prostą przewidywalność, rytualizować codzienność – podpowiada Ola Potykanowicz.
To może być wspólny obiad z bliskimi czy konkretna godzina wypicia kawy w ulubionym kubku.
– Chodzi o budowanie instrukcji dla swojej głowy, że choć nie mam wpływu na to, co się dzieje na zewnątrz, to mam wpływ na to, jak będzie wyglądał mój następny dzień. Poczucie kontroli uspokaja w tym zwariowanym czasie – zapewnia Ola Potykanowicz.
Jak budować rezyliencję u siebie?
Mówi też o budowaniu odporności psychicznej.
– Słyszałam ostatnio taką definicję rezyliencji: to umiejętność znoszenia dyskomfortu w życiu. To oznacza, że wcale nie musimy eliminować trudności ze swojego życia. Możemy po prostu zaakceptować i znosić dyskomfort. I w ten sposób budować swoją odporność. Pokazywać, że życie bywa fantastyczne i przemiłe, ale jest też trudne, czasem pełne niepokoju i lęku. A my często chcemy szybko eliminować ten lęk, zamiast po prostu go przeżyć. W budowaniu odporności emocjonalnej zachęcam, żeby przede wszystkim uznawać swoje przeżycia. Czyli jeśli teraz jest tak, jak jest, to mogę usiąść i powiedzieć szczerze, że ostatnie dni mnie wykończyły, bo mam w sobie tyle lęku, że boję się wyjść z domu – podpowiada psycholożka.
I już samo powiedzenie tego będzie pomocne.
– Ten lęk być może będzie obecny w naszym życiu non stop. Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i jedzie z nami lęk. Ale to ja prowadzę samochód. Lęk jest pasażerem. Ja mu nie oddaję kierownicy, bo nie wiem, gdzie on by mnie zawiózł. Warto go oswajać i nauczyć się z nim żyć – dodaje Ola Potykanowicz.
Główne wnioski
- Kiedy dzieje się coś nagłego i negatywnego, nasze poczucie bezpieczeństwa może legnąć w gruzach. Tak było w przypadku informacji o ataku nożowników w polskich szkołach. Jeśli słyszymy, że miejsce, które do tej pory wszystkim nam kojarzyło się z bezpieczeństwem, czyli szkoła, nagle staje się miejscem potencjalnego zagrożenia, budzi się lęk.
- Lęk, który nas wszystkich ogarnął, jest zupełnie naturalny. System alarmowy w naszym mózgu przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin odbierał mnóstwo sygnałów, że nasze życie jest potencjalnie zagrożone.
- Dorośli odczuwają lęk, a jednocześnie muszą zaopiekować się dziećmi, które również bardzo się boją. Powinni porozmawiać z dziećmi. Czasami mają tendencję do umniejszania ich emocji i lęku. Tymczasem najważniejsze, co powinni zrobić w pierwszym kroku, to uznać i uprawomocnić emocje dzieci.




