Bądź partnerem, nie nadzorcą. Jak wychowywać dzieci w cyfrowym świecie?
– Wyznaję zasadę „slow tech nad no tech", która ma przygotowywać dziecko do samodzielności cyfrowej. Nie chciałbym, żeby technologia była demonem, ani żeby była pokazywana w życiu dziecka tylko od złej strony. Obecność technologii w życiu dziecka powinna być przemyślana – mówi Bolesław Michalski, ekspert cyberbezpieczeństwa dzieci, założyciel programu OpSec4Kids.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie zagrożenia czyhają na dzieci w świecie pełnym nowych technologii.
- Jak bezpiecznie wprowadzać dzieciaki w ten cyfrowy świat.
- Jak zachować cyfrową higienę na co dzień.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Mamy dużo technologii wokół siebie, która z jednej strony ma nas wspierać, a z drugiej niestety często kradnie naszą uwagę.
Jakość, nie ilość
WHO nie wyznacza, ile dokładnie godzin dziecko po siódmym roku życia powinno spędzać przed ekranem.
– Jeżeli zarówno nasze dzieci, jak i my jesteśmy wyhasani, ruszamy się, mamy kontakt z bliskimi, to wtedy wpuszczanie technologii do tego świata, nawet jeżeli mamy zamiar w pewnym sensie marnować w niej czas, nie jest niczym złym. I nie musi na nas dramatycznie wpływać – mówi Bolesław Michalski, ekspert cyberbezpieczeństwa dzieci, założyciel programu OpSec4Kids.
Powinniśmy jednak – nawet marnując czas – robić to z głową.
– Wartość tego, co dzieje się na ekranie i co konsumujemy za pośrednictwem technologii, często jest ważniejsza niż długość czy okres, w którym to robimy. Liczy się więc nie tylko sama ekspozycja mierzona czasem, ale również jakość tego, co konsumujemy za pomocą technologii – dodaje Bolesław Michalski.
Dorośli powinni mieć świadomość, że dzieci uczą się przez obserwację i przez modelowanie.
– To, co dzieci obserwują u dorosłych, wpływa później na ich zachowania. Jeżeli więc przez część swojego dzieciństwa widzą rodziców zasłoniętych telefonem, to może mieć na nich wpływ. I nie chodzi nawet o to, że rodzice siedzą w telefonie. Czasami chodzi o to, że relacjonują różne życiowe sytuacje – wyjaśnia Bolesław Michalski.
Slow tech zamiast no tech
Sposób, w jaki technologia jest projektowana, jest częścią całego wyzwania.
– Aplikacje są tworzone tak, żeby kraść naszą uwagę. Mają nas wciągać coraz głębiej. Wykorzystują mechanizmy opracowane przez psychologów, które mają sprawić, że będziemy z nich korzystać coraz dłużej. Nie tylko wciągają nas za rękę, ale też sprawiają, że później trudno nam odłożyć telefon i przestać z niego korzystać. Jeżeli dla nas, dorosłych, jest to trudne, jeżeli sami łapiemy się na tym, że mamy problem, żeby odłożyć technologię, to nie należy się dziwić, że dla dzieci jest to po prostu jeszcze trudniejsze – podkreśla Bolesław Michalski.
Jak wobec tego bezpiecznie wprowadzać dzieciaki w ten cyfrowy świat?
– Ja wyznaję zasadę „slow tech nad no tech„. To zasada, która ma przygotowywać dziecko do samodzielności cyfrowej. Nie chciałbym, żeby technologia była demonem, ani żeby była pokazywana w życiu dziecka tylko od złej strony. Obecność technologii w życiu dziecka powinna być przemyślana – zapewnia Bolesław Michalski.
Partner–edukator, a nie nadzorca–regulator
Dla eksperta ideą przewodnią, szczególnie dla rodziców, powinna być zasada: partner–edukator, a nie nadzorca–regulator.
– Jeżeli jesteś partnerem i edukatorem swojego dziecka, to wprowadzasz w jego życie technologię w sposób, który uważasz za właściwy. Jeżeli poświęciłeś czas na zastanowienie się, co tak naprawdę dajesz swojemu dziecku, a także na partnerską rozmowę, to wtedy technologia pojawia się w życiu dziecka w o wiele bardziej przemyślany i bezpieczniejszy sposób – dodaje Bolesław Michalski.
Przygotowanie dziecka do samodzielności cyfrowej na początku może wymagać sporo pracy, ale później może dać rodzicowi większy spokój.
– To wymaga czasu, spokoju, komunikacji i zrozumienia. Czasami wymaga też powstrzymania się od rzeczy, które z naszego punktu widzenia są społecznie naturalne. Weźmy kwestię wręczenia telefonu. Często jest to wydarzenie. Zwłaszcza pierwsza komunia bywa momentem, kiedy dziecko dostaje swój pierwszy telefon. Jeżeli z pojawienia się telefonu w życiu dziecka robimy wielkie wydarzenie i nagrodę, podnosimy jego znaczenie do bardzo wysokiej rangi. A później bardzo trudno jest negocjować z dzieckiem, że to jednak nie jest wyłącznie jego telefon, że nie może robić na nim wszystkiego, co chce i że korzystanie z niego trzeba w jakiś sposób ograniczyć czy zabezpieczyć – mówi Bolesław Michalski.
Mądre towarzyszenie
Jak mądrze towarzyszyć dziecku podczas cyfrowej inicjacji?
– Jeżeli chodzi o pierwszą rzecz, to dobrze jest być szczerym. Dobrze jest rozmawiać z dzieckiem otwarcie i pytać je o elementy jego świata technologicznego, które je otaczają. Czasami można powiedzieć: „Pokażę ci śmieszną rzecz, która mi dzisiaj wyskoczyła, a ty pokaż mi coś, co tobie się pojawiło i co było dla ciebie interesujące”. To też może być dobre rozwiązanie. Warto, tam, gdzie możemy, pozbyć się autorytaryzmu i zamiast tego spokojnie wyjaśniać, rozkładać na części rzeczy, które z jednej strony bywają demonizowane, a z drugiej mogą być czymś, na co po prostu się nie zgodzimy – dodaje Bolesław Michalski.
Ważne jest, żeby budować to na podstawie spokojnej, rzeczowej i pełnej argumentów rozmowy oraz przedstawiać technologię, ale też związane z nią wzorce i zagrożenia, w sposób partnerski.
– Wdrażanie wszystkich zasad dobrze jest robić małymi krokami, na podstawie jakiegoś schematu czy planu. Cierpliwość jest w tym wszystkim niezwykle ważna. Ale nie chciałbym, żeby jakikolwiek rodzic czuł, że to wszystko jest ponad jego możliwości, że jest tak wiele elementów, że w ogóle nie wiadomo, jak się do tego zabrać – wskazuje Bolesław Michalski.
Higiena cyfrowa
Czym jest higiena cyfrowa?
– Higiena cyfrowa to świadome korzystanie z technologii. Wiesz, dlaczego sięgasz po telefon. Potrafisz go odłożyć. To ty zarządzasz sobą w technologii i nie masz problemu z tym, żeby technologia nie zarządzała tobą. Jeżeli łapiesz się na tym, że „pięć minut” trwało dwie i pół godziny i że przez ten czas, zamiast zrobić cokolwiek innego, oglądałeś kolejne rolki i bez końca przewijałeś treści, to znaczy, że ta higiena cyfrowa jest gdzieś zaburzona. Oczywiście, od czasu do czasu to jest w porządku – dodaje Bolesław Michalski.
Główne wnioski
- Wartość tego, co dzieje się na ekranie i co konsumujemy za pośrednictwem technologii, często jest ważniejsza niż długość czy okres, w którym to robimy. Liczy się więc nie tylko sama ekspozycja mierzona czasem, ale również jakość tego, co konsumujemy za pomocą technologii.
- Zasada „slow tech, nie no tech„ ma przygotowywać dziecko do samodzielności cyfrowej. Technologia nie musi być demonem, pokazywanym tylko od złej strony. Obecność technologii w życiu dziecka powinna być przemyślana.
- W inicjacji cyfrowej warto być dla dziecka partnerem i edukatorem, a nie nadzorcą i regulatorem. Wtedy technologia pojawia się w życiu dziecka w o wiele bardziej przemyślany i bezpieczniejszy sposób.



