Łotwa reaguje na incydenty z dronami i dezinformację Rosji
Władze Łotwy i państw bałtyckich odpierają rosyjską dezinformację dotyczącą ataków Ukrainy oraz wzmacniają bezpieczeństwo – zarówno militarne, jak i wyborcze. Decyzje zapadają w kontekście rosnących napięć w regionie i serii incydentów z dronami.
Rosja prowadzi skoordynowaną operację dezinformacyjną wymierzoną w Łotwę, Litwę i Estonię – poinformowało ministerstwo obrony w Tallinie, cytowane przez agencję BNS. Według władz, Moskwa fałszywie twierdzi, że państwa bałtyckie umożliwiają Ukrainie przeprowadzanie ataków na terytorium Rosji.
Resort podkreślił, że Ukraina nie wykorzystuje terytorium krajów bałtyckich do ataków, a rozpowszechniane informacje są niezgodne z prawdą. W komunikacie zaznaczono, że działania Rosji mają odwrócić uwagę od jej własnych problemów militarnych.
Według ministerstwa, poprzez dezinformację Rosja próbuje ukryć fakt, że nie jest w stanie skutecznie bronić się przed ukraińskimi kontratakami, w tym uderzeniami w infrastrukturę na wybrzeżu Morza Bałtyckiego.
Państwa bałtyckie deklarują jednocześnie dalsze wsparcie dla Ukrainy, obejmujące sprzęt wojskowy, pomoc humanitarną i finansową. Podkreślają też prawo Kijowa do obrony przed pełnoskalową inwazją.
W przestrzeni informacyjnej pojawiły się m.in. doniesienia w komunikatorze Telegram, jakoby ukraińskie drony miały przelatywać nad Polską, Litwą, Łotwą i Estonią za zgodą tych państw. Informacje te zostały zdementowane przez władze.
Incydenty z dronami w regionie Bałtyku
W ostatnich dniach doszło do serii incydentów z udziałem bezzałogowców w regionie. W nocy z poniedziałku na wtorek ukraiński dron rozbił się i eksplodował na południu Litwy, w rejonie orańskim przy granicy z Białorusią.
W środę dron nadlatujący od strony Rosji uderzył w komin elektrowni w Auvere w Estonii, a inny obiekt naruszył przestrzeń powietrzną Łotwy i eksplodował.
Incydenty te zbiegły się z ukraińskim atakiem dronowym na rosyjski port w Ust-Łudze w obwodzie leningradzkim. Według służb, część bezzałogowców mogła zboczyć z kursu.
Łotewskie wojsko poinformowało, że dron, który rozbił się w rejonie Krasławia, był elementem ukraińskiego ataku, ale zmienił trajektorię prawdopodobnie wskutek rosyjskich działań walki elektronicznej, w tym zagłuszania GPS.
W reakcji na incydent Łotwa wezwała szefa ambasady Rosji i złożyła oficjalny protest, wskazując, że wojna Rosji przeciw Ukrainie generuje zagrożenia dla całego regionu.
Łotwa wzmacnia obronę powietrzną
Minister obrony Łotwy Andris Spruds zapowiedział konieczność rozbudowy zdolności przechwytywania i neutralizowania dronów. Podkreślił jednak, że pełne zabezpieczenie przestrzeni powietrznej nie jest możliwe.
Jak zaznaczył, kraj buduje „wielowarstwową obronę powietrzną”, określaną jako „mur antydronowy”, choć nie ma możliwości stworzenia fizycznej bariery całkowicie eliminującej zagrożenie.
Spruds zwrócił uwagę, że incydenty z dronami mogą się powtarzać, co jest bezpośrednią konsekwencją wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie.
Już jesienią 2024 r. na terytorium Łotwy spadł rosyjski dron typu Shahed irańskiej konstrukcji, co wywołało krytykę władz za brak reakcji, w tym niewysłanie myśliwców NATO.
Ręczne liczenie głosów w wyborach parlamentarnych
Równolegle Łotwa podejmuje działania na rzecz bezpieczeństwa procesu wyborczego. Sejm w czwartek przyjął poprawki do ordynacji wyborczej, wprowadzające ręczne liczenie głosów w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Za zmianami opowiedziało się 93 posłów w 100-osobowym parlamencie, bez głosów sprzeciwu i wstrzymujących się.
Decyzja jest odpowiedzią na apel prezydenta Edgarsa Rinkeviczsa, który ostrzegł przed ryzykiem związanym z wykorzystaniem technologii cyfrowych w wyborach.
Prezydent wskazał, że systemy informatyczne mogą być zawodne, a w przypadku wyborów powszechnych należy zachować maksymalne bezpieczeństwo.
Impulsem do zmian były także informacje Prokuratury Europejskiej o możliwych nieprawidłowościach przy zamówieniach publicznych na systemy IT, które mogły mieć wpływ na proces wyborczy.
W ubiegłym roku podczas wyborów lokalnych doszło do awarii systemu elektronicznego liczenia głosów, co doprowadziło do dymisji minister ds. cyfryzacji Ingi Berziny.
W związku z tą sprawą wszczęto dochodzenie dotyczące potencjalnego oszustwa na kwotę 1,5 mln euro, co dodatkowo podważyło zaufanie do rozwiązań cyfrowych w procesie wyborczym.
Źródło: PAP