Zmiany w ETS coraz bliżej. Skorzysta na nich przemysł i to już od przyszłego roku
Europarlament przyspieszy prace nad przepisami, które dadzą przemysłowi pulę darmowych uprawnień do emisji CO2. Tryb pilny pozwoli na głosowanie nad zmianami już w październiku, a nowe zasady powinny zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2027 r.

Wtorkowe głosowanie nad przyspieszeniem prac oznacza, że Parlament Europejski pominie wielomiesięczne uzgodnienia projektu. Po głosowaniu w październiku negocjacje z państwami członkowskimi w Radzie UE ruszą jeszcze jesienią.
Państwa członkowskie czekają na te uprawnienia, które trafią do przemysłów energochłonnych, co pozwoli obniżyć koszty działalności. Polska chciała zaś uregulowania zmian w ETS w osobnym rozporządzeniu, które będzie działać z mocą wsteczną.
Europoseł Adam Jarubas, który jest odpowiedzialny za ten projekt, uważa, że do puli 80 mln darmowych pozwoleń o wartości 6 mld euro można dorzucić kolejne. – To jest propozycja rządu francuskiego w sprawie takich wolnych pozwoleń, które do tej pory były niewykorzystane. W sumie jest to ponad 30 mln uprawnień, co dałoby mniej więcej 10 mld euro dodatkowych środków, którymi firmy europejskie byłyby wsparte – podsumował.
Zmiany w rezerwie stabilności rynkowej i w tzw. podatku węglowym
Parlament Europejski zagłosował też za zawieszeniem mechanizmu automatycznego unieważniania uprawnień do emisji CO2 znajdujących się w rezerwie stabilności rynkowej (MSR). Powstała ona, by zapobiegać drastycznym wahaniom cen uprawnień do emisji.
Zmiana ta ma uniemożliwić automatyczne unieważnianie uprawnień po przekroczeniu określonego progu. Ma to zapobiegać szokom cenowym i spekulacjom. Komisja Europejska zaproponowała początkowo próg 400 mln uprawnień. PE chce zaś podnieść go do 650 mln. Ostateczna wartość zostanie ustalona podczas negocjacji z państwami UE.
Europarlament przyjął też zmiany dotyczące tzw. podatku węglowego, czyli mechanizmu CBAM. Jego zadaniem jest wyrównanie kosztów emisji gazów cieplarnianych ponoszonych przez unijne firmy z kosztami emisji związanymi z towarami importowanymi. Ma to ograniczyć przenoszenie produkcji poza Unię Europejską. Wtorkowe zmiany rozszerzą ten mechanizm na gotowe wyroby zawierające stal i aluminium - m.in. druty czy sprzęt AGD.
Czym jest system ETS?
System ETS zakłada regularne zmniejszanie liczby uprawnień, aby skłonić emitentów do ograniczania emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Mechanizm zaprojektowano jednak przy założeniu, że gospodarka UE będzie się dekarbonizować, czyli zmniejszać emisje CO2, w określonym tempie.
Czytaj także: Obecna skala upałów w Europie byłaby praktycznie niemożliwa, gdyby nie zmiany klimatu
Realna transformacja energetyczna i przemysłowa w Unii postępuje wolniej. W efekcie zapotrzebowanie na uprawnienia pozostało wysokie, podczas gdy ich podaż z każdym rokiem się kurczy.
Przy obecnym tempie redukowania liczby pozwoleń o 4,4 proc. rocznie pula nowych uprawnień zostałaby wyczerpana w 2039 r. Rozwiązaniem zaproponowanym w lipcu przez Komisję Europejską jest wyhamowanie tempa ich redukcji.
Zgodnie z jej propozycją w latach 2031–2035 wskaźnik ten miałby wynieść 3,7 proc., a od 2036 r. – 1,7 proc.
KE zaproponowała też m.in., by państwa UE przeznaczały co najmniej 50 proc. przychodów z aukcji ETS na dekarbonizację przemysłu.
Pod ciężarem opłat ugina się m.in. wciąż mocno zależna od paliw kopalnych polska energetyka.
– O ETS będziemy walczyć do samego końca. Nie satysfakcjonują nas żadne kompromisy, które nie będą służyć polskim obywatelom. Oni oczekują, że nie będą ponosili żadnych dodatkowych kosztów z tytułu transformacji. Środki na transformację muszą być więc wygospodarowane w budżecie (unijnym – przyp. red.) – powiedział w piątek polskim dziennikarzom szef polskiej delegacji w EPL Andrzej Halicki.
Źródło: PAP, XYZ.