Premier: wstępne wyniki kontroli NIK potwierdzają nieprawidłowości w szpitalach
Wstępne wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli potwierdzają nieprawidłowości w szpitalach, dotyczące m.in. czasu pracy lekarzy i tzw. kominów płacowych – poinformował premier Donald Tusk. Zapowiedział, że oczekuje rekomendacji od ministra sprawiedliwości i ministra zdrowia.
Przed posiedzeniem rządu premier przywołał dane dotyczące długości dyżurów medyków.
– Są rzeczywiście imponujące – w cudzysłowie – powiedział.
– Mamy na przykład w jednej z wojewódzkich stacji pogotowia 488 godzin pracy w miesiącu. To niemal 17 godzin na dobę, każdego dnia – i to jest opłacane – zaznaczył.
Szef rządu zwrócił się do ministra sprawiedliwości i ministra zdrowia o wspólne przygotowanie rekomendacji – niezależnie od trwającej kontroli NIK. Jak podkreślił, celem jest m.in. wyeliminowanie sytuacji, w których ktoś może korzystać z publicznej ochrony zdrowia poza kolejnością.
Tusk stwierdził też, że w sprawie kontroli i rozliczania czasu pracy w ochronie zdrowia liczy na „bardzo szybkie działania”. Dodał, że choć NFZ odpowiada za finansowanie placówek, konieczne jest skuteczniejsze egzekwowanie przepisów.
– I także zdrowego rozsądku w tych działaniach – podkreślił premier.
Prokuratura: informacja o zwrocie pieniędzy Dawidowi Kacprzykowi oparta na materiale dowodowym
Informacja o zwrocie przez Szpital Południowy pieniędzy Dawidowi Kacprzykowi opiera się na materiale dowodowym z 17 czerwca. Nie można wykluczyć, że później doszło do kolejnych przelewów – poinformował z kolei PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, odnosząc się do wypowiedzi posła PiS, że środki nie zostały zwrócone.
We wtorek posłowie PiS – Mateusz Morawiecki, Anna Kwiecień i Janusz Cieszyński – przeprowadzili kontrolę poselską w Szpitalu Południowym.
W poniedziałek rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej poinformował, że pół miliona złotych, które lekarz Dawid Kacprzyk przelał Szpitalowi Południowemu tytułem wyrównania wynagrodzenia, zostało mu zwrócone.Słowom prok. Skiby zaprzeczył poseł Cieszyński.
„Jak ustaliliśmy z posłanką Anną Kwiecień, Szpital Południowy nie zwrócił pół miliona złotych Dawidowi Kacprzykowi” – napisał we wtorek na portalu X, dodając, że kolejna kontrola odbędzie się w przyszłym tygodniu.
Prok. Skiba wyjaśnił, że w zawiadomieniu z 17 czerwca prezes zarządu Szpitala Południowego poinformował, iż na konto placówki wpłynął przelew od Dawida Kacprzyka w wysokości pół miliona złotych, tytułem wyrównania wynagrodzenia.
– Kwota ta została zwrócona lekarzowi z uwagi na brak podstawy prawnej do jej zaksięgowania. Jednocześnie do Kacprzyka skierowano pismo z prośbą o niezwłoczne przedstawienie wyjaśnień dotyczących podstawy faktycznej i prawnej operacji finansowych – zaznaczył rzecznik prokuratury.
Jako potwierdzenie do zawiadomienia dołączono potwierdzenia przelewów z 15 czerwca – gdy Kacprzyk przekazał pół miliona złotych na konto szpitala – oraz z 16 czerwca, gdy szpital zwrócił mu te środki.
– Nasze stanowisko opiera się na materiale dowodowym, czyli zawiadomieniu z 17 czerwca. Nie mogę wykluczyć, że między 17 a 23 czerwca pojawiły się nowe okoliczności, np. wyjaśniono podstawę prawną tych przelewów. Twierdzenia, że Prokuratura Okręgowa wprowadzała w błąd, są co najmniej manipulujące – powiedział prok. Skiba, sugerując ponowne przeprowadzenie kontroli poselskiej.
W Szpitalu Południowym trwają kontrole prowadzone przez stołeczny ratusz oraz Narodowy Fundusz Zdrowia
Sprawę nieprawidłowości w placówce bada prokuratura. Postępowanie prowadzi również Naczelna Izba Lekarska.
Dawid Kacprzyk w ubiegłym tygodniu zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej oraz z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Zwrócił także szpitalowi część wynagrodzenia – pół miliona złotych, które następnie zostały mu oddane z powodu braku możliwości ich zaksięgowania.
Prezydent Warszawy odwołał zarząd i radę nadzorczą placówki. Nową prezeską została Aneta Gomółka‑Siembora.
Śledztwo w sprawie Szpitala Południowego wszczęto po doniesieniach medialnych, że Dawid Kacprzyk, koordynator SOR w Szpitalu Południowym, a także były radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł.
Jak opisały sprawę media, Kacprzyk miał pracować 11 godzin dziennie, w tym na trwającym 96 godzin bez przerwy dyżurze. Równocześnie w wykazanym czasie pracy zdarzało mu sie m.in. udzielać wywiadu czy uczestniczyć w posiedzeniach rady dzielnicy. Stawki za godzinę miał rynkowe stawki – zauważył szpital.
Czytaj także: Lekarze zarabiają dużo, bo brakuje specjalistów. Oto jaka jest średnia
Pojawiły się również informacje, że na prowadzonym przez Dawida Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
W poniedziałek wszczęto dwa śledztwa: jedno dotyczące podejrzenia oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych, drugie – nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że śledczy sprawdzą, czy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu. Oprócz prokuratury, NFZ i miejskich urzędników, kontrolę w placówce przeprowadzi także Państwowa Inspekcja Pracy.
Czytaj także: Prezydent Warszawy: cały zarząd Szpitala Południowego został odwołany
Źródło: PAP