Spór w Pradze o skład delegacji na szczyt NATO
Prezydent Czech Petr Pavel i premier Andrej Babisz nie osiągnęli porozumienia w sprawie składu delegacji na szczyt NATO w Ankarze.
Spór dotyczy udziału głowy państwa w wydarzeniu oraz podziału kompetencji między prezydentem a rządem.
Podczas piątkowego spotkania w Pradze prezydent Petr Pavel i premier Andrej Babisz nie uzgodnili ostatecznie, kto będzie reprezentował Czechy na szczycie NATO w Ankarze. Rząd odrzuca możliwość udziału prezydenta w oficjalnej delegacji, podczas gdy głowa państwa zapowiada, że „tak lub inaczej” weźmie udział w wydarzeniu.
Czytaj również: Raport kontrowersyjnej firmy analitycznej dołuje kurs Czechoslovak Group
Prezydent Pavel podkreślał, że jego obecność wynika z konstytucyjnej roli reprezentowania państwa na zewnątrz. W jego ocenie mógłby uczestniczyć w nieformalnej kolacji przywódców oraz w debacie o bezpieczeństwie europejskim i globalnym, co – jak zaznaczył – byłoby zgodne z dotychczasową praktyką konstytucyjną.
Zgodnie z założeniami rządu, w oficjalnej delegacji na szczyt mieliby uczestniczyć wyłącznie premier oraz ministrowie spraw zagranicznych i obrony. Jak podkreślił Andrej Babisz, to rząd powinien bronić stanowiska państwa podczas rozmów w NATO i to on ponosi odpowiedzialność za decyzje w sprawie obronności.
Jednym z kluczowych powodów sprzeciwu rządu wobec udziału prezydenta jest jego krytyka budżetu obronnego, który zakłada wydatki na poziomie niecałych 1,8 proc. PKB. Według premiera Babisza obecność prezydenta mogłaby osłabić jednolitość stanowiska rządu podczas negocjacji sojuszniczych.
Po spotkaniu obie strony wymieniły również ostre uwagi dotyczące współpracy. Prezydent skrytykował piętnastominutowe spóźnienie premiera, uznając je za brak szacunku. Babisz odrzucił te zarzuty, podkreślając, że nie jest podwładnym prezydenta i przypominając, że Czechy nie są systemem prezydenckim.
Według czeskich mediów spór może mieć szersze tło polityczne, a nawet dotyczyć celowego zaostrzenia napięć między ośrodkami władzy. Media sugerują, że spóźnienie premiera mogło być reakcją na wcześniejszy publiczny wywiad prezydenta, w którym przedstawił on swoje stanowisko przed rozmową z rządem.
Jeżeli konflikt nie zostanie rozwiązany, możliwe jest skierowanie sprawy do Sądu Konstytucyjnego, który mógłby rozstrzygnąć spór kompetencyjny między prezydentem a rządem. Jak wskazują czeskie media, prezydent Pavel traktuje to rozwiązanie jako ostateczność.
Źródło: PAP