Starmer pod ostrzałem Trumpa. Brytyjski rząd broni decyzji o nieuczestniczeniu w atakach na Iran
Brytyjski rząd tłumaczy, dlaczego nie włączył się do pierwszych ataków USA i Izraela na Iran. Szefowa brytyjskiej dyplomacji podkreśla, że premier Keir Starmer wyciągnął wnioski z doświadczeń wojny w Iraku.
Decyzja Londynu wywołała ostrą reakcję prezydenta USA Donalda Trumpa, który zarzucił brytyjskiemu premierowi brak wsparcia i zasugerował, że relacje między krajami nie są już tak silne jak dawniej.
Londyn: decyzja Starmera wynika z lekcji wojny w Iraku
Szefowa brytyjskiego MSZ Yvette Cooper oświadczyła w niedzielę, że premier Keir Starmer nie zdecydował się na aktywne włączenie Wielkiej Brytanii w operację militarną USA i Izraela przeciwko Iranowi, ponieważ wyciągnął wnioski z błędów popełnionych podczas wojny w Iraku.
Jak podkreśliła w rozmowie ze stacją Sky News, doświadczenia sprzed ponad 20 lat pokazują, jak ważna jest ostrożność przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu militarnym.
Według Cooper brytyjski rząd chce unikać sytuacji, w których działania wojskowe są podejmowane bez jasnego uzasadnienia w interesie narodowym.
Szefowa dyplomacji zaznaczyła, że Wielka Brytania jest gotowa działać militarnie w sytuacjach, gdy chodzi o obronę państw zagrożonych atakami Iranu.
Jednocześnie podkreśliła, że Londyn nie podejmie działań wojskowych, które nie leżą w interesie narodowym kraju.
„Nie będziemy outsourcingować naszej polityki zagranicznej”
Cooper w rozmowie z BBC zaznaczyła, że rolą brytyjskiego premiera jest kierowanie się przede wszystkim interesem Wielkiej Brytanii. Podkreśliła, że to prezydent Stanów Zjednoczonych decyduje o tym, co jest w interesie jego kraju.
Z kolei zadaniem brytyjskiego rządu jest określenie, jakie działania służą interesom Zjednoczonego Królestwa. Ministra zaznaczyła, że nie oznacza to automatycznego popierania decyzji innych państw, nawet jeśli chodzi o bliskich sojuszników.
Jak dodała, Wielka Brytania nie zamierza „outsourcingować swojej polityki zagranicznej” innym krajom.
Trump ostro krytykuje Starmera
Decyzja Londynu spotkała się z ostrą reakcją prezydenta USA Donalda Trumpa, który publicznie skrytykował brytyjskiego premiera.
W serwisie Truth Social Trump napisał, że Wielka Brytania rozważa wysłanie dwóch lotniskowców na Bliski Wschód, ale dodał, że Stany Zjednoczone nie potrzebują już takiego wsparcia.
„Nie potrzebujemy ludzi, którzy dołączają do wojen dopiero wtedy, gdy już je wygraliśmy” – napisał amerykański prezydent.
Trump stwierdził również, że byłoby dobrze, gdyby Wielka Brytania podjęła takie działania dwa tygodnie wcześniej.
Wcześniej powiedział też dziennikarzom, że nie jest zadowolony z początkowej decyzji Londynu o odmowie wykorzystania brytyjskich baz do operacji przeciw Iranowi.
Spór o wykorzystanie brytyjskich baz
Napięcia między Waszyngtonem a Londynem zaczęły się, gdy Wielka Brytania początkowo odmówiła USA zgody na wykorzystanie swoich baz do wspólnych ataków z Izraelem na cele w Iranie.
Później premier Starmer zgodził się na użycie brytyjskich instalacji wojskowych do „konkretnych operacji obronnych”.
Amerykańskie lotnictwo rozpoczęło wtedy korzystanie z brytyjskich baz, w tym RAF Fairford w hrabstwie Gloucestershire oraz bazy Diego Garcia na Oceanie Indyjskim.
Według brytyjskiego rządu decyzja o udzieleniu zgody zapadła po zmianie sytuacji bezpieczeństwa. Starmer stwierdził, że reakcja Iranu stała się „zagrożeniem dla naszych obywateli, interesów i sojuszników”.
Rząd broni swojej strategii wobec konfliktu
Brytyjski premier podkreśla jednak, że Londyn nie zamierza włączać się w szeroką ofensywę militarną na Bliskim Wschodzie. Wcześniej powiedział w parlamencie, że jego obowiązkiem jest ocena, co leży w interesie narodowym Wielkiej Brytanii, nawet jeśli nie zgadza się z tym Waszyngton.
Jednocześnie rząd w Londynie utrzymuje, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi pozostają bardzo bliskie, a oba kraje nadal współpracują w zakresie wywiadu.
Starmer podkreślił, że wymiana informacji wywiadowczych między Londynem i Waszyngtonem odbywa się przez całą dobę. Według niego właśnie taka współpraca jest dowodem na to, że tzw. „specjalne relacje” między Wielką Brytanią a USA nadal funkcjonują.
Lotniskowce i okręty w gotowości
W sobotę brytyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że jeden z dwóch brytyjskich lotniskowców został postawiony w stan podwyższonej gotowości bojowej. Załoga okrętu HMS Prince of Wales, stacjonującego w Portsmouth, otrzymała polecenie przygotowania się do wypłynięcia w ciągu pięciu dni.
Pojawiły się spekulacje, że jednostka może zostać wysłana na Morze Śródziemne, aby chronić brytyjskie interesy w regionie konfliktu.
Drugi brytyjski lotniskowiec, HMS Queen Elizabeth, pozostaje jednak wyłączony z działań na czas nieokreślony.
Londyn zapowiedział także wysłanie niszczyciela HMS Dragon na Morze Śródziemne w celu wzmocnienia ochrony brytyjskiej bazy lotniczej Akrotiri na Cyprze, która była celem ataków dronów.
Źródło: PAP, BBC