W amerykańskim ataku zginęli żołnierze z Kuby i Wenezueli. Potwierdzono co najmniej 58 ofiar, w tym wśród ludności cywilnej
Amerykańska operacja wojskowa w Wenezueli doprowadziła do śmierci 56 żołnierzy – 32 z Kuby i co najmniej 24 z Wenezueli. Władze obu krajów potwierdzają, że podczas akcji zginęły również dwie cywilne kobiety.
Rządy w Hawanie i Caracas podały pierwsze oficjalne bilanse ofiar amerykańskiego ataku, do którego doszło w sobotę. Kuba opublikowała listę 32 zabitych, w tym 21 pracowników ministerstwa spraw wewnętrznych oraz 11 żołnierzy. Wenezuelskie siły zbrojne potwierdziły śmierć 24 wojskowych, zastrzegając, że bilans ten może jeszcze wzrosnąć.
„Zimnokrwiste morderstwo” i porwanie Maduro
Wenezuelski minister obrony Vladimir Padrino przekazał, że podczas próby porwania prezydenta Nicolasa Maduro zginęła znaczna część jego ochrony.
– Maduro został tchórzliwie uprowadzony, a wcześniej z zimną krwią zamordowano dużą część jego zespołu ochroniarzy, żołnierzy i niewinnych obywateli – napisał Padrino w mediach społecznościowych.
Prezydent USA Donald Trump przyznał, że w ataku zginęli kubańscy ochroniarze Maduro, ale nie podał dokładnej liczby ofiar. Zapewnił natomiast, że żaden amerykański żołnierz nie poniósł śmierci.
Bliska współpraca Kuby i Wenezueli
Kuba od lat utrzymuje strategiczne relacje z Wenezuelą, wysyłając tysiące obywateli w zamian za dostawy ropy. Jak podaje „New York Times”, wśród wysyłanych osób są nauczyciele, lekarze, ale także agenci i ochroniarze.
Amerykańska operacja specjalna trwała kilka godzin. Jak poinformował sekretarz obrony Pete Hegseth, uczestniczyło w niej blisko 200 żołnierzy i 150 samolotów. Siły USA zaatakowały kluczowe cele w Caracas – kompleks wojskowy Fuerte Tiuna oraz bazę lotniczą La Carlota.
Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores zostali wywiezieni do Nowego Jorku. W poniedziałek stanęli przed sądem federalnym, gdzie usłyszeli zarzuty m.in. o narkoterroryzm. Nie przyznali się do winy.
Źródło: PAP