Kategorie artykułu: Biznes Sport

Everton na sprzedaż. Klub z Premier League szuka nowego inwestora

Niecałe dwa lata od zakupu klubu amerykańscy właściciele są gotowi przekazać Everton w nowe ręce. Do takiego wniosku doszli po miesiącu poszukiwań mniejszościowego akcjonariusza. Skąd ten nagły zwrot akcji?

Chorągiewka z logiem Evertonu na stadionie Hill Dickinson.
TFG kupiło Everton w grudniu 2024 r. poprzez specjalnie utworzony w tym celu wehikuł inwestycyjny o nazwie Roundhouse Capital. Fot. Gary Oakley - Everton FC/Everton FC via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego The Friedkin Group po krótkim czasie rozważa sprzedaż Evertonu.
  2. Jakie działania nowi właściciele podjęli, aby ustabilizować sytuację finansową klubu.
  3. Czy obecny boom inwestycyjny w Premier League sprzyja sprzedaży klubów piłkarskich.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata angielskiej i amerykańskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.

Z pozoru historia jest bardzo prosta: właściciele Evertonu chcą sprzedać klub.

Pochodząca z USA rodzina Friedkinów, działająca w ramach firmy The Friedkin Group (TFG), ogłosiła gotowość przekazania drużyny nowemu inwestorowi. Amerykanie nie zamierzają się spieszyć i planują podejść do całego procesu z cierpliwością. By mieć pewność, że historyczny klub z Liverpoolu trafi we właściwe ręce. I za odpowiednie pieniądze, naturalnie.

Widzieliśmy wiele takich sytuacji. Ale czy na pewno? Kto obserwuje Everton od strony biznesowej i jednocześnie regularnie czyta XYZ, ten wie, że ta sprawa jest co najmniej wyjątkowa, a na pewno zaskakująca.

Dlaczego właściciele Evertonu nagle rozważają sprzedaż klubu?

Raptem miesiąc temu Friedkinowie wrócili z letnich wakacji z ciekawą nowiną dla niebieskiej części Liverpoolu. Ogłosili, że poszukują mniejszościowego akcjonariusza, który zasili Everton dodatkowym kapitałem i popchnie klub w kierunku dalszego rozwoju. Dziś, po kilku tygodniach przyjmowania ofert, nagle dają nowe ogłoszenie, że rozważają też sprzedaż klubu.

Nie wiadomo, jak przebiegały rozmowy w sprawie pakietu mniejszościowego. Opcje są trzy:

  • Zainteresowanie oraz składane oferty były tak duże, że skłoniły TFG do sprzedaży całego klubu.
  • Oferty były liche, a grupa bez dodatkowego kapitału nie będzie w stanie dalej prowadzić klubu, więc musi go sprzedać.
  • Zmiana zdania nie ma nic wspólnego z ogłoszeniem sprzed miesiąca.

Trzecia opcja wydaje się najbardziej prawdopodobna, zważywszy na sytuację wewnątrz klubu, ostatnie działania TFG i warunki rynkowe w branży sportowej.

Jak The Friedkin Group uporządkowało finanse Evertonu

TFG kupiło Everton w grudniu 2024 r. poprzez specjalnie utworzony w tym celu wehikuł inwestycyjny o nazwie Roundhouse Capital. Tym samym rodzina Friedkinów przejęła 94 proc. udziałów od Farhada Moshiriego. Nareszcie zakończono lata spekulacji wokół przyszłości klubu i obawy o to, w jakim kierunku pod względem finansowym zmierza pod rządami dotychczasowego właściciela.

Amerykanie dokonali refinansowania gigantycznego długu klubu, obniżając jego oprocentowanie, wydłużając okres spłaty i zmieniając wierzycieli z mało wiarygodnych firm na największe banki na Wyspach. Jednocześnie zadbali o sprawne przenosiny Evertonu z jego wieloletniego stadionu Goodison Park na nowy obiekt, czyli Hill Dickinson Stadium. Dokonali też sporych inwestycji w skład, które pozwoliły umocnić się „Niebieskim” w środku tabeli. Ponadto znaleźli dodatkowe finansowanie, bo w Roundhouse Capital, czyli w efekcie w Everton, zainwestował m.in. były koszykarz Jason Kidd.

Pierwsze napięcia między właścicielami a kibicami Evertonu

Kibice Evertonu przez długi czas nie mogli więc narzekać na nowe rządy. Pierwsze napięcia między TFG a wiernymi fanami klubu zaczęły się pojawiać minionego lata, gdy klub więcej zawodników sprzedawał, niż kupował. Zarobił na handlu 25 mln funtów, a mógłby więcej, gdyby nie załamane w ostatniej chwili, w wyniku protestu kibiców, rozmowy z Nottingham Forest w sprawie sprzedaży Harrisona Armstronga za potencjalnie 40 mln funtów. Armstrong to wychowanek Evertonu.

Wydaje się, że zarówno do zgrzytów w relacjach z miłośnikami Evertonu, jak i stosunkowo szybkiej sprzedaży klubu, musiało dojść. TFG nigdy nie traktowało inwestycji w angielski klub jako długoterminowego projektu. Pojawiła się okazja, by przejąć drużynę z problemami za atrakcyjną cenę, to głupi by nie skorzystał. Dla rodziny, w której portfelu była już AS Roma, zarządzanie drugim klubem o podobnych ambicjach od początku wiązało się jednak z dużymi wyrzeczeniami.

Nie można TFG odmówić zaangażowania, bo po uspokojeniu sytuacji finansowej klubu nie tylko zdobyli dodatkowe finansowanie inwestorskie, ale też sami zasilali budżet kwotami, które po zsumowaniu przekraczają już 170 mln funtów. Od początku jednak chodziło o potencjalną lukratywną odsprzedaż i teraz, przy nowym stadionie, stabilnych wynikach sportowych drużyny oraz gigantycznych wycenach w świecie sportu, nastał idealny moment na realizację celu.

Premier League przyciąga inwestorów. Idealny moment na sprzedaż

Moment jest szczególnie perfekcyjny z perspektywy rynkowej. Sąsiedzi Evertonu, klub Liverpool FC, pozyskali właśnie inwestorów mniejszościowych przy wycenie klubu sięgającej kolosalnych 6 mld funtów. Amerykanie kupili Everton za około 400 mln funtów, więc nawet uzyskując jedną trzecią wyceny swoich sąsiadów, mogliby mówić o naprawdę solidnej stopie zwrotu. Dosłownie każdego tygodnia dowiadujemy się o nowej inwestycji w angielskiej piłce. Apetyt inwestorów jest ogromny, a opcji zakupu coraz mniej. Klub z Premier League, w dodatku dostępny w całości, to nie lada kąsek.

TFG też idealnie pasowałoby teraz pozyskać świeży kapitał, bo dalsze plany biznesowe Friedkinowie mają bardzo ambitne. Mówią, że nie spieszą się ze sprzedażą Evertonu, by wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną, co jest zrozumiałe. Są jednak w trakcie rozmów z NHL w sprawie utworzenia nowego klubu w Houston, ich rodzinnym mieście (pisaliśmy o tym tutaj). Koszt takiego przedsięwzięcia to około 3,5 mld dolarów. Sporo, bo w USA jest jeszcze drożej niż w Europie. Generalnie wyceny zaczęły rosnąć do chorych rozmiarów, więc kapitał się przydaje.

Czy boom na inwestycje w piłkę nożną może się skończyć?

Paradoksalnie to może być dla The Friedkin Group problem. Popyt na aktywa w świecie sportowym faktycznie jest kosmiczny, ale wyceny podobnie i nie wiadomo, jak długo taki układ może trwać.

Pojawia się pytanie, jak długo będziemy obserwować dalszy wzrost wycen i ile popyt będzie w stanie wytrzymać. Szczególnie że koszty utrzymania klubu także nigdy nie były wyższe, podobnie jak straty z działalności. Jedyny potencjalny zysk z prowadzenia drużyny piłkarskiej w Anglii to pieniądze z odsprzedaży. A czy ta odsprzedaż za kilka lat nadal będzie tak lukratywna, jak obecnie?

Na szczęście to nie nasz problem. Od tego są jednak banki inwestycyjne, by znaleźć kupca i zaproponować mu cenę oraz warunki, które zadowolą obie strony. Rodzina Friedkinów powierzyła bankowi Moelis & Company zadanie poszukiwania popytu i przeprowadzania negocjacji. Coraz bardziej absurdalne kwoty pojawiające się w transakcjach powodują, że zarówno właściciele klubów nie wiedzą, jak wiele pieniędzy mogą się domagać, jak i kupcy nie mają pojęcia, ile zaoferować.

Lekkiej pikantności całej sprawie dodaje fakt, że Crystal Palace też zaczął rozglądać się za inwestorem. Niedawno część akcji sprzedał Brentford, a Sunderland rozważa poszukiwania akcjonariusza. Duszno robi się w środku tabeli Premier League.

W który klub zainwestowalibyście najchętniej? Ja nie mam pojęcia. Przynajmniej nie posądzicie mnie o stronniczość.

Główne wnioski

  1. The Friedkin Group w krótkim czasie przeprowadziło szeroko zakrojoną restrukturyzację Evertonu, porządkując finanse klubu i pomagając mu wejść na stabilniejszą ścieżkę rozwoju. Właściciele refinansowali zadłużenie, pozyskali dodatkowy kapitał oraz doprowadzili do przeprowadzki na nowy stadion. Dzięki temu Everton stał się znacznie atrakcyjniejszym aktywem niż w momencie przejęcia od Farhada Moshiriego.
  2. Decyzja o rozważeniu sprzedaży klubu nie musi wynikać z problemów finansowych, lecz może być elementem wcześniej założonej strategii inwestycyjnej. Friedkinowie prawdopodobnie nie traktowali Evertonu jako wieloletniego projektu właścicielskiego. Po poprawie sytuacji organizacyjnej i sportowej klub może zostać sprzedany ze znacznym zyskiem, szczególnie w okresie rekordowych wycen aktywów sportowych.
  3. Na rynku piłkarskim utrzymuje się obecnie bardzo wysoki popyt na kluby Premier League, co tworzy sprzyjające warunki dla potencjalnej transakcji. Jednocześnie rosnące koszty funkcjonowania drużyn oraz coraz wyższe wyceny budzą pytania o trwałość obecnego trendu. Sprzedaż Evertonu wpisuje się w szerszy proces poszukiwania inwestorów przez kolejne kluby angielskiej ekstraklasy, co może świadczyć o wyjątkowo gorącym okresie na rynku sportowych przejęć.