MAP jak superzarząd państwowego holdingu. Wojciech Balczun o problemach spółek i roszadach kadrowych (WYWIAD)
– Budujemy taką filozofię myślenia o zarządzaniu ministerstwem, jakbyśmy byli superzarządem wielkiego państwowego holdingu – podkreśla Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych. W rozmowie z XYZ mówi o zmianach w zarządach spółek Skarbu Państwa, kłopotach Poczty Polskiej, PKP Cargo, Grupy Azoty i JSW oraz potencjalnej fuzji PZU i Pekao. Opowiada też o sytuacji Orlenu i przyszłości projektu polskiego auta elektrycznego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego wymiana kadr w zarządach spółek Skarbu Państwa jest tak intensywna.
- Które państwowe spółki wymagają pilnych działań ratunkowych.
- Czy MAP ma plan prywatyzacji spółek.
Grzegorz Nawacki, Barbara Oksińska: Minęło osiem miesięcy od czasu, gdy został pan ministrem aktywów państwowych. Ile razy w tym czasie pomyślał pan: po co mi to było?
Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych: Ani razu. Oczywiście jestem świadomy tego, jak trudna jest to misja, zwłaszcza w obecnych czasach, ale jest to też niesamowicie ciekawa przygoda zawodowa. Mam poczucie, że robię coś dla państwa polskiego i w ten sposób spłacam dług wobec losu za to, że mi całkiem sprzyjał. Może to brzmi trochę patetycznie, ale tak właśnie to widzę.
„Nigdy nie byłem politykiem"
Warto wiedzieć
Doświadczony menedżer
Wojciech Balczun kieruje Ministerstwem Aktywów Państwowych od 24 lipca 2025 r. Od lat specjalizuje się w restrukturyzacji i transformacji przedsiębiorstw. W latach 2008-2013 pełnił funkcję prezesa przewoźnika kolejowego PKP Cargo. Z kolei w latach 2016-2017 stał na czele Kolei Ukraińskich. Tuż przed objęciem funkcji ministra kierował Agencją Rozwoju Przemysłu. Jest absolwentem politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ukończył również studia MBA walidowane przez Rotterdam School of Management Erasmus University.
Wchłonął pana świat polityki?
Nigdy nie byłem zawodowym politykiem i nadal nim nie jestem. Wokół mnie dzieje się oczywiście wielka polityka, ale ja mam swój menedżerski styl działania, co nie wszystkim się podoba. Zawsze sam budowałem swoją pozycję zawodową i staram się po prostu jak najlepiej wykonywać swoją robotę. Na koniec to premier będzie mnie z tego, co robię, rozliczał.
Jak te relacje z premierem się teraz układają?
Premier jest na bieżąco informowany o tym, co się dzieje w Ministerstwie Aktywów Państwowych (MAP), jakie decyzje podejmujemy i w którą stronę zmierzamy. Wydaje się, że ma poczucie, że mamy tutaj dobry zespół. Budujemy taką filozofię myślenia o zarządzaniu tym ministerstwem, jakbyśmy byli superzarządem wielkiego państwowego holdingu. W MAP powstają pomysły dotyczące np. finansowania przemysłu zbrojeniowego czy zwiększenia udziału polskich firm w inwestycjach. Chcemy zmniejszać – o ile jest to możliwe – bezpośrednie wpływy polityki na aktywa państwowe.
Co z konkursem w PZU
Tymczasem trwa wymiana członków zarządów w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Mamy właśnie kuriozalny konkurs na prezesa PZU. Komisja Nadzoru Finansowego dopiero co zatwierdziła kandydaturę Bogdana Benczaka na to stanowisko, a już mamy postępowanie kwalifikacyjne na prezesa i członków zarządu nowej kadencji. Czy ta idea konkursów nadal ma sens?
Chciałbym, żeby przyszedł taki moment, w którym rozpocznie się dyskusja – ale taka w dobrym duchu – o tym, że nie wszystko musi być przedmiotem i paliwem sporu politycznego. W grudniu 2025 r. obecny prezes dostał zgodę KNF, a już mamy kolejny konkurs na to stanowisko. Dyskutowaliśmy o tym i doszliśmy do wniosku, że rezygnacja z konkursu może zostać odebrana jako zarzut, że robimy coś w sposób nietransparentny i niezgodny z zasadami. Nie chcieliśmy stać się elementem jakiejś narracji politycznej, zwłaszcza że jesteśmy „w kampanii przedwyborczej”. Zresztą konkursy są dobrą okazją do weryfikacji sytuacji w poszczególnych spółkach.
Natomiast marzy mi się, żebyśmy mogli szukać na rynku najlepszych menedżerów i zapraszać ich do rozmów. Mamy nawet teraz taką sytuację, że rozmawiamy z osobą z ogromnym międzynarodowym doświadczeniem menedżerskim, która chce wrócić do Polski. Formalnie jednak nie może wziąć udziału w konkursie ze względu na zapisy w umowie z aktualnym pracodawcą. Tu w grę wchodzi wyłączenie rekrutacja, a nie konkurs.
Intensywna wymiana kadr w zarządach spółek
Wyjdzie pan więc z inicjatywą takiej zmiany systemowej?
Polityka stała się bezwzględna, brutalna i to eskaluje coraz bardziej. Nie mówię tylko o Polsce, bo takie zmiany obserwujemy na całym świecie. Dlatego lepszym momentem do takiej dyskusji zawsze jest czas po wyborach parlamentarnych. Jak opadną emocje, będzie można szukać systemowych rozwiązań dla pozyskiwania najlepszych kadr do państwowych spółek. We Francji na przykład jest agencja rządowa, która wykonuje uprawnienia z akcji w stosunku do największych firm m.in. z sektora energetycznego, kolejowego, paliwowego, zbrojeniowego. Jest w stanie zbudować zespół profesjonalistów z najwyższej półki. W Polsce mamy ograniczenia wynikające z siatki płac w administracji publicznej.
Obecnie wymiana kadr w spółkach Skarbu Państwa jest tak intensywna, że trudno mówić tu o ciągłości zarządzania.
Jestem absolutnie za ciągłością władzy, a zmiany, które dokonują się w spółkach, są wyłącznie zmianami merytorycznymi. Uważam, że nie sposób oczekiwać od nowego zarządu, aby pokazał efekty swojej pracy po dwóch miesiącach. Z drugiej strony, jestem zmuszony do tego, żeby reagować wtedy, kiedy widzę, że takich efektów przez dłuższy czas nie ma. Kluczem są kompetencje, ale też dopasowanie ludzi do danego momentu, w którym firma się znajduje. Jedni menedżerowie są znakomici w kierowaniu firmą, gdy jej biznes jest poukładany, inni wolą zajmować się restrukturyzacją spółek. Ja należę do tej drugiej grupy, czyli sprawdzam się w zarządzaniu w czasie kryzysu. Wchodziłem do spółek, którymi nikt nie chciał kierować. Gdy zostałem wybrany na prezesa PKP Cargo w 2008 r., nikt inny nie zgłosił się do konkursu. Firma była wówczas postrzegana jako bankrut. Zostałem tam pięć lat i wyprowadziłem ją na prostą.
Historia zatoczyła koło.
Niestety tak.
Jak tym razem uratować PKP Cargo?
Można, choć sytuacja jest o wiele trudniejsza niż w 2008 r. Ale są pomysły, które można wdrożyć szybko w życie i skorzystać z synergii. Więcej na razie nie powiem.
Spółki państwowe w kryzysie
Widzi pan jeszcze jakieś niedopasowania w zarządach spółek Skarbu Państwa? Gdzie należy spodziewać się zmian?
MAP jako aktywny właściciel cały czas analizuje sytuację w spółkach, jesteśmy w stałym kontakcie z radami nadzorczymi i zarządami firm, a także ze stroną społeczną. Jeśli widzimy, że mija czas, a zarząd nie zrobił kroku naprzód w realizacji swoich planów, to musimy zareagować. Ale generalnie – ocena spółek Skarbu Państwa przez rynek jest pozytywna, co widzimy choćby w notowaniach ich akcji na giełdzie, a także w tym, jak rozwija się koncept local content [krajowy komponent w inwestycjach – red]. W większości przypadków mamy więc powody do zadowolenia, a inwestorzy odzyskali zaufanie do spółek z udziałem Skarbu Państwa. Nie ma już takich sytuacji jak przez osiem lat poprzedniego rządu. W niektórych spółkach rotacja była wówczas tak duża, jakby ludzie przychodzili tylko po to, aby zarobić, wziąć odprawy i odejść, aby dać zarobić kolejnym osobom z partyjnego nadania.
Ale mamy też spółki w głębokim kryzysie. Wspomniane PKP Cargo, Poczta Polska, Grupa Azoty, Jastrzębska Spółka Węglowa… Co poszło nie tak?
Pokutuje myślenie, że taką spółką może zarządzać ktokolwiek i to będzie jakoś działało. W praktyce tak nie jest. Ludzie, którzy przychodzą do spółek, mają nadać ton i kierunek działania firmy. Jeżeli nie mają kompetencji, to po pierwsze niczego nie są w stanie wykreować, a po drugie mogą bardzo często zaszkodzić. W takiej sytuacji spółka zamiast się rozwijać przechodzi w tryb przetrwania. W Grupie Azoty mamy do czynienia z przypadkiem, gdy ktoś na siłę chciał dywersyfikować działalność spółki i rozpoczął budowę fabryki polimerów w Policach. Koszty tej inwestycji wzrosły w międzyczasie do 7,5 mld zł. Azoty, które do tamtego momentu nie miały problemów z płynnością finansową, zostały zadłużone na miliardy złotych i teraz wierzyciele, czyli banki, ustawili się w kolejce po swoje pieniądze. Liczymy jednak na to, że grupa stanie na nogi. Najbliższe dni będą kluczowe z punktu widzenia istotnych decyzji biznesowych dotyczących tej spółki.
Poczta Polska natomiast przez lata była łupem politycznym, gdzie nie podejmowano strategicznych decyzji, wiedząc, co się dzieje na rynku, jak zmienia się trwale jego struktura. W ostatnich dniach rada nadzorcza podjęła decyzję o odwołaniu prezesa, gdyż potrzebna jest inna formuła, żeby realizować program restrukturyzacji Poczty Polskiej, uodpornienia jej i przygotowania do kolejnych wyzwań rynkowych. Wiemy przecież, że tradycyjne usługi pocztowe odchodzą do lamusa i Poczta musi zdefiniować się na nowo.
Miliardy złotych na górnictwo
Grupa Azoty zostanie dokapitalizowana przez państwo. A co z JSW? Czy też może liczyć na zastrzyk gotówki?
Na sytuację JSW nałożyło się kilka problemów. Przez lata nie przeprowadzono restrukturyzacji spółki, natomiast odkładano pieniądze na czas kryzysu do funduszu stabilizacyjnego. Kryzys nadszedł i niestety trwa dłużej, niż przypuszczano. Pieniądze szybko się skończyły, a spółka została bez oszczędności i ze strukturą przynoszącą ogromne koszty. Odkładano nadzwyczajne zyski, ale jednocześnie przymykano oczy na to, co działo się w firmie, i zaciągano kolejne zobowiązania kosztowe, jak np. dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia. Oczekuję teraz od zarządu JSW aktywnych działań związanych z realną restrukturyzacją.
Wszyscy widzimy, jaka jest sytuacja polskiego górnictwa, jaka jest jego efektywność. I chyba wszyscy zgadzamy się z tym, że w takim modelu nigdy nie będzie ono konkurencyjne. Myślenie o tym, że państwo w każdej chwili może dosypać pieniędzy albo zablokować import surowca z zagranicy, niczego nie załatwi. Spółka musi udowodnić, że robi wszystko, żeby poprawiać swoją efektywność, poprawiać rentowność, obniżać koszty, optymalizować procesy.
Kto uratuje JSW
Wcześniej była mowa o pozyskaniu przez JSW 2,9 mld zł finansowania zewnętrznego, np. z Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). To aktualny plan?
ARP zobowiązała się do zakupu od JSW Przedsiębiorstwa Budowy Szybów i Jastrzębskich Zakładów Remontowych za około 1 mld zł. Co do kolejnej kwoty – wciąż pracujemy nad rozwiązaniem. Nie możemy udzielić pożyczki na warunkach rynkowych, bo JSW nie spełnia wymagań. Rozmawiamy na temat systemowego rozwiązania tej sytuacji z ministrem energii oraz ministrem finansów i gospodarki. Na razie nie mogę ujawnić szczegółów, bo sprawa jest wrażliwa, ale jest na to pomysł.
Wsparcia potrzebują też inne śląskie spółki węglowe, w tym Polska Grupa Górnicza. W budżecie państwa na ten rok przewidziano na wsparcie tej branży 5,5 mld zł. Czy to wystarczy, skoro w ubiegłym roku górnictwo potrzebowało niemal 9 mld zł dofinansowania?
Górnictwo węglowe jest objęte pomocą publiczną, ale też trwają tam procesy związane z odchudzaniem spółek. Zostały uruchomione programy dobrowolnych odejść i pracownicy odchodzą na urlopy górnicze albo otrzymują jednorazowe odprawy pieniężne. Na to pieniądze zostały zabezpieczone. Kwestią otwartą pozostaje jeszcze, ile spółki węglowe będą potrzebować dopłat do redukcji wydobycia. Prawie codziennie z ministrem energii oraz ministrem finansów i gospodarki szukamy optymalnych rozwiązań.
Przyszłość PZU i Pekao
Pomysł fuzji PZU i Pekao już ostatecznie upadł?
W tej chwili rozważamy różne scenariusze. Z punktu widzenia MAP najważniejsze jest zabezpieczenie pozycji Skarbu Państwa przy takiej operacji. Mamy scenariusz bazowy, który polega na fuzji PZU i Pekao i on jest cały czas w grze. Wiąże się jednak z koniecznością nowelizacji czterech ustaw, co wymaga podpisu prezydenta. Widzimy natomiast, że weto wobec ustaw rządowych stało się narzędziem politycznym w rękach prezydenta, walki z rządem. To utrudnia albo wręcz uniemożliwia realizację niektórych planów. Musimy to uwzględniać w naszych strategiach. Dlatego zarekomendowaliśmy równoległą analizę alternatywnych rozwiązań.
Jest sens prowadzić ten projekt, angażować siły, skoro można założyć, że prezydent nie podpisze ustaw niezbędnych do fuzji?
PZU i Pekao zapewniają, że dzisiaj nie ponoszą z tego powodu jakiś nadzwyczajnych kosztów, związanych z usługami prawnymi i doradczymi. Celem jest to, żeby stworzyć potężną strukturę finansowo-ubezpieczeniową, ważną w skali nie tylko polskiej, i uwolnić jak najwięcej kapitału. Mając taki plan i taki zasób aktywów w rękach państwa, możemy wytworzyć z tego co najmniej kilka interesujących wariantów.
Poczta Polska ma budować partnerstwa
Odwołany przed kilkoma dniami prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz w rozmowie z XYZ mówił, że przyszedł czas, żeby państwo zainwestowało w tę spółkę. Mówił to w kontekście sfinansowania zakupu od Orlenu kurierskiej spółki Orlen Paczka. Dlaczego Poczta Polska nie dostała na to pieniędzy?
Nie mamy nieograniczonego dostępu do pieniędzy, korzystamy wyłącznie ze środków, które płyną z dywidend spółek do Funduszu Inwestycji Kapitałowych. W dużej części przeznaczone są one na zbrojenia, bo to kluczowa kwestia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Z tego funduszu przekierujemy też pieniądze na podwyższenie kapitału w Grupie Azoty. Natomiast Poczta Polska to odrębny temat, który jest przedmiotem analiz i dyskusji. Uważam, że doszliśmy do momentu, w którym Poczta Polska nie powinna tylko wystawiać państwu rachunku i oczekiwać pieniędzy na realizację swoich planów. Powinna też skutecznie wdrażać działania w zakresie optymalizacji i restrukturyzacji swojej działalności.
Wiem, że zarządzanie tak dużą i wiekową strukturą to ogromne wyzwanie menedżerskie, ale jest tam przestrzeń do działania. Poczta może współpracować z Orlen Paczką, a także z innymi firmami kurierskimi. Są duże możliwości komercyjnej współpracy w tym projekcie i to jest w rękach Poczty, a nie w rękach państwa.
„Nie prowadzimy polityki nacisków na Orlen”
Orlen z kolei wyszedł naprzeciw oczekiwaniom rządu i w czasie kryzysu paliwowego wywołanego wojną na Bliskim Wschodzie zmniejszył marże na stacjach niemal do zera i wprowadził weekendowe promocje na paliwa. To efekt nacisków rządu?
Zacznijmy od tego, że po fuzji Orlenu z Lotosem istotnie zmienił się układ sił na polskim rynku paliw. Udział Orlenu spadł w rynku, urośli w siłę konkurencyjni hurtownicy. Dziś polskie spółki nie mogą już korzystać w pełni z zasobów Rafinerii Gdańskiej. W wyniku fuzji kluczowym akcjonariuszem rafinerii jest dziś Saudi Aramco, który może sprzedać produkty, komu chce. Niezależnie od tego, jak były prezes Orlenu Daniel Obajtek będzie chciał zaczarować rzeczywistość wpisami na platformie X, to w praktyce cały pakiet decyzji, podjętych za jego prezesury, wpłynął negatywnie na sytuację spółki i krajowego rynku paliw. A my musimy te problemy teraz rozwiązywać. Nie prowadzimy polityki nacisków na Orlen, spółka nie może przecież działać na swoją szkodę. Natomiast realizuje szereg działań, aby ustabilizować sytuację na rynku i robi to w interesie swoim i swoich klientów.
To nie to samo
Jak za czasów prezesa Daniela Obajtka Orlen obniżał ceny paliw, to było larum, że to działanie polityczne. A teraz już tak nie jest?
Nie jest to działanie jak za czasów prezesa Obajtka, kiedy w roku wyborczym ceny na stacjach były tak niskie, że przyjeżdżali do nas kierowcy z zagranicy i na zachodzie kraju praktycznie wyssało paliwo ze stacji benzynowych. Mieliśmy masowe awarie dystrybutorów, a w praktyce po prostu zabrakło paliwa. To było realizowanie celów politycznych. Część biznesu spółka oddała konkurencji, co ma swoje implikacje. Przykładem jest baza paliw w Dębogórzu, jedna z najlepszych i największych baz paliw, która nie jest dziś tak dostępna jak wcześniej. W aktualnej sytuacji mogłaby nam pomóc zwiększyć zdecydowanie rezerwy paliw.
Niedostępna dla Orlenu, ale korzystają z niej prywatne firmy. Baza w Dębogórzu działa, jest rozbudowywana i wciąż stanowi ważny element bezpieczeństwa dostaw paliw.
Oczywiście nie jestem wrogiem wolnego rynku. Zawsze uważałem, że konkurencja jest najzdrowszą i najlepszą formą działania rynku, bo zmusza firmy do wysiłku. Bycie monopolistą z kolei rozleniwia, a czasami wręcz deprawuje. Natomiast tutaj mówimy o rezerwach strategicznych państwa. Korzystanie z tych rezerw przez Orlen jest elementem budowania bezpieczeństwa paliwowego. Prywatne firmy zawsze będą kierować się własnym interesem. A Orlen poza tym, że dba o własne interesy, to też bierze pod uwagę interesy państwa. W bardzo rozchwianej geopolitycznie sytuacji, trudnej do przewidzenia przyszłości, w dobie ekstremalnie trudnych i zaskakujących decyzji podejmowanych przez uczestników rynku na całym świecie – w takich właśnie momentach wkracza państwo i powinno mieć możliwość skorzystania ze wszystkich zasobów, które mogą stabilizować system.
Interwencja na rynku paliw
Państwo właśnie wkroczyło na rynek paliw, wprowadzając pakiet działań w celu obniżenia cen na stacjach. W tym pakiecie znalazła się obniżka VAT i akcyzy, wprowadzenie maksymalnych stawek na stacjach, a także nałożenie na koncerny naftowe podatku od nadmiarowych zysków. Ile spółek dotknie ten ekstra podatek i o jakich prognozowanych kwotach tu mówimy?
Po pierwsze decyzja rządu o obniżeniu stawek podatku VAT i akcyzy to efekt troski o obywateli, wsparcie przedsiębiorców i całej polskiej gospodarki. Decyzję podjęliśmy po wnikliwej analizie: odpowiedzialnie, z rozwagą, analizując jej potencjalny wpływ na gospodarkę. Ta decyzja opłaci się nie tylko polskim obywatelom, ale całej gospodarce.
Obniżka podatków zmniejszy oczywiście wpływy budżetowe, ale nie przychody spółek. Natomiast maksymalna wysokość marży ma chronić konsumentów przed nieuzasadnionym podnoszeniem cen – ten proceder miał miejsce, gdy rząd PiS obniżył podatki, budżet stracił, a konsumenci nie zauważyli istotnych zmian cen. Jeżeli chodzi o podatek od nadmiarowych zysków to w tej chwili mogę tylko powiedzieć, że chcemy, aby objął on wszelkie spółki, które mogą zyskać na obecnym kryzysie.
Małe reaktory jądrowe
Jak pan ocenia decyzję Orlenu o kontynuowaniu współpracy z Synthos Green Energy w sprawie rozwoju małych reaktorów jądrowych? To też projekt rozpoczęty za prezesury Daniela Obajtka.
W projektach energetycznych tej skali kluczowe jest podejście merytoryczne, a nie to, kto je inicjował. Małe reaktory jądrowe to technologia, którą analizuje dziś wiele państw i firm energetycznych. Dlatego naturalne jest, że Orlen kontynuuje prace koncepcyjne i analityczne. Naszym zadaniem jako właściciela jest dopilnowanie, aby każda decyzja była poprzedzona rzetelną oceną ryzyka, kosztów i realnych możliwości wdrożenia. Współpraca z Synthos Green Energy jest jednym z obiecujących wariantów. Projekty jądrowe wymagają wieloletniej perspektywy i stabilnych analiz, a nie gwałtownych zwrotów. Dlatego będziemy je oceniać na podstawie faktów i interesu państwa, a nie historii personalnej.
Czy doczekamy się polskiego auta elektrycznego?
Państwo chciało wybudować polski samochód elektryczny. Minęło 10 lat i jedyne co mamy, to wycięty las i puste pole pod budowę fabryki w Jaworznie. Czy jest sens w ogóle kontynuować ten projekt?
To projekt, który od początku został skonstruowany na potrzeby polityczne, daleko odstające od pragmatyki i praktyki biznesowej. Jeśli zdamy sobie sprawę, jak duże nakłady finansowe ponoszą koncerny motoryzacyjne na uruchomienie produkcji aut, to widzimy, że polski pomysł od początku nie był realny i nie mógł skończyć się wybudowaniem własnego samochodu. Przyjdzie moment, w którym ujawnimy wszystkie detale tego projektu, m.in. jak dużo pieniędzy wydano na doradców.
Od początku spółka ElectroMobility Poland nastawiona była tylko na jeden scenariusz. W praktyce nie polegał on na budowie polskiego samochodu, ale miał na celu otwarcie licencjonowanej montowni samochodu zagranicznego. Coraz więcej ekspertów zdaje sobie z tego sprawę. Obecnie sytuacja jest taka, że mamy zabezpieczoną pożyczkę z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) w wysokości 4,5 mld zł i szukamy takich rozwiązań, aby realizacja tego projektu miała sens z punktu widzenia polskiej gospodarki.
Kilka opcji dla Jaworzna
Ale jak weźmiecie pożyczkę z KPO, to musicie przecież wiedzieć na co dokładnie ją przeznaczycie. Co to będzie – fabryka samochodów, części samochodowych, montownia aut?
Otrzymujemy obecnie zapytania od potencjalnych zagranicznych partnerów dotyczące zbudowania hubu elektromobilności. Skupienie w jednym miejscu np. produkcji baterii, rozwiązań związanych z centrami danych itp. Szukamy najlepszego rozwiązania. Jesteśmy zdeterminowani, żeby ten projekt w Jaworznie powstał, choć być może w nieco skorygowanej wersji. Ale oczywiście idealnym zwieńczeniem tych wielu lat pracy byłaby budowa fabryki samochodów, nawet jeżeli będzie ona bardziej licencjonowaną montownią.
Czyli najpierw wskazuje pan, że pomysł budowy fabryki aut był nierealny, a teraz jednak rozważana jest ta koncepcja, tylko nie z Chińczykami, ale np. z Koreańczykami?
Stąpamy twardo po ziemi. Negocjacje trwają, a spółka rozmawia z różnymi potencjalnymi partnerami. Niektóre zagraniczne firmy przychodzą do nas także z propozycją atrakcyjnego finansowania inwestycji. Mamy do wyboru kilka różnych opcji.
Spółki z giełdowym potencjałem
Chciałby pan sprywatyzować jakąś spółkę?
Na pewno nie możemy mówić o sprzedaży żadnej dużej spółki Skarbu Państwa. Są w większości notowane na giełdzie, ale państwo zachowuje w nich kontrolę. Mamy natomiast w zasobie Agencji Rozwoju Przemysłu pakiet spółek, które są małe, z reguły z historycznymi obciążeniami i kłopotami. I są tam takie aktywa, które mogą podlegać procesowi dezinwestycji. Uważam, że ARP ma dużo większe możliwości przeprowadzenia takich procesów w sposób rynkowy i optymalny z punktu widzenia interesów Skarbu Państwa.
Jeśli zaś chodzi o działania MAP to, zamiast o prywatyzacji wolę mówić o upublicznieniu niektórych spółek przez giełdę. Widzę dziś kilka takich spółek z giełdowym potencjałem. Muszą być one jednak do tego dobrze przygotowane, a interesy Skarbu Państwa zabezpieczone. Chciałbym, aby podczas mojej kadencji doszło do takiego giełdowego debiutu.
Główne wnioski
- Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zapewnia, że zbudował w resorcie dobry, merytoryczny zespół. – Budujemy taką filozofię myślenia o zarządzaniu tym ministerstwem, jakbyśmy byli superzarządem wielkiego państwowego holdingu – podkreśla szef MAP. Przekonuje, że na wymianę prezesów państwowych spółek decyduje się wtedy, gdy przez dłuższy czas nie widzi pozytywnych efektów ich pracy. Chciałby najlepszych menedżerów szukać na rynku, a niekoniecznie wybierać ich w drodze konkursów. Dyskusja o ewentualnej likwidacji konkursów spada jednak na dalszy plan. – Lepszym momentem do takiej dyskusji zawsze jest czas po wyborach parlamentarnych. Jak opadną emocje, będzie można szukać systemowych rozwiązań dla pozyskiwania najlepszych kadr do państwowych spółek – tłumaczy Wojciech Balczun.
- Państwo dokapitalizuje pogrążoną w kłopotach Grupę Azoty. Szef MAP liczy na to, że nawozowa spółka stanie na nogi. Zapowiada, że w najbliższych dniach zapadną istotne decyzje biznesowe dotyczące tej spółki. MAP szuka też sposobu na dalsze wsparcie finansowe Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Na razie nie ujawnia szczegółów. – Myślenie o tym, że państwo w każdej chwili może dosypać pieniędzy albo zablokować import surowca z zagranicy, niczego nie załatwi. JSW musi udowodnić, że robi wszystko, żeby poprawiać swoją efektywność, poprawiać rentowność, obniżać koszty, optymalizować procesy – podkreśla Wojciech Balczun. MAP ma już natomiast pomysł na uratowanie PKP Cargo i Poczty Polskiej. Ta druga spółka ma tworzyć partnerstwa z firmami kurierskimi.
- Szef MAP zapewnia, że pomysł fuzji PZU i Pekao jest nadal na stole. Trwają jednak analizy alternatywnych wariantów dla tych spółek. Minister przekonuje też, że ostatnie decyzje Orlenu dotyczące m.in. obniżki marż na stacjach paliw nie były efektem odgórnych nacisków. Paliwowa spółka może zostać objęta podatkiem od nadmiarowych zysków, nad którym pracuje obecnie rząd. Wciąż natomiast nie wiadomo, jaki będzie los projektu polskiego auta elektrycznego. W grę wchodzi m.in. budowa zakładu produkującego baterie samochodowe. – Szukamy najlepszego rozwiązania. Jesteśmy zdeterminowani, żeby ten projekt w Jaworznie powstał, choć być może w nieco skorygowanej wersji – podkreśla Wojciech Balczun.