Kategoria artykułu: Biznes

„Naciągany kompromis”? Reforma PIP w rękach prezydenta. W tle 11 mld zł

Na biurko prezydenta Karola Nawrockiego trafił projekt, który w złagodzonej wersji wywołał mniejszy sprzeciw ze strony pracodawców, ale nie podoba się związkowcom. Ci ostatni uważają, że zliberalizowane prawo w porównaniu z pierwotną wersją projektu nie chroni skutecznie praw pracownika. Tymczasem czas na realizację kamieni milowych ucieka, czekamy na decyzję prezydenta.

Karol Nawrocki
Decyzja prezydenta w sprawie reformy PIP ma także wymiar finansowy. Poza ochroną praw pracowniczych chodzi także o pieniądze w ramach KPO. Fot. PAP/EPA/Toms Kalnins

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie będą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy w myśl najnowszej wersji reformy, która trafiła na biurko prezydenta.
  2. W jaki sposób nowe prawo będzie chroniło pracowników? Jakie możliwości po wydaniu decyzji przez PIP będzie miał pracodawca.
  3. Jakie są kontrowersje i obawy związane z nowelizacją PIP w opinii związków zawodowych i pracodawców.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) czeka na podpis prezydenta. Reforma przeszła rewolucję. PIP w świetle pierwotnego projektu miała decydować o stosunku pracy na zgoła innych zasadach. Miała wydawać decyzje administracyjne z rygorem natychmiastowej wykonalności. Te – wedle pierwszych zapisów – miały nawet działać „wstecz”. Pracodawca w tym scenariuszu mógł się jednak odwoływać, ale nadal do Głównego Inspektora Pracy. Jak obecnie wygląda ustawa po tak licznych poprawkach? Nasi rozmówcy mówią raczej o „naciąganym kompromisie”.

„Złoty środek”, czy szkodliwe prawo?

Chaos legislacyjny i próba forsowania reformy pod presją czasu sprawiła, że związkowcy i przedsiębiorcy przez chwilę „mówili jednym głosem”, choć z zupełnie innych pobudek. Pracodawcy wskazują, że ustawa o PIP nadal godzić może w swobodę kształtowania umów i prowadzenia działalności gospodarczej, gdyż PIP nadal będzie miał w ręku narzędzie w postaci decyzji administracyjnej. Związkowcy z kolei zaznaczają, że złagodzenie ustawy w praktyce pozwoli pracodawcom wybronić przed sądem z niemal każdej decyzji.

– W praktyce prac Rady Dialogu Społecznego rzadko zdarza się sytuacja, w której organizacje pracodawców i związki zawodowe prezentują zbieżne stanowisko. Proponowane zmiany w ustawie o PIP okazały się jednak na tyle kontrowersyjne, że sprzeciwiają się im również reprezentanci pracowników. To rozwiązania po prostu złe i szkodliwe. Zgadzają się co do tego wszystkie organizacje pracodawców zasiadające w Radzie oraz dwie z trzech organizacji związkowych. Podobnie jak nasza organizacja stoją one na stanowisku, że niedopuszczalne jest władcze kształtowanie stosunku pracy – mówi Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP.

Jedynym wspólnym mianownikiem stron podczas prac nad ustawą był chwilowy sprzeciw jednej i drugiej strony. Wyjaśniamy, co dokładnie stało się kością niezgody i jak zmieniła się omawiana ustawa.

„O wszystkim i tak zdecydują sądy”

Najnowsza wersja ustawy nadal utrzymuje w mocy zasadę, że w rękach PIP jest uprawnienie do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej. Zmieni się jednak sposób odwołania od tej decyzji przez firmy, a także czas jej wykonalności. W świetle nowego prawa, od kontroli PIP droga do faktycznego przekształcenia tzw. śmieciówki w etat nie będzie krótka. Co istotne, samą decyzję PIP mają poprzedzić polecenia usunięcia naruszeń wydane przez ten organ.

Ustawa może de facto przyczynić się do „uśmieciowienia” warunków pracy. Pracodawca w myśl nowego prawa może pogorszyć warunki pracy tak, by były zgodne z decyzją PIP.

Paradoksem tej ustawy jest to, że jeżeli inspektor pracy powie, iż realna praca spełnia warunki etatu, to pracodawca ma dwie możliwości. Może podpisać z pracownikiem umowę o pracę przy dotychczasowych warunkach lub zmienić warunki pracy tak, by odpowiadały one umowie zlecenie. A więc ustawa może de facto przyczynić się do „uśmieciowienia” warunków pracy. Pracodawca w myśl nowego prawa może pogorszyć warunki pracy tak, by były zgodne z decyzją PIP. Mam jednak nadzieję, że takie postępowanie będzie marginalne – wyjaśnia Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.

Pracodawca będzie mógł odwołać się od decyzji PIP do sądu pracy w ciągu 30 dni. Wydłuży się więc droga od kontroli do wykonalności decyzji PIP. Co do zasady decyzja będzie wykonalna dopiero po upływie terminu do wniesienia odwołania albo po prawomocnym orzeczeniu sądu.

Odwołanie w sądach nie takie szybkie?

Ustawa wprowadza także szybszą ścieżkę rozpatrzenia odwołania od decyzji przez sąd w ciągu 30 dni.

Sądy w Polsce, w szczególności sądy pracy, działają bardzo wolno. Sprawy się wydłużają, na wyrok czeka się nawet kilka lat. Sceptycznie zatem podchodzę do deklaracji, że sądy będą rozstrzygać kwestie kwalifikacji umów. To te same sądy, które już teraz mają tysiące spraw dotyczących zwolnień, terminowości wynagrodzeń czy dyskryminacji. Skąd sądy mają mieć na to czas? Pod tym względem to życzeniowa ustawa – ocenia Piotr Szumlewicz.

Mirosław Białobrzewski, prezes Golden Serwis wyjaśnia jednak, że możliwość wniesienia odwołań do sądów to efekt wsłuchania się w głos przedsiębiorców.

Firmy nie zostaną „na lodzie” i zachowają prawo do obrony swoich modeli biznesowych w sądzie.

Zaktualizowany projekt reformy PIP to długo wyczekiwany oddech ulgi dla biznesu. Wiele wskazuje na to, że rząd wsłuchał się w obawy przedsiębiorców. Zamiast zapowiadanej wcześniej „broni atomowej” w postaci natychmiastowej zmiany formy zatrudnienia, otrzymujemy mechanizm, który równoważy ochronę pracowników z prawem firm do sprawiedliwego procesu. Wycofano się z najbardziej kontrowersyjnego pomysłu, w którym decyzja inspektora działała natychmiastowo. Po wydaniu decyzji, a wcześniej polecenia przez PIP, pracodawca ma prawo wniesienia odwołania. Do momentu wyroku sądu decyzja o przekształceniu umowy jest wstrzymana. Co ważne, w trakcie trwania sporu sądowego, zleceniobiorca zyskuje ochronę przed zwolnieniem charakterystyczną dla kodeksu pracy. Firmy nie zostaną „na lodzie” i zachowają prawo do obrony swoich modeli biznesowych w sądzie – wyjaśnia przedsiębiorca.

Prawodawcy: co, jeśli obydwie strony chcą kontraktu zamiast etatu?

Przedstawiciele świata biznesu zrzeszeni w organizacjach tj. Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), czy Business Centre Club (BCC) mieli zastrzeżenia dotyczące natury omawianej reformy. W każdej kolejnej wersji projektu stałym elementem było nowe narzędzie PIP w postaci decyzji administracyjnej. Choć ta ostatecznie będzie mogła być podważona w sądach, to przedsiębiorcy nadal uważają, że „przeniesienie na poziom decyzji administracyjnej kwestii związanych z kształtowaniem treści umowy o pracę to kluczowe zastrzeżenie”.

Mowa tu bowiem o swobodzie kształtowania umów. Niejednokrotnie np. w przypadku kontraktów B2B, taka forma umowy między stronami jest pokłosiem porozumienia. Taki układ, biorący pod uwagę składki i podatki, może opłacić się jednej i drugiej stronie. W poprzednich stanowiskach pracodawcy często zwracali uwagę, że PIP nie będzie brała pod uwagę woli stron. Najnowsza wersja projektu – przynajmniej w teorii – rozwiązuje ten problem.

Zarówno pracownik, jak i pracodawca (czyli np. zleceniobiorca i zleceniodawca), będą mogli zająć stanowisko przed wydaniem przez PIP polecenia reklasyfikacji umowy lub zmiany warunków świadczenia pracy. Inspektorzy będą musieli uwzględnić te stanowiska, o ile te nie stoją w sprzeczności z prawem. Co więcej, okres na dobrowolne dostosowanie stosunków prawnych do przepisów wydłużono z sześciu do 12 miesięcy.

Należy jednak wziąć pod uwagę, że są osoby, które świadomie i z własnej woli współpracują w ramach umów zleceń lub B2B, bo tego chcą. Taki jest ich wybór, bowiem luźniejsza forma współpracy ma dla nich znaczenie lub chcą dorobić czy też z jakichś przyczyn utrzymywać kilka źródeł dochodów. W przypadku ewentualnych kontroli inspektorzy powinni brać pod uwagę wolę stron relacji zatrudnienia czy współpracy. W imię zrozumienia tego, na co się wspólnie umówili i dlaczego – komentuje Anna Wiluś-Antoniuk, radczyni prawna, dyrektor działu prawnego LeasingTeam Group.

Związkowcy: pracownik nadal nie wie, na czym stoi

Umożliwienie pracodawcy dostosowania warunków zatrudnienia do umowy cywilnoprawnej w alternatywie do zamienienia „śmieciówki” na etat spotkało się z krytyką związkowców. Piotr Szumlewicz nie ukrywa, że w takim scenariuszy ochrona pracownika stoi pod znakiem zapytania.

– Boję się, że nieźle brzmiące zapisy przełożą się na rozczarowującą praktykę. Pierwotny projekt dawał PIP realne możliwości działania. Wówczas, jeśli pracownik zapytałby mnie jako związkowca, co się zmieni, mógłbym w prosty sposób odpowiedzieć. Powiedziałbym, że PIP będzie mogła zmienić umowę cywilnoprawną w umowę o pracę. Powiedziałbym, że będziesz miał prawo do urlopu, chorobowego i wszystkich innych uprawnień pracowniczych wynikających z etatu. Jeśli dziś pracownik zapyta, „co będę miał z nowej ustawy”, to wówczas odpowiedź brzmi: „jeśli dobrze pójdzie, to możesz coś zyskać, ale raczej nic się nie zmieni”. Nie można być pewnym ani odszkodowania, ani zmiany umowy śmieciowej na etat – wyjaśnia nasz rozmówca.

Jak dodaje związkowiec, pracodawcy w takim scenariuszu mogą „grać na czas”, by decyzja PIP nie uprawomocniła się zbyt szybko.

– Ta ustawa jest już tak rozmydlona, że firmy mające dobrych prawników, będą miały wygraną w kieszeni – podsumowuje Piotr Szumlewicz.

Pracodawcy: walczmy z patologiami, a nie wszystkimi „śmieciówkami”

Anna Wiluś-Antoniuk dodaje, że PIP powinna skupić się na walce z tzw. śmieciówkami, których zawarcie było wynikiem pewnego rodzaju przymusu.

– To nie może być „uszczęśliwianie na siłę”. Jeśli obie strony chcą współpracować na bazie zlecenia czy B2B, teza o naruszeniu prawa jako takiego czy praw jednej ze stron nie broni się automatycznie. Dlatego działania PIP będą wymagały rozsądku i otwartości na to, czego potrzebuje rynek i jego uczestnicy – podsumowuje ekspertka.

Przedsiębiorcy są przekonani, że liberalizacja reformy nie oznacza braku ryzyka po stronie biznesu. PIP w myśl nowelizacji ma ściśle współpracować ze skarbówką i Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Dzięki temu skuteczniej wytypuje podmioty do kontroli umów.

Algorytmy z łatwością wychwycą anomalie – np. sytuacje, gdzie w jednej firmie masowo znikają etaty na rzecz umów cywilnoprawnych z minimalnymi stawkami. Wyższe kary grzywny mają tu pełnić realną funkcję odstraszającą. Dla firm nadchodzące miesiące to czas na audyt.

– Dla firm oznacza to koniec kontroli na chybił-trafił. Inspektor zlecający kontrolę zdalną będzie już wiedział, kogo szuka. Algorytmy z łatwością wychwycą anomalie – np. sytuacje, gdzie w jednej firmie masowo znikają etaty na rzecz umów cywilnoprawnych z minimalnymi stawkami. Wyższe kary grzywny mają tu pełnić realną funkcję odstraszającą. Dla firm nadchodzące miesiące to czas na audyt – dodaje Mirosław Białobrzewski.

Wszystko w rękach prezydenta

Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podczas konferencji prasowej mówiła, że poza kwestiami pracowniczymi „niezrealizowanie tej ustawy może grozić Polsce utratą około 11 mld zł”. Mowa o pieniądzach w ramach Krajowego Planu Odbudowy.

– To jest decyzja prezydenta, ale jest to także odpowiedzialność prezydenta. To prezydent Karol Nawrocki swoją decyzją będzie brał odpowiedzialność za to, czy zwiększy się bezpieczeństwo polskiego pracownika w Polsce, czy nie. Czy wzmocniona zostanie ta ważna, ponadstuletnia instytucja, jaką jest Państwowa Inspekcja Pracy, czy nie. Czy pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy trafią w terminie do Polski, czy nie – wymieniła Dziemianowicz-Bąk.

Zdaniem Piotra Szumlewicza decyzja prezydenta stoi pod znakiem zapytania.

Tę ustawę prezydent powinien podpisać, bo mimo wszystko pozwoli ona na nieco większą ochronę praw pracowniczych niż dotychczas.

– Poziom polaryzacji politycznej jest tak wysoki, że można oczekiwać każdej decyzji. Perspektywa ochrony praw pracownika i kar ze strony Komisji Europejskiej może zejść na drugi plan. W grę wchodzą tak przyziemne przyczyny jak złośliwość. I taka złośliwość może Polskę dużo kosztować. A tę ustawę prezydent powinien podpisać. Mimo wszystko pozwoli ona na nieco większą ochronę praw pracowniczych niż dotychczas – podsumowuje związkowiec.

Warto wiedzieć

Walka z czasem. W grze 11 mld zł z unijnej kasy

Zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy wpisuje się w tzw. kamienie milowe (A71G i A72G), od których realizacji uzależniona jest wypłata pieniędzy w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Mowa o ponad 11 mld zł, których wypłata zależna jest od tego, czy rząd zdąży wdrożyć przepisy do 30 czerwca br.

XYZ

Główne wnioski

  1. Nowelizacja ustawy w złagodzonej formie nadal pozwoli PIP wydawać decyzje administracyjne w sprawie przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Jednocześnie zapewni pracodawcom m.in. możliwość odwołania do sądu w ciągu 30 dni oraz wydłużony czas na dobrowolne dostosowanie stosunków pracy do przepisów. Reforma stara się wyważyć interesy stron, ale pozostawia sporo niepewności co do faktycznej ochrony praw pracowniczych. Zdaniem związkowców to pracodawcy mogą sporo „ugrać” przed sądami.
  2. Choć nowelizacja formalnie wprowadza nowe uprawnienia PIP i możliwość szybszego przekształcenia umów, jej faktyczny wpływ w dużym stopniu zależy od pracy sądów oraz od współpracy stron. Istotnym elementem nowelizacji jest deklaracja uwzględniania w toku kontroli woli stron. Często okazuje się bowiem, że np. kontrakty B2B są pokłosiem porozumienia pracownika i firmy, dla której ten świadczy usługi.
  3. Decyzja prezydenta w sprawie reformy PIP ma także wymiar finansowy. Poza ochroną praw pracowniczych chodzi także o pieniądze w ramach KPO. W puli jest 11 mld zł, a czasu na wdrożenie tzw. kamieni milowych coraz mniej. Polska ma czas do końca czerwca na wdrożenie omawianych przepisów.