Cel inflacyjny w Polsce zdał test czasu. Mimo epizodu wysokiej inflacji
Cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc., z możliwymi odchyleniami o 1 pkt. proc. w każdą stronę. Pasmo celu inflacyjnego to zatem od 1,5 do 3,5 proc. Taki cel został wprowadzony w 2004 r.
W latach 2004-2025 średnia roczna stopa inflacji w Polsce wyniosła 3,4 proc., a zatem znalazła się w celu. Tempo wzrostu cen było co prawda blisko jego górnej granicy, a nie blisko wartości środkowej. Jednak wciąż jest to wartość dopuszczalna w ramach celu.
Co warte podkreślenia, w tym okresie mieliśmy do czynienia z trzyletnim epizodem wysokiej inflacji. W 2021 r. stopa inflacji wyniosła 5,1 proc., w 2022 r. aż 14,2 proc., a w 2023 r. to było 11,5 proc. Mimo to średnia wciąż pozostaje w celu. Częściowo to zasługa okresu lat 2013–2018, kiedy wzrost cen przez 5 lat pozostawał bardzo niski. Średnia wynosiła zaledwie 0,6 proc. Przez dwa lata wręcz mieliśmy do czynienia z deflacją – średnie ceny w gospodarce spadały.
Mediana stopy inflacji w Polsce od 2004 r. była nieco niższa niż średnia, wyniosła 3 proc. Jest to wartość, która dzieli ten zbiór na połowę – w ciągu 22 lat inflacja przez 11 lat była niższa i 11 lat wyższa. Niższa mediana od średniej wynika głównie ze wspomnianego okresu bardzo wysokiej inflacji.
Ktoś mógłby powiedzieć: może i średnia inflacja jest w celu, a w ciągu ostatnich 22 lat tylko osiem razy roczna stopa inflacji była pomiędzy 1,5 a 3,5 proc. A zatem nawet nie przez połowę tego czasu. W dziewięciu latach inflacja była powyżej górnej granicy, a w pięciu latach poniżej. Czy to zatem faktycznie taki sukces polityki pieniężnej? Tak, bo cel jest wyznaczony „w średnim terminie”. A w praktyce najważniejsze jest, żeby zakotwiczał oczekiwania inflacyjne i aby inflacja w długim terminie nie wymykała się spod kontroli.
Polska na tle innych gospodarek
W okresie 2004–2025 Polska była w gronie dużych gospodarek regionu z umiarkowanie niską inflacją. Średni roczny wzrost cen w Czechach i na Słowacji był tylko o 0,1 pkt. proc. niższy niż w Polsce. Z kolei znacznie wyższą inflację miały Węgry (4,8 proc.) i Rumunia (5,4 proc.). Podobnie jak w przypadku Polski, mediana w tych gospodarkach również była wyższa niż średnia. Niższą inflacją cechowały się natomiast gospodarki rozwinięte.
Na inflację warto jednak patrzeć też przez pryzmat wzrostu gospodarczego.W gospodarce widoczna jest bowiem dodatnia zależność pomiędzy wzrostem a inflacją. Upraszczając, można powiedzieć, że wzrost gospodarczy to rosnący popyt, a to przekłada się na szybszy wzrost cen.
Pod względem wzrostu Polska była liderem wśród analizowanych państw. Średnia roczna stopa wzrostu PKB wyniosła aż 3,8 proc. i była widocznie wyższa niż w Czechach i Słowacji, a więc gospodarkach o zbliżonej inflacji. W tym kontekście wynik inflacyjny Polski można uznać za sukces.
Cel działa
Z tych danych można wyciągnąć przynajmniej dwa ważne wnioski.
- Polityka pieniężna oparta na strategii bezpośredniego celu inflacyjnego w Polsce dobrze sobie radzi w długoterminowym stabilizowaniu inflacji. Oczywiście, to nie znaczy, że była prowadzona idealnie. Z perspektywy czasu da się doszukać w niej pewnych błędów, opóźnień, itd. Ale to nie zmienia faktu, że była efektywna.
- W długim terminie na pewno nie przeszkadza wzrostowi gospodarczemu (a można nawet argumentować, że pomaga), co widać po porównaniach z innymi gospodarkami regionu.
Co dalej? Długoterminowo presja inflacyjna w polskiej gospodarce powinna spadać. Wynika to z czynników strukturalnych. Wraz z doganianiem poziomu dochodu najbardziej rozwiniętych gospodarek, stopa wzrostu będzie spadać. W tę samą stronę będzie oddziaływać też starzenie się społeczeństwa.
Ryzykiem w kontekście inflacji może być natomiast coraz bardziej niestabilne otoczenie zewnętrzne. Tylko w ciągu ostatnich sześciu lat nastąpiły trzy potężne szoki – pandemia, wojna w Ukrainie i obecnie na Bliskim Wschodzie. Niestety, trzeba się spodziewać, że takie wydarzenia z dużym wpływem na ceny w gospodarce będą się powtarzać.