Wojna na Bliskim Wschodzie podbija obawy przed inflacją. Czy to może wpłynąć na zmiany cen?
Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa już od trzech tygodni. Od tej pory ceny surowców energetycznych skokowo wzrosły. W przypadku ropy naftowej to wzrost o ok. 40 proc., a w przypadku gazu ok. 50 proc. Rosną także ceny towarów pochodnych, m.in. nawozów.
Taki wzrost cen automatycznie może rodzić obawy o wyższą inflację w całej gospodarce. To zjawisko potwierdzają wyniki najnowszego badania koniunktury konsumenckiej przeprowadzanego przez GUS. W odpowiedzi na pytanie o to, jakich zmian cen konsumenckich w ciągu kolejnych 12 miesięcy spodziewają się ankietowani, odsetek odpowiedzi, że nastąpi szybszy wzrost, wyniósł 18 proc. Jeszcze przed miesiącem to było zaledwie 6 proc. To wysoki odsetek na tle ostatnich lat. Podobne wartości były odnotowane na początku pandemii w 2020 r. oraz po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 r.
Czy można te wyniki traktować jako przybliżenie tego, co będzie działo się z inflację? Nie do końca. Na wykresie powyżej pokazałem, jak one wyglądały (przesunięte względem o 6 miesięcy do przodu) na tle inflacji. Generalnie w okresie szoku inflacyjnego lat 2022-2023 były zbieżne z późniejszym wzrostem inflacji, ale wcześniej w 2019 r., czy na początku pandemii – już nie.
Wyższe oczekiwania inflacyjne wśród konsumentów mają jednak wpływ na kształtowanie się cen. Po pierwsze, zwiększają zrozumienie dla podwyżek cen. Po drugie, skłaniają do zgłaszania wyższych żądań płacowych. Wreszcie po trzecie, część firm może skłonić do prewencyjnego podnoszenia cen. Dokładna skala tych zjawisk zależy oczywiście od bardzo wielu innych czynników, podobnie jak ostateczny wpływ na wzrost cen w całej gospodarce. Na razie nawet w złych scenariuszach, inflacja wydaje się być pod kontrolą, ale gdyby oczekiwania inflacyjne wzrosły, to presja inflacyjna też będzie trochę wyższa.