Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

Twórcy Sympatii oddali kontrolę w Fitatu. Grupa znanych inwestorów rozkręci żywieniową aplikację w Europie Zachodniej

Założyciele technologicznej spółki od kalkulatora kalorii powierzyli rozwinięcie jej międzynarodowo doświadczonym inwestorom. W kilkudziesięciomilionowej transakcji większościowy pakiet przejęli m.in. Maciej Zientara, Wojciech Duda oraz André Gerstner. Dobrze wyszedł na tym fundusz SpeedUP oraz… Ewa Chodakowska. Na czele Fitatu stanął szef e-commerce Wakacje.pl z WP Holdingu.

Wojciech Wrzaskała, współzałożyciel Fitatu, oraz Jakub Biczkowski, prezes Fitatu
Wojciech Wrzaskała po latach kierowania Fitatu oddał ster. Przejął go Jakub Biczkowski, który dołączył do spółki wraz z grupą inwestorów. Planuje rozwinąć ją międzynarodowo. Fot. materiały prasowe/Fitatu

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jaką transformację przeszło Fitatu i jakie ma dalsze plany.
  2. Dlaczego, za ile i z jakimi nadziejami przejęła firmę grupa inwestorów.
  3. Jak udaną inwestycją Fitatu jest dla funduszu SpeedUp i do jakiego rodzaju transakcji chce zachęcić rynek.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Nie tylko sportowcy i chorzy muszą trzymać się diety. Zrzucenie nadmiarowych kilogramów wymaga świadomego podejścia do tego, co i ile się je. Zdrowotny boom i potrzeba narzędzi ułatwiających kontrolę żywienia w długim terminie napędziły popyt m.in. na kalkulatory kalorii.

Szczególnie zyskała na tym najpopularniejsza w Polsce tego rodzaju aplikacja: Fitatu. Jej użytkownicy zredukowali ponad 3,2 mln kg w 2025 r., a w pierwszym tygodniu stycznia tego roku wpisali prawie 15 mln posiłków.

Firmę stworzyli Wojciech Wrzaskała i Dominik Golenia, którzy w 2003 r. sprzedali Onetowi serwis randkowy Sympatia.pl. Teraz oddali kontrolę nad kolejnym biznesem.

W transakcji wartej ponad 30 mln zł (uwzględniając odkupienie części udziałów i dokapitalizowanie) 53 proc. udziałów w Fitatu kupiła grupa 20 inwestorów – w większości związanych z sektorem technologii. Wśród nich są Maciej Zientara i Wojciech Duda inwestujący w ramach Supernova Group, Sławomir Nitek (były dyrektor generalny Action Polska), przedsiębiorca André Gerstner oraz Ideo Software. Inwestorem został również Jakub Biczkowski, który został prezesem Fitatu.

– Fitatu osiągnęło moment, w którym naturalnym krokiem jest zmiana warty. To nie odejście od dotychczasowej wizji, ale jej rozwinięcie na znacznie większą skalę – komentuje Wojciech Wrzaskała, współzałożyciel i dotychczasowy prezes Fitatu.

Od planów żywieniowych do kalkulatora kalorii

Jedynym do tej pory inwestorem spółki, nadal zaangażowanym, był fundusz venture capital (VC) zarządzany przez SpeedUp Group. Postawił na nią w 2016 r. prawie 4 mln zł w zamian za ok. 18 proc. udziałów (co oznaczało wycenę rzędu 20 mln zł). Fitatu dopiero powstawało na bazie wcześniejszego biznesu dietetycznego jego twórców (Vitalia).

– Naszym wspólnym celem było przejście na aplikację mobilną z rozwiązania skrojonego pod przeglądarkę oraz wyjście za granicę. I to się udało. W Polsce Fitatu stało się wręcz synonimem kalkulatora kalorii [przeliczanie kaloryczności i zawartości makroskładników poszczególnych dań, a nawet składników – red.] – mówi Bartłomiej Gola, założyciel SpeedUp Group i partner w funduszu S20.

Przyznaje, że choć obyło się bez wielkiego pivotu (zmiany kierunku rozwoju, charakterystycznej dla startupu), to ścieżka nie była gładka. Trudno było pozyskiwać klientów na płatne plany żywieniowe w aplikacji mimo dużych wydatków marketingowych.

– Dostrzegaliśmy megatrend związany z potrzebą dbania o zdrowie, ale nie umieliśmy dobrze wpisać się w oczekiwania konsumentów. Dlatego w 2019 r. spółka się cofnęła i zaczęliśmy od prostego kalkulatora kalorii, w zasadzie bezpłatnego. Dzięki niemu nabraliśmy rozpędu i z czasem rozszerzaliśmy ofertę, w tym płatną – wspomina Bartłomiej Gola.

Sprzedali Sympatię, oddali kontrolę w Fitatu

Inwestor podkreśla, że Fitatu było w stanie zebrać w kolejnych latach znacznie większe finansowanie. Nie zrobiło tego przede wszystkim z dwóch powodów.

– Po pierwsze, biznes był rentowny, więc finansował rozwój samodzielnie. Po drugie, założyciele mający do niedawna 72 proc. udziałów nie byli gotowi do oddania kontroli. Jednak po kilkunastu latach rozwoju tego biznesu – i stworzeniu drugiego po Sympatii kluczowego produktu konsumenckiego w swojej kategorii – postanowili częściowo spieniężyć sukces i zdywersyfikować ryzyko. Poza tym zgodnie uznaliśmy, że w celu wejścia na kolejny poziom rozwoju i utrzymania przez najbliższe lata wzrostu rzędu 40 proc. rocznie, Fitatu potrzebuje już innego rodzaju kompetencji – wyjaśnia Bartłomiej Gola.

W 2023 r. spółka miała 26,2 mln zł przychodów oraz ok. 3 mln zł zysku (operacyjnego i netto). Rok później zysk spadł do ok. 2,4 mln zł (poziomu zbliżonego do 2022 r.), ale sprzedaż wzrosła do 29 mln zł.

Te wyniki obejmują jednak dietetyczną część biznesu (Vitalia), sprzedaną w połowie 2025 r. Sam produkt Fitatu zwiększył w ubiegłym roku przychody o 45 proc. do ok. 20 mln zł, a zysk EBITDA o 130 proc.

Chodakowska i Kavoukis wyszli, fundusz SpeedUp zostaje, wchodzą nowi

Formę obecnej transakcji Bartłomiej Gola uzasadnia tym, że firma nie była jeszcze gotowa na branżowego inwestora. Możliwa do uzyskania wycena nie odpowiadałaby rzeczywistej wartości.

– Dlatego zebraliśmy grupę inwestorów gotowych zapewnić wsparcie w różnych obszarach co najmniej przez dwa, trzy lata. Do tego czasu chcielibyśmy kilkakrotnie zwiększyć skalę działalności spółki. Powinna być już wówczas wystarczająco atrakcyjna dla dużego inwestora finansowego lub branżowego. Niemniej nie zamierzamy sprzedawać jej za wszelką cenę – mówi partner w funduszu S20.

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, którzy wcześniej przejęli Vitalię, sprzedali teraz udziały w Fitatu – otrzymali je w ramach współpracy w obszarze diet. Założyciele zachowali ok. 26 proc. i pozostają zaangażowani w roli doradców. Natomiast grupa inwestorów, w tym S20, przejęli 53-procentowy pakiet przez spółkę celową FIT SPV. Pozostałe udziały należą wciąż do funduszu SpeedUp Innovation.

Rzadki typ transakcji w Polsce

SpeedUp zrealizował w latach 2010-2024 ponad 140 inwestycji o łącznej wartości ok. 150 mln zł. Fitatu uznaje za jedną z lepszych.

– Same wpływy z dywidendy zapewniły nam już zwrot istotnej części zaangażowanego kapitału. Wierzymy jednak, że prawdziwy sukces finansowy zapewni nam dopiero sprzedaż udziałów w kolejnych latach, dlatego pozostaliśmy udziałowcem – mówi Bartłomiej Gola.

Przyznaje, że taka transakcja, do jakiej doszło właśnie w Fitatu, jest w polskich realiach nadal bardzo nietypowa. To wysłanie rynkowi sygnału, że może ich być więcej.

– Mamy w Polsce już naprawdę sporo startupów, które potrzebują impulsu do rozwoju, a zaangażowane w nie fundusze VC muszą sprzedać przynajmniej część udziałów. Jesteśmy gotowi zbierać konsorcjum inwestorów zapewniających pieniądze i wiedzę, jak przejść przez kolejny etap. To nie jest fundament naszej strategii, ale będziemy wykorzystywać nadarzające się okazje – zapowiada Bartłomiej Gola.

Zdaniem eksperta

Otoczenie sprzyja podobnym transakcjom

Przejmowanie kontrolnego pakietu w startupie przez konsorcjum prywatnych inwestorów to wciąż nietypowy w Polsce, ale bardzo ciekawy pomysł z dużą szansą powodzenia. Dowodem na to jest m.in. podobna transakcja w naszym wykonaniu.

MCI, w ramach wycofywania się z sektora VC, chciał sprzedać udziały w medtechu Sidly. Jako AIP Seed byliśmy zaangażowani w ten projekt od samego początku. Dostrzegając dalszy potencjał, wraz z kilkoma inwestorami wykupiliśmy udziały od MCI i aniołów biznesu w 2021 r. Od tego czasu spółka zwiększyła przychody mniej więcej sześciokrotnie, do ok. 18 mln zł w 2025 r., znacznie zyskując na wartości.

Mamy w Polsce już sporo startupów w pewnym sensie zblokowanych. Zaangażowane w nie fundusze VC nie chcą bądź nie mogą dołożyć potrzebnych pieniędzy, a jednocześnie nie chcą wyraźnie obniżyć oczekiwań względem wyceny. Pojawienie się w takiej spółce inwestorów gotowych przeprowadzić ją przez kolejny etap rozwoju wydaje się nieraz jedyną drogą.

Warunki w naszym kraju sprzyjają, by tego rodzaju transakcji było więcej. Z kilku powodów. Po pierwsze, przybywa spółek, które wyszły już z klasycznej fazy VC. Po drugie, znaczenie drobnych inwestorów indywidualnych jest dziś nieporównywalnie większe niż jeszcze dekadę temu. Wreszcie po trzecie, coraz więcej dużych inwestorów prywatnych jest otwartych na takie projekty. Dowodem na to jest działalność m.in. Rafała Brzoski lub Pawła Ossowskiego z firmy Zarys, z którym dokonaliśmy wykupu w Sidly.

Szef e-commerce Wakacje.pl na czele Fitatu

Zmiana właścicielska pociągnęła za sobą zmianę we władzach Fitatu. Na jego czele stanął Jakub Biczkowski. To menedżer związany wcześniej przez kilkanaście lat z Wirtualna Polska Holdingiem. Od 2023 r. był szefem e-commerce Wakacje.pl, czyli czołowej spółki turystycznego segmentu grupy.

– Nie planowałem zmieniać pracy, zwłaszcza że po przejęciu w 2025 r. grupy Invia przez WP Holding [jedna z największych zagranicznych transakcji polskich firm, warta ponad 1 mld zł – red.] miałem okazję budować coś naprawdę dużego. Mimo to postanowiłem dołączyć do Fitatu, dostrzegając w nim olbrzymi potencjał do wykorzystania. Zostałem także inwestorem, co dowodzi mojej wiary w ten biznes – mówi Jakub Biczkowski, prezes Fitatu.

Zapewnia, że wnosi przede wszystkim doświadczenie w dwóch obszarach. Pierwszy z nich: skalowanie biznesu.

– Dołączyłem do Wakacje.pl, gdy firma była warta nieco więcej niż Fitatu obecnie. Przez dziewięć lat uczestniczyłem – w różnych rolach – najpierw w fazie intensywnego zdobywania rynku, a następnie bronieniu pozycji lidera – tłumaczy Jakub Biczkowski.

Drugi obszar to rozwój produktów cyfrowych, szczególnie w obszarze sztucznej inteligencji. Zamiast MBA (studia biznesowe) menedżer wybrał studia podyplomowe na Politechnice Warszawskiej z zakresu sieci neuronowych i AI.

– Zbiegły się z boomem na ChatGPT, choć wybrałem je z uwagi na wieloletnie zainteresowania. Wielu menedżerów działa dziś pod silną presją wysokich oczekiwań i nie potrafi racjonalnie wdrożyć AI w swojej organizacji. Ja nauczyłem się rozmawiać o niej na wysokim poziomie szczegółowości i wiem, w jaki sposób możemy uniknąć potencjalnego pęknięcia bańki – wyjaśnia szef Fitatu.

Przewaga opierana na sztucznej inteligencji

Spółka przekonuje, że świetnie odnajduje się w dobie AI i że potrafi szybko dostosowywać się do dynamicznie zmieniających się realiów. Niedawno zleciła zewnętrznej agencji badanie porównujące dokładność swoich największych, globalnych konkurentów w zakresie szacowania kalorii na bazie zdjęcia. Zajęte miejsce w TOP5 nie odpowiadało jej ambicjom.

– Szeregiem działań byliśmy w stanie w ciągu kilku tygodni dopracować naszą funkcję AI tak, żeby zostać liderem pod kątem dokładności prezentowanych wyników dla użytkownika. To bardzo ważny sygnał, że relatywnie mała firma z Polski jest w stanie stworzyć najskuteczniejsze narzędzie w skali świata. Z wersji Premium+AI naszej aplikacji korzysta 150 tys. użytkowników. Rynek sztucznej inteligencji jest wciąż młody, a to sprawia, że wiele obszarów pozostaje do zagospodarowania. Możemy wprowadzać istotne funkcjonalności jako pierwsi – mówi Jakub Biczkowski.

W najbliższych miesiącach Fitatu będzie dodawać kolejne funkcjonalności, w tym oparte na AI obniżające barierę prowadzenia dziennika posiłków. Równolegle pracuje nad wejściem w nowe kategorie, pozostając w obszarze zdrowego stylu życia. Najwcześniej zrobi to jednak dopiero za rok.

Zdaniem eksperta

Dobry produkt, rzeczywiste potrzeby

Jestem zdecydowanym zwolennikiem aplikacji tego typu co Fitatu. Korzystałem z niej kilka lat temu, trenując półzawodowo, i nie przypominam sobie żadnych mankamentów. W konsekwencji polecam ją do dzisiaj, gdy ktoś prosi mnie o radę, z czego korzystać w celu przeliczania kalorii i układania planu posiłków.

Jeszcze dekadę temu samodzielne wyliczanie kaloryczności i składu posiłków było bardzo utrudnione. Dziś w przypadku chorób nadal ważne jest korzystanie z usług specjalistów, ale w sytuacji zwykłej chęci prowadzenia zdrowego trybu życia aplikacje pokroju Fitatu są dużym ułatwieniem. Nie trzeba przeczesywać rozmaitych forów i notować wszystkiego w Excelu – a sam musiałem tak robić, gdy zaczynałem trenować. Wystarczy smartfon, który mamy pod ręką.

Zwróćmy uwagę, jak popularne stały się wszelkiego rodzaju urządzenia monitorujące naszą aktywność. Ludzie lubią sprawdzać różne wskaźniki i obserwować postępy. Fitatu dokładnie w tę potrzebę się wpisuje. Poza tym pozwala ograniczyć czas, który dla coraz większej liczby osób staje się wyjątkowo cenny. Chcą go wykorzystywać możliwie jak najbardziej efektywnie tam, gdzie to możliwe. Tak by móc poświecić więcej czasu rodzinie lub po prostu odpoczynkowi.

Z perspektywy trendów rynkowych aplikacje fitness coraz wyraźniej przesuwają się w stronę roli osobistego, cyfrowego doradcy. Łączy on dane o aktywności, żywieniu i stylu życia w spersonalizowanym, łatwo dostępnym narzędziu wspierającym codzienne decyzje zdrowotne.

Więcej płacących w Polsce i przychodów z zagranicy

Fitatu ma ok. 1,2 mln aktywnych użytkowników miesięcznie, w tym ok. 240 tys. abonamentowych. Ponad 90 proc. przychodów uzyskuje z subskrypcji, reszta pochodzi z reklam. Fundamentem jest rodzimy rynek.

– Przy obecnej pozycji w Polsce widzimy duże możliwości poprawy monetyzacji bazy klientów. Odbiegamy pod tym względem od konkurentów z innych krajów, niewystarczająco skutecznie przedstawialiśmy korzyści płatnego pakietu. Wiemy, jak możemy zwiększać liczbę płacących użytkowników w tempie kilkudziesięciu procent rocznie, podwajając ją w ciągu kilku lat – mówi Jakub Biczkowski.

Zapewnia, że spółka jest w dobrej kondycji finansowej, a największym wyzwaniem jest dla niej zdywersyfikowanie źródeł przychodów.

– Polska pozostanie dla nas bardzo ważna, ale musimy umocnić pozycję za granicą. Teraz uzyskujemy z rodzimego rynku ponad 80 proc. przychodów. W ciągu kilku lat jego udział może przesunąć się w kierunku 60 proc., a mierzymy nawet w zwiększenie znaczenia zagranicy – zapowiada menedżer.

Nacisk na Europę Zachodnią, zwłaszcza DACH

Aplikacja jest już w pełni przetłumaczona na sześć języków. Ma użytkowników w różnych częściach świata, ale najwięcej – poza Polską – w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Włoszech i Hiszpanii.

– Generalnie spoglądamy na Europę Zachodnią. Priorytetowo traktujemy rynek DACH [kraje niemieckojęzyczne – red.] ze względu na niewielkie różnice w żywieniu – znacznie mniejsze niż np. w Ameryce Łacińskiej. Dzięki temu bazy danych mogą się przenikać. Planujemy równoległe przyspieszenie rozwoju także w innych krajach. Jesteśmy w trakcie ustalania kierunków – mówi Jakub Biczkowski.

Przyznaje, że tak jak konieczny jest produkt dopasowany do użytkowników o różnych profilach, tak samo trzeba pozyskiwać klientów różnymi kanałami

– Z naszej aplikacji korzystają nie tylko osoby, które chcą zrzucić kilka zbędnych kilogramów, ale także użytkownicy chcący utrzymać wagę, budować zdrowe nawyki żywieniowe, kontrolować jakość spożywanych posiłków oraz sportowcy – zarówno amatorzy, jak i profesjonaliści. Rynek się systematycznie poszerza, więc chcemy przyciągać ludzi, którzy dopiero szukają narzędzi do prowadzenia dziennika posiłków. Mamy jednak możliwości i ambicję, by jednocześnie odbierać część klientów konkurencji – mówi Jakub Biczkowski.

Wśród firm, z którymi Fitatu musi się mierzyć m.in. na rynku DACH, jest działający globalnie Yazio – chwali się ok. 100 mln użytkowników. Jakub Biczkowski przekonuje, że kierowana przez niego firma ma przewagi pod względem skuteczności oraz ceny. A mimo że za granicą jest nieco tańsza od głównych konkurentów, to i tak uzyskuje średnie przychody z użytkownika większe niż w Polsce. W ekspansji mogą z czasem pomóc przejęcia.

– W WP Holdingu uczestniczyłem w wielu akwizycjach, więc mogłem od wewnątrz obserwować, jak przeprowadzać je skutecznie. Niewykluczone, że wykorzystam to doświadczenie. Przeanalizowaliśmy już Europę pod względem przejęć i widzimy kilka potencjalnie atrakcyjnych spółek. Traktujemy to jako jedną z opcji wzrostu, jesteśmy otwarci na rozmowy – mówi prezes Fitatu.

Główne wnioski

  1. Jeden inwestor wystarczył na lata. Dotychczas jedynym inwestorem Fitatu, nadal zaangażowanym, był fundusz zarządzany przez SpeedUp Group. Postawił na nią w 2016 r. prawie 4 mln zł w zamian za ok. 18 proc. udziałów, gdy aplikacja Fitatu dopiero powstawała na bazie Vitalii, wcześniejszego biznesu dietetycznego jej twórców i założycieli serwisu Sympatia (Wojciech Wrzaskała i Dominik Golenia). Od płatnych planów żywieniowych przeszli do kalkulatora kalorii. Z czasem dodawali nowe funkcje i zwiększali liczbę płacących użytkowników. Obecnie jest ich ok. 240 tys., a łącznie aktywnych miesięcznie ok. 1,2 mln.
  2. Potrzebny impuls do utrzymania tempa. W 2025 r. aplikacja Fitatu przyniosła ok. 20 mln zł przychodów, o 45 proc. więcej niż rok wcześniej. By utrzymać taką dynamikę wzrostu i móc w ciągu kilku lat zwielokrotnić skalę działalności, potrzebowała nowego impulsu. Założyciele byli już gotowi do oddania kontroli, dlatego SpeedUp zebrał grupę 20 inwestorów (wśród nich Maciej Zientara, Wojciech Duda, Sławomir Nitek i André Gerstner), którzy w transakcji wartej ponad 30 mln zł przejęli ponad połowę udziałów. Za dwa, trzy lata będą gotowi do rozmów z potencjalnymi kupcami.
  3. Nowy prezes, nowe plany. Założyciele Fitatu pozostają w roli udziałowców i doradców. Nowym prezesem został Jakub Biczkowski, wcześniej m.in. szef e-commerce Wakacje.pl z WP Holdingu. Zamierza wykorzystać doświadczenie przede wszystkim w obszarze skalowania biznesu oraz wdrażania rozwiązań AI, na czym Fitatu chce opierać przewagę konkurencyjną. W przyszłości cenne może się okazać również jego doświadczenie w zakresie przejęć. Głównym celem spółki jest umocnienie międzynarodowej pozycji w Europie Zachodniej, zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych.