Skrajnej prawicy i lewicy nie udało się obalić francuskiego rządu. Premier przetrwał dwa głosowania nad wotum nieufności
Ani skrajnej lewicy z Francji Nieujarzmionej, ani skrajnej prawicy ze Zjednoczenia Narodowego nie udało się odwołać premiera Sebastiena Lecornu. Szef rządu przetrwał dwa głosowania nad wnioskami o wotum nieufności.
Wniosek skrajnej prawicy poparło jedynie 142 deputowanych. Lepiej powiodło się wnioskowi Francji Nieujarzmionej. Ten poparło 269 deputowanych. By jednak odwołać rząd premiera Lecornu, potrzeba było 288 głosów.
Wynik był jednak do przewidzenia – opozycyjna Partia Socjalistyczna zapowiedziała, że nie poprze wniosków o odwołanie rządu. Upadek gabinetu Lecornu oznaczałby też prawdopodobnie przyspieszone wybory parlamentarne.
Wnioski złożono po decyzji premiera, że użyje jednego z artykułów konstytucji, który umożliwia przyjęcie budżetu bez głosowania. Rząd nie mógł bowiem znaleźć większości, by przegłosować budżet wprowadzający mocne oszczędności w państwie. Do tego premier Sebastien Lecornu wcześniej obiecywał, że nie będzie wykorzystywał tej furtki.
Opozycja, zarówno z lewej, jak i z prawej strony, ostro krytykuje budżet. Politycy twierdzą, że wprowadza on zbyt głębokie cięcia w systemie emerytalnym i opieki socjalnej. Rząd tłumaczy zaś, że bez tych reform w ciągu kilku lat deficyt finansów publicznych będzie nie do opanowania.