Ukraińcy zaatakowali rosyjskie statki na Morzu Czarnym. Oto dlaczego to może być przełom

Siły Systemów Bezzałogowych (SBS) ukraińskiej armii zaatakowały na Morzu Czarnym 20 rosyjskich statków, w tym 17 tankowców floty cieni, dwa tankowce do przewozu gazu oraz jeden holownik – przekazał w czwartek dowódca SBS major Robert „Madiar” Browdi. Oznacza to, że w ciągu kilku dni Ukraińcom udało się z mniejszym lub lepszym skutkiem uderzyć w około 140 celów na morzu. Jak podkreślają obserwatorzy, dodatkowo jest to uderzenie w kluczowy dla rosyjskiej gospodarki system rzecznych połączeń.

„Sto szesnaście statków rosyjskiej floty cieni w Morzu Azowskim – pierwsza runda bitwy morskiej dobiegła końca. Teraz Morze Czarne” – zapowiedział Browdi.

Obecne ataki na Morzu Czarnym uderzają w kluczowy dla rosyjskiej gospodarki system rzecznych połączeń

Jak podkreślił w swoim komentarzu na YouTube dr Salvatore „Sal” Mercogliano, ekspert specjalizujący się w ruchu handlowym statków morskich, atakowane obecnie jednostki są jeszcze mniejsze i służą Rosji do transportu materiałów rozbudowaną siecią rzeczną, która łączy Bałtyk z Morzem Kaspijskim i Morzem Czarnym (tzw. Jednolity System Głębokowodny).

Do Morza Azowskiego, leżącego między terytorium Rosji a okupowanym przez nią Krymem, wpada rzeka Don, będąca kluczową częścią tego systemu. Skala uderzenia i sam fakt, że Ukraińcy są do niego zdolni, mogą – zdaniem Mercogliano – mieć olbrzymie konsekwencje dla rosyjskiej gospodarki, która w dużej mierze bazuje na transporcie materiałów tym szlakiem, będącym rodzajem logistycznego krwiobiegu Rosji.

Dlaczego dzieje się to akurat teraz?

  • Ukraina praktycznie z miesiąca na miesiąc czyni istotne postępy technologiczne, które umożliwiają coraz bardziej precyzyjne uderzenia za pomocą dronów i rakiet, także w odległych regionach Rosji i – jak widzimy obecnie na Morzu Czarnym – na zmasowaną skalę.
  • Rosyjskich statków nie byłoby na wodach Morza Azowskiego tak dużo, gdyby nie wywołany przez wcześniejsze ataki na rosyjską infrastrukturę kryzys paliwowy. W wyniku ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie i logistykę paliw oraz innych materiałów szczególnie zaczęło brakować na okupowanym Krymie.

Czytaj także: Kryzys paliwowy w Rosji coraz większy. Bójki na stacjach, „pomoc humanitarna" z Kazachstanu

Czy rosyjskie dowództwo samo sobie stworzyło ten problem?

Jak zauważył ukraiński RFU News, to właśnie problem braków zaopatrzenia na Krymie Rosjanie próbowali rozwiązać, wyprowadzając na masową skalę na Morze Azowskie swoje mniejsze, przystosowane do transportu rzecznego jednostki. Najwyraźniej nie przewidzieli jednak, jakimi obecnie możliwościami dysponują Ukraińcy.

Suchej nitki na rosyjskim dowództwie nie pozostawiają również rosyjscy blogerzy militarni. Przez tzw. Z-blogosferze przelała sie fala wściekłości, bezradności oraz otwartej krytyki wobec rosyjskiego dowództwa.

„Ze zdjęć satelitarnych oraz publikowanych w internecie nagrań wynika, że w poważniejszym stopniu uszkodzonych zostało co najwyżej kilkanaście jednostek, jednak ukraińska akcja znacząco utrudniła wykorzystanie transportowe Morza Azowskiego. 11 lipca po raz pierwszy w trakcie ataku wstrzymany został ruch przez Azowsko-Doński Kanał Morski, łączący Zatokę Taganroską z ujściem Donu, a tym samym z rosyjskim systemem śródlądowych dróg wodnych (głównie Kanałem Wołga–Don)” – podkreśla w swoim komentarzu z 14 lipca Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW).

W jego ocenie te mniejsze, nieoceaniczne jednostki nie powinny w ogóle być jednak nazywane flotą cieni, a „używanie przez Kijów tego określenia służy najprawdopodobniej nadaniu operacji dodatkowej rangi”.

Czytaj także: Niemiecki instytut IfW: gospodarczy upadek Rosji to możliwy scenariusz

Źródło: XYZ, PAP