Pierwszy skład
Łyżwiarze na rowerach, Polak w NBA, Korea Północna piłkarską potęgą
Można być jednocześnie mistrzem w łyżwiarstwie szybkim i kolarstwie szosowym. Udowodnił to Władimir Semirunnij. Można w wieku 44 lat wygrać bieg na dystansie niemal 100 kilometrów. Zrobiła to Dominika Stelmach. Dziś „Pierwszy Skład” motywuje – albo deprymuje... Do której grupy należysz?
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Ten tekst jest częścią Pierwszego składu – newslettera dla tych, którzy chcą rozumieć sport szerzej niż przez wyniki.
Top story
Trudny czas przeżywa Adrian Meronk, najlepszy polski golfista. Wszystko wskazuje na to, że podjął złą decyzję zawodową i teraz odczuje jej skutki.
Dwa lata temu nasz zawodnik dołączył do powstałej w 2021 r. i wówczas nadal perspektywicznej ligi golfowej LIV Golf. Polak przekonywał, że zrezygnował z gry w legendarnym amerykańskim PGA Tour na rzecz tych rozgrywek, ponieważ zainteresował go nietypowy format turniejów oraz ciekawi sponsorzy.
Warto jednak wspomnieć, że saudyjski fundusz majątkowy (PIF), główny inwestor i założyciel LIV Golf, obiecywał nowym zawodnikom kolosalne zarobki. Znacznie większe niż te, które mogliby uzyskać za oceanem w ramach PGA Tour. Co więcej, były to zarobki gwarantowane, niezależne od wyników sportowych.

Teraz przekonujemy się, jaka to była gwarancja. PIF obiecywał wsparcie finansowe LIV Golf co najmniej do 2032 r., jednak nagle wycofał finansowanie. Liga na gwałt szukała nowego sponsora, ale go nie znalazła, więc wystąpiła w USA o ochronę przed bankructwem w ramach przepisu Chapter 11. Umożliwia on próbę kontynuacji działalności poprzez przedstawienie planu restrukturyzacji i uzyskanie jego sądowej akceptacji.
Jaka będzie ta restrukturyzacja? Możemy się domyślać. Najpierw lidze udało się pozyskać pożyczkę bankową umożliwiającą uregulowanie kluczowych płatności, takich jak wynajem biur. Dalej będą zwolnienia grupowe pracowników niższego szczebla, następnie zmiana modelu biznesowego na taki, który przyciągnie nowego sponsora innego niż PIF, płacący miliardy dolarów w ciemno. Na końcu przyjdzie czas na decyzję dotyczącą zawodników.
Problemem są nie tylko zaległe pensje golfistów, ale także zobowiązania na kolejne lata. Największe gwiazdy, które dołączyły do LIV Golf, takie jak Jon Rahm czy Bryson DeChambeau – regularnie wygrywały w PGA Tour, dlatego, by przenieść się do nowej, kontrowersyjnej saudyjskiej ligi, potrzebowały pieniędzy znacznie większych niż kwoty, których mogły oczekiwać za kolejne sukcesy w amerykańskim cyklu.
Nie są znane szczegóły, ale mówi się, że kontrakty Rahma i DeChambeau są warte nawet po 300 mln dolarów. Część pieniędzy już otrzymali, część mają jeszcze dostać, ale są też miliony, które miały zostać wypłacone w ostatnich tygodniach. Z powodu upadłościowego zamieszania nie wpłynęły jednak na ich konta. Łączne długi LIV Golf szacowane są na co najmniej pół miliarda dolarów.
Część z tej kwoty należy się Adrianowi Meronkowi. Brytyjskie media podają, że przez pierwsze półtora roku w lidze zarobił 13,5 mln dolarów. To imponująca kwota, jednak Polak nadal czeka na około 4,5 mln dolarów, które miał otrzymać w ostatnich miesiącach. Czekając na pieniądze, nasz rodak zapewne rozważa, co dalej. Zostać w LIV Golf i liczyć, że nowy inwestor będzie płacił tyle, ile obiecywał poprzedni? Czy może spróbować wrócić do PGA Tour?
Ta druga opcja wydaje się logiczna, ale w praktyce będzie bardzo problematyczna. Jak można się domyślać, PGA Tour nie jest tak łaskawa jak biblijny ojciec czekający na syna marnotrawnego. Nie czeka z otwartymi ramionami na golfistów, którzy zrzekli się niezwykle prestiżowej karty PGA Tour, by dołączyć do saudyjskiej konkurencji, chcącej zniszczyć ponad 100 lat golfowej tradycji.
Brian Rolapp, nowy komisarz PGA Tour, stanowczo podkreśla, że nie będzie taryfy ulgowej dla zawodników chcących wrócić z LIV Golf. Nikogo już nie obchodzi, że kiedyś miałeś kartę PGA Tour i z sukcesami występowałeś w tym cyklu. Chcesz wrócić? Musisz się zakwalifikować jak każdy inny golfista. Taka ostra retoryka jest możliwa dzięki rozkwitowi, jaki przeżywa obecnie PGA Tour.
Szybką drogę powrotu w styczniu dostał wielokrotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych Brooks Koepka, ale dlatego, że była to decyzja motywowana zmianą zdania, a nie bankructwem pracodawcy.
Teraz najprostsza droga powrotu do PGA Tour prowadzi przez zerwanie kontraktu z LIV Golf i dobre wyniki w DP World Tour, czyli europejskim cyklu współpracującym z PGA Tour. Rozgrywki odbywają się głównie w Europie, ale także w Azji i Afryce. Tam zawodnicy z LIV Golf mogą występować, mimo że za oceanem nie są mile widziani.
W ten weekend DP World Tour zawita do Anglii, gdzie odbędzie się jeden z najciekawszych turniejów sezonu – BMW PGA Championship. Sezon PGA Tour już się zakończył, dlatego na liście uczestników gościnnie znaleźli się najlepsi zawodnicy amerykańskiego cyklu. Jest jednak ktoś jeszcze – goście z LIV Golf. Jon Rahm, wielka gwiazda LIV Golf, i... Adrian Meronk. Czyżby były to pierwsze przymiarki do powrotu? Oby, bo świetnie byłoby znów oglądać Polaka w rywalizacji z najlepszymi golfistami świata na największej scenie.
A pomyśleć, że to wszystko mogłoby się nie wydarzyć, gdyby... Donald Trump zrobił to, czego od niego oczekiwano. Przez lata związany z PGA Tour polityk zaczął wspierać LIV Golf w pierwszych latach po jej założeniu, pojawiając się na turniejach i udostępniając swoje pola golfowe do tych rozgrywek. Podczas kampanii wyborczej w 2024 r. oczekiwano, że gdy zostanie prezydentem USA, doprowadzi do połączenia LIV Golf z PGA Tour. Ostatecznie jednak zaczął dystansować się od saudyjskiej ligi i ponownie flirtować z PGA Tour. W tym roku po raz pierwszy od lat amerykańska seria zagrała turniej na jego polu. Cóż, miliarder wiedział, kiedy i na kogo postawić.

Zdjęcie tygodnia

Aleksandar Nikołow zdobył w środę w meczu z Polską aż 37 punktów i pozbawił naszą drużynę kompletu zwycięstw w fazie grupowej siatkarskich mistrzostw Europy. Bułgaria po bardzo zaciętym starciu wygrała 3:2, Aleksandar Nikołow latał nad siatką i zbijał tak, jak rok temu na mistrzostwach świata, gdy poprowadził Bułgarów do srebra.
Młodzi kibice powiedzieliby może nawet: „W meczu z Polską był w chorym transie”. Po jednej z efektownych akcji Bułgar wykonał w geście radości szybki ruch, który polskim kibicom od razu skojarzył się z podrzynaniem gardła.
Rewanż może być więc pikantny – dojdzie do niego w ćwierćfinale, jeśli w sobotę Polska pokona Łotwę (początek o 15.00), a Bułgaria – Niemcy (o 18.00).
Jeśli do rewanżu dojdzie, to Wilfredo León na pewno nie będzie już rezerwowym. W środę odpoczywał, bo Polacy byli już pewni pierwszego miejsca w grupie.
Aleksandar Nikołow jeszcze nie skończył 23 lat, a już jest jednym z najlepszych siatkarzy na świecie. W reprezentacji piłkę do ataku wystawia mu brat, Simeon. Nie skończył jeszcze 20 lat, a rok temu również błyszczał na MŚ. Obaj są synami Władimira Nikołowa, brązowego medalisty MŚ z 2006 r. Ale to nie koniec. Władimir ma jeszcze jednego syna, Filipa, który także gra w siatkówkę. Na razie jednak nie jest na tyle dobry, by zyskać powołanie do reprezentacji na ME.
Wnioski? Może dodatkowe 500+ dla naszych siatkarzy? Synowie będą zastępować ojców, a my ciągle będziemy mocni…

Nasze hity
- Afera koszulkowa w Hiszpanii. Przed meczem Elche z Realem Madryt piłkarze obu drużyn wyszli na boisko w T-shirtach założonych na koszulki meczowe, z napisem „Wszyscy jesteśmy Makrelami”. „Makrele” to potoczne określenie mieszkańców Ceuty, hiszpańskiej enklawy położonej na terytorium Maroka, szturmowanej półtora miesiąca temu przez kilkadziesiąt tysięcy imigrantów. Hasło na koszulkach miało wyrażać solidarność z mieszkańcami Ceuty.
Kylian Mbappé, Vinícius Jr. i Ibrahima Konaté założyli T-shirty tylko do połowy, tak, by hasło wyrażające solidarność z mieszkańcami Ceuty nie było w pełni widoczne. Jako pierwsi pospiesznie je zdjęli. Całość została odczytana jednoznacznie: zawodnicy nie zamierzają krytykować szturmu na Ceutę.
Spór wokół Ceuty ma w piłce jeszcze jedną odsłonę. Maroko i Hiszpania wraz z Portugalią, wspólnie zorganizują mundial w 2030 roku. Finał tego turnieju może zostać rozegrany tylko na jednym stadionie i już trwa ostra zakulisowa walka o to, czy odbędzie się na madryckim Santiago Bernabéu, czy na powstającym niedaleko Kasablanki 115-tysięcznym stadionie im. Hassana II. Ten drugi ma być największym czynnym stadionem piłkarskim na świecie. - Korea Północna piłkarską potęgą? Owszem, gdy mowa o młodzieżowej piłce kobiecej. Koreanki są aktualnymi mistrzyniami świata do lat 17 i 20. Na trwających w Polsce mistrzostwach świata w tej drugiej kategorii wiekowej walczą właśnie o obronę tytułu. Na piłkę nożną w połowie lat 80. odgórnie postawiły północnokoreańskie władze. Wydedukowano, że na świecie konkurencja nie jest duża, więc przy stosunkowo małych nakładach można powalczyć o laury. Pomysł przerodził się w plan, a realizacja planu zaowocowała sukcesami. Choć młode północnokoreańskie zawodniczki od lat należą do światowej czołówki, żadna z nich nie gra w zagranicznym klubie. Po turnieju w Polsce nic się nie zmieni. Z jednej strony, do wysyłania swoich zawodniczek za granicę nie palą się oficjele z KRLD, z drugiej: zarobkowanie obywatelki tego państwa uniemożliwiają obecne sankcje nałożone rezolucją ONZ. A przecież nie tak dawno mieliśmy piłkarzy z Korei Północnej w Bundeslidze czy Serie A.
- Arsenal nawiązał współpracę z... Boston Consulting Group. Zgadza się, nie z zawodnikiem ani z trenerem, lecz z firmą konsultingową. Klub chce zwiększyć efektywność działalności operacyjnej. To pomysł Richarda Garlicka, który został prezesem Kanonierów w ubiegłym roku. Sam będzie aktywnie uczestniczył w realizacji projektu. W ostatnio raportowanym sezonie 2024/25 Arsenal osiągnął rekordowe przychody w wysokości 691 mln funtów i był bliski osiągnięcia wyniku netto na poziomie zera. Strata wyniosła zaledwie 1,4 mln funtów. Na tle rywali z Premier League to bardzo dobry rezultat. Jednak gdy zajrzymy w szczegóły, zobaczymy, że koszty operacyjne wzrosły o 50 mln funtów, a strata operacyjna wyniosła 65 mln funtów. Klub, którego właścicielem jest amerykański konglomerat stworzony przez miliardera Stana Kroenke, właśnie w tym obszarze widzi największe pole do poprawy. Rozłożyliśmy finanse Arsenalu na czynniki pierwsze, aby sprawdzić, jak zarabia obecnie najlepszy klub w Anglii.

Bohater(ka) tygodnia
Klaudia Kazimierska wygrała w weekend w Budapeszcie bieg na 1500 m w ramach imprezy „Ultimate Championship” i została powszechnie uznana za nową światową gwiazdę lekkoatletyki. Przy okazji zarobiła aż 150 tys. dolarów – ze względu na rangę biegu. „Ultimate Championship” to nowy pomysł na uatrakcyjnienie lekkoatletycznego kalendarza. Rywalizować w tych zawodach mają najlepsi z najlepszych.

Fot. Paweł Skraba/PAP
Na dystansie 1500 m zabrakło kontuzjowanej rekordzistki świata Faith Kipyegon, co komentujemy stwierdzeniem, że Klaudia Kazimierska godnie ją zastąpiła.
W sierpniu Kazimierska zdobyła srebrny medal na mistrzostwach Europy w Birmingham, a gdy tydzień później zajrzała na chwilę do Polski, podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej poprawiła rekord kraju. Utrzymał się on tylko kilkanaście dni, bo na mityngu w Brukseli nowa gwiazda pobiegła jeszcze szybciej. 1500 m pokonała w 3 minuty, 54 sekundy i 5 setnych. To wynik słabszy od rekordu świata o nieco ponad 5 sekund.
Napisaliśmy wyżej „zajrzała do Polski”, ponieważ trenuje w USA. Tam też ukończyła studia matematyczne ze specjalnością z analizy matematycznej. Tak, my też zbieraliśmy szczęki z podłogi.

Liczba tygodnia
12
– tyle minut Igor Milicić Jr miał kontrakt z New York Knicks. Brzmi to z jednej strony smutno, a z drugiej groteskowo. W praktyce to jednak standardowa, pragmatyczna procedura, całkowicie pozbawiona emocji.
Polak chorwackiego pochodzenia podpisał z klubem umowę typu Exhibit 10. Uprawnia ona zawodnika do udziału w obozie przedsezonowym drużyny i walki o miejsce w składzie.
Knicks jednak rozwiązali umowę. Koszykarz nie pojedzie na obóz. Po co zatem całe to zamieszanie? Chodzi o to, by zachęcić Polaka do dołączenia do Westchester Knicks, drugiej drużyny klubu, występującej w rozgrywkach NBA G League.
Jeżeli podpisze kontrakt z Westchester i będzie reprezentował zespół przez co najmniej 60 dni, otrzyma dodatkowy bonus w wysokości 91 tys. dolarów. Takie są zasady dotyczące zawodników, którzy wcześniej mieli umowę typu Exhibit 10 z pierwszą drużyną.
Knicks liczą, że perspektywa bonusu wartego po przeliczeniu ponad ćwierć miliona złotych przekona Milicicia do pozostania w organizacji zamiast powrotu do Europy.
Nowojorczycy mają także wyłączne prawa do Polaka. Jeżeli będzie chciał grać w G League, będzie musiał występować w Westchester Knicks. W poprzednim sezonie grał w Delaware Blue Coats, zapleczu Philadelphia 76ers.
Co ciekawe, tego samego dnia co Milicić Knicks podpisali Exhibit 10 z siedmioma innymi zawodnikami. Umowy nie rozwiązano jednak z żadnym z nich. Będą więc walczyć podczas obozu przedsezonowego o… jedno wolne miejsce w składzie Knicks. Chodzi o kontrakt typu two-way, który pozwala występować zarówno w NBA, jak i w G League.

Czy wiesz, że…
...srebrny medalista w łyżwiarstwie szybkim, Władimir Semirunnij, wystartował w kolarskich mistrzostwach Polski. Co więcej, zdobył na tych mistrzostwach złoty medal w jeździe parami na czas. Partnerował mu Eryk Marciniak – również łyżwiarz szybki. Co panczeniści robili na zawodach kolarskich?
– Trener podliczył mi kiedyś, że przez 2 lata przejechałem na rowerze 35-36 tys. kilometrów. Lubię rower i dobrze na nim kręcę, dlatego chciałbym pojechać w mistrzostwach Polski – mówił Władimir Semirunnij w rozmowie z XYZ.

Jazda na rowerze to podstawa treningu łyżwiarzy szybkich. Pozwala pracować nad wytrzymałością, wydolnością tlenową i siłą nóg. W dodatku, podobnie jak na łyżwach, zawodnicy trenują w pozycji pochylonej.
Na tegorocznych igrzyskach zimowych Klaudia Adamek, olimpijka z Tokio w sztafecie 4 × 100 metrów, wystartowała w bobslejach. Może i Władimir Semirunnij w przyszłości dopisze sobie występ na letnich igrzyskach?

Posłuchaj podcastu
Mamy mistrza świata w boksie! Michał Cieślak otrzymał pas federacji WBC w wadze junior ciężkiej. Dosłownie „otrzymał”, bo dotychczasowy mistrz Noel Mikaelian nie stoczył obowiązkowej walki w obronie tytułu, wybierając starcie w mającej wielkie aspiracje federacji Zuffa Boxing, o której pisaliśmy jakiś czas temu.
Polak nie wywalczył tytułu w ringu, ale będzie go w nim bronił. Jego pierwszym rywalem ma być niepokonany dotąd David Benavidez.

Jeden Michał Cieślak może jednak nie uratować wizerunku polskiego boksu zawodowego. „Według mnie on istnieje tylko teoretycznie” – powiedział w podcaście „Sport to pieniądz” Kacper Bartosiak, dziennikarz uważnie śledzący nasz boks.
– Mam wrażenie, że nikomu się specjalnie nie chce. Promotorom nie chce się udawać, że jest tutaj coś do promocji. Pięściarze też niespecjalnie rwą się do kolejnych wyzwań. Wydaje mi się też, że telewizja także od boksu trochę odchodzi – surowo ocenia Kacper Bartosiak.
Czy więc pozostanie nam wspominanie nocy zarywanych na walki Andrzeja Gołoty czy Tomasza Adamka? Czy nogę pięściarstwu podstawiły MMA i freak fighty? Posłuchaj!
To wydanie newslettera Pierwszy Skład. Chcesz otrzymywać kolejne prosto na swoją skrzynkę? Zarządzaj zapisem na newslettery XYZ tutaj.