Ozempic sprawia, że odechciewa się pić? Heineken: popularne leki uderzą w sprzedaż piwa
Heineken w prezentacji dla brytyjskich pubów zaapelował o dostosowanie się do rosnącej popularności leków na cukrzycę i odchudzanie, ostrzegając, że w przeciwnym razie mogą stracić klientów i przychody – pisze Reuters. Jak zauważa agencja, to rzadki przypadek, gdy duży producent alkoholu otwarcie przyznaje, że tego typu leki mogą stanowić zagrożenie dla sprzedaży piwa.

Według analiz JPMorgan tylko w Stanach Zjednoczonych w 2025 r. około 10 mln osób stosowało preparaty takie jak produkowane przez Novo Nordisk Ozempic (zarejestrowany jako lek na cukrzycę) i Wegovy (lek na otyłość i nadwagę).
Ich popularność jest tak duża, że rozlewa się na wiele segmentów rynku dóbr konsumpcyjnych. Spada popyt na słodycze i przekąski, z kolei rośnie zapotrzebowanie na usługi krawieckie i produkty odzieżowe. Zyskuje również branża beauty, ponieważ szybkie chudnięcie może powodować m.in. zwiotczenie skóry czy zmarszczki. Efekt jest tak duży, że istnieje już nawet termin określający to zjawisko – „Ozempic economy".
Czytaj także: Polacy wydali 3,4 mld zł na leki na cukrzycę i otyłość. Czy nowe preparaty to rewolucja?
Heineken: leki GLP-1 mogą ograniczać chęć sięgania po alkohol
Heineken, drugi co do wielkości producent piwa na świecie po AB InBev, poinformował klientów z branży gastronomicznej i hotelarskiej, że leki GLP-1 takie j ak Ozempic mogą ograniczać chęć sięgania po alkohol.
Firma ostrzegła również angielskie puby, że „utrzymanie tradycyjnego modelu spotkań towarzyskich, podczas których konsumowane jest kilka pint piwa, może stać się trudniejsze".
Zalecono m.in. promowanie półpint, napojów niskoalkoholowych i bezalkoholowych oraz łączenie napojów z niewielkimi przekąskami. W przeciwnym razie – obawia się Heineken – lokale mogą odnotować spadek liczby odwiedzin i wydatków klientów w miarę upowszechniania się tych leków w Wielkiej Brytanii.
Branża alkoholowa stoi nie tylko w obliczu zagrożenia ze strony popularnych leków. Zmaga się też z ogólnym trendem – konsumenci ograniczają spożycie alkoholu ze względów zdrowotnych i ekonomicznych.
Heineken przekazał Reutersowi, że „prezentacja była elementem regularnej współpracy firmy z brytyjską branżą gastronomiczną i miała pomóc przedsiębiorcom zrozumieć zmiany zachodzące na rynku".
Europa jest największym rynkiem Heinekena pod względem przychodów, jednak tempo wzrostu pozostaje ograniczone.
GLP-1 prawdopodobnie obniża chęć picia. Rosną też nadzieje na lek na alkoholizm
Dane firmy badawczej Circana pokazują, że amerykańskie gospodarstwa domowe, w których co najmniej jedna osoba stosowała leki GLP-1, ograniczyły wydatki na alkohol zarówno spożywany w domu, jak i poza nim, w porównaniu z gospodarstwami niestosującymi takich leków. Po dwóch latach terapii wydawały na alkohol około 7 proc. mniej miesięcznie niż pozostałe gospodarstwa, a wydatki na piwo były niższe o około 13,5 proc.
Badania przeprowadzone w Europie i Wielkiej Brytanii przez Circana, NIQ oraz brytyjską firmę badawczą KAM również wskazują, że osoby stosujące leki GLP-1 częściej ograniczają spożycie alkoholu.
Zdaniem cytowanego przez Reutersa Josepha Schachta, profesora Uniwersytetu Colorado Anschutz, wpływ leków GLP-1 na mózg może również ograniczać motywację do spożywania alkoholu. Naukowiec kierował badaniem dotyczącym wpływu leków GLP-1 na osoby z zaburzeniami związanymi z używaniem alkoholu.
– Badania konsekwentnie pokazują ograniczenie głodu alkoholowego i spożycia alkoholu u osób cierpiących na takie zaburzenia – powiedział Joseph Schacht.
Badania konsekwentnie pokazują ograniczenie głodu alkoholowego i spożycia alkoholu u osób cierpiących na takie zaburzenia – powiedział Joseph Schacht.
Dodał, że leki te mogą okazać się dla leczenia uzależnienia od alkoholu przełomem porównywalnym do znaczenia Prozacu w leczeniu depresji. Jednocześnie mogą stanowić wyzwanie dla producentów alkoholu, jeśli ograniczenie spożycia obejmie także szerszą grupę konsumentów.
Mechanizm działania GLP-1 – polegający na wyciszaniu ośrodka nagrody w mózgu – daje nadzieję na wykorzystanie tych leków w leczeniu innych uzależnień, także alkoholizmu. Badania kliniczne w tym kierunku trwają i przynoszą obiecujące wnioski. Na oficjalny lek na alkoholizm wciąż jednak musimy poczekać.
To dopiero może być prawdziwy cios dla branży, której wyniki są silnie uzależnione od osób nadużywających alkoholu. Z danych rynkowych i analiz socjologicznych wyłania się spójny obraz: producenci alkoholu czerpią większość swoich zysków od relatywnie wąskiej grupy konsumentów, którzy piją najwięcej.
I tak na przykład z analizy firmy analitycznej Bernstein z 2024 r. wynika, że zaledwie 20 proc. osób, które piją najwięcej, odpowiada za 90 proc. zysków producentów alkoholi. Z kolei badania brytyjskiego Institute of Alcohol Studies (IAS) wykazały, że w Wielkiej Brytanii osoby pijące powyżej norm niskiego ryzyka (czyli zagrożone alkoholizmem lub alkoholicy) generują aż 68 proc. przychodów całej branży alkoholowej. Ponadto zaledwie 4 proc. populacji (osoby pijące w sposób skrajnie szkodliwy) odpowiada za blisko jedną czwartą (23 proc.) całkowitych przychodów ze sprzedaży.
Czytaj także: Spore zmiany w sprzedaży i promocji alkoholi. Nadchodzi nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości