Coraz więcej osób kupuje po cichu luksusowe nieruchomości w Hiszpanii. Nigdy nie zobaczysz tych ogłoszeń
Wille, kamienice, luksusowe mieszkania – nieruchomości w Hiszpanii zmieniają właścicieli po cichu mimo astronomicznych kwot. „Off market” na Półwyspie Iberyjskim rośnie w cieniu – informuje dziennik „El País".

Fot. Bildagentur-online/Schoening/Universal Images Group via Getty Images
4 mln euro – za taką kwotę kilka tygodni temu zmieniło właściciela luksusowe mieszkanie w centrum Madrytu. Sęk w tym, że nie wiadomo, kim jest nabywca, ani sprzedawca. A lokal nigdy nie trafił na portale ogłoszeniowe.
Tak właśnie działa hiszpański „off market”. W transakcjach pośredniczą wyspecjalizowane agencje, dzięki którym tzw. HNWI (high net worth individuals – przyp. red.), czyli najbogatsi prezesi dużych firm, sportowcy i politycy, bez rozgłosu handlują willami, luksusowymi mieszkaniami, kamienicami, historycznymi terenami czy nadmorskimi posiadłościami.
Według rozmówcy „El País” hiszpański rynek „off market” odnotował w ostatnich latach wyraźny wzrost.
– W naszym przypadku szacujemy, że w 2025 r. 20-30 proc. transakcji o najwyższej wartości zostało sfinalizowanych bez publikacji ogłoszeń na portalach nieruchomościowych. Jeszcze pięć lat temu transakcje poza rynkiem były praktyką znacznie rzadszą – mówi Álvaro González de La-Hoz, dyrektor generalny Spain Sotheby’s International Realty.
Jak podaje „El País”, najbogatsi decydują się na taki kanał sprzedaży, ponieważ chcą chronić swoją prywatność i zachować dyskrecję.
Według Palomy Pérez Bravo, dyrektor generalnej Dils Lucas Fox, zależność jest prosta: im bardziej wyjątkowa nieruchomość i im ważniejszy sprzedawca, tym większa szansa na transakcję „po cichu”.
Większość tego typu transakcji przypada na Madryt albo region Costa del Sol, zwłaszcza Marbelli.
– Ceny zaczynają się zazwyczaj od 1,5 mln euro, a niektóre transakcje sięgają nawet 12 lub 14 mln euro – dodaje Juan Luis Sáez, dyrektor generalny The Avenue Select Real Estate.
W przypadku transakcji przekraczających 10 mln euro „off market” to bardziej norma niż wyjątek.
Źródło: El País